W Manchesterze nie było tak źle od 30 lat

W Manchesterze nie było tak źle od 30 lat

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. FORUM 
W Manchesterze od 30 lat nie doszło do tak poważnych zamieszek jakie wybuchły 9 sierpnia wieczorem - poinformował zastępca szefa miejscowej policji, Garry Shewan dodając, że za chaos na ulicach odpowiedzialni są zwykli przestępcy. Od czterech dni na ulicach brytyjskich miast trwają walki chuliganów z policją.
- Ta przemoc jest kompletnie nieuzasadniona. Nie ma żadnego powodu do protestów, ani też nie było zdarzenia, które mogło je wywołać. Takiej fali przemocy, grabieży i przestępczości jeszcze nie widziałem - przyznał Shewan, który w policji pracuje od  1980 roku.

Zamieszki, które wybuchły w Londynie w nocy z 6 na 7 sierpnia w kolejnych dniach przeniosły się do innych miast - m.in. do  Manchesteru. Na głównej ulicy handlowej, Market Street, podpalono sklep z odzieżą Miss Selfridge, zdemolowano i  splądrowano też kilka innych sklepów. Szturmowe oddziały policji odparły próbę wtargnięcia grupy nastolatków do centrum handlowego Arndale, gdzie znajduje się wiele sklepów ze sprzętem sportowym i elektroniką. Takie sklepy są najczęściej rozgrabiane. Policja poleciła mieszkańcom Manchesteru, by trzymali się z dala od centrum. W mieście stanął transport i nie kursują taksówki. Wiele sklepów zamknęło się przed czasem, spuszczając żaluzje. Nieczynne są puby i bary.

Niespokojnie było również w innych brytyjskich miastach. W Nottingham grupa ok. 40 mężczyzn zaatakował posterunek policji w Nottingham, usiłując go podpalić. Do ulicznych ekscesów doszło również w Salford, Birmingham, West Bromwich, Leicester i  Wolverhampton. Zajścia prowokowały głównie stosunkowo nieliczne grupy w różnych miejscach, co wymuszało rozdzielanie sił policyjnych. Aresztowano ok. 130 osób. W Londynie, gdzie porządku pilnowało 16 tysięcy policjantów, w  nocy z 9 n 10 sierpnia było względnie spokojnie. Do tej pory aresztowano tam 685 uczestników trzydniowych zajść, w tym 21-letniego sprawcę podpalenia domu meblarskiego Reeves w dzielnicy Croydon.

W niektórych dzielnicach Londynu m. in. Southall, licznie zamieszkałej przez imigrantów z subkontynentu indyjskiego, okoliczni mieszkańcy zorganizowali się w grupy samoobrony na wzór tych, które dzień wcześniej utworzyli Kurdowie w  dzielnicy Dalston. Doradca burmistrza Londynu ds. technicznych sądzi, że policja powinna wymusić zamknięcie usługi BBM (BlackBerry Messenger), która umożliwia użytkownikom rozsyłanie zakodowanych wiadomości, a tym samym niemożliwych do  monitorowania przez policję. Nieoficjalne doniesienia sugerują, że uczestnicy zajść porozumiewają się między sobą z  pomocą BBM. Policja przyznała, że monitoruje wiadomości zamieszczane na  portalach społecznościowych Facebook i Twitter, by wyłapać podżegaczy.

Duże straty w wyniku zajść poniósł przemysł muzyczny na skutek spalenia ośrodka dystrybucji Sony w Enfield w płn. Londynie. Z centrum korzystały znane wytwórnie muzyczne w tym XL i Domino. Przechowywano w  nim płyty CD, DVD oraz dyski do konsoli PlayStation. Rozruchy uliczne uaktywniły ekstremistyczną Angielską Ligę Obrony (EDL). Jej przedstawiciel Stephen Lennon w  wypowiedzi cytowanej przez AP zagroził, że EDL położy kres rozruchom, skoro policja sobie z nimi nie radzi.

PAP, arb