Unia polsko-azerska

Unia polsko-azerska

Droga do naszej niezależności energetycznej prowadzi przez Azerbejdżan
Niezależność od rosyjskich dostaw ropy i realny wpływ na politykę wschodnią Unii Europejskiej - droga do osiągnięcia przez Polskę tych celów wiedzie przez Azerbejdżan. Rząd w Baku może na tym zyskać jeszcze więcej.
Azerbejdżan powinien być celem pielgrzymek polityków z całego świata. Nie dość, że ma spore zasoby ropy (oceniane na 1,6-1,9 mld ton), to tamtejszy rząd, jako jedyny w regionie Morza Kaspijskiego, nie prowadzi polityki prorosyjskiej. Prezydent Ilham Alijew nie jest jednak ulubieńcem Zachodu. Na urząd namaścił go jego ojciec Gajdar, poprzedni szef państwa. Nauczył go, jak za pomocą bezpieki zarządzać krajem i kanalizować opozycję, a później pomógł mu w sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Choć interesy w Baku robią chyba wszystkie liczące się koncerny energetyczne, temperaturę relacji między Azerbejdżanem a Zachodem dobrze obrazuje wizyta Alijewa rok temu w Waszyngtonie. Po spotkaniu z nim George Bush poinformował, że dyskusja była „interesująca" i „szczera”, co w języku dyplomacji znaczy „chłodna” i „trudna”.
Dlaczego Warszawa chce podnieść temperaturę? Celem numer jeden jest bezpieczeństwo energetyczne Polski. - Rezygnacja z dogadania się z Alijewem to polityczne frajerstwo. Jeśli nie Polska, to wcześniej czy później zrobi to inny kraj - mówi uczestnik rozmów z Azerami z Kancelarii Prezydenta RP. - Na naszą korzyść przemawia pozycja Polski w unii oraz oferta współpracy, jaką składamy rządowi w Baku - dodaje wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal.

Rura na polu minowym
Ropa z Azerbejdżanu miałaby popłynąć do Gruzji, dalej tankowcami przez Morze Czarne, a stamtąd przez Ukrainę do Polski. Taki projekt wcześniej nie miał szans na realizację. Azerbejdżanu nie było stać - politycznie i gospodarczo - na narażanie się Kremlowi. A Rosja wykorzystywała to, stosując m.in. szantaż energetyczny. O budowie rurociągu nie było także mowy, gdy Ukrainą rządził prorosyjski Leonid Kuczma, a Gruzją Eduard Szewardnadze.
Są i problemy techniczne. Na Morzu Czarnym brakuje tankowców, w Gruzji i na Ukrainie infrastruktura może być niewystarczająca. U naszego wschodniego sąsiada problem teoretycznie rozwiązuje rurociąg Odessa - Brody, ale w wyniku nacisków Kremla Ukraina podpisała kontrakt i rurociągiem do końca 2010 r. będzie pompowana rosyjska ropa. Nie jest też jasne, czy za trzy lata Kijów nie przedłuży kontraktu z Rosją, co przekreśliłoby projekt. Ukraińcy będą kuszeni m.in. możliwością przyłączenia się do budowanego przez Rosję i kraje Azji Środkowej gazociągu nadkaspijskiego. - Ferowanie dzisiaj, że Ukraińcy tak postąpią, nie ma podstaw. Wszystkie siły polityczne na Ukrainie popierają ten projekt. Jestem przekonany, że w tym wypadku czas działa na naszą korzyść - uważa minister Kowal. Jest przekonany, że także trudności techniczne uda się rozwiązać. Ale to nie koniec problemów. Przy obecnym tempie wydobycia azerska ropa skończy się - wedle optymistycznych prognoz - za 30 lat. W dodatku dwa lata temu ruszył rurociąg Baku – Tbilisi - Ceyhan (BTC). Jest on elementem strategii bezpieczeństwa USA, które zapewniają sobie alternatywne do bliskowschodniego źródło ropy. Od 2010 r. BTC ma przesyłać rocznie 50 mln ton, a w kolejnych latach jego przepustowość zwiększy się do 85 mln ton. W praktyce oznacza to, że niemal całą azerską ropę będzie „zasysał" BTC.

Reformy za ropę
Na razie najważniejsze jest przekonanie Alijewa, że Polska to dla niego najlepszy partner. Ostatnio przekonywał do tego w Baku szef MSWiA Janusz Kaczmarek.
Podpisano m.in. umowy o współpracy policji i straży granicznej. - Przede wszystkim zależy nam na wciągnięciu Azerbejdżanu w projekty europejskiej polityki sąsiedztwa - twierdzi wiceminister Wiesław Tarka odpowiedzialny w MSWiA za współpracę z zagranicą. W pakiecie, który Azerom przedstawiła Polska, znalazła się też oferta współpracy resortów obrony. - W ramach natowskiego projektu „South Caucasus ClearingHouse" będziemy m.in. szkolić azerską kadrę podoficerską i wymieniać doświadczania w tworzeniu jednostek mobilnych - mówi gen. Romuald Ratajczak, dyrektor departamentu wojskowych spraw zagranicznych MON.
W Brukseli polska inicjatywa się podoba. - Bezpieczeństwo energetyczne to jeden z priorytetów Europy. Rurociąg z Azerbejdżanu wpisywałby się idealnie w tę politykę. Uniezależnia nie tylko Polskę, ale i częściowo resztę unii od Rosji, która staje się partnerem coraz mniej przewidywalnym - twierdzi Peter Ludlow, założyciel Centre for European Policy Studies.
Choć nikt nie mówi o tym oficjalnie, wiele wskazuje na to, że także Amerykanom podoba się pomysł współpracy Baku z Warszawą (dyplomacja USA ma ograniczone pole manewru z powodu związków Azerów z Iranem). Powód? Podczas wojny ZSRR w Afganistanie przez Azerbejdżan wiódł jeden ze  szlaków przemytu broni. Do dziś wielu Azerów utrzymuje się ze sprzedaży karabinów, które porzucili szmuglerzy, uciekając przed Sowietami. Wątpliwe, by mudżahedini, gdy rozkręca się nowa wojna pod Hindukuszem, nie chcieli odnowić dawnych kontaktów. Jednocześnie, jak wynika m.in. z analiz Stratford.com stabilizacji Azerbejdżanu może zagrozić fundamentalizm. Choć Azerowie nie wyznają radykalnego islamu, jeśli w kraju nie dojdzie do reform, to właśnie w meczetach mogą zacząć szukać ratunku przez opresyjną władzą. Taki scenariusz nie leży w interesie rządu w Baku, UE ani Amerykanów i NATO w Afganistanie. - Nieprzypadkowo rozmowy ministra Kaczmarka w Baku dotyczyły właśnie zwalczania terroryzmu - mówi wiceminister Tarka. O poparciu USA dla naszych rozmów z Baku może świadczyć fakt, iż ostatnio często mówi się o możliwości podłączenia naszego projektu do rurociągu BTC na wysokości Gruzji.
Skąd wziąć dostateczną ilość ropy w rurociągu BTC? Mogłaby płynąć z Kazachstanu, ale na razie znajduje się on pod zbyt silnym wpływem Rosji. Na razie. - Rosja słusznie boi się, że demokratyczne zmiany dotkną też Kazachstanu - uważa dr Dawid Kolbaia ze Studium Europy Wschodniej UW. - Po „rewolucji róż" Gruzini zaczęli mówić, że warto ją było przeprowadzić choćby dlatego, że niemal z dnia na dzień zaczęła znikać uprzykrzająca życie korupcja, że Tbilisi prowadzi niezależną politykę zagraniczną. Właśnie takie rzeczy podobają się Azerom i mogą przypaść do gustu Kazachom - dodaje. Jego zdaniem, jeśli spojrzeć na politykę Kremla z perspektywy utraty przez Rosję strategicznych wpływów na Kaukazie, innego wymiaru nabiera awantura o polskie mięso czy fiasko szczytu w Soczi. - Należy się liczyć z tym, że retoryka władz w Moskwie może się stać jeszcze mniej przyjemna - mówi Peter Ludlow. Ale gra jest warta świeczki.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2007
Więcej możesz przeczytać w 24/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 24/2007 (1277)


ZKDP - Nakład kontrolowany