Kilka miesięcy temu Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadziło prace, których efektem miało być zaostrzenie przepisów dotyczący frekwencji uczniów. Na ich mocy za niespełnienie obowiązku szkolnego lub obowiązku do nauki miała być uważana nieusprawiedliwiona nieobecność na poziomie co najmniej 50 proc. dni zajęć w jednym miesiącu albo na poziomie co najmniej 25 proc. dni zajęć w całym roku szkolnym.
MEN odpuściło wagarowiczom? Katarzyna Lubnauer wyjaśnia ruch resortu edukacji
O to, dlaczego resort edukacji ostatecznie wycofał się z tych prac, Katarzyna Lubnauer została zapytana w niedawnym wywiadzie dla „Wprost”. – Takiej korekty faktycznie nie będzie, ale w ustawie o prawach i obowiązkach ucznia pojawia się zapis, który wprowadza ważną zmianę. Rodzic będzie zobowiązany do tego, żeby wskazać przyczynę nieobecności dziecka, usprawiedliwiając jego absencję – powiedziała wiceminister edukacji narodowej.
– Nauczyciele zwracali nam uwagę na to, że w obecnych warunkach po prostu nie mają wiedzy, z jakiego powodu ich podopieczni opuszczają zajęcia. To się zmieni. Ustawa przeszła przez Sejm, trafi do Senatu, a potem do prezydenta – wskazała nasza rozmówczyni.
Po tym, gdy Ministerstwo Edukacji Narodowej zrobiło krok wstecz, pojawiły się opinie, ze resort odpuścił wagarowiczom. Do postawienia sprawy w takich kategoriach odniosła się Katarzyna Lubnauer. – Powinniśmy pilnować frekwencji uczniów, tego, żeby dzieciaki chodziły do szkoły i opuszczały jak najmniej lekcji. To jest bardzo ważna kwestia. Proponowane przez nas zmiany to pierwszy krok. A przed wykonaniem kolejnych musimy zweryfikować, jakie – ten pierwszy – przyniesie efekty. Duża jest rola rodziców – podkreśliła wiceszefowa MEN.
Czytaj też:
Biskupi zabrali stanowisko ws. lekcji religii i edukacji zdrowotnej. „Nie możemy się zgodzić”Czytaj też:
MEN szykuje korektę w głośnej reformie? Jest ważna zapowiedź
