– Ostatnie zmiany kadrowe w Ukrainie nie powinny znacząco wpłynąć na relacje Warszawy z Kijowem – uważa Bartłomiej Wypartowicz z Defence24. W najnowszym odcinku „Rozmowy Wprost” ekspert ocenił, że większość decyzji podejmowanych przez Wołodymyra Zełenskiego ma charakter wewnętrzny. – Jeżeli mielibyśmy zastanawiać się nad ich wpływem na relacje z Polską, to moim zdaniem będzie on raczej marginalny – powiedział.
Nowy premier Ukrainy naprawi relacje z Polską?
Analityk wskazał, że jedną z osób, która może odegrać pozytywną rolę w relacjach polsko-ukraińskich, jest nowy premier Ukrainy. – Jedyną osobą w nowym ukraińskim rządzie, która rzeczywiście mogłaby pozytywnie wpłynąć na stosunki polsko-ukraińskie, jest nowy premier Serhij Korecki. Wynika to z faktu, że od lat współpracował z Polakami. W Polsce, zwłaszcza w środowisku firm energetycznych, cieszy się dobrą opinią i dużym zaufaniem. To właśnie on był ojcem umów pomiędzy Naftohazem a Orlenem, podpisanych w ciągu ostatnich dwóch lat. Jest to również osoba bardzo dobrze mówiąca po polsku, dzięki czemu lepiej rozumie “polską duszę” – zaznaczył.
Zdaniem Bartłomieja Wypartowicza pozostałe zmiany nie oznaczają istotnej korekty kursu wobec Polski.– Jeżeli natomiast spojrzymy na pozostałą część ukraińskiego kierownictwa, to większych zmian praktycznie nie ma. Nadal funkcję ministra spraw zagranicznych pełni Andrij Sybiha, więc nie spodziewam się istotnych zmian w długofalowym podejściu Ukrainy do Polski. Również Kancelaria Prezydenta, która w dużej mierze odpowiada za kierunek ukraińskiej polityki, pozostaje bez zmian, dlatego trudno oczekiwać zmiany jej nastawienia wobec naszego kraju – ocenił.
Przełom ws. Wołynia? Zełenski ogłosił decyzję
Ekspert odniósł się również do zapowiedzi Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej udostępnienia dokumentów SBU związanych ze zbrodnią wołyńską. – Oczywiście widać pierwszy krok w kierunku deeskalacji. Mam na myśli zapowiedź Wołodymyra Zełenskiego dotyczącą odtajnienia archiwów SBU związanych ze zbrodnią wołyńską – stwierdził.
Jednocześnie zaznaczył, że jego zdaniem określenie „odtajnienie” nie jest właściwe. – Nie do końca jednak rozumiem, co w tym przypadku oznacza sformułowanie „odtajnienie akt SBU”, ponieważ dokumenty te były dostępne już od trzech, czterech lat, a być może nawet dłużej. Wydaje mi się więc, że użyto niewłaściwego określenia. Bardziej chodziło zapewne o ich szersze udostępnienie, a nie odtajnienie, bo trudno odtajniać coś, co od dawna nie było tajne – wyjaśnił.
Spór o Wołyń pozostanie nierozwiązany?
Bartłomiej Wypartowicz w rozmowie z Anną Mokrzanowską z „Wprost” wskazał, że “kolejne działania zapowiadane przez stronę ukraińską w kontekście relacji z Polską obejmują między innymi wzmocnienie ukraińskiego IPN oraz zwiększenie finansowania tej instytucji”. – Moim zdaniem oznacza to, że ukraińscy historycy i pracownicy IPN będą dysponowali jeszcze większymi możliwościami kształtowania własnej narracji historycznej i pisania historię w taki sposób, w jaki chcą, żeby była napisana – podkreślił.
Dodał, że jego zdaniem spór historyczny między Polską a Ukrainą szybko się nie zakończy. – Uważam, że kwestia Wołynia jeszcze przez długi czas pozostanie nierozwiązana. Zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej brakuje dziś realnej gotowości do ustępstw. Jedna ze stron na te ustępstwa musi iść, bo inaczej się po prostu nie dogadamy – ocenił.
„Wojna symboliczna niczego nie rozwiązuje”
Ekspert skomentował również decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA”, która spotkała się w Polsce z falą krytyki. Ostro zareagował m.in. Karol Nawrocki, który odebrał ukraińskiemu przywódcy Order Orła Białego. Po masie negatywnych komentarzy pojawiły się głosy, że polityk przestrzelił i nie spodziewał się tak ostrej reakcji Polaków.
Według Bartłomieja Wypartowicza “Wołodymyra Zełenskiego nieszczególnie interesuje to, jak będzie postrzegany za granicą”. – Bardzo często funkcjonuje we własnym świecie politycznym – stwierdził.
Zdaniem eksperta decyzja miała przede wszystkim znaczenie dla ukraińskiej polityki wewnętrznej. – Nadanie jednostce takiej nazwy było skierowane przede wszystkim do środowisk nacjonalistycznych oraz osób odwołujących się do dziedzictwa Ukraińskiej Powstańczej Armii. Moim zdaniem chodziło przede wszystkim o wysłanie sygnału do części społeczeństwa, że z jego punktu widzenia bardziej na prawo politycznie już się pójść nie da – powiedział.
Analityk wskazał, że społeczność międzynarodowa mają ograniczone możliwości oddziaływania. – Możemy prowadzić wojnę symboliczną, do której zresztą doprowadził Wołodymyr Zełenski i w którą już weszliśmy, odbierając odznaczenia. Tylko że w dłuższej perspektywie niczego to nie rozwiązuje. Order został odebrany, sytuacja nie została wyjaśniona, napięcie wzrosło i właściwie na tym się skończyło – mówił.
„Wsparcie Ukrainy leży w polskim interesie”
W związku z zaostrzającym się sporem na tle historycznym, w szeregach szczególnie prawicowych polityków pojawiły się pomysły ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. – Moim zdaniem takie podejście jest klasycznym przykładem wylewania dziecka z kąpielą. Poważne państwo nie może prowadzić polityki w taki sposób – ocenił.
Jak podkreślił, pomoc Ukrainie wynika z interesu Polski. – Politykę zagraniczną i politykę bezpieczeństwa prowadzi się po to, aby realizować własne interesy. Powiedzmy sobie szczerze: fakt, że Ukraina się broni, otrzymuje od nas uzbrojenie i jest wspierana przez Polskę, leży w naszym interesie. Dzięki temu zagrożenie ze strony Rosji zostaje odsunięte od Polski o kolejne lata – powiedział ekspert.
Bartłomiej Wypartowicz zaznaczył, że Rosja jest obecnie osłabiona przez trwającą wojnę.– Około miliona rosyjskich żołnierzy jest obecnie zaangażowanych w wojnę przeciwko Ukrainie. Również środki napadu powietrznego są cały czas wykorzystywane do bombardowania ukraińskich miast – wskazał.
Ekspert dodał, że ukraińskie działania przeciwko rosyjskiej infrastrukturze mają znaczenie strategiczne. – Wszystkie te działania realnie osłabiają Rosję. A osłabianie Rosji leży w polskim interesie, ponieważ od wieków pozostaje ona naszym najważniejszym zagrożeniem. Jeżeli ktoś twierdzi, że nie warto osłabiać swojego największego przeciwnika, to – przepraszam za dosadność – po prostu jest głupi – podsumował.
Czytaj też:
Zełenski chce mieć pełną kontrolę nad Ukrainą. „Notowania lecą na łeb na szyję” Czytaj też:
Ukraińcy nie chcieli tej decyzji Zełenskiego. Sondaż nie zostawia złudzeń
