Z Łodzi do Lodziji

Z Łodzi do Lodziji

Łączy nas getto historii i kultury O Holocauście, zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej, można mówić jako o drodze z Piotrkowa Trybunalskiego do Łodzi. W Piotrkowie Niemcy zorganizowali bowiem pierwsze getto żydowskie na terenie Polski, a w Łodzi - ostatnie. W Polsce przedwojennej nie było gett. Polacy żyli obok Żydów; uczyli się w tych samych szkołach, leczyli w tych samych szpitalach, wspólnie się bawili. Getta - rozumiane jako skupiska Żydów - tworzono w Niemczech i innych krajach zachodnich, na przykład we Włoszech. Ale nie w Polsce.
Do 1939 r. w Polsce mieszkało 3,5 mln Żydów. Przeważnie żyli w wielkich miastach - w Warszawie było ich 400 tys., w Łodzi - ćwierć miliona. Łódź w tamtym okresie była symbolem wielokulturowości. O charakterze miasta decydowali Polacy, a obok nich - Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie. Wszyscy wspólnie wytwarzali atmosferę solidarności, serdeczności, którą przerwała dopiero II wojna światowa. Żydowska społeczność w Łodzi była bardzo silna, wykształciła własny, lokalny sposób bycia. Słychać to było chociażby w języku. Wszyscy łódzcy Żydzi mówiący w jidysz charakterystycznie przeciągali "o" - w ten sposób mówiono tylko w Łodzi.
Łódzcy Żydzi byli bardzo dobrze zorganizowani, mieli własne kluby, organizacje, partie syjonistyczne, m.in. Bund, słynne żydowskie ugrupowanie socjalistyczne, do którego należał Marek Edelman. Wielu Żydów stamtąd wyjeżdżało do Palestyny, by zakładać pierwsze kibuce. W Tel Awiwie przemysłowcy z Łodzi otworzyli pierwszą w Ziemi Świętej fabrykę pończoch. Zbudowali ją z czerwonej cegły (surowiec charakterystyczny dla Łodzi, ale niespotykany na Bliskim Wschodzie) i nazwali Lodzija. Działa ona cały czas. Co więcej, to jedna z najprężniejszych tego typu fabryk w Izraelu. A dzięki niej Łódź to jedno z najbardziej znanych polskich miast w tym kraju.
Łódzkie getto było jednym z największych w czasie II wojny światowej. Zginęło w nim wielu Żydów. Słynęło z tego, że było świetnie zorganizowane. Szefem tamtejszego judenratu był Mordechaj Chaim Rumkowski. Do dziś historycy w Izraelu starają się rozgryźć, kim był naprawdę. Z jednej strony był fantastycznym organizatorem, który bardzo umiejętnie poukładał życie w getcie. Dlatego Niemcy długo ociągali się z jego zlikwidowaniem, do końca wykorzystując system pracy stworzony przez Rumkowskiego. Opuścił getto jako jeden z ostatnich, dopiero pod koniec sierpnia 1944 r.; dzięki niemu udało się uratować 14 tys. osób. Z drugiej strony słychać też głosy, że był szpiegiem, że kolaborował z Niemcami. Nie wiem, jaka była prawda, nie chciałbym go osądzać. Nie zmienia to faktu, że był jednym z symboli łódzkiego getta.
Nie ma już Żydów w Łodzi. Obecnie mieszka tam 200-300 osób pochodzenia żydowskiego. Nie zostało już prawie nic ze śladów dawnej żydowskiej kultury. Nikt nie pamięta występów dwóch słynnych komików Dżigana i Szumachera. Ich humor był niezwykle mądry, oddawał bogactwo żydowskiej kultury. Obaj przeżyli Holocaust, po wojnie od podstaw stworzyli teatr w Izraelu. Rzadko kto pamięta, że Julian Tuwim czy Artur Rubinstein byli łódzkimi Żydami. Ostatnim śladem żydowskiej kultury w Łodzi jest restauracja, która do dziś podaje tradycyjne żydowskie potrawy.
Obchody 60. rocznicy likwidacji getta w Łodzi to inicjatywa prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. W Polsce jest coraz więcej takich uroczystości. Gdy byłem ambasadorem, odczuwałem w Polsce wyraźną tęsknotę za kulturą żydowską. Polacy i Żydzi wspólnie przeszli przez Holocaust. Teraz, gdy dorosło trzecie powojenne pokolenie, zaczyna się rodzić solidarność, wspólnota między oboma narodami. Raduje moje serce, że łączy nas dziś, w cudzysłowie - rzecz jasna - getto historii i kultury.
Okładka tygodnika WPROST: 36/2004
Więcej możesz przeczytać w 36/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także