Agent Heubauer

Agent Heubauer

Dzisiejsza polska lustracja to powtórka z XIX wieku
Fałszywki, nikomu nieszkodzące donosy, pomówienia, szukanie agentów wśród niewinnych i zasłużonych dla sprawy polskiej. Tłumaczenie kontaktów z policją polityczną potrzebą uzyskania paszportu, powoływanie się na Boga i werdykt historii. To repertuar „argumentów" stosowanych do udowodnienia własnej niewinności nie tylko przez byłych współpracowników SB, ale również przez zdekonspirowanych agentów już w XIX wieku. Jednym z nich był agent wywiadu austriackiego, polski działacz polityczny, poeta i powieściopisarz konkurujący o palmę pierwszeństwa z Henrykiem Sienkiewiczem – Zygmunt Kaczkowski (1825-1896), współpracownik o pseudonimie Heubauer.

Kandydat na wieszcza
Gdyby nie współpraca z austriackim zaborcą i jednoznaczny osąd II Rzeczypospolitej Kaczkowski byłby dziś patronem ulic i katedr literatury. Jego oficjalna biografia przypomina żywoty bohaterów, którzy z upadkiem Rzeczypospolitej nigdy się nie pogodzili. Kaczkowski dorastał w majątku Aleksandra Fredry w Cisnej. Już w wieku 14 lat trafił do więzienia. Później była szkoła w Tarnowie i studia we Lwowie i Wiedniu. Brał udział w powstaniu krakowskim, za co skazano go na karę śmierci. W oczekiwaniu na wyrok doczekał wiosny ludów i wyszedł na wolność. Zaczął publikować.
Rozgłos zyskał dzięki opowiadaniom i powieściom historycznym. „Genezą powieści historycznych Kaczkowskiego jest miłość tradycji, przywiązanie do przeszłości narodowej" – pisał prof. Ignacy Chrzanowski. Istotnie, m.in. w „Grobie Nieczui” (1858 r.), „Żydowskich” (1872 r.) i „Tece Nieczui” (1883 r.) Kaczkowski piętnował polskie warcholstwo, materializm, nieodpowiedzialne powstańcze uniesienia oraz… zdradę narodową. Był konserwatystą. Jako redaktor lwowskiego „Głosu” współpracował z księciem Adamem Sapiehą. W 1861 r. znów dotknęły go represje. Został aresztowany przez Austriaków pod zarzutem zdrady stanu i skazany na pięć lat więzienia. Ułaskawił go cesarz w grudniu 1862 r.
Kaczkowski był przeciwny powstaniu styczniowemu. Uważał jednak, że skoro już wybuchło, należy je wspierać z zewnątrz finansowo i dyplomatycznie. Już w tym czasie pojawiły się opinie, że Kaczkowski jest na podwójnej służbie. Polscy konspiratorzy z Lwowa zaczęli go śledzić. Okazało się, że kandydat na narodowego wieszcza odwiedza nocami szefa policji Aleksandra Hammera. Skonfrontowany ze spiskowcami Kaczkowski zdołał się wytłumaczyć: owszem, odwiedza policję poza godzinami urzędowania, ale tylko po to, by otrzymać paszport, bo przecież on, patriota skazany w przeszłości na śmierć, nie może liczyć na łaskawość austriackiego zaborcy. Kaczkowski wyjechał do Wiednia, gdzie założył rodzaj biura dyplomatycznego.
W listopadzie 1863 r. polscy spiskowcy we Lwowie uzyskali kolejny dowód zdrady Kaczkowskiego. Od urzędnika pocztowego otrzymali dwie depesze adresowane do centrali wywiadowczej w Wiedniu. W jednej z nich namiestnik galicyjski Mensdorff informował ministra policji, że ważny i usłużny agent udaje się właśnie do Wiednia, gdzie przekaże memoriał, za który otrzymał zapłatę. Do listu dołączono karteczkę z zaszyfrowanym nazwiskiem agenta. Dzięki sprawności polskiej siatki konspiracyjnej w zaborze austriackim zdobyto klucz do zaszyfrowanej informacji, głoszącej, że agentem tym był Kaczkowski. W 1864 r. sąd obywatelski we Lwowie, tajna ekspozytura powstańczego Rządu Narodowego, uznał pisarza za winnego zdrady i skazał go na banicję. Rząd Narodowy potwierdził ten wyrok: „Na takich łotrów i z tej sfery społecznej kara śmierci jest za mała".

Dzika lustracja
W książce „Rewolucyjne sądy i wyroki" poświęconej swojej „niesłusznej krzywdzie” Kaczkowski pisał: „We Lwowie już dnia 15 grudnia rozpuszczano wieść głośną, jakobym jakąś niesłychaną zdradę popełnił. Zarazem rozniesiono agitację przeciw mnie pomiędzy wszystkie warstwy ludności, które się jak zaraza przyjęła”. Domagał się jawnego sądu i konfrontacji dowodów. Kwestionował autentyczność depesz, jak i sposób porozumiewania się komórek wywiadowczych z centralą w Wiedniu.
„Gdyby przejmowanie depesz rządowych było tak łatwem, żeby je można za pomocą przekupstwa urządzać, to nie byłoby żadnych tajemnic pomiędzy rządami, bo każdy rząd poświęciłby chętnie miliony za przejmowanie depesz swoich sąsiadów" – kpił Kaczkowski. Poddawał także w wątpliwość wiarygodność współpracownika polskiej konspiracji na poczcie, który widział treść depesz, sugerując, że za pieniądze taki może świadczyć przeciw każdemu. Twierdził, że autentyczność dokumentów „nie była dowiedzioną”. Na koniec pisarz stwierdził, że „gdyby nawet autentyczność ich była dowiedzioną, nie okazywały żadnego czynu, któryby był widocznym i sprawie publicznej szkodliwym”.

Rehabilitacja
Kaczkowski zaskarżył wyrok do Rządu Narodowego. „Pomnijcie na to – pisał – że nigdy niewinność nie może być potępioną bezkarnie! Wierzę w uczciwość ludzi i opiekę Boga nad nimi: jeżeli sprawiedliwości nie znajdę u Rządu Narodowego (...) to pewnie mi ją wymierzy historia, do której imieniem moim i zasługami należę".
Był na tyle przekonujący, że 29 lutego 1864 r. Rząd Narodowy wydał dekret kasacyjny. Kaczkowskiego przeprosił nawet były komisarz naczelny Rządu Narodowego, który go wcześniej oskarżał: „Oto, wybacz mi, Szanowny Panie! Wyrzuć z serca żal i gorycze, jakiemi ono przepełnione musi być. (...) Pamiętaj, w jakim czasie byliśmy i jak miłość sprawy i obawa o jej powodzenie musiały nas robić drażliwymi i podejrzliwymi". Bronił go także wybitny historyk Ksawery Liske, który mówił o „naciąganych dowodach” zdrady. Kaczkowski triumfował. W powieści „Teka Nieczui” piętnował agenturę. Włożył w usta Niemcewicza słowa pasujące jak ulał do niego samego: „Nie denuncjuje się zabłąkanych obywateli przed krajem, aby bezpotrzebnie niepokoić powszechność i odrywać ją od pracy spokojnej, kiedy jest rzeczą pewną, że jej żadne nie grozi niebezpieczeństwo – a tem mniej jeszcze wolno jest kraj denuncjować przed obcym rządem jedynie tylko dlatego, ażeby tchórzów i frantów zgromadzić około siebie w kraju i stworzyć frakcję, na której czele można na polityczne targowisko wyjechać i tam się przedstawić z pokorną prośbą o nominację na zagranicznego żandarma we własnej ojczyźnie”.
W 1896 r. Kaczkowski umierał otoczony chwałą, tylko niektórych nie zdołał przekonać o swojej niewinności. Na łożu śmierci mówił: „nie mam ani jednej łzy bratniej, ani jednego grosza nieuczciwie zarobionego, a wreszcie ani jednej kropli krwi ludzkiej na mojem sumieniu". Na cmentarzu Montmorency w Paryżu mowę pogrzebową wygłosił Józef Korzeniowski. Na nagrobku wyryto: „Całe życie walczył piórem za Ojczyznę”.

Wiedeńska kwerenda
Po upadku Austro-Węgier dr Eugeniusz Barwiński wyruszył na kwerendę archiwalną do Wiednia. Wpadły mu w ręce akta konfidentów austriackiej policji, a wśród nich opasła teczka agenta o pseudonimie Heubauer i 230 stron jego raportów. Heubauerem był Zygmunt Kaczkowski – agent wywiadu austriackiego, który w latach 1863-1871 składał sążniste i szczegółowe donosy, za które otrzymywał niemałe pieniądze. Okazało się, że to właśnie Kaczkowski był opisywany w przejętych przez powstańców depeszach i później z oficerami prowadzącymi ustalał swą linię obrony. „Donosi tam, co tylko mógł się dowiedzieć o działaniach powstańczych na emigracji, łączności przywódców ruchu z krajem, sytuacji międzynarodowej" – pisał historyk. Barwiński stanął przed dylematem podobnym do tych, które mają dziś historycy badający akta IPN. „Długo zastanawiałem się nad tem, czy rezultaty mego przykrego odkrycia podać do publicznej wiadomości, czy też przemilczeć (...) W końcu przecież przyszedłem do przekonania, że wyjawić to należy, by prawdzie stało się zadość, by na szlachetnych jego oskarżycielach, którzy krew swą i życie składali na ołtarzu Ojczyzny, nie ciążył zarzut, że działali lekkomyślnie, że może dali się unieść zaślepieniu partyjnemu, że niewinnego poświęcili, skazując go niesłusznie”.
W 1920 r. ukazała się książka Barwińskiego „Zygmunt Kaczkowski w świetle prawdy (1863-1871). Z tajnych aktów b. austryackiego ministerstwa policyi". Wolna Polska wymazała Kaczkowskiego z kanonu literatury narodowej. Odwaga historyka i prawda zwyciężyły kłamstwo i obłudę fikcyjnych bohaterów.


Trwają przygotowania do filmu poświęconego Zygmuntowi Kaczkowskiemu. Scenariusz przygotuje reżyser Grzegorz Baun.
Okładka tygodnika WPROST: 9/2008
Więcej możesz przeczytać w 9/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • rbocian@poczta.fm IP
    Joseph Conrad dożył do ujawnienia swojej naiwności - jako obrońcy zdrajcy Kaczkowskiego.
    Jak mu było w gębie :)
    I czy będzie to przestrogą dla obrońcow dzisiejszych zdrajców? Wątpię ...
    Głupota ludzka jest nieśmiertelna ;)

    Czytaj także