Wyniki z jednej z krakowskich komisji wyborczych wywołały spore zamieszanie po drugiej turze wyborów prezydenckich. Okazało się, że głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego zostały przypisane niewłaściwym kandydatom. Teraz sprawa ma swój dalszy ciąg.
Wybory prezydenckie 2025. Błąd przy liczeniu głosów w Krakowie
Chodzi o komisję wyborczą nr 95 w Krakowie. To właśnie jej wyniki stały się głośnym przykładem nieprawidłowości, do których doszło podczas liczenia głosów po drugiej turze wyborów.
W pierwszej turze, która odbyła się 18 maja ubiegłego roku, w komisji nr 95 zwyciężył Rafał Trzaskowski. Kandydat Koalicji Obywatelskiej otrzymał 550 głosów.
Drugie miejsce zajął Sławomir Mentzen. Na kandydata Konfederacji zagłosowały 221 osoby. Trzeci był Karol Nawrocki, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Uzyskał 218 głosów.
Głośna pomyłka w komisji wyborczej. Prokuratura reaguje
Po drugiej turze, przeprowadzonej 1 czerwca, sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej. Z opublikowanego protokołu wynikało, że Karol Nawrocki zdobył w tej komisji aż 1132 głosy. Rafał Trzaskowski miał natomiast otrzymać 540 głosów.
Już na pierwszy rzut oka dane mogły budzić wątpliwości. Rafał Trzaskowski, który w pierwszej turze dostał 550 głosów, w drugiej turze miał uzyskać ich o 10 mniej, mimo że tym razem wyborcy wybierali już tylko między dwoma kandydatami. Szybko okazało się, że tak duża różnica nie wynikała z rzeczywistego zachowania wyborców.
Członkowie komisji przyznali, że podczas liczenia doszło do pomyłki. Głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego wpisano przy niewłaściwych nazwiskach. Powód? Członkowie komisji wspominali m.in. o ogromnym zmęczeniu.
Zamienili głosy Nawrockiego i Trzaskowskiego. Finał sprawy
Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała do sądu wnioski o warunkowe umorzenie postępowania wobec ośmiu członków komisji. Osoby te wcześniej usłyszały zarzuty związane z niedopełnieniem obowiązków. Jak dowiedziała się Gazeta.pl, w opinii prokuratora nie ma jednak konieczności kierowania sprawy na drogę procesu karnego.
– Śledczy uznali, że osoby odpowiedzialne za liczenie głosów i przygotowanie protokołu nie zastosowały wymaganych procedur, w rezultacie czego doszło do zamiany wyników uzyskanych przez obu kandydatów – wyjaśnił prokurator Tomasz Waszczuk.
Na takie stanowisko prokuratury wpłynął m.in. fakt, że podejrzani nie tylko przyznali się do winy, ale również wyrazili skruchę i nie byli wcześniej karani. Ponadto, sami wcześniej sygnalizowali, że mogło dojść do pomyłki podczas liczenia głosów.
Czytaj też:
Fiasko referendum przeciwko Trzaskowskiemu? „Szykuje sobie alibi”
