Po pierwsze: kolejne przywołanie do porządku "stabilizatorów", którym co jakiś czas, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji poparcia dla rządu, wyrwie się jakaś nieżyczliwa wypowiedź pod adresem największego koalicjanta. Wbrew temu co twierdzi PiS, nie oznacza to jednak braku poparcia LPR i Samoobrony w trakcie głosowań w Sejmie.
Po drugie: uderzenie w Platformę Obywatelską. Platforma, co jest niemal pewne, nie poprze wniosku o samorozwiązanie Sejmu. PiS będzie mógł wtedy winą za destabilizację państwa obciążyć PO i przedstawić siebie jako jedyną siłę dążącą do naprawy państwa.
Po trzecie: wskazanie pozostałych winnych braku sukcesów rządu. Mają być nimi wszyscy, którzy krytykują poczynania rządu i PiS, czyli - według nomenklatury Jarosława Kaczyńskiego - "wypowiedzieli walkę wszystkim, którzy chcą Polskę zmieniać".
Gdyby jednak do samorozwiązania Sejmu doszło, majowy termin przyspieszonych wyborów wydaje się być dla PiS najkorzystniejszy z możliwych, zanim zacznie się rozliczanie tej partii i jej rządu z ich rzeczywistych dokonań.
Elżbieta Majewska