W sobotę 7 marca w budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” świętowali tzw. maślarze, czyli frakcja w Prawie i Sprawiedliwości, którą tworzą m.in. Przemysław Czarnek, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński i Jacek Sasin. To właśnie były szef Ministerstwa Edukacji Narodowej został wskazany przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat PiS na premiera.
Kaczyński postawił na Czarnka. Nie „zderzak” a „czołg”?
– Od paru tygodni wszystko zmierzało ku Czarnkowi. Oczywiście, były różne momenty, ale prezes chciał Przemka – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” człowiek bliski centrali PiS. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że Przemysław Czarnek dostał z Nowogrodzkiej nie całą treść przemówienia do wygłoszenia, ale tematykę i propozycje tego, co powinno wybrzmieć.
Wirtualna Polska podaje, że niewykluczony jest scenariusz, że Przemysław Czarnek przyjmie rolę tzw. „zderzaka” na czas prekampanii, a u progu wyborów parlamentarnych w 2027 r. zostanie podmieniony. Jak komentują rozmówcy wspomnianego źródła, były szef MEN to „taran” i „czołg”, którego zadaniem jest rozprawienie się z rządem Donalda Tuska, wewnętrzną opozycją (jak przez niektórych określana jest frakcja harcerzy, która koncentruje się wokół Mateusza Morawieckiego) oraz mediami.
To miała być „zasłona dymna”. Sprytny ruch kierownictwa PiS
Były premier miał chcieć zablokować kandydaturę Przemysława Czarnka, a po wyborze harcerze zaczęli bagatelizować znaczenie tej decyzji. „To bez znaczenia”, „kandydat z braku laku”, „przedskoczek” – słychać w komentarzach. – Gdzie dziś na partyjnej drabince jest Czarnek, a gdzie Morawa? – odpowiadają maślarze.
– Dziś Czarnek to dobra wiadomość dla KO i Tuska, ale zła dla Konfy i Brauna. W 2027 trzeba iść szerzej, z kimś nowym, młodszym. Przecież Czarnek nie jest żadną świeżą twarzą, to stary chłop – zwraca uwagę inny z rozmówców WP.
Na kilka dni przed ogłoszeniem kandydata PiS na premiera pojawiły się spekulacje, że może nim zostać któryś z samorządowców, np. Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli. Miała to być celowa taktyka – nie tylko na zasadzie „zasłony dymnej”. – Trochę zbudowali sobie tym szumem nazwiska, stali się bardziej rozpoznawalni. To też była część planu – twierdzi informator bliski Nowogrodzkiej.
Czytaj też:
Czarnek skreśla Brauna, ale dla Mentzena ma cierpliwość? Tusk bez złudzeń: Trzy KonfederacjeCzytaj też:
Jarosław Kaczyński ogłosił nazwisko kandydata PiS na premiera. W sieci zawrzało
