Ta zmiana miała zrewolucjonizować polską szkołę. „Obiecywali i wyszły z tego nici”

Ta zmiana miała zrewolucjonizować polską szkołę. „Obiecywali i wyszły z tego nici”

Klasa szkolna
Klasa szkolna Źródło: Shutterstock / Elzbieta Krzysztof
– Ustawowy zakaz by to rozwiązał. Obiecywali i wyszły z tego nici – mówi pani Ewa, nauczycielka z Lublina. W ten sposób odniosła się do głośnych zapowiedzi dotyczących wprowadzenia zakazu używania telefonów w szkołach.

Kończy się rok szkolny 2024/2025, a nauczyciele gorzko podsumowują fakt, że nie udało się wprowadzić zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach. – Duża grupa rodziców rozumie problem, ale nie wszyscy. Mam takich, którzy mówią mi wprost, że nie życzą sobie, abym zwracała uwagę ich synowi czy córce, że na przerwie siedzi z telefonem, czy używa go na lekcji – mówi w rozmowie z TOK FM pani Ewa, jedna z nauczycielek z Lublina.

Jak dodaje, zdarzają się sytuacje, kiedy nauczyciele słyszą, że telefony to własność uczniów, a im nic do tego. – Ustawowy zakaz by to rozwiązał. Obiecywali i wyszły z tego nici – podsumowuje pedagog.

Zakaz telefonów w szkołach? „Mają to w nosie”

W części placówek, w tym np. w Szkole Podstawowej nr 6 w Lublinie, wprowadzono zasadę, że smartfony należy zostawiać w szkolnych szafkach. Jak podaje TOK FM, mimo zapisu w statucie, część uczniów ma ignorować tę kwestię, „mając to w nosie”. – Spodziewaliśmy się ustawy w sprawie smartfonów, bo to jest pragnienie wielu nauczycieli, o którym słyszę w trakcie codziennych rozmów z nimi – mówi dyrektor SP 6 Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk. Jednocześnie zaznaczyła, że w jej szkole ok. 25 rodziców zgłasza wątpliwości co do wprowadzenia wspomnianego zakazu.

– Wszyscy wiemy, jak ważna jest higiena cyfrowa, często rozmawiamy o tym również z naszymi uczniami, także oni też to wiedzą, ale niestety w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Tu oczywiście przyczyn jest wiele, to m.in. funkcjonowanie w grupie i to, że dziecko idzie za grupą, nie chce od niej odstawać. A to powoduje, że dzieci są niemal non stop online, są przeciążone, przebodźcowane, w ciągłym czuwaniu – analizuje dyrektor.

Co więcej, uczniowie często mają mieć telefony w plecakach i podejmować próby korzystania z nich. W jaki sposób się tłumaczą? – Na przykład, że dziecko właśnie sprawdzało rozkład lekcji, by się upewnić, jakie zajęcia ma po przerwie. Albo, że właśnie pilnie musiało się skontaktować z rodzicami. Albo, że czeka na pilną wiadomość od babci, dziadka czy siostry – wymieniała Danuta Nowakowska- Bartłomiejczyk.

Czytaj też:
Nowacka liderką w bolesnym sondażu. Wiceszefowa MEN reaguje
Czytaj też:
Rewolucyjny ruch MEN w szkołach. „Wylało dziecko z kąpielą”

Źródło: WPROST.pl / TOK FM