Sekretarza życie własne

Sekretarza życie własne

Planuje antologię przecinków i książką o swoich 15 latach z noblistką, ale jeszcze nie teraz. Teraz Michał Rusinek będzie zawiadywał fundacją i nagrodą im. Wisławy Szymborskiej.
Pisarz Janusz Rudnicki w jednym z felietonów napisał o Michale Rusinku z  udawaną niechęcią, że jest „jak tlen, to znaczy wszędzie". Powody, by go nie lubić, mają  najzagorzalsi fani Szymborskiej. Jego przyjaciel, scenograf Sebastian L. Kudas, ujmuje to tak: – Był osobą, która stróżuje.

On sam był świadkiem, jak stolik, na który napierał rozanielony chwilę wcześniej tłum, a za którym siedziała Szymborska, przesunął się o pół metra. Więc na spotkaniach z czytelnikami Rusinek nie odstępował poetki na krok. Wyjeżdżali razem na nieliczne wykłady, odczyty, promocje książek, targi. Segregował pocztę, prośby o autografy, podpisy na bombkach, wezwanie do pojedynku na wiersze, odrzucał prośby o  nadanie jej imienia szkołom (nie uważała tego za stosowne).

Poza sekretarzowaniem miał też inne życie. – Jego praca ma wiele odnóg –  wylicza Marta Konior z wydawnictwa Znak. – Autor, tłumacz, pracownik naukowy. – Nie sądzę, żeby miał naturę jamochłona, żeby się powiesić na  sławnej osobie – dopowiada prof. Teresa Walas, literaturoznawczyni i  bliska znajoma Szymborskiej.

 – Jest dostatecznie inteligentny. Talent miał ogromny zawsze: pisarski, językowy, swobodę mówienia. Praca dla  Wisławy była katapultą, która go wyrzuciła na ten wysoki horyzont. Wisława Szymborska, w przeciwieństwie do Czesława Miłosza czy Ryszarda Kapuścińskiego, którzy również mieli swoje sekretarki, niechętnie występowała w mediach.

Udzielanie wywiadów ją mierziło, wystarczy, że  dała jeden, w 1976 r. – i na ten przykład powoływała się w odmowach. Wywiadów udzielał więc Rusinek. Pierwszy występ w telewizji był dość stresujący. Prowadząca program „Kawa czy herbata?" dziennikarka tuż przed wejściem na wizję poinstruowała go krótko: – Niech się pan nie  opiera, bo się pan zleje. Starał się więc nie zlać, ale kiedy zeszli z  wizji, nie wytrzymał. I zapytał, o co chodzi. Chodziło o to, żeby się nie opierał o oparcie, bo się zleje z tłem.


Pan Szymborski

W roku 1996 u Wisławy Szymborskiej telefony się urywały. To było tuż po  tym, jak dostała Nobla. Kogoś do pomocy potrzebowała na gwałt. –  Wiedziałam, że musi to być mężczyzna, bo kobieta by się zaraz sfraternizowała, a literatura pełna jest rozmaitych gospoś, które potem dominują – mówi prof. Teresa Walas. – To musiał być ktoś młody, odznaczający się wysoką kulturą osobistą, ogładą towarzyską, znający przynajmniej jeden język obcy. Ktoś w pewien sposób staroświecki, kto miałby jednak wszystkie zalety mężczyzny nowoczesnego.

Rusinka znała, jeszcze zanim zaczął studiować polonistykę. Znała jego rodziców – ojca socjologa i matkę rusycystkę – i bywała u nich w domu. To ona poleciła go noblistce i wskazała mu pierwsze zadanie: miał napisać instrukcję do  automatycznej sekretarki. Pierwsze zdanie instrukcji brzmiało: „Rano budzimy się". – Potem już wiedziałam, że wszystko będzie dobrze – śmieje się prof. Walas. – To było jedno z najlepszych małżeństw, jakie udało mi się wymyślić. Oczywiście żartuje, ale faktem jest, że Rusinkowi zdarzało się występować w roli „pana Szymborskiego".

Po przyznaniu poetce Orderu Orła Białego prezydent Bronisław Komorowski na kolację z noblistką w jej ulubionej restauracji stawił się z małżonką, Szymborska przyszła z  Rusinkiem. Nigdy jednak nie przeszła na „ty" ze swoim sekretarzem, choć była na „ty" z jego dziećmi. Szefowa – jak się do niej zwracał – zmarła dzień po jego czterdziestych urodzinach – 1 lutego.

Chwilę wcześniej skończył pisać swoją habilitację, o retoryce obrazu. Z nerwów nabrał rozpędu, bo z Szefową już od jakiegoś czasu nie było dobrze. Na  pogrzebie mówił powoli, wzruszająco, miejscami zabawnie, jakby przemawianie do tysięcy ludzi było jedną z najbardziej naturalnych spraw. Dopiero na koniec głos uwiązł mu w gardle. To przy poetce nabrał tej pewności siebie. – Twierdzi, że musiał – mówi siostra Joanna Rusinek, znakomita ilustratorka.

– Dzięki kindersztubie i lekkiej bezczelności na początku dał sobie radę. Bo jeszcze kiedy jechał z  Szymborską odbierać Nobla, całą rodziną zastanawialiśmy się, jaka jest różnica między frakiem a smokingiem i od kogo to pożyczyć. Niektórych może drażnić. Dobrze się wysławia, jest pewny siebie, sprawia wrażenie prymusa.

Rafał Bryndal, satyryk, dziennikarz, mówi o nim z mieszaniną fascynacji i zakłopotania: – Ja czuję, że przy nim staję się lepszy, jakbym się unosił. Staram się dbać, jak mówię, o czym mówię. Katarzyna Kubisiowska, krakowska dziennikarka, potakuje: – To jest taki grzeczny chłopiec. Ta forma go bardzo trzyma. Bryndal zastrzega jednak: – To nie jest żadna poza z telewizji. On taki jest. A prof. Walas nie może wyjść ze zdumienia: – Do tego doszło, że powstaje artykuł o Rusinku.

Przekleństwa i przekręty

Szymborska pytała kiedyś swojego sekretarza, do kogo są podobne jego dzieci. Przyznał, że w zasadzie to do żony. – Niech się pan nie martwi –  pocieszyła. – Dobre i to. To dzieci – twierdzi – nauczyły go panowania nad czasem. Zanim się pojawiły, nad krótkim artykułem potrafił pracować rok.

Teraz, kiedy Natalia ma lat 12, a Kuba 8, właśnie skończył pisać libretto do opery dla dzieci, kończy podręcznik retoryki dla dzieci, wydawnictwo Znak zamówiło jego wiersze zebrane (które musi napisać i  zebrać). Ma nadzieję, że namówi wydawnictwo na drugą turę tłumaczeń wydanych właśnie absolutnie nonsensownych utworów Edwarda Goreya. Najlepiej mu się pracuje w nocy. Żona śpi w ich sypialni po lewej. Nad łóżkiem, w ramach zdjęcia ślubnego, wisi ilustracja do limeryku „Raz pewna pani z Calacuccia/ rzekła: „Chybaż nie miała ócz ja, / wychodząc za tak wstrętną świnię". Autorstwa siostry.

Rusinek swoją przyszłą żonę poznał, kiedy miał 17 lat. Ona była trzy lata starsza, studiowała medycynę, pojawiła się i zniknęła na dzień przed sylwestrem. Mamie opowiadał potem, że spotkał fascynującą kobietę z pomalowanymi na  czerwono paznokciami. To była Barbara. Zdobył jej numer telefonu i  słuchając muzyki poważnej, rozkochiwali się w sobie nawzajem. Dziś na  półce z płytami w salonie mają wszystkie kantaty Bacha i wszystkie płyty Glenna Goulda.

Ślub wzięli przed Noblem, w kwietniu 1996 r. Już po tym, jak rozpętała się „tragedia sztokholmska", pojechali w podróż do Turcji. Prof. Teresa Walas przez dwa tygodnie zastępowała go zdalnie, ukrywając przed Wisławą Szymborską, że nowy sekretarz wybył. Za plecami – po lewej i prawej stronie schodów – pokoje mają dzieci Rusinków. Natalka w wieku pięciu lat trafiła do katalogów Biblioteki Narodowej. Jako konsultantka przekładu „Kiedy byliśmy bardzo młodzi" i „Mamy już sześć lat” A.A. Milne’a. W nocy Rusinek tłumaczył wierszyk albo dwa, a rano testował na  Natalii. – Jeśli było hehehe, wiedziałem, że dobry. Jeśli nie – trzeba było pracować dalej – wspomina. I dodaje, że tylko dzieci są w stanie wyprowadzić go z równowagi do krzyku – krótkiego zresztą, po którym potem ma wyrzuty sumienia.

Stał się specjalistą od tłumaczeń niegłupich książek dla dzieci, ale  napisał i swoje. „Jak przeklinać" i „Jak robić przekręty" – oba w  podtytule to „podręczniki dla dzieci”, ale tak naprawdę są dla  dorosłych. Pierwsza stała się hitem już na etapie pomysłu.

Kiedy w  programie „Dzień dobry TVN" poprosił rodziców o nadsyłanie zwrotów i  słów, jakimi przeklinają ich dzieci, w ciągu godziny dostał 4 tys. odpowiedzi. Wśród nich: „Mordebrano!", „Do stu toruniów!” czy „Kurza pacha!”. Na kilkanaście języków przetłumaczono już jego „Małego Chopina”, do którego rysunki wykonała Joanna Rusinek. W międzyczasie – o  czym świadczy stosik magazynów nad sedesem – „dla podniesienia poziomu literackiego” pisywał wierszyki do „Playboya”.

Epitafia dla żyjących znajomych

Mniejsze formy również cieszą Michała Rusinka. Jadąc na konferencję naukową w Poznaniu, przejeżdżał przez miejscowość Czacz. Był już lekko spóźniony, docisnął gaz i nagrał na telefon, co mu przyszło do głowy: „Pewną panią z wioski Czacz/posiadł kiedyś pewien tkacz./ Był to niezbyt grzeczny gość:/ zniknął, kiedy miał już dość, / nie pisnąwszy, kto on zacz". – Przy okazji różnych podróży to już była lawina limeryków –  opowiada Joanna Rusinek.

– Raczej epidemia czy nawet sepsa – poprawia Michał młodszą siostrę. – Limerysta tym się różni od turysty, że mu wystarczą nazwy miejscowości. Limeryki układa od czasów studenckich. Na  konferencjach naukowych w stanie skupienia wytrzymuje 15-17 minut, a  potem rozsyła limeryczne SMS-y do obecnych na sali kolegów i czeka na  reakcje. W limeryki obfitował wyjazd z żoną na Korsykę. – Miejscowości mają tam cudowne końcówki! – zachwyca się szczerze.

Tę sepsę ze  zrozumieniem podsycała Szymborska, bo często bardziej zachwycała się nazwą miejscowości, z której dostała list, niż samym listem. Sebastian L. Kudas poznał Rusinka w Nowej Prowincji, kawiarni Maryny i Grzegorza Turnau. Przesiadywali osobno, zaczęli się sobie kłaniać, mówić „dzień dobry", „cześć". A kiedy Rusinek, widząc pięć telefonów na stoliku Kudasa, zapytał: „Czy zajmuje się pan handlem telefonami?”, od przyjaźni nie było już odwrotu. W nieco powiększonym gronie zaczęli pisać epitafia dla żyjących znajomych. Rusinek napisał dla Turnaua: „Umarł Grzegorz. I  cóż z tegoż?” (napisał też drugą wersję: „Umarł Grzegorz. I cóż my bez niegoż?”). Turnau z kolei (dla którego Rusinek pisał teksty): „Zmarł Rusinek Michał/Co dostarczał mi chał./A że chał tych wór miał,/ Został spadek. Turnau”.

Bronisław Maj tak się rozkręcił, że napisał sam dla  siebie. W ciągu pięciu lat niemal codziennej okupacji stolika w Nowej Prowincji powstał też tom wierszy Gołoty („autentyczne", z „oryginalną" okładką wydawnictwa Ossolineum) w nakładzie 15 egzemplarzy (epitafia wydali w 50).

Z Kudasem zaczęli też produkować antykartki świąteczne z  życzeniami w stylu: „Są ludzie, którzy w Gwiazdę wierzą/ a inni – w  sztuczne satelity. / Wszystkim życzymy przed Wieczerzą,/ żeby szczęśliwi byli przy tym". Albo rysunkiem pana w cylindrze z przebitym od tyłu sercem przez gwiazdę, który prowadzi za rączki dzieci z gwiazdami wbitymi z kolei w główki. Kudas ostrzega: – Michał nawet kiedy mówi kosmiczne absurdy i żarty, to śmiertelnie poważnie tym swoim niskim głosem. Dla wydawcy Marty Konior ten głos brzmi wręcz erotycznie.

Nawet kiedy mówi, że wyda antologię przecinków, ponieważ w historii literatury polskiej zapisał się tym, że przez 15 lat pracy dla Szymborskiej wstawił w jej wiersze może nawet kilkanaście przecinków. Albo kiedy bez mrugnięcia okiem przyznaje, że tak, to on, Michał Rusinek, ceniony pisarz, dramaturg, długoletni prezes PEN Clubu w Polsce (choć tamten został pochowany w 2001 r. na Powązkach). – Michał ma taką uwodzicielką powierzchowność – ocenia Kubisiowska. – Jest dżentelmenem. W dobie powszechnego schamienia Michał jest po prostu grzecznym, kulturalnym facetem.

Co pani jadła na lunch

Michał Rusinek w pewien sposób nie przestanie być sekretarzem Szymborskiej. Testament poetki będzie otwarty pod koniec miesiąca. Rusinek zdradza, że będzie on ustanawiał fundację im. Wisławy Szymborskiej. Fundacja przejmie majątek, mieszkanie, zajmie się opieką nad twórczością poetki, a również – ustanowi nagrodę jej imienia. W  zarządzie ma się znaleźć Rusinek.

O 15 latach sekretarzowania poetce napisze książkę, ale jeszcze nie teraz. Prowadził w tym czasie dzienniki, które Szymborskiej we fragmentach czytał. – Zamiast się zachwycać zabytkami, pan pisze, co pan jadł na lunch – oburzała się. Odpowiadał: – Notowałem też, co jadła pani. Dziękuję wydawnictwom Znak i Czarna Owca za tłumaczenia, limeryki i  książki Michała Rusinka.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2012
Więcej możesz przeczytać w 8/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 8/2012 (1514)

  • W dołku czy w korkociągu? 19 lut 2012, 12:00 Premier jest sam, premier jest wszędzie, premier ratuje każdą sytuację, naprawia wpadki ministrów. Taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie. 4
  • Chcesz być stary, brzydki i biedny? 19 lut 2012, 12:00 NSZZ „Solidarność” uznaje się powszechnie za raczej lewicującą w sprawach społecznych, środowisko „Gazety Wyborczej” za raczej liberalne. Hę? Oto pytanie, które „Solidarność” chce zadać Polakom w referendum: 9
  • Zbigniew, czyli Tymon 19 lut 2012, 12:00 Jak podaje „Krytyka Polityczna", prezydent Komorowski spotkał się niedawno z twórcami kultury. Relacjonująca spotkanie Katarzyna Górska raportuje, że twórcy kultury to w Polsce grupa tajemniczych mężczyzn w wieku lat około 80,... 10
  • Nowa lewica 19 lut 2012, 12:00 Aleksander Kwaśniewski projektuje polskie Drzewo Oliwne, wielki centrolew z Januszem Palikotem i SLD. W jednym stadzie nie ma jednak miejsca dla trzech samców alfa. Obejdzie się więc bez Leszka Millera. 13
  • M jak Mucha, M jak „Miś” 19 lut 2012, 12:00 Był pierwszą rzeczą, która ją przeraziła. I słusznie. Stadion Narodowy omal nie zabił Joanny Muchy. 17
  • Skok na główkę 19 lut 2012, 12:00 Premier Tusk wie, jak wychodzić z kryzysów, więc obecną zadyszkę szybko pewnie opanuje. Czy Platforma potrafi jednak dostrzec, że pod polityczno-medialną pianą coś się w Polsce zmienia? Czy zdąży zareagować? 21
  • Jak zostać premierem Tuskiem 19 lut 2012, 12:00 Niemy, choć wygadany. Zwycięzca, ale sam przy stole. I bezsilnie wpatrzony w tykający zegar. O premierze Tusku mówi politolog prof. Aleksander Smolar. 25
  • Rutkowski i Freud 19 lut 2012, 12:00 Pokusa bycia popularnym za wszelką cenę jest wprost proporcjonalna do szalonego apetytu mediów na taką popularność. Trudno się jej oprzeć nie tylko słynnemu detektywowi. Rutkowski zarówno jako dostarczyciel tanich sensacji (tanich, bo... 30
  • Deficyt demokracji 19 lut 2012, 12:00 Stało się nieszczęście: politycy wszystkich krajów uznali, że najlepiej jest rządzić tak, by społeczeństwom było dobrze, a ich dalej wybierano. Ale bez włączania społeczeństwa do politycznej wspólnoty. 31
  • Nie ma litości dla potwora 19 lut 2012, 12:00 Dla Katarzyny W. nie ma miłosierdzia – mówili ludzie, którzy tłumnie przybyli na pogrzeb małej Magdy w Sosnowcu. W końcu to nie matka, to kreatura. Takiej matce łopatę trzeba dać, nie litość. Żeby sama sobie grób wykopała. 34
  • Sekretarza życie własne 19 lut 2012, 12:00 Planuje antologię przecinków i książką o swoich 15 latach z noblistką, ale jeszcze nie teraz. Teraz Michał Rusinek będzie zawiadywał fundacją i nagrodą im. Wisławy Szymborskiej. 38
  • Zniknięcie 19 lut 2012, 12:00 Jest tylko nagrobek. Ciała Jarosława Ziętary nigdy nie znaleziono. Prokuratura znów próbuje wyjaśnić jedną z największych zagadek ostatnich 20 lat. Jest gotowa na ekshumację wielu niezidentyfikowanych zwłok. 42
  • Zapalniczka, różaniec, nóż 19 lut 2012, 12:00 O człowieku znalezionym w Tatrach sporo już wiadomo: że był zawodowym żołnierzem, jeździł na zagraniczne misje. Ale nie jest jasne, co robił przez ostatnie pół roku i dlaczego ukrył się w górskim szałasie przed światem. On sam milczy 46
  • Putin wciąga kokainę 19 lut 2012, 12:00 Putin zapomniał, że nie można zażywać narkotyków, którymi się handluje. Zaćpał się swoją propagandą tak, że jeśli nie sfałszuje wyborów, to sromotnie je przegra – mówi Anton Nosik, pionier rosyjskiej blogosfery i jeden z liderów opozycji w Rosji. 48
  • Wrzenie Watykanu 19 lut 2012, 12:00 Plotki o rzekomym zamachu na Benedykta XVI wywołały kolejną już medialną burzę wokół Watykanu. Nawet przychylni Kościołowi komentatorzy zastanawiają się, czy papież jeszcze panuje nad skłóconymi frakcjami kardynałów. 52
  • Honor i histeria 19 lut 2012, 12:00 Wielka Brytania i Argentyna znów się kłócą o kilka wysepek na południowym Atlantyku. W ruch poszły wyzwiska, wielka dyplomacja, a także lotnictwo i okręty atomowe. 56
  • Syndyk greckich euromarzeń 19 lut 2012, 12:00 Przepraszający uśmiech rzadko znika z twarzy Lukasa Papademosa. Kraj, którym rządzi, stoi na skraju bankructwa, wstrząsany kryzysem i rozruchami. Kraj, który przed laty sam wprowadził do strefy euro. 60
  • Cały naród szuka gazu 19 lut 2012, 12:00 Gaz łupkowy to jedna z idée fixe premiera Donalda Tuska. Prezesi kontrolowanych przez państwo firm będą wiercić do upadłego w jego poszukiwaniu. W to wiercenie angażują się już nie tylko paliwowi potantaci, jak Orlen, Lotos czy PGNiG, ale także inne spółki z grubszym... 63
  • Playboy światowych finansów 19 lut 2012, 12:00 Rothschild. To nazwisko zobowiżzuje. Gdy Nat to sobie uświadomił, skończył z imprezami, wziął się do interesów i… dopiero wywołał skandal! 66
  • Kanada pachnąca miedzią 19 lut 2012, 12:00 Dotychczas słynęliśmy w świecie biznesu z polskiej wódki i kiełbasy, ale wreszcie mamy szansę zagrać w znacznie poważniejszej lidze. Jeśli KGHM zdoła kupić kanadyjski konglomerat górniczy Quadra, to stanie się światową potęgą w produkcji miedzi. 71
  • Nagi rycerz 19 lut 2012, 12:00 Najważniejsza impreza w świecie filmu czy parada rywalizujących aktorskich ciał? Nagrody dla najlepszych artystów czy wynik drogich kampanii? Na pewno mityczna gala, która wciąż budzi emocje. Oto zestaw elementów składających się na ten mit. 74
  • Gwiazdy okupują 19 lut 2012, 12:00 Angelina Jolie, Meryl Streep, Charlotte Gainsbourg, Antonio Banderas, Michael Fassbender, Christian Bale i inni – w tym roku berlin był wyjątkowo glamour. Bo choćby festiwal był najbardziej zaangażowany i politycznie słuszny, to dziś bez gwiazd nie ma racji bytu. 80
  • Ostatnia księżniczka popu 19 lut 2012, 12:00 Śmierć Whitney Houston to symboliczne zamknięcie epoki, która minęła już dawno temu. 82
  • Wyżej nie ma już nic 19 lut 2012, 12:00 Często gwiazdy wykazują psychikę dwubiegunową, są uzależnione od adrenaliny, jaka towarzyszy sławie. Albo mają high life, są w świetnej formie i czują, że zawojują świat, albo są wycofane, zamknięte w sobie, piją, ćpają – mówi specjalista ds. profilaktyki społecznej... 86
  • Walcząca z diabłami 19 lut 2012, 12:00 Wywołuje skandale, walczy z Kościołem, w internecie dzieli się prywatnością z fanami. Dopiero na końcu budzi emocje muzyką. Sinead O’Connor to prawdziwa wojowniczka w sutannie. 88
  • Jestem. Jeszcze nie rezygnuję 19 lut 2012, 12:00 Zniknął na kilka lat, ale właśnie wrócił. Robert Gonera zagrał drugoplanową, ale intrygującą rolę w filmie „Big love”. I zapowiada, że wbrew doniesieniom mediów nie zamierza rzucać aktorstwa. 91
  • Postna głowa od śledzia 19 lut 2012, 12:00 Niedawno na moim zakąskowym półmisku wylądował śledź przygotowany razem z głową. Choć spojrzał na mnie smętnie, to od razu zauważyłam, jak ładny kolor ma śledziowa głowa, i przypomniałam sobie okładkę książki o kuchni molekularnej, której autorem jest Ferran Adrią i która cała... 96
  • Nikt nie woła, by powołać 19 lut 2012, 12:00 Powołanie definiuje się na ogół jako wezwanie od Boga. Pan Bóg ma najwyraźniej ostatnio chore gardło (zimą rzecz normalna, a i wiek pewnie robi swoje), bo słabo i rzadko kiedy woła. Dawniej seminaria pękały w szwach, dziś świecą pustkami. Spada liczba powołań, a tym samym... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany