Nauczyciele, zamiast uczyć swojego przedmiotu, coraz częściej pokazują uczniom jak wykonywać proste życiowe czynności, które kiedyś należały do codzienności – podaje Radio Zet. Chodzi np. o takie rzeczy jak odczytanie godziny z zegarka analogowego. Dzieci miały też nie potrafić skorzystać ze zwykłej szczoteczki do zębów i szukali przycisku, żeby włączyć ją jak elektryczną.
Kolejne przykłady to próba odwrócenia strony książki jak w tablecie, przesuwając palcem po stronach, albo krzyczenie „zablokuj” podczas oglądania bajki w telewizji, której nie można w każdej chwili cofnąć, zatrzymać, czy przewinąć jak na YouTube. Inny nauczyciel wspomina z kolei, że uczniowie nie rozróżniają papierowych pieniędzy. Nie wiedzieli, jakie są nominały, więc nie potrafili obliczyć reszty i liczby banknotów czy monet, jakie mogliby dostać przy wydawaniu.
Nauczyciele narzekają na uczniów. „Bywają w Tajlandii, a nie były w Tatrach i nie widziały Bałtyku”
Problem sprawiają również mapy i atlasy samochodowe. Wiele dzieci nawet nigdy nie trzymało papierowej mapy w rękach. Nauczycielka geografii wspomina, że dzieci bywają w Tajlandii, w Egipcie i zjeździły pół Europy, ale nie były w Tatrach, czy nie widziały Bałtyku. Młodzież z technikum z klas technik elektryk na praktykach nie widziała jak płynie prąd.
Dyrektorka jednej ze szkół poruszyła natomiast sprawę podstawowych umiejętności życiowych, takich jak przyszycie guzika, zacerowanie dziury, czy użycie maszyny do szycia. Jedna z uczennic nie wiedziała, jak ugotować jajko na miękko. Dzieci nie mają też pojęcia, jak rośnie marchewka i nie potrafiły nazwać pora, selera, czy pietruszki. – Według niektórych warzywa mamy z Lidla czy Biedronki – dziwiła się nauczycielka. Zastrzegła jednocześnie, że uczy dzieci z terenów wiejskich.
Nauczyciele biją na alarm. Dyrektor: Uczniowie nie mają obowiązków poza chodzeniem do szkoły
Uczniowie mają także podważać to, że mleko jest od krowy. Według Doroty Kuchty problemem dzisiejszych rodzin jest to, że dzieci nie mają obowiązków poza chodzeniem do szkoły. – Brakuje tego, by dziecko było częścią rodzinnej wspólnoty, że ma zanieść talerze do zlewu, potrafi je umyć ręcznie, posprzątać swój pokój. Dziś dzieci są w większości wypadków z tego zwalniane – tłumaczy. Dyrektor zaleca również, aby pozwolić dziecku wstawić zmywarkę, czy nastawić pralkę.
Czytaj też:
Ekspert zaprzeczył słowom szefowej MEN. „To jest niedopuszczalne”Czytaj też:
Barbara Nowak zarzuca MEN „ustawkę”. „Nowacka to zaplanowała”
