Rozmowy kontrolowane

Rozmowy kontrolowane

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nowelizacja ustawy o kontroli skarbowej zobowiązuje operatorów telefonicznych i pocztowych do udostępniania danych podatnika. Mają oni obowiązek przechowywania przez dwa lata rozmów telefonicznych, bilingów, rachunków i umów. Pytanie brzmi: po co? Po co organom kontroli skarbowej informacje z kim, kiedy i o czym rozmawia podatnik? Po co im jego bilingi i nazwiska osób, z którymi rozmawiał?
Urzędy kontroli skarbowej, jak nazwa wskazuje, powinny zajmować się kontrolą dochodów obywatela i tego, czy zgodnie z prawem płaci podatki. Kontrolerzy skarbowi powinni mieć dostęp do dokumentów finansowych i księgowych, a w skrajnych przypadkach do dokumentów bankowych. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia kontrolowania połączeń telefonicznych. Te bowiem nie mają znaczenia w kwestii przestrzegania prawa podatkowego. Tym bardziej, że podatkowi oszuści, którzy dokonują przekrętów na większą skalę, nie omawiają swoich ciemnych interesów przez telefon, wiedząc że w Polsce rozmowy są podsłuchiwane przez rozmaite służby.
 
Policja i inne służby owszem, powinny mieć prawo śledzić, podsłuchiwać, gromadzić dane. Tyle tylko, że w każdym przypadku winno to być warunkowane zgodą sądu. I w każdym przypadku powinno być uzasadnione podejrzeniem o poważne przestępstwo. W stosunku do zwykłych obywateli, takie praktyki nie powinny mieć miejsca, bo ingerują w sferę ich prywatności.

Niedawno Trybunał Konstytucyjny zakwestionował uprawnienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego do nieograniczonego korzystania z baz danych. Tymczasem nowe przepisy dają kolejnym służbom prawo do inwigilacji obywatela. Czyżbyśmy zmierzali do państwa opisywanego przez Orwella w "Roku 1984"?
 

 0

Czytaj także