W piątek 3 kwietnia amerykański myśliwiec został zestrzelony nad Iranem. Na pokładzie samolotu najprawdopodobniej znajdowały się dwie osoby. Jeden z pilotów został ewakuowany przez siły specjalne Stanów Zjednoczonych. Status drugiego pozostawał nieznany. Podczas akcji poszukiwawczo ratowniczej nisko latające helikoptery były ostrzeliwane.
Siły Zbrojne USA miały jednak w pewnym momencie poinformować Pentagon o „zestrzeleniu samolotu” na Bliskim Wschodzie – wynika z informacji, do których dotarła agencja Associated Press. Carla Babb z amerykańskiego Newsmaxa podała, powołując się na jedno ze źródeł, że podczas akcji ratunkowej mającej na celu odnalezienie drugiego pilota F-15 trafiony miał zostać helikopter Black Hawk. Za śmigłowcem ciągnął się ślad dymu, gdy przekraczał on granicę z Iranu i południowego Iraku.
Iran najpierw zestrzelił myśliwiec USA. Potem miał zestrzelić helikopter, spadł też samolot?
W kolejnym wpisie Babb potwierdziła trafienie u przedstawiciela amerykańskich władz. Wszyscy członkowie załogi mają być bezpieczni. The New York Times informował z kolei, że jednoosobowy „samolot szturmowy Fairchild A-10 Thunderbolt II rozbił się w pobliżu Cieśniny Ormuz mniej więcej w tym samym czasie, gdy nad Iranem zestrzelono samolot McDonnell Douglas F-15E Strike Eagle”. Nie wiadomo jednak, gdzie i jak doszło do katastrofy. Pilot miał zostać ewakuowany.
W sprawie pojawia się wiele znaków zapytania. Nie wiadomo, czy poszczególne watki nie są mieszane. Przedstawiciele władz Stanów Zjednoczonych poinformowali stację CBS News, że to siły irańskie są odpowiedzialne za zestrzelenie w piątek myśliwca USA. Biały Dom oficjalnie potwierdził, że Donald Trump został poinformowany o sprawie. Nie potwierdził jednak zestrzelenia.
Czytaj też:
Nie tylko Cieśnina Ormuz. Oczy świata zwracają się na „Bramę Łez”Czytaj też:
Europejski kraj zamyka niebo dla samolotów. USA wściekłe
