Górna półka - Mistrz z Berezy

Górna półka - Mistrz z Berezy

Andrzej Nowak
Profesor historii z UJ, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana"

Można jeszcze je znaleźć w księgarskich „tanich jatkach". Wznowione dwa lata temu – 74 lata po pierwszej edycji – arcydzieło polskiej prozy. Arcydzieło, o którym nikt prawie nie słyszał. Autor nie pojawia się w podręcznikach historii literatury. Nie jest jednak postacią nieznaną. To Wacław Kostek-Biernacki.
Ten sam! Komendant twierdzy brzeskiej w 1930 r., potem – jako wojewoda poleski – nadzorca Berezy Kartuskiej. Jak głosiła popularna wtedy wyliczanka: „Nad uczniem jest nauczyciel/ Nad nauczycielem – dyrektor/ Nad dyrektorem – minister/ Nad ministrem – premier/ Nad premierem – prezydent/ Nad prezydentem – marszałek Piłsudski/ Nad marszałkiem Piłsudskim – Bóg/ Nad Bugiem – Brześć/ A nad Brześciem – Kostek-Biernacki". Symbol, jak się to dziś mówi, „sanacyjnego terroru”, za którą to – rzeczywiście niechlubną – rolę zapłacił po II wojnie więzieniem i torturami w katowniach UB. Owszem, niektórzy słyszeli, że jest też autorem legionowej piosenki „Jedzie, jedzie na Kasztance...”.
Wznowiony przez krakowskie wydawnictwo tom jego opowiadań „Straszny gość" ukazuje twórcę literatury najwyższej próby. Opowiadania, a raczej gawędy, snuje narrator: stary prawosławny chłop z kresów II RP. Na pierwszy rzut oka to zbiór opowiadań fantastycznych, ludowego horroru, rzec można, nawet z satanistycznym zacięciem, jak sugeruje autor opracowania tomu Robert Stiller. Opowieści o kresowych diabłach i wiedźmach to tylko pierwsza, fragmentami bardzo wciągająca, a niekiedy wstrząsająca okrucieństwem warstwa tej prozy. Rozbuchaniem wyobraźni i umiejętnością budowania gęstej atmosfery przypominająca Gogolowskiego „Wija” czy „Wieczory na futorze koło Dikańki”.
Mistrzostwo stylizacji „Strasznego gościa" ma innego jeszcze patrona i wzór: „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, które utrwaliły w naszej literaturze język i mentalność XVIII-wiecznej szlachty. Szlachta zostawiła po sobie jednak zapis własnego głosu i świata:
w pamiętnikach, listach, sylwach. Świat chłopski, ten sprzed modernizacji, szkoły, świat chłopa kresowego nie miał szans przekazać takiego zapisu. Tymczasem Kostek-Biernacki wdziera się do czaszki prawosławnego chłopa z Wołynia czy Polesia i patrzy na świat jego oczami, myśli jego myślami, używa jego niepowtarzalnych metafor. Ot, choćby takich: „Znam własne serce, jak pop nasz żonę Aleksieja starosty". Albo w rozważaniach o zauroczeniu „babskim rodzajem”: „Dałże Bóg rodzajowi babskiemu siłę taką, jakby komu dobremu! Patrzysz na nią: cud chyba, serce ci mięknie jak kartofel upieczony, zdaje ci się, że to coś jak nie człowiek, jakby święty anioł, przed którym choć na kolana padaj, to znów jakby przysmak jakiś nadziemski, a w nim samo najwyższe szczęście twoje siedzi i rozkosz tajemnicza, niezmierna. A w rzeczy samej: baba! Napycha brzuch kapuśniakiem, jak i ty, w nocy chrapie przez nos, wódkę pije i jak upije się, to śpiewa nieprzyzwoite piosenki. Tylko, że włosy ma długie, gębę bez wąsów i ciało według tej potrzeby, na co ją Bóg stworzył z żebra Adamowego”.
Rozsiane na każdej niemal stronie tej książki takie „zapisy" czynią z opowiadań Kostka-Biernackiego cudowną rozrywkę i historyczno-etnograficzne świadectwo odchodzącej mentalności, której resztki na polskim gruncie zbiera do dziś w powieściach Wiesław Myśliwski. Obrazy zderzenia tego świata z nowoczesnym światem miasta albo z nowoczesnym nacjonalizmem: polskim i ukraińskim, które walczą o duszę kresowego chłopa  – to lektura wręcz obowiązkowa dla badaczy dziejów społecznych Europy Wschodniej. „Ojczyzna to pańska rzecz albo urzędnicza [...] Chłop służy ziemi swojej rodzonej, a wielcy mocarze przychodzą z boku i nakrywają go ojczyzną jak wróbla czapką” – za tę metaforę Kostek zasłużył na trwałe miejsce w historii pojęcia narodu i ojczyzny.
Tu nie ma apologii ani II RP, ani Polski, ani Ukrainy. Nie ma też z nimi walki. Jest melancholijny nieco, miejscami poruszająco poetycki wizerunek rzeczywistości duchowej, która odchodzi. Zżytej z naturą, bliskiej jej siłom. Opłakuje ją Kostia, widząc rzeczywistość, która nadchodzi: „Gonić będą ludzie za korzyścią dzisiejszą, a stracą największą korzyść: słodką tęsknotę i wiarę, co z tej ziemi jest i z nieba, ale nie z uczoności ludzkiej, która przed mocą Boską jest mniejsza niż kropla błota przed słońcem. Nowi ludzie dręczyć się będą śmiercią, przeklinać starość swoją i życie całe, bo nie uczują, że zrośnięci są z ziemią i niebem".
Opowiadania Kostka-Biernackiego zapraszają do zadziwienia: światem, życiem, mocą opowieści komendanta twierdzy brzeskiej...
Okładka tygodnika WPROST: 41/2008
Więcej możesz przeczytać w 41/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • eeeeemaillll IP
    Straszny sukinkot był ten Kostka
    • loska @hot.pl IP
      Urodziłem sie koLo Berezy kartuzkiej dokładnie w mieśćie Bielooziorsk obok miejscowośći:Piaski stare,Zdzitów ,Sporów,przesmyrałem wszystkie kśięgarnie i antykwariaty w necie i na jawie,w poszukiwaniu czegoś jeszcze z twórczośći byłego wojewody mojego wojewódstwa przed wojną,mentalnie \"straszny gość\" mi otpowiada,bo nie obce są mi tamte klimaty,jestem prawosławnym rusinem gadającym jeszcze w miejscowej gwarze poleskiej ale pokolenie po mnie już nie,pomóżcie mi zdobyć coś jeszcze,dołączam adres;loska@hot.pl z góry dziękuje,Gienek loska.
      • Entuzjasta 22. Siedleckiego Pułku Piechoty IP
        Straszny gość to był Kostek \"Wieszatiel\"...