Slow kino

Slow kino

„Film to życie, z którego wymazano plamy nudy” – mawiał Alfred Hitchcock. Od razu widać, że nigdy nie był na festiwalu Nowe Horyzonty, który od lat przekonuje, że nuda bywa bardzo filmowa.
Oto drwal. Wstaje, myje się, pracuje. Załatwia się, mozoli nad wycięciem drzewa, zjada obiad, drzemie. Kamera beznamiętnie wodzi za nim wzrokiem. Mija pół godziny, facet wkłada czystą koszulkę i siada przy drodze. Podjeżdża auto. Pierwszy dialog pojawia się w 33. minucie i nie są to  żadne znaczące słowa. A dalej? Dalej jest tak samo. „Interesuje mnie docieranie do ludzi, których nikt nie zna, nikt nie obserwuje, którzy nikogo nie interesują" – deklarował w wywiadzie dla Stopklatki reżyser Lisandro Alonso. „La Libertad” to idealny przykład nowohoryzontowego kina: autorskiego, bezkompromisowego, radykalnego, rzucającego wyzwanie naszym przyzwyczajeniom.

Właśnie takie filmy znajdziecie co roku w  najważniejszej sekcji festiwalu: konkursie Nowe Horyzonty. Jego widzowie to szaleńcy, którym niestraszne są filmy praktycznie pozbawione dialogów i akcji (vide „La Libertad", „Fantasma” czy „Los Muertos” Alonsa), zrobione w jednym, 96-minutowym ujęciu („Rosyjska arka” Aleksandra Sokurowa), przez cztery godziny kontemplujące boliwijskie bezdroża („Potosi. Czas podróży” Rona Havilio) lub po prostu, zgodnie z tytułem, przez 130 minut pokazujące 13 różnych jezior („13 jezior” Jamesa Benninga).

Dla jednych konkurs to najważniejsze w roku święto, dla innych – synonim bezbrzeżnej, niczym owe 13 jezior, nudy. W oczach przeciętnego oglądacza filmów nowohoryzontowa widownia to ponury kinowy Hezbollah, któremu obca jest prosta radość, jaką daje oglądanie „Piratów z  Karaibów" i „Kac Vegas w Bangkoku”. Ci drudzy odpowiedzą tym pierwszym, że mało jest na świecie rzeczy równie nużących jak pełne kosmitów, robotów, katastrof i wybuchów produkcje Michaela Baya i Rolanda Emmericha, nakręcone w takim tempie, jakby najgorszą z tragedii grożących ludzkości były nie atak krwiożerczych obcych czy zlodowacenie, lecz właśnie nuda.

Bo „nuda" to w kinie szalenie ważne słowo, broń używana na wszystkich frontach i we wszystkich potyczkach: między krytykami i widzami. Kinem arthouse’owym i mainstreamowym. Amerykańskim i europejskim. Europejskim i azjatyckim. Czarno-białym i kolorowym. Nowym i starym. Polskim i „zagranicznym”. Za nudziarzy uchodzą Béla Tarr, Tarkowski, Antonioni i Bergman (choć jak zeznał zięć tego ostatniego, znany kryminalny pisarz Henning Mankell, twórca „Persony” uwielbiał „Ocean’s Eleven”, na półce koło „Dekalogu” trzymał zaś  „Szklaną pułapkę”). Gminna wieść niesie, że nudna jest francuska nowa fala, polskie kino moralnego niepokoju, duńska Dogma i całe, bez wyjątku, kino z Iranu. Tu muszę poczynić wyznanie, że jednym z filmów, które oglądałam z zapartym tchem, była pewna niskobudżetowa irańska produkcja opowiadająca o tym, jak jeden chłopiec idzie do sąsiedniej wsi oddać drugiemu zeszyt.

To jak to właściwie jest z tą nudą? I co się dzieje, kiedy na ekranie nic się nie dzieje ( jak w polskim filmie)?

O obieraniu ziemniaków

„Która to godzina? – Wieczność – odpowiada Szatan". Tak zdaniem filozofa S?rena Kierkegaarda (ten to dopiero był nudziarzem!) wygląda piekło. Znalazł się w nim niejeden widz, na sali kinowej gwałtownie budząc się z  drzemki, by się przekonać, że nie minęła nawet połowa filmu. Ale czy  rzeczywiście czas musi być centralnym tematem, gdy mówimy o nudzie? Wierzycie, że długie równa się nudne? To dlaczego nie  wyszliście w połowie „Titanica” (194 minuty)? Dlaczego bez końca oglądacie „Władcę Pierścieni. Powrót króla” (201), uwielbiacie „Listę Schindlera” (195) i uważacie za arcydzieło drugą część „Ojca chrzestnego” (200)?

„Filmy o czasie" – wiele (szczególnie nowohoryzontowych) artystycznych czy też awangardowych produkcji zyskuje taką etykietę, co wcale nie oznacza, że trwają godzinami, tylko że  sprawiają wrażenie, jakby tyle trwały (albo też nie bardzo wiadomo, co o  nich napisać). Bo nuda bywa efektem ubocznym (gdy mamy do czynienia z  nieudanym filmem), ale też celem. Jak w przypadku „Jeanne Dielman 23 Quai du Commerce 1080 Bruxelles” Chantal Akerman z 1975 r. To złożona z  długich ujęć opowieść o nieznośnej rutynie i kobiecie uwięzionej w  kieracie prac domowych, dla której prostytucja (z niej utrzymuje siebie i syna) to kolejna z serii mechanicznych czynności, niczym nieróżniących się od zmywania, gotowania obiadów, robienia zakupów, mycia wanny. To tu znalazła się słynna niemal trzyminutowa scena, w której Jeanne obiera ziemniaki. Brrrr – wierzcie lub nie, ale to jeden z bardziej przejmujących obrazów jałowego życia.

Lisandro Alonso, który nie  przestaje pokazywać tego samego kadru, choć dawno opuścił go bohater, nazywa takie momenty „nic-nie-dziania" pauzami potrzebnymi po to, by  widz, który nie musi nadążać za kolejnymi, pełnymi atrakcji scenami, dostrzegł istnienie filmowego języka. Mainstreamowe kino robi wszystko, byśmy zapomnieli o istnieniu kamery i reżysera, byśmy nie czuli upływu czasu. Alonso – odwrotnie – chce, by ludzie zauważyli ich istnienie, wierząc, że skłoni ludzi do refleksji nad językiem kina. – Są widzowie, którzy oczekują wskazówek: teraz się śmiejesz, teraz płaczesz, teraz się zachwycasz, teraz idziesz do domu – tłumaczył w jednym z wywiadów. –  Mnie interesuje poszukiwanie filmowej różnorodności.

Akerman to nuda socjologiczna, Alonso – estetyczna. Nudą egzystencjalną byłby znany z  Nowych Horyzontów „Gerry" Gusa Van Santa (o dwóch takich, co zgubili się na pustyni) albo nowofalowa „Cleo od 5 do 7” Agn?s Vardy (opowieść toczy się w czasie rzeczywistym, a jej bohaterka, Cleo, czuje ciężar każdej minuty dzielącej ją od odebrania wyników badań, decydujących o jej życiu), a np. nowohoryzontowe „Ciche światło” Carlosa Reygadasa (bohater łamie przykazanie „nie cudzołóż”) to już przykład nudy metafizycznej. Takiej, o jakiej Josif Brodski pisał, że „może przynieść najcenniejszą lekcję w życiu – lekcję naszej dogłębnej znikomości”. Pozostaje tylko powiedzieć „amen”, co też czyni bohater filmu – już w siódmej minucie.

Uśpi i zanudzi

Czołowy amerykański krytyk Roger Ebert, który niejeden nudny film w  życiu widział, uważa, że „nie ma dobrych filmów, które byłyby za długie, ani złych, które byłyby wystarczająco krótkie". Niewątpliwie jednak są filmy tak długie, że wystawiają naszą cierpliwość na wielką próbę. Przykład? „Szatańskie tango” Béli Tarra, monumentalne, przeszło siedmiogodzinne dzieło, złożone z zaledwie 150 ujęć, z których większość trwa po 10-11 minut. Ale to właśnie ów film Susan Sontag pragnęła oglądać przynajmniej raz w roku do końca swoich dni. Tarr to  najosobniejszy z osobnych, guru slow filmu, reżyser, który się widzom nie kłania. Jego nagrodzonego na ostatnim Berlinale „Konia turyńskiego” ( jedyne 146 minut, to jak na Węgra krótki metraż) zobaczyć będzie można oczywiście na tegorocznych Nowych Horyzontach. Gdy w Berlinie oglądałam ów film (w którym naprawdę nic się nie dzieje, ale zarazem to naprawdę jedna z najbardziej przejmujących zapowiedzi końca świata, jaką kiedykolwiek widzieliście), siedzący po moich obu stronach koledzy dziennikarze niemal natychmiast zasnęli, jakby znużył ich sam fakt, że  przyszli na film Tarra.

Tego, że samo brzmienie niektórych nazwisk wywołuje odruch ziewania, dowodzi przykład Krzysztofa Zanussiego, uchodzącego w Polsce za wzorcowego nudziarza, niekiedy złośliwie nazywanego zresztą „Zanudzim" (nic więc dziwnego, że i jego „Rewizyta” swego czasu trafiła do konkursu Nowe Horyzonty). Tymczasem filmy, przynajmniej te starsze, to kawał porządnego obyczajowego kina, w którym nie ma udziwnień ani długich ujęć, nikt, jak choćby w „Nostalgii” Tarkowskiego, nie nosi tu płonącej świeczki przez 9 minut. Są żwawe dialogi, są bohaterowie, jest tempo, są dylematy – nie takie znów abstrakcyjne. O co więc chodzi? Może diabeł tkwi w tytułach? „Paradygmat”, „Imperatyw”, „Bilans kwartalny”, „Constans” – niektórym pewnie trudno uwierzyć, że kryją się za nimi wciągające historie, szczególnie gdy przeczytają takie streszczenie: „Ascetyczny i surowy film o duchowym rozdarciu młodego idealisty i drążącym go problemie niemożności określenia sensu własnego istnienia” (to Wikipedia o  „Paradygmacie”).

Nuda jest zarzewiem kontrrewolucji

Kino mainstreamowe służy zabijaniu czasu. To, o którym mowa w tym tekście, przypomina, że to czas nas zabija, nic więc dziwnego, że mało kto ma ochotę, by mu o tym przypominano. Świetną metaforą ambiwalentnych relacji między czasem i kinem jest „Dawno temu na Dzikim Zachodzie",klasyk Sergio Leone, rozpoczynający się długą sekwencją, w  której trzech rewolwerowców czeka na nadjeżdżający pociąg, właśnie zabijając czas. Po czym, gdy pociąg przyjeżdża, wysiada z niego facet i  rozwala na miejscu wszystkich trzech. Tak więc doczekali się – własnej śmierci. „Memento mori” – ten ponury przekaz może się, jak widać, zaczaić także w kinie uchodzącym za czysto rozrywkowe.

Nuda jest protestem nie tyle przeciw mainstreamowemu kinu, ile mainstreamowemu myśleniu, które każe nam odbierać świat przez gotowe schematy, podsyłając intelektualne półprodukty, dzięki którym nie musimy zbyt długo rozmyślać, jak Jeanne Dielman, obierając te piekielne ziemniaki. Nuda jest dziś wrogiem numer jeden nie tylko kina, ale w ogóle całej naszej kultury. Nic więc dziwnego, że wielu sięga po nią jako po  narzędzie walki z systemem, z płytkością i trywialnością przemysłu rozrywkowego. Z konsumpcyjną ideologią, która przekonuje, że życie jest parkiem rozrywki, w którym mamy tylko przesiadać się z rollercoastera na  karuzelę, a potem biec do strzelnicy. Zresztą ów bunt przez nudę ma  swoją długą tradycję. Walter Benjamin w „Paryżu Drugiego Cesarstwa według Baudelaire’a" pisał: „Przejściowo, około roku 1849 należało do  dobrego tonu chodzić w pasażach z żółwiem na smyczy”. Tempo przechadzce nadawał oczywiście żółw.

Jak widać, już na długo przed wejściem na  ekrany „Transformersów", wypadało ostentacyjnie zwolnić, by pokazać wszystkim w pośpiechu realizującym mieszczańskie wzorce życia, że jest się poza tym i ponad to. „Nuda jest zarzewiem kontrrewolucji” – głosiły dużo później hasła paryskiego Maja 1968 r. Gdyby nie było nudy, nie  byłoby tak nietuzinkowych postaci, jak Hedda Gabler i Madame Bovary. Nie  byłoby „Lśnienia” Kubricka, którego bohater wariuje z nudy w hotelu na  pustkowiu. Nikt nie czekałby na Godota. Nie byłoby dramatów Czechowa, a  amerykańscy krytycy filmowi nie stanęliby „W obronie nudy”, co uczynili ostatnio w reakcji na artykuł kolegi po fachu, który uznał, że  zachwycanie się Tarkowskim czy „Drzewem życia” Malicka to nic innego jak jedzenie pozbawionych smaku, lecz ogólnie słusznych i zdrowych „kulturalnych warzyw”. I nie rozpętałaby się fascynująca, trwająca do  dziś dyskusja. No i nie byłoby konkursu Nowe Horyzonty na festiwalu we  Wrocławiu. Nuda nie kłamie, nuda wyzwala, nudzić się pięknie – oto, co  warto w życiu.

Festiwal Nowe Horyzonty, 21-31 lipca 2011, Wrocław

Okładka tygodnika WPROST: 29/2011
Więcej możesz przeczytać w 29/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 29/2011 (1484)

  • Trzy kolory – szary 17 lip 2011, 12:00 Ponad półtora roku temu premier Tusk powiedział, że nie wyobraża sobie, by Krzysztof Piesiewicz dalej pełnił funkcje publiczne. Za trzy miesiące będziemy wiedzieli, czy wyobrażają sobie to wyborcy. Czy Piesiewicz powinien kandydować? Odpowiadam – ma obowiązek. 4
  • Na skróty 17 lip 2011, 12:00 Karzące ramię Unii Nie tylko przedsiębiorcy marnotrawią pieniądze z unijnych dotacji. Urzędnicy również. Bruksela wysłała w tym roku do Polski szwadron kontrolerów, którzy mieli sprawdzić, czy subsydia przeznaczone na dostosowanie... 6
  • Moja kampania 17 lip 2011, 12:00 Zaproszenie mnie do pisania refleksji w terminie cotygodniowym na łamach „Wprost" spowodowało zmianę mojego trybu życia. Naczelny tego tygodnika zrobił to chyba specjalnie, chcąc mnie sprowadzić do swojego trybu życia, co mu... 9
  • Liga Mistrzów Piosenki po Polsku 17 lip 2011, 12:00 Wygląda na to, że będę musiał oglądać „Taniec z gwiazdami" do później starości. TVN chce, aby w nowej edycji zatańczyła sama Beata Kozidrak. Gwiazda zażądała astronomicznego honorarium: pół miliona złotych. Szczerze... 10
  • Będę walczył do końca 17 lip 2011, 12:00 Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś w takiej sytuacji jak ja wziął kałacha i by ich po prostu rozpie... 14
  • Rząd za zamkniętymi drzwiami 17 lip 2011, 12:00 W skeczach kabaretu Ani Mru Mru posiedzenie rządu kończy się tym, że jeden z ministrów wyjmuje spod stołu piłkę i pyta: „To co? Haratniemy?”. W prawdziwym rządzie jest inaczej – piłkę w swoim gabinecie trzyma premier. 20
  • Jasna Góra zdobyta 17 lip 2011, 12:00 To, czego nie zdołali zrobić Szwedzi, udało się PiS i Radiu Maryja. Sprzymierzone siły Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka opanowały Częstochowę. Temu potopowi jasnogórscy paulini nie stawiali oporu. 24
  • Polska niemożliwa 17 lip 2011, 12:00 Polaku/Polko! Nim się rozbierzesz, zastanów się, czemu to służy! Bo na pewno nie sprawie polskiej. 28
  • Tabloidy i politycy – wzajemny szantaż 17 lip 2011, 12:00 Kazimierz Marcinkiewicz nie zrozumiał, że tabloidy mogą go raczej zniszczyć, niż wypromować. 29
  • Czy Smoleń jeszcze może… 17 lip 2011, 12:00 Mały, chudy, siwy, po udarach, tragediach, z papierosem w ustach, raczej siedzący niż chodzący, uzbrojony, biedny – walczy o chore dzieci. 30
  • Krew, sperma i łzy 17 lip 2011, 12:00 Naginają fakty, łamią zasady etyczne, przekraczają granice dobrego smaku. Nasze brukowce płacą odszkodowania i ostatnio bywają ostrożniejsze. Bo koszty przegranych procesów zaczęły być dla nich niebezpiecznie wysokie. 35
  • Ono 17 lip 2011, 12:00 I jeden, i drugi rodzic absolutnie kocha dziecko. I „dla dobra dziecka” oboje rozjeżdżają jego psychikę walcem. 38
  • Przegraliśmy wszyscy 17 lip 2011, 12:00 Nie czuję się żadnym wygranym. Przegraliśmy: matka, ojciec, a najbardziej Kuba – mówi prof. Krzysztof J., ojciec pięcioletniego chłopca, o którego walczy ze swoją byłą żoną na oczach całej Polski. 42
  • Polska rozjechana 17 lip 2011, 12:00 Rozjeżdżają lasy, a czasem ludzi. Śmiercionośne zabawki kupują swoim dzieciom. W ogóle uwielbiają się bawić, najchętniej w kotka i myszkę z leśnikami. Teraz szaleńcom na quadach wojnę wydały ich ofiary. 44
  • Kiedy drapieżnik staje się ofiarą 17 lip 2011, 12:00 Rupert Murdoch zamknął tabloid „News of the World”, by uchronić coś ważniejszego: własną pozycję hegemona w świecie brytyjskiej polityki. 46
  • Lepiej spłonąć, niż wyblaknąć 17 lip 2011, 12:00 Woward Wasdin przez lata był żołnierzem tej samej elitarnej jednostki, która niedawno zabiła Osamę bin Ladena. Jego wspomnienia – bestseller w USA – właśnie ukazują się w Polsce. 50
  • Krucjata Nancy Grace 17 lip 2011, 12:00 Cała Ameryka czekała z zapartym tchem na werdykt w sprawie Casey Anthony oskarżonej o zamordowanie dwuletniej córeczki, Caylee. Poza Nancy Grace. Komentatorka prawna sieci HLN osądziła młodą matkę, nim zrobili to przysięgli. Werdykt brzmiał: winna. 52
  • Euro na krawędzi 17 lip 2011, 12:00 Coraz mniej chętnych do ratowania europejskiej waluty. A może lepiej byłoby, gdyby odeszła w przeszłość. Wygląda na to, że zyskaliby i spekulanci, i zwykli obywatele. 54
  • Cena luksusu 17 lip 2011, 12:00 Serwują włoską kuchnię i przypominają włoską rodzinę. Skryci, tajemniczy, stroniący od rozgłosu. Od czasu do czasu mają kłopoty, bo lubią chodzić na skróty. Likusowie. 60
  • Kac Vegas Zakopane 17 lip 2011, 12:00 Nie wszystko złoto, co się świeci, ale na zakopiańskich Krupówkach wszystko, co się świeci, przynosi furę złota. 63
  • Miś w pułapce 17 lip 2011, 12:00 29 lipca na ekrany kin wchodzi „Kubuś Puchatek i przyjaciele”, którym po latach robienia filmów kubusiopodobnych Disney wraca do oryginalnych opowieści A.A. Milne’a. Gdy jednak przyjrzeć się kulisom tej i innych produkcji, okaże się, że Puchatek nie ma... 66
  • Kronikarz niezapowiedzianej śmierci 17 lip 2011, 12:00 Ciała ofiar wypadków i zbrodni ułożone w niezwykłych pozach, rozpacz na twarzach świadków, malowniczo rozbite auta – na zdjęciach meksykańskiego reportera Enrique Metinidesa spotykają się podglądactwo, współczucie i sztuka. Jego prace można zobaczyć na Rencontres... 69
  • Wszystkie grzechy Ameryki 17 lip 2011, 12:00 James Ellroy to jeden z największych współczesnych pisarzy kryminalnych, a także prowokator, skandalista i ekspert od prania amerykańskich brudów. Właśnie ukazała się u nas kolejna jego książka „Krew to włóczęga”. Świetna! 72
  • Slow kino 17 lip 2011, 12:00 „Film to życie, z którego wymazano plamy nudy” – mawiał Alfred Hitchcock. Od razu widać, że nigdy nie był na festiwalu Nowe Horyzonty, który od lat przekonuje, że nuda bywa bardzo filmowa. 74
  • Wakacje z Wprost: przewodnik po Nowych Horyzontach 17 lip 2011, 12:00 Wybraliśmy dla was 10 najciekawszych wydarzeń festiwalu. Posłużcie się naszą ściągawką, a nie będziecie się nudzić! 77
  • Plagiat po polsku 17 lip 2011, 12:00 Czy można bardziej obrazić swój naród, niż mówiąc mu: „Jesteście nieudacznikami, nic nie potraficie wymyślić, my, politycy, musimy kraść, pożyczać, kopiować i kupować wszystko w obcych krajach, nawet naszą kampanię wyborczą, bo wy się do niczego nie nadajecie”?.... 84
  • Unia po polskiej stronie mocy 17 lip 2011, 12:00 Polska prezydencja w Radzie UE jest jak kamień milowy – pokazuje drogę, jaką przeszliśmy w nieco ponad dekadę: od wyrośniętego ucznia z unijnej oślej ławki po kraj, który ma dźwignąć Unię z kryzysu. 86
  • Trzymajcie kciuki! 17 lip 2011, 12:00 Trzeba mieć realistyczne oczekiwania wobec prezydencji. To tylko 184 dni, możemy więc zainicjować pewne procesy – mówi Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich, odpowiedzialny za polską prezydencję. 90
  • Pod ostrzałem 17 lip 2011, 12:00 Jacek Pawlicki Polska jako debiutant bierze się do najbardziej konfliktowego „produktu” w Unii, jakim jest projekt wieloletniego budżetu. Bardzo mi pomaga obecne zaufanie do Polski – mówi Janusz Lewandowski, komisarz UE odpowiedzialny za budżet. 92
  • Pozytywnego coś 17 lip 2011, 12:00 Nieraz mnie to zastanawiało: jak to się dzieje, że polska w telewizji ma wykrzywioną, zapiekłą twarz, pełno w niej osobników, którym przydałaby się jakaś terapia, a przynajmniej valium, jak zaś człowiek pojedzie w głąb kraju, pokręci się trochę, to okazuje się, że żyjemy w... 95
  • Letnia kropka nad i 17 lip 2011, 12:00 Ile razy tego lata restauracja, którą odwiedziliśmy, podała nam warzywa z mrożonki? Nawet jeśli zrobiła to tylko raz, to było to o raz za dużo. Nie ma w Polsce lepszej okazji do przyrządzania świeżych warzyw niż środek lata. Słodki,... 96
  • Grunwald 2011 17 lip 2011, 12:00 W ramach mojej kampanii informacyjnej chciałem przestrzec państwa przed kolejną manipulacją rządu. Wiemy już oczywiście, że jego (rządu) nadrzędnym celem jest obezwładnienie narodu, a następnie jego wyprzedaż obcym. Nowością jest... 97
  • Braun. Telepubliprezes, na którego czekaliśmy 17 lip 2011, 12:00 W imieniu licznego środowiska osób godnych objęcia ważnych funkcji dyrektorskich, a jakoś niezatrudnionych przez nadawców mediów prywatnych, gorąco i z całego serca dziękuję prezesowi Juliuszowi Braunowi i jego ekspertom od telewizji za... 97
  • Życie plażowe 17 lip 2011, 12:00 Pesymiści twierdzą, że życie jest jak przemówienia waldemara pawlaka: długie, nudne i bez sensu. Tymczasem nawet samobójcy są zdania, że życie ma jednak swoje uroki. Wszystko zależy od tego, gdzie i jak spędzamy nasze życie. Trudno o... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany