W lekcjach z edukacji zdrowotnej bierze udział ok. 30 proc. uprawnionych uczniów. Barbara Nowacka przyczyn takiego stanu rzeczy dopatruje się nie w krytycznej ocenie podstawy programowej przedmiotu, a fakcie, że jest on realizowany w trybie nieobowiązkowym.
Jednocześnie szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej podkreśla, że właśnie w tym aspekcie powinna dokonać się zmiana. Co stoi zatem na przeszkodzie, aby edukacja zdrowotna stała się przedmiotem obowiązkowym?
Edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa? Szefowa MEN nie ma wątpliwości
– Jesteśmy przekonani, że tak być powinno. Potrzebna jest decyzja polityczna. Tu akurat nie jest potrzebny podpis prezydenta, wystarczy rozporządzenie – powiedziała Barbara Nowacka w wywiadzie dla Interii.
– Potrzebujemy więc zgody społecznej. Spotykam się niebawem z Naczelną Izbą Lekarską, rozmawiam z organizacjami pozarządowymi, organizacjami pacjenckimi. Po pół roku funkcjonowania edukacji społeczeństwo już wie, co to za przedmiot i jak wiele mitów było wokół tego przedmiotu. Wszyscy widzą, że uczą go wykwalifikowani nauczyciele – kontynuowała minister edukacji.
Burza wokół nowego przedmiotu. „Widać pole politycznego sporu”
Barbara Nowacka podkreśliła, że Ministerstwo Edukacji Narodowej jest otwarte na negocjacje. – Złości mnie, że w kontekście tego przedmiotu z rozsądkiem i wiedzą mogłyby wygrać kłamstwa, kołtuństwo i półprawdy. Widzę, że kwestie zdrowia stają się dla prawicy nowym gender – stwierdziła.
– Kto budował się na zaprzeczaniu pandemii? To są dokładnie ci sami ludzie, którzy protestowali przeciwko edukacji zdrowotnej. Widać pole politycznego sporu. Ale czy po pół roku funkcjonowania tego dobrego przedmiotu dzieci mają być zakładnikami tego konfliktu? Zależy mi na tym przedmiocie. Bardzo – podsumowała szefowa MEN.
Czytaj też:
Mundurki powinny wrócić do polskich szkół? Wyraźny podział w nowym sondażuCzytaj też:
Komunikat MEN ws. ferii zimowych. O tym trzeba pamiętać
