Jak wyznał, tym razem nikt nie oczekiwał od niego instruktarzu, więc jedynie nosił siodła.
Premier opublikował na Instagramie trzy zdjęcia z rodzinnego wyjazdu. Na jednym z nich widzimy go w nieco nietypowej dla szefa rządu roli — z siodłem w rękach. Towarzyszy mu wnuczka w kasku jeździeckim, gotowa do jazdy konnej. Kolejne zdjęcia przedstawiają dziewczynki w trakcie wyczesywania konia i jazdy po padoku.
Relacja z rodzinnego wypadu posłużyła Tuskowi do przypomnienia anegdoty z własnego życia.
„45 lat temu, stadnina pod Kwidzynem. Kolega rozchorował się i poprosił mnie, żebym zastąpił go na obozie jeździeckim dla dzieciaków. W roli instruktora! Przez tydzień!” — wspominał Tusk we wpisie.
Jak przyznaje szef rządu, jego kompetencje nie do końca odpowiadały powierzonym obowiązkom.
„Argument, że ja z bliska konia nawet nie widziałem, nie przekonał go. Skończyło się totalną kompromitacją i licznymi stłuczeniami” — dodał z rozbrajającą szczerością i zaznaczył, że nie zamierza powtarzać dawnych błędów.
„Na szczęście wnuczki nie oczekują ode mnie instruktażu. Noszę za nimi tylko siodła. Niedziela na Kaszubach, Jackowo” — podsumował w opisie zdjęć.
Od stajni do politycznej rekonstrukcji
Warto przypomnieć, że rodzinny weekend premiera przypadł na czas intensywnych przygotowań do politycznych przetasowań. W najbliższych dniach Donald Tusk ma ogłosić nowy skład rządu po zapowiadanej rekonstrukcji. Zanim to nastąpi, planowane jest jeszcze jedno spotkanie z liderami partii tworzących koalicję rządzącą.
Czytaj też:Rafał Trzaskowski zdetronizuje Donalda Tuska? Wyniki sondażu zaskakują
Czytaj też:
Awantura w TVN24. Poseł PiS przeszedł samego siebie
