Magdalena Frindt, „Wprost”: Od czego i kiedy zaczął się kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego? Gdzie był punkt zapalny?
Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, członek Trybunału Stanu: Kryzys rozpoczął się w 2015 r., pod koniec rządów koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Sejm VII kadencji wybrał pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego: trzech na miejsca zwalniane jeszcze w trakcie jego kadencji oraz dwóch na miejsca, które miały zwolnić się już w kolejnej kadencji Sejmu.
Ten drugi wybór nie miał podstaw konstytucyjnych. Był błędem, który stał się punktem zapalnym trwającego do dziś kryzysu.
TK w wyroku K 34/15 z grudnia 2025 r. rozróżnił obie sytuacje: uznał podstawę wyboru pierwszych trzech osób za zgodną z Konstytucją, a dwóch kolejnych – za niezgodną. Ale to nie zatrzymało polityków. W konsekwencji doszło do wybrania sędziów przez kolejny Sejm na miejsca prawidłowo obsadzone. Wtedy też powstało używane w języku potocznym określenie „sędzia dubler”.
Potem nieogłaszanie wyroków przez rząd Beaty Szydło, dalej m.in. transfer dwóch aktywnych polityków do trybunału, transfer byłego prokuratora krajowego, byłego szefa ABW i niedoszłego posła także do składu trybunału. To wszystko okraszone działalnością orzeczniczą trybunału, która budziła zasadne wątpliwości prawne. Mam tu na myśli tzw. postanowienia zabezpieczające, które stały się w powszechnym znaczeniu i odbiorze znacznej części prawników i społeczeństwa swoistymi „kołami ratunkowymi”.
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa nieprzerwanie już jedenasty rok. Jeżeli ten fakt odniesiemy do 40-lecia działalności orzeczniczej TK to jest to ponad jedna czwarta tego okresu.
Obchody tej rocznicy także były podzielone…
Czterdziestolecie działalności orzeczniczej Trybunału Konstytucyjnego powinno być świętem polskiego konstytucjonalizmu. Tymczasem obchodzono je równolegle – w dwóch miejscach, w dwóch środowiskach i z dwiema różnymi ocenami tego, czym dzisiaj jest Trybunał. To bardzo symboliczny obraz stanu naszego państwa.
Niezależnie od tego te dwa jubileusze traktowałbym nie jako powód do kolejnego sporu, lecz jako bardzo poważne ostrzeżenie. Jeżeli nawet rocznica instytucji powołanej do stania na straży Konstytucji dzieli ludzi na dwa odrębne światy, to znaczy, że problem jest znacznie głębszy. Państwo, które ma dwa jubileusze tego samego Trybunału, ma jeden bardzo poważny problem konstytucyjny.
Trybunał przez jedną czwartą swojego funkcjonowania mierzy się z problemami zafundowanymi przez polityków, ale też tych, którzy świadomie brali w tym udział. Bo każdy, kto był wybierany do Trybunału na miejsca, które zostały uprzednio prawidłowo obsadzone, doskonale wiedział, w jakich warunkach kandyduje i w jakich okolicznościach obejmuje stanowisko sędziego. Odpowiedzialność jest przede wszystkim po stronie polityków z różnych stron sceny politycznej, którzy sukcesywnie dokładali kolejne cegiełki do tego kryzysu.
Prof. Antoni Dudek twierdzi, że Donald Tusk „wszedł w buty Jarosława Kaczyńskiego” i żaden z polityków nie chce niezależnego TK w Polsce, ponieważ gdyby ta instytucja była prawdziwie niezależna, ograniczałaby ich władzę.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
