Na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego placówki oświatowe opublikowały 11 616 ofert pracy, odpowiadających ponad 7,8 tys. etatów – wynika z danych MEN przekazanych Interii. Resort przekonuje, że sierpniowe statystyki nie pokazują jeszcze rzeczywistej skali braków. Wakacje są okresem zmian kadrowych, a pełniejszy obraz będzie widoczny dopiero we wrześniu. MEN przypomina, że w poprzednich latach liczba wakatów wyraźnie malała po rozpoczęciu zajęć. 5 września 2025 roku było ich nieco ponad 3,5 tys., czyli 2,3 tys. etatów. W szkołach pracuje około 715 tys. nauczycieli.
„Ulubione nazwisko dyrektorów brzmi: Wakat”
Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, zaznacza jednak, że wakaty nie znikają same. To dyrektorzy muszą znaleźć sposób na obsadzenie zajęć.
– Nie robi tego MEN, tylko dyrektorzy we współpracy z nauczycielami. Wszyscy wykorzystują to na zasadzie: i tak dadzą sobie radę. Bo muszą – mówi ekspert w rozmowie z Interią.
Nieobsadzone stanowiska bywają w arkuszach organizacyjnych oznaczane nazwiskiem „Wakat”. Później rozpoczyna się kadrowa układanka.
Nadgodziny, emeryci i osoby bez pełnych kwalifikacji
Pierwszym rozwiązaniem są dodatkowe godziny przydzielane obecnym pracownikom. Dyrektorzy kontaktują się również z emerytowanymi nauczycielami i dzielą etaty między osoby zatrudnione w kilku szkołach.
Gdy to nie wystarcza, placówki proszą kuratoria o zgodę na zatrudnienie osób bez pełnych kwalifikacji. Do 26 sierpnia w Małopolsce złożono 1101 takich wniosków. W Wielkopolsce wpłynęły 923, a kurator wydał 768 zgód. Braki dotyczą m.in. pedagogów specjalnych, psychologów oraz nauczycieli matematyki i fizyki.
MEN liczy na demografię. Ekspert ostrzega
Wiceminister MEN Katarzyna Lubnauer wskazuje, że w ciągu dekady liczba dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych może spaść o ponad milion. Powinno to ograniczyć zapotrzebowanie na nauczycieli.
Pleśniar uważa jednak, że niż demograficzny nie rozwiąże problemu starzejących się kadr. Osoby przed 30. rokiem życia stanowią w Polsce zaledwie 4 proc. nauczycieli, podczas gdy średnia unijna wynosi 8 proc. Jego zdaniem największym zagrożeniem nie jest najbliższy wrzesień, lecz sytuacja za dekadę, gdy z zawodu odejdą obecni emeryci i kolejni doświadczeni pedagodzy. Bez napływu młodych kadr szkołom może grozić spadek jakości nauczania i „dramat pedagogiczny”.
Czytaj też:
Polacy wybrali najgorszego szefa MEN. Lider zdeklasował konkurencję. Sondaż dla „Wprost” Czytaj też:
Była minister punktuje Barbarę Nowacką. „Tego jeszcze w polskiej oświacie nie widziałam”
