Innowacyjni inaczej

Innowacyjni inaczej

Na każdy milion Polaków przypada zaledwie dziesięć wniosków patentowych. W efekcie Polska jest czwartym najmniej innowacyjnym krajem UE.

Latarka dla niewidomych działa podobnie jak zmysł orientacji nietoperza. Dzięki wbudowanym czujnikom na podczerwień wysyła sygnał, który odbija się od napotkanych przedmiotów. O zbliżających się przeszkodach poinformuje właściciela wysokimi dźwiękami, których natężenie zwiększa się wraz z odległością. W taki sposób działają m.in. czujniki cofania montowane w samochodach. Gadżet niby prosty, a tak bardzo praktyczny. Co ciekawe, wymyślili go uczniowie z Zespołu Szkół nr 6 w Jastrzębiu- -Zdroju, za co są nagradzani na targach wynalazków na całym świecie.

Urządzenie już zostało zauważone przez specjalistów z wielu krajów. Podobnie jak sterowane ręcznie ramię robota, przenośne laboratorium do ujawniania śladów daktyloskopijnych, system prezentacji eksponatów w muzeach, który wykorzystuje tzw. rzeczywistość rozszerzoną, czy sposób wytwarzania wyrobów z wieprzowiny o kontrolowanej alergenności. To tylko kilka pomysłów zaprezentowanych niedawno na XXI Giełdzie Polskich Wynalazków Nagrodzonych w 2013 r. na światowych targach i wystawach wynalazczości, które można było zobaczyć w Centrum Nauki Kopernik.

– Zdolność kreowania nowych produktów i rozwiązań technologicznych wpływa na rozwój gospodarczy naszego kraju. Polska myśl naukowo-techniczna jest na tym polu znana i doceniana na całym świecie – mówił podczas imprezy Dariusz Bogdan, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki. Zastrzegł jednak, że sam pomysł to nie wszystko i niezbędne jest jego wdrożenie i udostępnienie na rynku. – To zaś wymaga ścisłej współpracy między sferą nauki i biznesu – dodał. I tu zaczynają się schody. Z polskimi patentami jest jak z wypełnioną w połowie szklanką wody. Optymista powie, że jest w połowie pełna, bo według statystyk Światowej Organizacji Własności Intelektualnej na ok. 200 państw Polska zajmuje 15. miejsce według liczby zgłoszeń wynalazków do ochrony (18. w kategorii liczby uzyskanych praw wyłącznych). Pesymista przypomni, że nic z tego nie wynika, bo to tylko na terenie naszego kraju, a pod względem innowacji i zastosowania osiągnięć nauki w gospodarce zarówno w Europie, jak i w grupie państw OECD, plasujemy się niemal na szarym końcu.

HURTOWNIE PATENTÓW

Każdego roku na świecie zgłaszanych jest blisko 1,6 mln patentów. Niemal połowa z nich pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Japonii. Polska na tym tle wypada słabo, a mówiąc o wynalazkach, lubimy powoływać się na historię. Lampa naftowa, wycieraczki samochodowe, ręczna kamera filmowa, świetlówka czy barwna fotografia to pomysły naszych rodaków. Mało tego, konstruktorami pierwszego helikoptera, ręcznego wykrywacza min, walkie- -talkie, a nawet tkaniny kuloodpornej też byli Polacy. 100 lat temu byliśmy w czołówce wynalazców. Dzisiaj, mimo że z danych Urzędu Patentowego wynika, że liczba składanych wniosków patentowych wzrasta, wciąż ciągniemy się za Europą. Sąsiednie państwa, mające niemal czterokrotnie mniej ludności niż Polska, czyli Czechy i Węgry, rejestrują w ciągu roku kilkadziesiąt razy więcej patentów.

Kilka lat temu zgłaszaliśmy 20-30 patentów rocznie, co stanowiło zaledwie... 0,003 proc. ogółu odkryć potwierdzonych i objętych ochroną w Europie. Od dwóch lat sytuacja się poprawia, choć nadal nie jest dobrze. Według najnowszego raportu Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO) w 2013 r. polskie firmy i uczelnie zgłosiły 510 wniosków, otrzymując 95 patentów europejskich. Dla porównania, wszystkich zgłoszeń było prawie 266 tys., z czego same Niemcy miały ich 32 tys. Nieco inaczej sytuacja wygląda, jeśli liczbę wniosków patentowych podamy w przeliczeniu na milion mieszkańców. Tu bezkonkurencyjna jest Szwajcaria (832), a w dalszej kolejności Szwecja (402), Finlandia (360), Dania (347) i Niemcy (328). Na każdy milion Polaków przypada zaledwie 10 wniosków. W efekcie Polska jest czwartym najmniej innowacyjnym krajem Unii. Za nami są tylko Łotwa, Rumunia i Bułgaria. Przy układaniu unijnego rankingu eksperci wzięli pod uwagę 25 różnych wskaźników, w tym: liczbę osób z wyższym wykształceniem, trzydziestolatków z doktoratem, wydatki na badania, funduszy typu venture capital, liczbę patentów czy udział produktów z sektora wysokich technologii w wymianie handlowej.

O ochronę swoich wynalazków najczęściej ubiegają się w Europie duże firmy. W zeszłym roku blisko dwie trzecie wniosków pochodziło z korporacji. Na drugim miejscu są małe i średnie przedsiębiorstwa. One odpowiadają za 29 proc. aplikacji. Uczelnie i instytuty badawcze są za nimi. Składają tylko 5 proc. wniosków. W Polsce sytuacja jest odwrotna. I nieco lepsza. Na dane z 2013 r. przyjdzie nam jeszcze zaczekać, natomiast rok wcześniej do Urzędu Patentowego RP wpłynęło 5351 zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych do ochrony pochodzących od instytucji i ośrodków krajowych. Nad Wisłą to przede wszystkim uczelnie dbają o ochronę swoich wynalazków. Problem w tym, że jak pisał niedawno „Forbes”, biznes nie jest nimi zainteresowany. Firmy nie chcą ich kupować, a później wdrażać w swojej działalności. Ekonomiści i politycy są zgodni, że jeśli nie przezwyciężymy tego problemu, nie mamy szans na przeskoczenie do grupy krajów zamożnych.

Inaczej wygląda sytuacja na świecie, zwłaszcza wśród indywidualnych wynalazców. Rynek usług patentowych to nieźle prosperujący interes. Rzadko się zdarza, by to sami wynalazcy handlowali swoim odkryciem. Najczęściej zarejestrowany patent odsprzedają wielkim firmom (niekiedy za ogromne pieniądze plus procent w udziałach), które czerpią zyski z opłat licencyjnych. IBM i Samsung rocznie skupuje do kilku tysięcy patentów. Mając taką świadomość, ludzie zgłaszają dziś niemal wszystko. Robią to na wszelki wypadek, bo nigdy nie wiadomo, co się stanie modne za dziesięć czy 20 lat. Zgłaszane patenty są więc czasem absurdalne. Przykładem są wiatraczki do chłodzenia nabranego na widelec makaronu, majtki kobiece z kalendarzem, pielucha dla ptaków, papierosy z filtrem serowym czy kapelusz z czujnikiem dymu. Kiedy użytkownik zapali tytoń, z jego ronda pocieknie strumień wody i ugasi papierosa lub fajkę!

ZA DROGO

Dla krajowych uczelni i przedsiębiorców główne problemy są dwa: procedury i pieniądze. Z jednej strony narzeka się na czas oczekiwania na przyznanie patentu (średnio39 miesięcy), z drugiej stan wiedzy o tym, co powinno się opatentować, a czego nie, nadal jest niski. Przy okazji finansów powraca temat wprowadzenia jednolitego systemu ochrony patentowej na terenie UE. Dziś żeby zdobyć ochronę na swój wynalazek w UE, trzeba patent zgłaszać w każdym kraju oddzielnie. To kosztuje. W sumie prawie 44 tys. euro. Komisja Europejska wyszła więc naprzeciw i postuluje stworzenie jednolitego systemu patentowego. Zasada byłaby prosta. Przedsiębiorca będzie składał jeden wniosek do Europejskiego Urzędu Patentowego, a uzyskany patent będzie automatycznie obowiązywał we wszystkich krajach. Zgłoszenia będą składane w języku ojczystym wraz z tłumaczeniem na angielski, niemiecki lub francuski. Koszt: 6 tys. euro, czyli prawie siedem razy mniej niż obecnie.

Na to rozwiązanie nie zgadzają się polscy naukowcy i firmy. – Bo nas na niego nie stać, a nasze firmy są za mało innowacyjne w porównaniu z gospodarkami zachodnich państw – mówiąspecjaliści. Na terenie naszego kraju będzie obowiązywało za dużo zagranicznych patentów w porównaniu do wynalazków z Polski, które podbijałyby obcy rynek. Spośród 65 tys. patentów przyznawanych co roku przez EPO, do Polski w drodze walidacji trafia dziś 10 proc. z nich. Jeśli Polska ratyfikuje umowę, obowiązywać będą wszystkie. Te obawy potwierdził raport firmy Deloitte dla resortu gospodarki. Wynika z niego, że przystąpienie do jednolitego systemu będzie kosztowało polską gospodarkę 76 mld zł w ciągu 30 lat, odrzucenie to z kolei koszt 48 mld zł. Skąd ta różnica? Przedsiębiorcy będą musieli wydawać więcej na sprawdzanie, czy technologie, których używają, nie naruszają praw innej firmy (plus wydatki na kupno licencji i na ewentualne sprawy sądowe), niż zarobią z tytułu polskich patentów.

Inną kwestią są wspomniane trzy języki urzędowe, które faworyzują poszczególne kraje. W wyścigu technologicznym pozostałe państwa będą w gorszej sytuacji, bo będą musiały tracić czas na tłumaczenie swoich wniosków patentowych. To nie wszystko.– Obywatele i firmy będą zmuszeni do hurtowego przyjmowania tysięcy patentów wytworzonych poza polską jurysdykcją, w języku innym niż urzędowy w danym państwie – ostrzega europoseł Konrad Szymański (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), zwracając jednocześnie uwagę, że jednolity patent europejski jest korzystny przede wszystkim dla korporacji międzynarodowych, bo zmniejszy koszty uzyskania ochrony. Do uruchomienia systemu jednolitej ochrony patentowej konieczna jest ratyfikacja umowy o Jednolitym Sądzie Patentowym przez 13 państw, jednakże muszą się wśród nich znajdować Francja, Wielka Brytania i Niemcy. Nie wszystkie kraje popierają pomysł. Na ujednolicenie nie zgadzają się Hiszpania i Włochy. Również polski rząd pod naciskiem wielu środowisk zdecydował się odstąpić od pomysłu. Przynajmniej na razie.

Okładka tygodnika WPROST: 16/2014
Więcej możesz przeczytać w 16/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0