Gry Tuska

Gry Tuska

Szef Platformy Obywatelskiej jest mistrzem politycznych intryg
Donald Tusk jest jak Maksymilian Robespierre, przywódca rewolucji francuskiej. Tak przynajmniej uważa jeden z posłów PO, wywodzący się z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. I używa tego porównania w kuluarowych dyskusjach w Sejmie. Bo Tusk jest mistrzem partyjnych gier, a swoich przeciwników potrafi eliminować cudzymi rękami.

Wycinanie liderów
Mało kto już pamięta, że pierwszym szefem PO był Maciej Płażyński. Na partyjnym szczycie po dwóch latach zastąpił go Donald Tusk. Akcję wycinania Płażyńskiego przeprowadził jednak nie on, lecz Paweł Piskorski. Rok później przyszła kolej na Andrzeja Olechowskiego i Piskorskiego. Wszystko rozegrało się w ciągu jednej doby: pierwszy został odwołany z funkcji szefa rady programowej, a drugi - sekretarza generalnego. Jedną z głównych ról odegrała wtedy Zyta Gilowska. Po spacyfikowaniu tandemu Olechowski - Piskorski przyszedł czas na Gilowską, która zaczęła wyrastać na naturalnego lidera partii. Komu poza Tuskiem mogło zależeć na jej odsunięciu? Oczywiście Janowi Rokicie, przygotowującemu się wówczas do roli szefa autorskiego rządu. Rządu, w którym nie było miejsca dla osobowości pokroju Gilowskiej. Dlatego to Rokita najgłośniej nawoływał do ukarania ówczesnej posłanki PO.
O ile porównywanie Tuska do Robespierre'a jest nie do końca uprawnione, o tyle w jednym trzeba autorowi tej analogii przyznać rację: lider PO to prawdziwy mistrz politycznych rozgrywek. To dzięki nim wspiął się na szczyt partyjnej hierarchii i utrzymał się na nim.

Gra z Rokitą
Donald Tusk dobrze wie, że by nie spaść ze szczytu, raz na jakiś czas musi uciekać się do politycznych sztuczek. Szef PO toczy obecnie co najmniej trzy gry. Celem pierwszej jest "spacyfikowanie" Rokity, który jeszcze półtora roku temu miał ogromny apetyt na ogranie samego Tuska i przejęcie władzy w partii. - Zabrakło tylko zwycięstwa platformy w wyborach parlamentarnych. W tym scenariuszu Rokita miał zostać premierem, a Tusk przegrać walkę o prezydenturę. Taki układ w naturalny sposób doprowadziłby do zmiany szefa partii - twierdzi jeden ze współpracowników Rokity. Tak się jednak nie stało. PO najpierw poległa w wyborach parlamentarnych, a potem nie weszła do koalicji z PiS. Od tamtego czasu Tusk zdążył zepchnąć Rokitę na dół partyjnej hierarchii.
Tusk na pewien czas wstrzymał wojnę z Rokitą i przyjął odwrotną strategię: Rokitę trzeba najpierw zgnębić, a potem wyciągnąć do niego rękę i uzależnić od siebie. Pierwsza część tej akcji, czyli upokarzanie, została właśnie zakończona. Rozpoczęło ją zablokowanie wyboru Rokity na szefa klubu parlamentarnego, odebranie mu gabinetu cieni, wyrzucenie z sejmowego pokoju, zwolnienie asystenta i ograniczenie jego ludziom dostępu do władz krajowych. Ostatnim akordem pierwszej odsłony gry Tuska był wniosek o wyrzucenie Rokity z platformy, złożony przez Janusza Palikota. Jak ustaliliśmy, ta inicjatywa nie była spontanicznym wyskokiem Palikota, ale misternym planem szefa PO. - Kilka tygodni przed całą akcją nasz region odwiedził bliski Tuskowi poseł Grzegorz Schetyna i podpuszczał Janusza do złożenia tego wniosku - mówi jeden z lubelskich działaczy platformy. Pomysł z Palikotem był obliczony na dwa efekty: wysondowanie, jak ludzie zareagują na taki wniosek, i nastraszenie Rokity.
Realizację drugiej części planu, która ma doprowadzić do uzależnienia osłabionego Rokity, Tusk rozpoczął jeszcze podczas rady krajowej platformy dwa miesiące temu. To wtedy doszło do demonstracyjnego pojednania obu polityków i wspólnego obiadu w warszawskiej restauracji Dyspensa. W tę strategię doskonale wpisuje się również cicha akceptacja dla pomysłu posła PO Sławomira Nitrasa, który zamierza złożyć wniosek o wprowadzenie Rokity do zarządu partii.

Gra z Olechowskim
Podobny manewr jak w wypadku Rokity Tusk stosuje wobec innego skonfliktowanego z nim polityka PO Andrzeja Olechowskiego. Podczas gdy Tusk sam namawiał Sławomira Nitrasa do złożenia wniosku o włączenie Rokity do kierownictwa PO, jego współpracownicy sondowali szanse na zjednanie Olechowskiego. Tyle że ten na razie wydaje się odporny na podchody szefa platformy. - Nie chcę żadnych stanowisk. Jestem zainteresowany tylko i wyłącznie sprawami programowymi - mówi "Wprost" Olechowski. Szef PO zdążył już zresztą wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom i zaproponował Olechowskiemu wystąpienie podczas pierwszej konferencji programowej platformy. Tuskowi będzie jednak ciężko "kupić" Olechowskiego. Przekonali się o tym uczestnicy wielkanocnego spotkania, które Olechowski zorganizował dwa tygodnie temu. - Jest taki dowcip o chłopcu, który wraca brudny do domu. Na jego widok mama pyta ojca: "To co? Myjemy go czy robimy nowego?". Tak samo jest z moją przyszłością w PO. Jeśli Tusk nie stanie w obronie III RP, to ja platformy już czyścić nie będę. Po prostu zrobię sobie nową - miał ogłosić Olechowski.
Jeden z ważnych posłów PO nie ma złudzeń: podchody pod Rokitę i Olechowskiego to tylko odroczenie wyroku, który Tusk wydał na nich dawno temu. - Chodzi o kupienie spokoju na czas poprzedzający konwencję programową. Ci politycy są symbolami dwóch nurtów, które stanowią o naszej sile: konserwatywnego i liberalnego. Ich odejście wyglądałoby bardzo źle w kontekście wykuwającego się programu - uważa nasz informator.

Gra w premiera
Trzecia gra Tuska dotyczy Bronisława Komorowskiego i Bogdana Zdrojewskiego. Jednym z elementów walki z Rokitą było ogłoszenie, że nowym kandydatem PO na premiera jest już nie on, lecz Bronisław Komorowski. Okazuje się jednak, że nie tylko on liczy na powierzenie mu misji tworzenia rządu. Drugim politykiem, którego ludzie Tuska mamią tą perspektywą, jest właśnie szef Klubu Parlamentarnego PO Bogdan Zdrojewski. - Jeśli połknęli ten haczyk, to do czasu wyborów będą się nawzajem prześcigać w lojalności wobec Tuska, licząc, że ten lepszy faktycznie zostanie premierem - mówi nam pochodzący z Pomorza poseł platformy.
Żeby Komorowski i Zdrojewski nie czuli się za pewnie, Tusk ogłosił w wywiadzie dla "Wprost", że "Rokita znowu staje się jednym z naturalnych kandydatów na premiera". Jakby tego było mało, niedawno oznajmił, że szefem rządu platformy mógłby zostać także on sam.
Okładka tygodnika WPROST: 16/2007
Więcej możesz przeczytać w 16/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • ania IP
    ja nie chcę premiera ,który mnie oszukuje na każdym kroku,mnie ,bo karze zamykać szkoły ,rodziców ,bo karze im pracować dotąd ,aż umrą w pracy i moje dzieci,bo nie mam im co dać jeść!!!!
    • TADEUSZ IP
      MACIE RACJĘ DOŚĆ JUŻ BIEDY TUSKA ! 5 LAT TEMU ŻYŁO SIĘ W POLSCE CAŁKIEM NIEŻLE ,A TO CO ON NAROBIŁ TO TRAGEDIA!!!MAM JUZ TEGO DOŚĆ!!!
      • ADAM IP
        tusk won z POLSKI!!!
        • monia IP
          rudzielec to lis ,ale jego błedem jest to,że myśli ,iż polacy to głupi naród ,tak ,jak on sam, i że my nie połapiemy się w co on ,gra,ale tak nie jest ,rudy lisie ,odpowiesz nam ,za wszystko!!!

          Spis treści tygodnika Wprost nr 16/2007 (1269)


          ZKDP - Nakład kontrolowany