Krew, sperma i łzy

Krew, sperma i łzy

Naginają fakty, łamią zasady etyczne, przekraczają granice dobrego smaku. Nasze brukowce płacą odszkodowania i ostatnio bywają ostrożniejsze. Bo koszty przegranych procesów zaczęły być dla nich niebezpiecznie wysokie.
Kiedy Marek pracował jeszcze w „Fakcie", miał któregoś dnia opisać historię młodej kobiety, która po porodzie, na skutek komplikacji, zapadła w stan wegetatywny. Opiekował się nią załamany mąż. – Słuchałem opowieści o tym, jak szpital skrzywdził jego żonę, i zrobiło mi się tego gościa żal. Czułem, że on liczył na to, iż jako dziennikarzpomogę mu w  dotarciu do prawdy i sprawiedliwości – wspomina Marek.

Szykował się już do wyjścia, gdy zadzwonił redaktor, pytając, czy ma zdjęcie śliniącej się żony. – Mówił, że najlepiej by było, gdyby mąż karmił chorą łyżeczką. I koniecznie w otoczeniu dzieci. Dzieci, ku…, mają być! –  wspomina tamtą scenę dziennikarz. Nie wykonał polecenia, a przełożonemu skłamał, że mąż nie zgodził się na zrobienie zdjęć.

Tamta sprawa nim wstrząsnęła, ale odszedł z „Faktu" dopiero po tym, gdy kazali mu opisać historię zamordowanej sześcioletniej dziewczynki. Dzień po jej śmierci był razem z fotoreporterem u rodziców, którzy pokazali mu zdjęcia córki, zgodzili się też, żeby ekipa przyszła na pogrzeb. Już kiedy przekraczał próg mieszkania, wiedział, że robi swoim bohaterom krzywdę. – Bo oni wierzyli, że chcę im pomóc. A potem w gazecie przeczytali swoje zwierzenia opisane w tanim, sensacyjnym tonie. Trochę tak, jakby ktoś drugi raz odebrał im dziecko.

Dzieci i inne hardcory

„Fakt", który wszedł na polski rynek w 2003 r., wyznaczył w Polsce nowe standardy bulwarowego dziennikarstwa. I szybko narzucił je istniejącemu od 1991 r. „Super Expressowi”, który miał wprawdzie sensacyjno-rozrywkowy charakter, ale stronił od poważniejszych kontrowersji.

Obie gazety rozpoczęły wojnę. To była wojna na coraz bardziej niesłychane newsy, drastyczne zdjęcia i często kreowane przez dziennikarzy afery. Liczyło się to, kto bardziej zaszokuje czytelnika. –  Początkowo jeszcze trzymaliśmy jakieś standardy. Zwłaszcza że na pokładzie byli Niemcy z koncernu Axel Springer, właściciela „Faktu", którzy pilnowali, żebyśmy uprawiali w miarę normalne dziennikarstwo. Ale  kiedy z badań focusowych wyszło, że ludzie chcą krwi, spermy i łez, zaczęły się hardcory – wspomina Marek.

Wszystkie chwyty były dozwolone. Były fotoreporter „Faktu" wspomina, że pewnego dnia miał zrobić sesję zdjęciową kobiecie, która właśnie straciła syna. „Dziennikarz, z którym jeździłem, stosował »wejście na psa«. Energicznie wchodził do domu i  rzucał: »Poda pani wszystkie szczegóły zdarzenia do protokołu?«. Spisywał wszystko, a ja robiłem zdjęcia, wykorzystując emocje. Na koniec ludzie zupełnie nieświadomie podpisywali zgodę na publikację wizerunku w  gazecie" – pisał w blogu.

– Pewien znany dziś dziennikarz wsławił się nadzwyczaj wymyślnym podstępem, by dotrzeć do rodziców, którzy właśnie stracili dziecko. Udając, że jest policyjnym psychologiem, wyciągnął od  nich wiadomości, które natychmiast trafiły na pierwszą stronę. Rzecz jasna, dystansując konkurencję – opowiada Robert Zieliński, wieloletni dziennikarz „Super Expressu", dziś „Dziennika Gazety Prawnej”.

A czy  pamiętacie twarz zabitego Waldemara Milewicza? W 2004 r. „Super Express" zaszokował wszystkich, publikując zdjęcia zastrzelonego w Iraku reportera telewizyjnego. Dwa lata później „Fakt” zamieścił fotografie zgwałconej dziewczynki, na których ofiarę można było rozpoznać. Jeszcze mało szoku? W 2009 r. „Super Express” opublikował zrobione przez szantażystów zdjęcia senatora Krzysztofa Piesiewicza w sukience, wciągającego nosem biały proszek.

Oba tabloidy ściągają się od lat w  jeszcze jednej konkurencji: w obłudnym zapewnianiu swoich czytelników, że zawsze dzielnie bronią ich interesów. To dla nich opisują pazernych polityków czy łamiących prawo pracodawców. – Zawsze nas uczulano, żebyśmy pisali, że ktoś wydaje „nasze pieniądze", że bawi się za  „nasze”. To miało pokazać, że jesteśmy po stronie czytelników, rozumiemy ich krzywdę i potępiamy wstrętnych wyzyskiwaczy – opowiada Wojciech, były dziennikarz „Faktu”.

Sztuka zmyślania

Dziennikarze, którzy do tej pory pracują w tabloidach, nie chcą opowiadać o życiu redakcji. Tłumaczą, że chcą być lojalni wobec pracodawcy i boją się, że mogliby stracić pracę. O wiele bardziej rozmowni są ci, którzy odeszli albo zostali wyrzuceni. Ci opowiadają, że  w „Fakcie" najgorszy był zawsze poniedziałek, bo wtedy odbywało się kolegium, na którym planowany był kolejny tydzień. Każdy dziennikarz miał obowiązek przygotować sześć „zajawek”, czyli zapowiedzi sensacyjnych tematów. Jedna, dwie mogły być zmyślone. Jak już nie było pomysłów na kolejne afery, morderstwa czy gwałty, na łamach zawsze mogły pojawić się wyssane z palca opowieści o kosmitach czy wilkołakach. Tym do dziś zajmuje się tzw. dział tematów z dupy wziętych. Oficjalnie –  dział wydarzeń.

Tam wszystkie chwyty są dozwolone. – Wieloryb w Wiśle, piranie w Zalewie Zegrzyńskim? Proszę bardzo. Redakcja dysponowała bazą danych ludzi służących do potwierdzania każdej wyssanej z palca historii. Płaciło się takiemu delikwentowi 100 zł za newsa, a on dawał nazwisko i twarz do dowolnego tematu. Trzeba było tylko ostrożnie i z wyczuciem, żeby się nie zaczęło koło dupy palić – opowiada Piotr, były dziennikarz „Faktu".

Do legendy przeszedł tekst opisujący „jezioro wódki" w Bracholinie. „Chłopi rzucają się na kolana i na czworakach, jak zwierzęta chłepcą wodę z jeziora, do której przedostały się ścieki z  pobliskiej gorzelni” – pisał „Fakt”. Mieszkańcy Bracholina mieli potem żal, że zostali przedstawieni jako idioci i pijacy. Do zdjęć rzeczywiście pozowali, bo dziennikarze zapłacili im po kilkadziesiąt złotych, przekonując, że chodzi o ilustrację niewinnej historyjki o  przyrodzie.

W redakcji każdy dzień zaczynał się od krzyków. – Redaktor wrzeszczał: gdzie są ryje? – wspomina Marek. I wyjaśnia: ryje to w  redakcyjnym slangu celebryci. Codziennie w gazecie musiał być jakiś „ryj", bo takie historie doskonale się sprzedawały.

W kwestii „ryjów" pomocą służyli redakcyjni paparazzi, czyli fotoreporterzy, których głównym zadaniem jest polowanie na gwiazdy. Oczywiście zawsze można było sięgnąć po sponiewieranego Andrzeja Chyrę, bo wiadomo, gdzie bywa i  którędy chodzi, ale to łatwizna. Żeby dostać „mięcho”, trzeba było trochę się postarać. Jeden z „aparatów” chwalił się w redakcji, że ma patent na „ryja leżącego”. Wystarczy rozciągnąć w ciemnej bramie sznurek, poczekać, aż „ryj” się wyłoży, i pstryknąć mu fotę. Tytuł: „Pijany jak świnia w bramie własnego domu!”.

Dziennikarze opowiadają, że  zawsze pracowali pod presją wybujałych oczekiwań szefów. I gorączkowo starali się je spełnić. – Reporter, zgłaszając temat, wymyślał go pod z  góry przyjętą atrakcyjną tezę, na przykład pod tytuł: „Ten drań katował żonę!". Potem kierownik działu, idąc na kolegium, jeszcze go podkręcał, a na końcu swoje dodawali wicenaczelni. Jeśli w ciągu dnia okazywało się, że fakty były inne, biada faktom. Żyliśmy w ciągłym strachu, że jak nie napiszemy tekstu zgodnie z wytycznymi, to wylecimy z roboty –  wspomina Wojciech.

Dziennikarz ma w pamięci jeszcze jedną scenkę: redaktor naczelny Grzegorz Jankowski przychodził na kolegium i pytał: komu dziś przyp…? Trafić mogło na każdego. Po prostu jeśli ktoś się z  czymś wychylił, obrabialiśmy mu tyłek – śmieje się Wojciech.

Marek, jego kolega, wspomina to tak: – Zawsze nam powtarzano: jedziemy po bandzie, a  jak się wyp…, to przecież mamy budżet na prawników. No to jechali. Do  Katarzyny (cztery lata w tabloidzie) przyszedł kiedyś sam naczelny i  powiedział, że potrzebują jakiejś sielskiej rodzinnej historyjki. –  Zadzwoniłam do Karoliny Wajdy. Pojechałam do jej wiejskiego domu na cały dzień. Robiliśmy zdjęcia z psami, końmi i było super. Zapytałam Wajdę, dlaczego nie wyszła za mąż. Odpowiedziała, że wciąż szuka właściwego kandydata. Jak następnego dnia zobaczyłam gazetę, to myślałam, że się przewrócę. Pani redaktor dała tytuł: „Szukam męża, a na razie zadowalam się końmi!" – wspomina dziennikarka.

Czasem budżet na prawników bywał potrzebny. W 2008 r. redakcja „Faktu" musiała przepraszać Edytę Górniak za pominięcie słowa „pływać” w tytule artykułu: „Edyta Górniak lubi pływać ?na pieska?”.

Generalnie jednak bulwarówki czują się bezkarne, bo wiedzą, że poszkodowani często nie  mają siły, by latami walczyć z nimi w sądzie. Tak jak była posłanka Samoobrony Renata Beger, do której rok temu zapukali dwaj dziennikarze „Super Expressu". Pytali, co w tej chwili robi, chcieli pstrykać zdjęcia i nie przyjmowali do wiadomości, że Beger nie zamierza udzielać wywiadu. W końcu poszli. Dwa tygodnie później w gazecie ukazał się artykuł, że  Renata Beger zamierza wstrzyknąć sobie botoks. – W czasie naszej rozmowy nie padło nawet słowo botoks, więc nie ma mowy o nieporozumieniu. Zmyślili wszystko od początku do końca – mówi była posłanka. Chciała wytoczyć tabloidowi proces, jednak prawnicy jej to odradzili. Mówili, że  sprawę by wprawdzie wygrała, ale proces ciągnąłby się latami.

Są jednak tacy, którzy zdecydowali się na walkę z bulwarówkami, wśród nich Doda, Edyta Górniak, Justyna Steczkowska, Anna Mucha i Joanna Brodzik. Wszystkie sprawy rozstrzygnięto na ich korzyść, zasądzono im  wielotysięczne odszkodowania.

Walka dobra ze złem?

W porównaniu ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami polskie tabloidy są w  miarę grzeczne. Owszem, rzadko przestrzegają zasady domniemania niewinności i chętnie piszą o zdarzeniach, które nigdy nie miały miejsca. Ale nikt ich nie złapał, tak jak „News of the World", na  zakładaniu podsłuchów.

– Nie znam nikogo z tego środowiska, kto zdecydowałby się na zastosowanie metod gazety Murdocha. Ale z drugiej strony, jak się stworzy złu odpowiednie warunki, to zacznie się plenić. Codzienne zapotrzebowanie na skandale wytwarza presję, w której przyzwolenie na przekraczanie kolejnych granic jest coraz większe – mówi publicysta Mariusz Ziomecki.

Zdaniem Grzegorza Lindenberga, założyciela i pierwszego redaktora naczelnego „Super Expressu", gazety popularne notorycznie łamią prawo. – Zwykle nie robią tego w obronie interesu publicznego i nie podejmują działań jawnie. Stąd prosty wniosek, że mają też moralną gotowość do stosowania metod, jakimi posługiwała się gazeta Ruperta Murdocha – twierdzi.

– Nigdy nie zakładaliśmy podsłuchów ani nie  stosowaliśmy innych zabronionych metod zdobywania informacji – mówi Robert Zieliński, wieloletni dziennikarz śledczy. – Ale wiem, że zarówno „Super Express", jak i „Fakt” korzystały z usług detektywa Rutkowskiego. Nikt nie kontrolował jego metod pracy, a jak wiadomo, są one kontrowersyjne.

Zieliński przyznaje, że dziennikarze współpracowali z policjantami, funkcjonariuszami służb czy prokuratorami. – Był nawet specjalny fundusz, z którego kupowaliśmy dobrego „łyskacza" tym, którzy przekazali nam szczególnie cenny cynk. Ale nie miałem wrażenia, że  przekraczam granice korupcji. Wręcz przeciwnie, byliśmy przekonani, że  walczymy ze skorumpowanym światem.

Zapewne w te ideały wierzył były rzecznik Komendy Głównej Policji, który po zdjęciu munduru został wicenaczelnym „Super Expressu". Dziś nie chce na ten temat rozmawiać.

Fotoreporter Dariusz Majewski widzi granice, które stawiają sobie polskie media brukowe. Są to granice finansowe. Jego zdaniem redakcyjne szuflady pełne są prawdziwie bulwersujących zdjęć. – Na przykład dwóch znanych osób uprawiających seks oralny w miejscu publicznym w Gdyni –  mówi. Żadna gazeta nie zdecydowała się na publikacje tych zdjęć ze  strachu przed procesem. Ale może opublikowanie ich jest tylko kwestią czasu.

Okładka tygodnika WPROST: 29/2011
Więcej możesz przeczytać w 29/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 29/2011 (1484)

  • Trzy kolory – szary 17 lip 2011, 12:00 Ponad półtora roku temu premier Tusk powiedział, że nie wyobraża sobie, by Krzysztof Piesiewicz dalej pełnił funkcje publiczne. Za trzy miesiące będziemy wiedzieli, czy wyobrażają sobie to wyborcy. Czy Piesiewicz powinien kandydować? Odpowiadam – ma obowiązek. 4
  • Na skróty 17 lip 2011, 12:00 Karzące ramię Unii Nie tylko przedsiębiorcy marnotrawią pieniądze z unijnych dotacji. Urzędnicy również. Bruksela wysłała w tym roku do Polski szwadron kontrolerów, którzy mieli sprawdzić, czy subsydia przeznaczone na dostosowanie... 6
  • Moja kampania 17 lip 2011, 12:00 Zaproszenie mnie do pisania refleksji w terminie cotygodniowym na łamach „Wprost" spowodowało zmianę mojego trybu życia. Naczelny tego tygodnika zrobił to chyba specjalnie, chcąc mnie sprowadzić do swojego trybu życia, co mu... 9
  • Liga Mistrzów Piosenki po Polsku 17 lip 2011, 12:00 Wygląda na to, że będę musiał oglądać „Taniec z gwiazdami" do później starości. TVN chce, aby w nowej edycji zatańczyła sama Beata Kozidrak. Gwiazda zażądała astronomicznego honorarium: pół miliona złotych. Szczerze... 10
  • Będę walczył do końca 17 lip 2011, 12:00 Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś w takiej sytuacji jak ja wziął kałacha i by ich po prostu rozpie... 14
  • Rząd za zamkniętymi drzwiami 17 lip 2011, 12:00 W skeczach kabaretu Ani Mru Mru posiedzenie rządu kończy się tym, że jeden z ministrów wyjmuje spod stołu piłkę i pyta: „To co? Haratniemy?”. W prawdziwym rządzie jest inaczej – piłkę w swoim gabinecie trzyma premier. 20
  • Jasna Góra zdobyta 17 lip 2011, 12:00 To, czego nie zdołali zrobić Szwedzi, udało się PiS i Radiu Maryja. Sprzymierzone siły Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka opanowały Częstochowę. Temu potopowi jasnogórscy paulini nie stawiali oporu. 24
  • Polska niemożliwa 17 lip 2011, 12:00 Polaku/Polko! Nim się rozbierzesz, zastanów się, czemu to służy! Bo na pewno nie sprawie polskiej. 28
  • Tabloidy i politycy – wzajemny szantaż 17 lip 2011, 12:00 Kazimierz Marcinkiewicz nie zrozumiał, że tabloidy mogą go raczej zniszczyć, niż wypromować. 29
  • Czy Smoleń jeszcze może… 17 lip 2011, 12:00 Mały, chudy, siwy, po udarach, tragediach, z papierosem w ustach, raczej siedzący niż chodzący, uzbrojony, biedny – walczy o chore dzieci. 30
  • Krew, sperma i łzy 17 lip 2011, 12:00 Naginają fakty, łamią zasady etyczne, przekraczają granice dobrego smaku. Nasze brukowce płacą odszkodowania i ostatnio bywają ostrożniejsze. Bo koszty przegranych procesów zaczęły być dla nich niebezpiecznie wysokie. 35
  • Ono 17 lip 2011, 12:00 I jeden, i drugi rodzic absolutnie kocha dziecko. I „dla dobra dziecka” oboje rozjeżdżają jego psychikę walcem. 38
  • Przegraliśmy wszyscy 17 lip 2011, 12:00 Nie czuję się żadnym wygranym. Przegraliśmy: matka, ojciec, a najbardziej Kuba – mówi prof. Krzysztof J., ojciec pięcioletniego chłopca, o którego walczy ze swoją byłą żoną na oczach całej Polski. 42
  • Polska rozjechana 17 lip 2011, 12:00 Rozjeżdżają lasy, a czasem ludzi. Śmiercionośne zabawki kupują swoim dzieciom. W ogóle uwielbiają się bawić, najchętniej w kotka i myszkę z leśnikami. Teraz szaleńcom na quadach wojnę wydały ich ofiary. 44
  • Kiedy drapieżnik staje się ofiarą 17 lip 2011, 12:00 Rupert Murdoch zamknął tabloid „News of the World”, by uchronić coś ważniejszego: własną pozycję hegemona w świecie brytyjskiej polityki. 46
  • Lepiej spłonąć, niż wyblaknąć 17 lip 2011, 12:00 Woward Wasdin przez lata był żołnierzem tej samej elitarnej jednostki, która niedawno zabiła Osamę bin Ladena. Jego wspomnienia – bestseller w USA – właśnie ukazują się w Polsce. 50
  • Krucjata Nancy Grace 17 lip 2011, 12:00 Cała Ameryka czekała z zapartym tchem na werdykt w sprawie Casey Anthony oskarżonej o zamordowanie dwuletniej córeczki, Caylee. Poza Nancy Grace. Komentatorka prawna sieci HLN osądziła młodą matkę, nim zrobili to przysięgli. Werdykt brzmiał: winna. 52
  • Euro na krawędzi 17 lip 2011, 12:00 Coraz mniej chętnych do ratowania europejskiej waluty. A może lepiej byłoby, gdyby odeszła w przeszłość. Wygląda na to, że zyskaliby i spekulanci, i zwykli obywatele. 54
  • Cena luksusu 17 lip 2011, 12:00 Serwują włoską kuchnię i przypominają włoską rodzinę. Skryci, tajemniczy, stroniący od rozgłosu. Od czasu do czasu mają kłopoty, bo lubią chodzić na skróty. Likusowie. 60
  • Kac Vegas Zakopane 17 lip 2011, 12:00 Nie wszystko złoto, co się świeci, ale na zakopiańskich Krupówkach wszystko, co się świeci, przynosi furę złota. 63
  • Miś w pułapce 17 lip 2011, 12:00 29 lipca na ekrany kin wchodzi „Kubuś Puchatek i przyjaciele”, którym po latach robienia filmów kubusiopodobnych Disney wraca do oryginalnych opowieści A.A. Milne’a. Gdy jednak przyjrzeć się kulisom tej i innych produkcji, okaże się, że Puchatek nie ma... 66
  • Kronikarz niezapowiedzianej śmierci 17 lip 2011, 12:00 Ciała ofiar wypadków i zbrodni ułożone w niezwykłych pozach, rozpacz na twarzach świadków, malowniczo rozbite auta – na zdjęciach meksykańskiego reportera Enrique Metinidesa spotykają się podglądactwo, współczucie i sztuka. Jego prace można zobaczyć na Rencontres... 69
  • Wszystkie grzechy Ameryki 17 lip 2011, 12:00 James Ellroy to jeden z największych współczesnych pisarzy kryminalnych, a także prowokator, skandalista i ekspert od prania amerykańskich brudów. Właśnie ukazała się u nas kolejna jego książka „Krew to włóczęga”. Świetna! 72
  • Slow kino 17 lip 2011, 12:00 „Film to życie, z którego wymazano plamy nudy” – mawiał Alfred Hitchcock. Od razu widać, że nigdy nie był na festiwalu Nowe Horyzonty, który od lat przekonuje, że nuda bywa bardzo filmowa. 74
  • Wakacje z Wprost: przewodnik po Nowych Horyzontach 17 lip 2011, 12:00 Wybraliśmy dla was 10 najciekawszych wydarzeń festiwalu. Posłużcie się naszą ściągawką, a nie będziecie się nudzić! 77
  • Plagiat po polsku 17 lip 2011, 12:00 Czy można bardziej obrazić swój naród, niż mówiąc mu: „Jesteście nieudacznikami, nic nie potraficie wymyślić, my, politycy, musimy kraść, pożyczać, kopiować i kupować wszystko w obcych krajach, nawet naszą kampanię wyborczą, bo wy się do niczego nie nadajecie”?.... 84
  • Unia po polskiej stronie mocy 17 lip 2011, 12:00 Polska prezydencja w Radzie UE jest jak kamień milowy – pokazuje drogę, jaką przeszliśmy w nieco ponad dekadę: od wyrośniętego ucznia z unijnej oślej ławki po kraj, który ma dźwignąć Unię z kryzysu. 86
  • Trzymajcie kciuki! 17 lip 2011, 12:00 Trzeba mieć realistyczne oczekiwania wobec prezydencji. To tylko 184 dni, możemy więc zainicjować pewne procesy – mówi Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich, odpowiedzialny za polską prezydencję. 90
  • Pod ostrzałem 17 lip 2011, 12:00 Jacek Pawlicki Polska jako debiutant bierze się do najbardziej konfliktowego „produktu” w Unii, jakim jest projekt wieloletniego budżetu. Bardzo mi pomaga obecne zaufanie do Polski – mówi Janusz Lewandowski, komisarz UE odpowiedzialny za budżet. 92
  • Pozytywnego coś 17 lip 2011, 12:00 Nieraz mnie to zastanawiało: jak to się dzieje, że polska w telewizji ma wykrzywioną, zapiekłą twarz, pełno w niej osobników, którym przydałaby się jakaś terapia, a przynajmniej valium, jak zaś człowiek pojedzie w głąb kraju, pokręci się trochę, to okazuje się, że żyjemy w... 95
  • Letnia kropka nad i 17 lip 2011, 12:00 Ile razy tego lata restauracja, którą odwiedziliśmy, podała nam warzywa z mrożonki? Nawet jeśli zrobiła to tylko raz, to było to o raz za dużo. Nie ma w Polsce lepszej okazji do przyrządzania świeżych warzyw niż środek lata. Słodki,... 96
  • Grunwald 2011 17 lip 2011, 12:00 W ramach mojej kampanii informacyjnej chciałem przestrzec państwa przed kolejną manipulacją rządu. Wiemy już oczywiście, że jego (rządu) nadrzędnym celem jest obezwładnienie narodu, a następnie jego wyprzedaż obcym. Nowością jest... 97
  • Braun. Telepubliprezes, na którego czekaliśmy 17 lip 2011, 12:00 W imieniu licznego środowiska osób godnych objęcia ważnych funkcji dyrektorskich, a jakoś niezatrudnionych przez nadawców mediów prywatnych, gorąco i z całego serca dziękuję prezesowi Juliuszowi Braunowi i jego ekspertom od telewizji za... 97
  • Życie plażowe 17 lip 2011, 12:00 Pesymiści twierdzą, że życie jest jak przemówienia waldemara pawlaka: długie, nudne i bez sensu. Tymczasem nawet samobójcy są zdania, że życie ma jednak swoje uroki. Wszystko zależy od tego, gdzie i jak spędzamy nasze życie. Trudno o... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany