Miłość od pierwszego kliknięcia

Miłość od pierwszego kliknięcia

Dodano: 
Portale randkowe to nic innego jak dawna swatka, tyle że oferująca więcej i lepiej dobranych kandydatów
Jeśli nie umiesz rozwiązać problemu, poszerz kontekst" - mawiał Jean Monnet, "ojciec założyciel" zjednoczonej Europy. Zgodnie z tą logiką można postępować także w życiu uczuciowym. Jeśli nie możesz znaleźć partnera, musisz trafić w miejsce, gdzie będziesz mieć większy wybór. Dla wielu takim miejscem staje się Internet. Świetnie pokazuje to wchodzący 1 marca na antenę Polsatu serial "Kochaj mnie, kochaj". Dla jego zapracowanych bohaterek portale randkowe to tak naturalny sposób poznawania adoratorów jak praca czy dyskoteka. Dwie trzecie samotnych Brytyjczyków zagląda do Internetu w poszukiwaniu drugiej połowy. W Polsce 16 proc. internautów odwiedza takie serwisy, a prawie 70 proc. uważa, że net to najlepsze miejsce do zawierania znajomości.
Miłości w sieci szukał wicepremier Ludwik Dorn. Stanisław Tymiński, uczestnik niedawnych wyborów prezydenckich, poznał w ten sposób obecną żonę - Chinkę. - Internet rewolucjonizuje nasz stosunek do miłości tak, jak w latach 60. zmieniło je upowszechnienie pigułki antykoncepcyjnej. Dzięki niemu każdy ma dostęp do właściwie nieograniczonej liczby potencjalnych partnerów. Ale narodzona w ten sposób miłość w niczym nie różni się od uczucia zapoczątkowanego w klasyczny sposób - mówi "Wprost" prof. Aaron Ben-Ze`ev, filozof, rektor uniwersytetu w Hajfie, autor książki "Miłość w sieci".

Związki hobbystów
"Ty jesteś naprawdę ładna!" - wykrzykuje Larry na widok poznanej dzięki czatowi Anny w filmie "Bliżej" Mike`a Nicholsa. Larry (gra go Clive Owen) nie szuka partnerki w Internecie dlatego, że jest życiowym nieudacznikiem, którego nie chce żadna kobieta - on po prostu nie ma czasu na klasyczne zaloty, bowiem ciężko haruje, by zarobić na urządzenie prywatnego gabinetu lekarskiego. Dlatego zagląda do Internetu - może go obsługiwać na nie kończących się nocnych dyżurach. O tym, że nie jest on zakompleksionym introwertykiem, lecz normalnym ambitnym człowiekiem, najlepiej zaświadcza piękna Anna (wciela się w nią Julia Roberts). Ma wielu adoratorów, lecz ostatecznie wiąże się z Larrym, bo to on daje jej gwarancję stabilności, zarówno emocjonalnej, jak i materialnej.
- Nigdy nie narzekałam na brak znajomych, zawsze łatwo nawiązywałam kontakt z ludźmi. Dlatego zalogowałam się do serwisu randkowego, bo na nim najłatwiej poznać rówieśników o podobnych zainteresowaniach - opowiada 30--letnia Agnieszka Wilk, pracownica agencji reklamowej, która na www.sympatia.onet.pl poznała swego męża. Jak zauważa prof. Małgorzata Szpakowska, autorka książki "Chcieć i mieć", w ostatnich latach w Polsce zmieniły się podstawy, na jakich buduje się związki damsko-męskie. Dawniej kobietę i mężczyznę łączył wysiłek, jaki musieli włożyć w utrzymanie domu. W miarę jak postęp technologiczny upraszcza kolejne czynności domowe, rośnie znaczenie wspólnego hobby. To ono coraz częściej stanowi fundament spajający związek. A partnera o podobnych zainteresowaniach najłatwiej znaleźć w serwisach randkowych. - Takie portale łączą ludzi na zasadzie homogamii, czyli pomagają znaleźć partnera podobnego pod względem pozycji społecznej, wykształcenia, zarobków, poglądów. Co ważne, w Internecie ludzie chętniej ujawniają swoje wady i zalety niż zwykle. W realu spotykamy dziesięć razy mniej osób niż w życiu wirtualnym, dlatego rzadziej pozwalamy sobie na szczerość, by się nie narazić na odrzucenie - podkreśla Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Kochanek z głowy
Magda i Łukasz Stachera poznali się na Sympatii.pl, a ich wirtualna znajomość zaowocowała realnym ślubem. - Korespondowaliśmy z sobą, potem przeszliśmy na gadu-gadu. Ważna była pierwsza rozmowa telefoniczna: Magda oczarowała mnie swoim seksownym głosem. W końcu zdecydowaliśmy się na spotkanie - opowiada Łukasz, 27-letni specjalista ds. marketingu w fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Związał się z Magdą, gdyż uznał ją za najbardziej interesującą z kobiet poznanych na tym portalu. - Równocześnie zacząłem flirt z inną dziewczyną, która bardzo mi się spodobała na zdjęciu. Gdy umawiałem się z nią na randkę, przez telefon przyznała się, że ta fotografia nie jest jej, bo ona jest brzydsza. Czułem się wtedy oszukany - wspomina Stachera.
Internet nie tylko zmienia sposób poznawania potencjalnych partnerów, ale też zmienia bodźce, jakie decydują o tym, czy daną osobę uznajemy za atrakcyjną. - Dawniej liczył się wygląd, spoglądaliśmy na kogoś i wiedzieliśmy, czy nam się podoba. W znajomościach internetowych zwracamy uwagę na zainteresowania, wykształcenie, sposób, w jaki ktoś pisze do nas listy. Potencjalny kochanek najpierw powstaje w naszych głowach, dopiero podczas spotkania weryfikujemy wyobrażenia - podkreśla prof. Ben-Ze`ev. Nie zawsze zresztą do takiego spotkania dochodzi, bo niektórzy zadowalają się cyberseksem, czyli internetową więzią z wirtualnym kochankiem, co sprowadza się do masturbacji przed komputerem.

E-swatka
- Demonizujemy dziś Internet, tak jak kiedyś demonizowaliśmy telefon, który też miał doprowadzić do rozbicia więzi międzyludzkich. Tymczasem wymiana e-maili to nic innego jak korespondencja miłosna uprawiana przez nasze babcie. Portale randkowe to nie zagrożenie, lecz powrót do tradycji, tylko przy użyciu wygodniejszego narzędzia - tłumaczy psycholog Michał Parzuchowski z PAN. Chęć znalezienia osoby jak najbardziej podobnej do pożądanego wzorca sprawia, że powstaje coraz więcej specjalistycznych serwisów randkowych: dla katolików, wysokich, dla palaczy. I jak się okazuje, ta metoda łączenia ludzi jest skuteczna - 75 proc. par, które powstały dzięki Internetowi, po dwóch latach znajomości deklarowało, że nadal kocha swego partnera. - W tradycyjnych znajomościach najważniejszy jest wygląd. Jednak uroda z wiekiem przemija, co często negatywnie się odbija na związku. Dla par, które poznały się przez Internet, atrakcyjność fizyczna jest kwestią drugorzędną. To sprawia, że takie związki są trwalsze - podkreśla prof. Ben-Ze`ev.
Kim są ci, którzy przeszukują sieć w poszukiwaniu miłości? W Polsce to mężczyźni w wieku 25-34 lat, kobiety wykazują mniejsze zainteresowanie takimi portalami, a przeciętna e-randkowiczka ma 15-24 lata. W powszechnym przekonaniu są to osoby zamknięte w sobie, mające problemy z nawiązywaniem kontaktów. Jednak psychologowie i socjologowie zaprzeczają tej opinii. - Miliony ludzi szukają w Internecie miłości. Niemądrze byłoby uważać, że każdy z nich to introwertyk. Oczywiście wśród internautów są osoby nieśmiałe, ale to głównie ekstrawertycy wynoszą korzyści z surfowania po sieci - mówi Kamil Henne, psycholog.

Casting na męża
- Zorganizowałam casting na męża: przeglądałam oferty, zdjęcia, rozmawiałam z niektórymi wybrankami - opowiada Weronika Kamieniec, 32-letnia fotograf. Do finałowej rozgrywki zakwalifikowała dwóch mężczyzn. Po kilku spotkaniach wyszło na jaw, że jeden z nich ma żonę. - Niewiele brakowało, a nieświadomie zaplątałabym się w romans z żonatym facetem - wspomina dziś.
Portale randkowe sprawiają, że nie tylko łatwiej znaleźć partnera, ale też łatwiej go zdradzić. Małżonkowie marzący o skoku w bok mają nieograniczone możliwości - od niewinnego flirtu, przez cyberseks, po regularne schadzki. W dodatku dostęp do tych pokus jest prosty, a możliwości wyboru gigantyczne. - Rosnąca dostępność Internetu wyeliminuje związki trwające tylko z przyzwyczajenia. Z sobą zostaną tylko ludzie, którzy rzeczywiście chcą żyć razem, a nie tacy, którzy nie mają wyboru - podkreśla prof. Ben-Ze`ev.
Okładka tygodnika WPROST: 9/2006
Więcej możesz przeczytać w 9/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także