Nie bądźmy pokorni!

Nie bądźmy pokorni!

To świnka – powiedział lekarz, gdy popatrzył na opuchniętą szyję Marka Siwka, piosenkarza i autora tekstów występującego z grupą Lombard. Niestety, „świnka” okazała się chłoniakiem, groźnym nowotworem złośliwym. Lekarze podstawowej opieki często mylą chłoniaki z błahymi infekcjami.
Lekarz Marka Siwka skierował artystę na konsultacje do szpitala chorób zakaźnych. Tam wykluczono świnkę. Zdiagnozowano obrzęk posterydowy i  wysłano pacjenta do domu. A muzyk czuł się coraz gorzej. Lekarz z pogotowia po kolejnej interwencji zastrzegł, że następnym razem może nie zdążyć z zastrzykiem z hydrokortyzonu. Dopiero wizyta u pulmonologa i zdjęcie rentgenowskie śródpiersia doprowadziły do wykrycia guza wielkości pięści.

– Pojawiły się zapaści, straciłem głos, umierałem. Przeszedłem radioterapię i 13 kursów chemioterapii, choć wielu chorych nie chce walczyć już po pierwszym podaniu cytostatyków. Ale ja walczyłem. Znalazłem się na oddziale opieki paliatywnej. Po czterech latach leczenia w Wielkopolskim Centrum Onkologii wreszcie pokonałem ból, a co ważniejsze – wygrałem z nowotworem – mówi Marek Siwek.

U Pawła Moszumańskiego, dyrektora departamentu IT w Zepter International Poland, stwierdzono gruźlicę i skierowano do szpitala zakaźnego. Mimo że  chudł, miał utrzymujący się stan podgorączkowy i podwyższone OB, wędrówki od lekarza do lekarza nic nie dały. Niczego nie zauważono nawet na zdjęciu rentgenowskim klatki piersiowej, wykonanym kilka miesięcy przed wykryciem choroby, choć jak się później okazało, guz w śródpiersiu miał już rozmiary kurzego jaja z licznymi naciekami na płuca. Wykonanie dużego obrazka klatki piersiowej zlecono dopiero wtedy, kiedy na  chusteczce zamiast śliny pojawiła się krwista plama. Biopsja i badanie szpiku kostnego w Centrum Onkologii w Warszawie wykazały, że Moszumański ma zaawansowanego chłoniaka – stopień IVb, czyli najwyższy. Taki chory „nie rokuje". Na szczęście pomogła eksperymentalna wtedy terapia wstrząsowa. Paweł Moszumański w trakcie ośmiu cykli ciężkiej chemii nie  wziął ani jednego dnia zwolnienia. Starał się żyć i pracować normalnie. Wtedy postanowił założyć Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki „Sowie Oczy”.

– Nie możemy być pokornymi pacjentami. W razie wątpliwości sami zgłośmy się do onkologa, nie musimy mieć skierowania – mówi Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkolog, kierownik Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego w Centrum Onkologii Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Jeśli po dwóch, trzech tygodniach utrzymuje się zauważalne powiększenie węzłów chłonnych, mimo leczenia infekcji antybiotykami, lekami przeciwzapalnymi i przeciwgorączkowymi, należy wykonać badania specjalistyczne. Nawet analiza krwi może ujawnić chłoniaka już we wczesnej fazie rozwoju.

Choroba rozwija się najczęściej w węzłach chłonnych, ale jej ogniska mogą się umiejscowić także w  śledzionie, wątrobie, żołądku, jelitach, szpiku, a nawet w mózgu. Przy utrzymującym się kaszlu ważne jest zrobienie zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej. Żądajmy, aby były wykonane w dwóch projekcjach: tylno-przedniej i bocznej. Bo jedna ekspozycja nie zawsze wykryje rozwijające się ognisko choroby w obrębie węzłów chłonnych śródpiersia. Niepokojące jest przedłużające się osłabienie, nadmierne zmęczenie, spadek ciężaru ciała niezwiązany z infekcją, utrzymujące się stany podgorączkowe, silne poty nocne, świąd. Mirosław Stańczyk

Okładka tygodnika WPROST: 22/2009
Więcej możesz przeczytać w 22/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0