„Wieprze, śmieci, szmaty, wisielcy”. Oto najwięksi „harcownicy” w polskiej polityce

„Wieprze, śmieci, szmaty, wisielcy”. Oto najwięksi „harcownicy” w polskiej polityce

„Wieprze, śmieci, szmaty, wisielcy”. Oto najwięksi „harcownicy” w polskiej polityce
„Wieprze, śmieci, szmaty, wisielcy”. Oto najwięksi „harcownicy” w polskiej polityce / Źródło: Wprost
„Wieprze, śmieci, szmaty i przyszli wisielcy”. W polskiej polityce Wersal się skończył i – zgodnie z zapowiedzią Andrzeja Leppera – już go nie będzie. Język niegdyś określany jako „nieparlamentarny” rozgościł się w parlamencie i słowna agresja jest coraz chętniej wykorzystywanym narzędziem przyciągania uwagi. Doszliśmy do ściany, czy czeka nas rzeczywistość sejmowych debat z „chu…” i „ku…”?

Ten tekst miał się zaczynać inaczej, ale na ostatniej prostej o obecność w nim upominał się były premier. Na powrót rządzący Platformą Obywatelską Donald Tusk odniósł się w mediach społecznościowych do konferencji prasowej Mariusza Błaszczaka i Mariusza Kamińskiego, na której ministrowie prezentowali m.in. pedofilskie i zoofilskie treści, które Straż Graniczna miała znaleźć w elektronice porzuconej przez migrantów ze wschodniej granicy.

„Folwark zwierzęcy po polsku, czyli jak dwa wieprze na rozkaz kaczora miały przy pomocy jednej krowy odwrócić uwagę od stada tłustych kotów. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci jest przypadkowe” – napisał Donald Tusk.

Ostatnie zdanie wpisu czerpiącego z twórczości Georga Orwella to oczywiście puszczenie oka do odbiorcy, bo komentarze czytających wskazują, że ci bezbłędnie rozszyfrowali, kim miałyby być „dwa wieprze”, a kim ich zleceniodawca – „kaczor”.

Tusk jeszcze przed powrotem do polskiej polityki nieraz pozwalał sobie w social mediach na ostry publicystyczny ton. Robił to jednak z pozycji raczej obserwatorskich, a jego twórczość funkcjonowała na obrzeżach debaty publicznej. Teraz, jako pełniący obowiązki, a wkrótce pełnoprawny szef PO, ma o wiele większy wpływ na to, jak wygląda codzienny dyskurs polityczny i wszystko wskazuje na to, że nie ma w planach łagodzenia go.

A krok w tył przydałby się zdecydowanie, bo językowa przemoc eskaluje. Polityczni oponenci w polskim parlamencie nie są traktowani już tylko epitetami, ale z sejmowej mównicy słyszą jasno wyartykułowane groźby.

Artykuł został opublikowany w 39/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 3

Czytaj także