Poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk poinformował w mediach społecznościowych, że przez miesiąc od 5 lutego do 5 marca przeprowadził kontrolę w MEN. Polityk wyjaśnił, że sprawdził dokumentację dotyczącą rozporządzenia dotyczącego prac domowych. „Na podstawie przekazanych dokumentów wnioski są szokujące” – ocenił Józefaciuk. Poseł stwierdził, że Ministerstwo Edukacji Narodowej „nie przeprowadziło analiz wpływu zmian na wyniki uczniów przed wydaniem rozporządzenia”.
Do tego „nie ma dokumentów pokazujących proces decyzyjny, nie ma planu monitorowania skutków reformy, nie było zabezpieczenia finansowego, nie zlecono ani razu IBE przeprowadzenia badań dotyczących prac domowych oraz nie opracowano harmonogramu reagowania w obecnej, kryzysowej sytuacji, ponieważ MEN czeka na niezlecone rekomendacje bez planowanego terminu”.
MEN oberwało za nieobowiązkowe prace domowe
Józefaciuk zaznaczył, że „jedyny materiał, którym dysponuje ministerstwo, to raport IBE przygotowany przez Instytut z własnej inicjatywy już po wprowadzeniu rozporządzenia – i to raport oparty głównie na ankietach dobrostanu”. Polityk zwrócił uwagę, że nie analizowano: wyników egzaminów, wpływu na uczniów zdolnych, wpływu na uczniów ze SPE (Specjalnymi Potrzebami Edukacyjnymi – red.), czy jakości kształcenia. Szkoły dostały jedynie poradniki i webinar.
Józefaciuk wymienił, że nie było szkoleń, monitoringu, analiz prawnych i rozmów ze środowiskiem, a skarg w ogóle nie przekazano. „Jednocześnie w konsultacjach wiele instytucji wskazywało, że zmiany mogą ograniczać autonomię nauczycieli i przekraczać delegację ustawową. Mimo to większość uwag została zignorowana. To nie jest sposób prowadzenia polityki edukacyjnej. To amatorszczyzna” – ubolewał poseł. Zapowiedział, że raport z kontroli trafi teraz do właściwych organów.
Czytaj też:
Kolejny zwrot w polskich szkołach? MEN stawia sprawę jasno. „To było wariactwo”Czytaj też:
Płace nauczycieli mają wzrosnąć jeszcze w 2026 r. Znamy stawki
