Czy Smoleń jeszcze może…

Czy Smoleń jeszcze może…

Mały, chudy, siwy, po udarach, tragediach, z papierosem w ustach, raczej siedzący niż chodzący, uzbrojony, biedny – walczy o chore dzieci.
Piotr Najsztub: Jest niewesoło?

Bohdan Smoleń: Bardzo wesoło…

Jak to?! Przeczytałem, że pańska fundacja Zwierzęta Pana Smolenia, zajmująca się hipoterapią dzieci, bankrutuje, a pan prawie umiera…

Prasa rozdmuchała. A ja nie stworzyłem organizacji, która się trudni żebractwem. Tylko państwo czasem przeszkadza, bo trzeba VAT odprowadzić, podatek zapłacić. Zapomina, że nie biorę dla siebie tych pieniążków, tylko chodzi o to, żeby chore dzieci nie płaciły za jazdy konne.

No to jak jest teraz z pieniążkami?

Na tę chwilę jest dobrze.

A chwila ile potrwa?

Nie wiadomo. Bo koń to nie jest samochód, który się zamyka w garażu i on nie je przez ten czas. Koń musi jeść trzy razy dziennie, weterynarz musi przyjść do niego. Co parę tygodni kowal musi skorygować kopyta. A koni jest dziesięć.

Skończył pan 64 lata. Czuje się pan emerytem?

Od kilku tygodni jestem na oficjalnej emeryturze, każdego 20. miesiąca dostaję przelew na konto.

A duchowo też pan jest na emeryturze?

Po drugim udarze duchowo przeszedłem na emeryturę. Tylko z tą formalną mam problemy, bo odkąd na nią przeszedłem, ZUS „odkrywa", że mam coraz większe długi w stosunku do niego, muszę teraz brać prawnika i uzgodnić z ZUS, ile jestem winien.

I ZUS ile chce?

Było 11 tysięcy, teraz chce 22. I nie potrafi wytłumaczyć, skąd się to  bierze, a na dodatek, kiedy jeszcze byłem na rencie, to nic nie mówili, że mam jakieś długi.

Do tej pory absurdy urzędnicze obśmiewał pan w kabaretach. Teraz też pana śmieszą?

Absolutnie nie. Nawet mam karabin i czuję, że mógłbym w tej sprawie strzelać.

A naboje?

Mam.

Legalnie?

Oczywiście, jak najbardziej, potwierdzone przez dzielnicowego.

Taki niby wesoły, miły człowiek, a strzela do zwierzątek… Ładnie to tak?

Teraz nie strzelam przecież, zawiesiłem strzelbę.

Ale strzelało się. Dlaczego?

No bo ja jestem zootechnik i miałem tytuł selekcjonera. Mogę zwierzęta, które są okaleczone, ustrzelić, jeśli koło tak wyznaczy.

Dużo pan polował?

Nie, bardzo mało. Ponieważ dzieci wyprowadzali, bo facet z kabaretu strzela. Myśleli, że ja mam taką adrenalinę, że do każdego krzaka ruszającego się wypalam ogniem. A ja, jak widziałem dziecięce buciki, to zawsze odkładałem broń. I mówiłem: „Do swoich strzelajcie sami". Zresztą nie paliłem się do tego myślistwa, a teraz przestałem, bo tu, u siebie na łące, wszystkie zwierzęta znam po imieniu.

Emeryt po dwóch udarach jest w kiepskiej formie fizycznej, jak widzę...

Wolę siedzący tryb życia niż chodzący.

A nie leżący?

Nie, całe szczęście, że nie trzeba mnie karmić.

Papierosy też, jak widzę, może pan jeszcze przypalać.

Tak, bo inhalacje lubię. Już nie palę takich ilości jak kiedyś. Teraz to hobby, dla utrzymania się przy życiu.

Wódeczka jeszcze też?

Ale w ilościach leczniczych.

Wyście się naprawdę z Laskowikiem o wódkę pokłócili, kiedy on przestał pić, a pan nie?

Nie, absolutnie.

To o co?

Zenek mi tłumaczył, że ja nie rozumiem, co on chce przekazać ludziom. Więc mówię: „To rób próby, dowiem się", a on wtedy zakazał pracować. Powiedział: „Za karę nie będziecie grali miesiąc". Ja się na to nie zgodziłem. Podobno byliśmy świetni w dwójkę. I nagle się nie rozumiemy.

Kłóciliście się wtedy, krzyczeliście na siebie?

Nie. On nas wtedy zapytał, kto tu pracuje za pieniądze, i ja, jako jedyny, podniosłem rękę. I powiedziałem, że jak go nie rozumiemy, to ja wychodzę. Wyszedłem, nie trzasnąłem drzwiami, tylko je zamknąłem.

Laskowik przestał pić i trochę się od was oddalał?

Już był Teyatr, a nie Tey kabaret, i mieliśmy dalej do siebie.

Prasa pisała, że pan chciałby się z nim znowu spotkać, pogodzić.

Nie ma się co godzić, bo myśmy się o nic nie pokłócili.

Widzieliście się od tamtego czasu?

Wielokrotnie. I nagle do mnie przychodzą dziennikarze i pytają, czy nie zagrałbym z Laskowikiem. Odpowiedziałem, że jak zadzwoni, to tak.

Pan też mógłby zadzwonić do Laskowika i powiedzieć, że chciałby.

Mógłbym, ale jak czytam w prasie pytanie: „Czy pan zagra z panem Smoleniem?", a Laskowik odpowiada: „Kto to jest pan Smoleń?", to nie mam ochoty podchodzić do telefonu.

Boli, jak pan coś takiego czyta?

Tak, bo z jego ust tego nigdy nie słyszałem.

Patrzy pan czasami na jego program z Malickim?

Parę udało mi się zobaczyć.

I jak forma kolegi?

To już inna bajka. Tam jest trzech facetów, o czym innym rozmawiają i nie mają tej wspólnej rzeczy, którą mieliśmy w Teyu. Nawet jak myśmy się kłócili na scenie, to nam o coś chodziło. A tu to normalna składanka kabaretowa. Tak mi się wydaje, bo nie jestem specjalistą od spraw kabaretowych.

Jak pan nie jest, to kto jest?

Nie jestem, bo ja nigdy się nie wtrącałem. Chcesz występować, masz coś do powiedzenia, wejdź i powiedz, bądź sobą.

Bądź sobą? To nie chodziło panu o to, żeby rozśmieszać?

Nie, bo nie tylko śmiech jest w kabarecie. Jest jeszcze jakaś refleksja, przesłanie. Rozśmiesza w cyrku klaun.

Czy emeryt Smoleń miał dobre życie?

Tak, bo sobie je sam kozikiem strugałem.

Na pewno? A ten moment, kiedy w odstępie roku samobójstwo popełnił pana syn, a potem żona?

Zakręty są zawsze. Chcę to przeżyć normalnie, mnie dwóch synów zostało jeszcze.

To chyba nie zakręt, ale raczej zderzenie ze ścianą… Jak pan z tego wyszedł?

Nie pracowałem parę lat. A potem wszedłem na scenę i dało się. To jest taki francowaty zawód, tam się biurka nie da obrócić tyłem do widowni, trzeba do niej mówić frontem.

Wrócił pan na scenę inny?

Dużo twardszy.

Co to znaczy?

Że już nie podskoczy mi nikt taką normalną gadułką. Że nawet jak się rozstanę z panem Zenkiem, to ja jeszcze mogę grać, a nie że się świat zawalił, bo Zenek odszedł z powodu śmierci mojego syna i mojej żony. Bo były inne przyczyny.

Pan winił się za to wtedy?

Nigdy.

Jest coś takiego w ludziach, że jak spotyka ich takie nieszczęście, to myślą sobie: czego ja nie zrobiłem albo właśnie co zrobiłem, że to się zdarzyło…

Doszedłem do tego, że tak myśleć nie można! Nawet ludzi przestrzegam, wiedząc, że mają podobne nieszczęścia, że nie wolno się samemu winić. Z Eleni też rozmawiałem, bo czy ona jest winna, że córka została zastrzelona?

Ona długo się obwiniała, że temu nie zapobiegła.

Greckie kobiety są najtwardsze. Jej mała siedziała mi niejednokrotnie na kolanach… Potem wyrzucałem dziennikarzy spod domu Eleni i krzyczałem głośno, co mają robić, i to w szybkich krokach. Najłatwiej jest zrobić zdjęcie przeżywającej matki...

Była taka groźba, że po tych tragediach nie wróci pan na scenę?

Ale ja chciałem! Bo dlaczego mam zmieniać zawód? Teraz to mogę robić kabaret i kupić parę koni, trzymać i dać do dyspozycji dzieciom, ale z kabaretu żyłem i chcę żyć nadal.

Nie mógł się w panu pojawić taki smutek, który by uniemożliwił wejście na scenę kabaretową?

Nie mógł się pojawić.

Nie ma takiego smutku?

Jest, ale nie może być przyczyną zejścia ze sceny, bo mam inne przesłanie, niż cały czas trwać w tragedii. Na pogrzebie żony było wielu ludzi, którzy patrzyli tylko, czy ja wpadnę do grobu, czy nie wpadnę. I przegrali. Nie wpadłem. Tylko koledzy stali z tyłu i mówili mi do ucha: „Kiedy będziesz występował?". I to mnie zdopingowało.

Pan umie płakać?

Umiem.

Korzysta pan z tej umiejętności?

Wiele razy się wzruszam, np. jak niepełnosprawne dzieci coś wykonają, czego nie potrafią pełnosprawni, bo się boją.

Na przykład?

Na przykład wsiąść na konia. Taka matka z tyłu mówi: „Mój nie wsiądzie, bo się boi". Ja do niej: „Matka, idź na kawę, nie przeszkadzaj". Dziecku mówię: „Masz płakać". Ono: „Nie będę". Ja: „To nie wsiądziesz na konia”, „A właśnie że wsiądę”. I wsiada, i jedzie.

A skąd pomysł na fundację dla dzieci? Na pierwszy rzut oka mogłoby wyglądać, że to próba odkupienia grzesznego życia.

Ale ja nie mam grzesznego życia, wprost przeciwnie! Nie mam sobie nic do zarzucenia.Więcej do zarzucenia sobie mają ci, co udają, że są świetnymi mężami i nie marzą po zejściu ze sceny o niczym innym, jak tylko spotkać się z żoną, ucałować ją i przytulić się. Kłamcy, wredni.

Pan był inny?

Tak.

Szalał pan?

Jak miałem zaszaleć, to zaszalałem.

To dlaczego nie ma wyrzutów sumienia?

Bo byłem sobą. Jak obiecałem, że wypiję, to wypiłem wódkę. A nie kłamałem żonie, że „nic, nie umoczyłem ust, tylko ty jedna byłaś w moich marzeniach".

Bycie sobą zwalnia od odpowiedzialności?

Niekoniecznie. Ale lepiej być sobą.

To skąd te dzieci, jeżeli to nie jest odkupienie win?

Bo one same nie potrafią się obronić. A wystarczy coś im podać, pożyczyć im konika i to dziecko się zmienia.

Pan się z tymi dziećmi spotyka?

Czasami tak, bo one tu z dziadkami przychodzą, z rodzicami. I dziadkowie pieją: „Jak to pięknie w czasie komuny trzymałeś nas na duchu!".

Jeździł pan konno?

Jako zootechnik musiałem zrobić kurs traktorowy i kurs jazdy konnej. Lubiłem to, tylko potem widziałem parę rzeczy, które się przytrafiły jeźdźcom, że np. ktoś nie chciał zejść przed wjazdem do stajni i potem wisi na gwoździu w belce. I sobie pomyślałem: nie tędy droga. Lepiej nie wsiadać i nie udawać bohatera.

Coś pan szalonego w życiu robił?

Robiłem to, co każdy dorosły facet.

Czyli dzieci, picie, praca…

Tak, i powroty do domu, nie tylko po 8 marca.

Udar może budzić strach, że coś „namiesza" w głowie, wyczyści pamięć, nie pozwoli np. mówić. Był taki strach?

Wiedziałem, że to możliwe, ale nie zauważałem żadnych takich dolegliwości, bo potrafię się wysłowić, potrafię krzyknąć, potrafię się wzruszyć, zapalić, napić się i tęsknię za sceną, więc uznałem, że mnie to nie dotyczy.

A emocjonować się polityką jeszcze pan potrafi?

Tak. Uwielbiam stację TVN 24, bo oni karmią mnie różnymi ciekawymi wiadomościami. Na przykład w życiu bym się nie spodziewał, że ludzie mojego wzrostu chcą być wyżsi. Ja sam np. Napoleonem nie chcę być.

Więc to może pan jest wynaturzony?

Może jestem zboczeńcem.

Ma pan takie same emocje związane z katastrofą smoleńską jak mężczyzna podobnego wzrostu co pan?

To jest dla mnie największa tragedia, bo to się nie stało w Laskowicach, w Pietrzakowie, tylko w Smoleńsku! Znowu ja! Jakbym brał od „Smoleńsk" opłatę z ZAiKS-u, to byłbym bogatym człowiekiem!

To żart, a co z gniewem?

Ktoś może jechać pociągiem, a ma pretensje, że samolot runął na ziemię… Trzeba było jechać samochodem albo rowerem, pociągiem. Są różne przygody w życiu, to się wydarzyło, trudno.

Jest pan zadowolony z tej Polski, która jest teraz?

Troszeczkę inaczej ją sobie wyobrażałem. Że będzie luźniejsza.

Czyli jaka?

Czyli nie będzie ważne, że nie ma cenzury, bo zawsze tłumaczę wszystkim, że cenzor to był polonista, który za pracę dostawał jeszcze mieszkanie.

No i?

No i nie walczyłem z nimi, bo oni byli też najpiękniejszymi twórcami w kabarecie! Jak cenzor zmienił jedno słowo na podobne, ale już mu się niekojarzące, to tworzyli… To byli najcudowniejsi ludzie świata.

Ale dzisiaj cenzury nie ma, więc...

No i dlatego mówi się: prezydent, a nie pan prezydent, premier, nie pan premier. Wszyscy są z nimi na „ty". To fatalnie, bo to młodzież potem gada, że „Smoleń idzie". A co ja jestem za „Smoleń” dla jakiegoś dziecka?!

Czyli brakuje panu starych zasad?

Kiedyś się mówiło: kultury, k...a, troszeczkę.

Patrzy pan na produkcje kabaretowe, które teraz hulają w Dwójce, w Polsacie,to całe nowe pokolenie. Są dobrzy, są celni?

Absolutnie nie.

Czego im brakuje?

20-30 lat pracy, to może okrzepną.

Może materia, z której się śmieją, jest tak nieokreślona, dziwna, że im nie wychodzi?

Może… Ale bardziej pewnie to, że chcą w ciągu tygodnia zagrać ileś dziesiąt spektakli i robią to. Skończą się szybko, bo zagrają już wszystkie spektakle, które mają do zagrania w życiu.

Wy graliście równie często, więc dlaczego się szybko nie „wyprztykaliście"? Gdzie jest ta różnica?

W naszych żartach było jeszcze dno, które było zawsze w tym samym miejscu, a u nich nie wiadomo gdzie ono jest, bo to ani śmieszne nie jest do końca, ani z kimś walczące, ani nie jest popierające, takie obojętne żarty. Jedno jest fajne, że oni nasze teksty znają na pamięć, bo się na nich uczyli. A ja ani jednego ich tekstu nie znam.

Coś pan by jeszcze chciał?

Chciałbym stracić „popularkę", żeby być na ulicy normalnym człowiekiem. Bo to się jakoś obraca zawsze przeciwko mnie. Jak idę do sklepu, a wchodzę do tego sklepu trzeźwy, to stoi za mną facet ziejący alkoholem i mówi: „Patrz, to ten siwy ch...j od Laskowika!". Gdybym był o pół metra wyższy, tobym mu strzelił w pysk i spytał: „O co panu chodzi?”. A ponieważ jestem dużo mniejszy, to muszę udawać, że tego nie słyszałem. Ludzie patrzą wymownie: „Nic mu pan nie odpowie?”. A jakim narządem mam mu odpowiedzieć?

Miał pan kiedyś kompleksy z powodu niskiego wzrostu?

Nie, żadnych.

Panie Bohdanie, teraz udało się ocalić fundację. A co będzie, jak się kiedyś nie uda?

To przeproszę dzieci i koniec. Rozmawiam z wieloma ludźmi, którzy mi mówią, że jak się nie ma parunastu milionów, to się nie zaczyna… A ja na to, że można z dobrym sercem też zacząć, znaleźć po drodze paru kumpli i pójść w to razem. Ale teraz już nawet moja rodzina wie, że jak pójdzie coś źle, to zamykamy na kluczyk i cześć.

Pan to przeżyje?

Tak. Już wiele rzeczy przeżyłem. Rozmawiałem kiedyś z facetem, który mnie pytał, dlaczego ja się dziećmi niepełnosprawnymi zajmuję, bo on się zajmuje dziećmi z domów dziecka. Mówię mu: „Słuchaj, jest taka przypowieść krakowska. Dwóch facetów siedzi przy flaszce, a flaszka ma to do siebie, że się kiedyś musi skończyć. No i pech chciał, że im się skończyła, a już się robiło ciemno, jeszcze nie było żadnych sklepów wieczornych, babcia żadna nie miała, meliny puste. No i jeden mówi: wiesz co, słyszałem, że jest na dworcu cysterna z alkoholem metylowym, skoczmy z flaszeczką, nakapiemy coś tam. A drugi mówi: ty, jak to wypijemy, to chyba oślepniemy. A ten pierwszy na to: Heniek, ale myśmy chyba już wszystko widzieli". Ponieważ ja już wiele rzeczy widziałem w swoim życiu, to mam prawo do założenia fundacji dla dzieci.

Dopada pana czasem rozpacz?

Nie znam takiego słowa.

A przygważdża euforia, radość?

Tak, bardzo się cieszę, kiedy na przykład Asia, która terapiami i końmi się tu zajmuje, organizuje paraolimpiady dla niepełnosprawnych dzieci. Jakie one cuda wyczyniają na koniach, bo każdy chce wygrać! Rozdawałem kiedyś złote medale na takiej paraolimpiadzie. Było ośmioro dzieci, osiem złotych medali. Przyklejam te medale, a tu dziecko zabiera mi mikrofon i krzyczy: „K...a, Smoleń, jak ja cię kocham, jesteś pierwszy, który dał mi złoty medal!". I wstał cały amfiteatr i bił brawo mimo takich brzydkich słów.

Pan jest tak zakochany w niepełnosprawnych dzieciach dlatego, że one są szczere?

Tak, bo są bardzo szczere. Mnie to nie cieszy, jak mi jakiś kabaret mówi fragmenty skeczy Teyowskich, ale jak takie dziecko swoją niewprawną mową leci naszymi puentami, to mam naprawdę mokre oczy.

Okładka tygodnika WPROST: 29/2011
Więcej możesz przeczytać w 29/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • bez-nazwy   IP
    Kto jest kim?Tacy do siebie podobni:)

    Spis treści tygodnika Wprost nr 29/2011 (1484)

    • Trzy kolory – szary 17 lip 2011, 12:00 Ponad półtora roku temu premier Tusk powiedział, że nie wyobraża sobie, by Krzysztof Piesiewicz dalej pełnił funkcje publiczne. Za trzy miesiące będziemy wiedzieli, czy wyobrażają sobie to wyborcy. Czy Piesiewicz powinien kandydować? Odpowiadam – ma obowiązek. 4
    • Na skróty 17 lip 2011, 12:00 Karzące ramię Unii Nie tylko przedsiębiorcy marnotrawią pieniądze z unijnych dotacji. Urzędnicy również. Bruksela wysłała w tym roku do Polski szwadron kontrolerów, którzy mieli sprawdzić, czy subsydia przeznaczone na dostosowanie... 6
    • Moja kampania 17 lip 2011, 12:00 Zaproszenie mnie do pisania refleksji w terminie cotygodniowym na łamach „Wprost" spowodowało zmianę mojego trybu życia. Naczelny tego tygodnika zrobił to chyba specjalnie, chcąc mnie sprowadzić do swojego trybu życia, co mu... 9
    • Liga Mistrzów Piosenki po Polsku 17 lip 2011, 12:00 Wygląda na to, że będę musiał oglądać „Taniec z gwiazdami" do później starości. TVN chce, aby w nowej edycji zatańczyła sama Beata Kozidrak. Gwiazda zażądała astronomicznego honorarium: pół miliona złotych. Szczerze... 10
    • Będę walczył do końca 17 lip 2011, 12:00 Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś w takiej sytuacji jak ja wziął kałacha i by ich po prostu rozpie... 14
    • Rząd za zamkniętymi drzwiami 17 lip 2011, 12:00 W skeczach kabaretu Ani Mru Mru posiedzenie rządu kończy się tym, że jeden z ministrów wyjmuje spod stołu piłkę i pyta: „To co? Haratniemy?”. W prawdziwym rządzie jest inaczej – piłkę w swoim gabinecie trzyma premier. 20
    • Jasna Góra zdobyta 17 lip 2011, 12:00 To, czego nie zdołali zrobić Szwedzi, udało się PiS i Radiu Maryja. Sprzymierzone siły Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka opanowały Częstochowę. Temu potopowi jasnogórscy paulini nie stawiali oporu. 24
    • Polska niemożliwa 17 lip 2011, 12:00 Polaku/Polko! Nim się rozbierzesz, zastanów się, czemu to służy! Bo na pewno nie sprawie polskiej. 28
    • Tabloidy i politycy – wzajemny szantaż 17 lip 2011, 12:00 Kazimierz Marcinkiewicz nie zrozumiał, że tabloidy mogą go raczej zniszczyć, niż wypromować. 29
    • Czy Smoleń jeszcze może… 17 lip 2011, 12:00 Mały, chudy, siwy, po udarach, tragediach, z papierosem w ustach, raczej siedzący niż chodzący, uzbrojony, biedny – walczy o chore dzieci. 30
    • Krew, sperma i łzy 17 lip 2011, 12:00 Naginają fakty, łamią zasady etyczne, przekraczają granice dobrego smaku. Nasze brukowce płacą odszkodowania i ostatnio bywają ostrożniejsze. Bo koszty przegranych procesów zaczęły być dla nich niebezpiecznie wysokie. 35
    • Ono 17 lip 2011, 12:00 I jeden, i drugi rodzic absolutnie kocha dziecko. I „dla dobra dziecka” oboje rozjeżdżają jego psychikę walcem. 38
    • Przegraliśmy wszyscy 17 lip 2011, 12:00 Nie czuję się żadnym wygranym. Przegraliśmy: matka, ojciec, a najbardziej Kuba – mówi prof. Krzysztof J., ojciec pięcioletniego chłopca, o którego walczy ze swoją byłą żoną na oczach całej Polski. 42
    • Polska rozjechana 17 lip 2011, 12:00 Rozjeżdżają lasy, a czasem ludzi. Śmiercionośne zabawki kupują swoim dzieciom. W ogóle uwielbiają się bawić, najchętniej w kotka i myszkę z leśnikami. Teraz szaleńcom na quadach wojnę wydały ich ofiary. 44
    • Kiedy drapieżnik staje się ofiarą 17 lip 2011, 12:00 Rupert Murdoch zamknął tabloid „News of the World”, by uchronić coś ważniejszego: własną pozycję hegemona w świecie brytyjskiej polityki. 46
    • Lepiej spłonąć, niż wyblaknąć 17 lip 2011, 12:00 Woward Wasdin przez lata był żołnierzem tej samej elitarnej jednostki, która niedawno zabiła Osamę bin Ladena. Jego wspomnienia – bestseller w USA – właśnie ukazują się w Polsce. 50
    • Krucjata Nancy Grace 17 lip 2011, 12:00 Cała Ameryka czekała z zapartym tchem na werdykt w sprawie Casey Anthony oskarżonej o zamordowanie dwuletniej córeczki, Caylee. Poza Nancy Grace. Komentatorka prawna sieci HLN osądziła młodą matkę, nim zrobili to przysięgli. Werdykt brzmiał: winna. 52
    • Euro na krawędzi 17 lip 2011, 12:00 Coraz mniej chętnych do ratowania europejskiej waluty. A może lepiej byłoby, gdyby odeszła w przeszłość. Wygląda na to, że zyskaliby i spekulanci, i zwykli obywatele. 54
    • Cena luksusu 17 lip 2011, 12:00 Serwują włoską kuchnię i przypominają włoską rodzinę. Skryci, tajemniczy, stroniący od rozgłosu. Od czasu do czasu mają kłopoty, bo lubią chodzić na skróty. Likusowie. 60
    • Kac Vegas Zakopane 17 lip 2011, 12:00 Nie wszystko złoto, co się świeci, ale na zakopiańskich Krupówkach wszystko, co się świeci, przynosi furę złota. 63
    • Miś w pułapce 17 lip 2011, 12:00 29 lipca na ekrany kin wchodzi „Kubuś Puchatek i przyjaciele”, którym po latach robienia filmów kubusiopodobnych Disney wraca do oryginalnych opowieści A.A. Milne’a. Gdy jednak przyjrzeć się kulisom tej i innych produkcji, okaże się, że Puchatek nie ma... 66
    • Kronikarz niezapowiedzianej śmierci 17 lip 2011, 12:00 Ciała ofiar wypadków i zbrodni ułożone w niezwykłych pozach, rozpacz na twarzach świadków, malowniczo rozbite auta – na zdjęciach meksykańskiego reportera Enrique Metinidesa spotykają się podglądactwo, współczucie i sztuka. Jego prace można zobaczyć na Rencontres... 69
    • Wszystkie grzechy Ameryki 17 lip 2011, 12:00 James Ellroy to jeden z największych współczesnych pisarzy kryminalnych, a także prowokator, skandalista i ekspert od prania amerykańskich brudów. Właśnie ukazała się u nas kolejna jego książka „Krew to włóczęga”. Świetna! 72
    • Slow kino 17 lip 2011, 12:00 „Film to życie, z którego wymazano plamy nudy” – mawiał Alfred Hitchcock. Od razu widać, że nigdy nie był na festiwalu Nowe Horyzonty, który od lat przekonuje, że nuda bywa bardzo filmowa. 74
    • Wakacje z Wprost: przewodnik po Nowych Horyzontach 17 lip 2011, 12:00 Wybraliśmy dla was 10 najciekawszych wydarzeń festiwalu. Posłużcie się naszą ściągawką, a nie będziecie się nudzić! 77
    • Plagiat po polsku 17 lip 2011, 12:00 Czy można bardziej obrazić swój naród, niż mówiąc mu: „Jesteście nieudacznikami, nic nie potraficie wymyślić, my, politycy, musimy kraść, pożyczać, kopiować i kupować wszystko w obcych krajach, nawet naszą kampanię wyborczą, bo wy się do niczego nie nadajecie”?.... 84
    • Unia po polskiej stronie mocy 17 lip 2011, 12:00 Polska prezydencja w Radzie UE jest jak kamień milowy – pokazuje drogę, jaką przeszliśmy w nieco ponad dekadę: od wyrośniętego ucznia z unijnej oślej ławki po kraj, który ma dźwignąć Unię z kryzysu. 86
    • Trzymajcie kciuki! 17 lip 2011, 12:00 Trzeba mieć realistyczne oczekiwania wobec prezydencji. To tylko 184 dni, możemy więc zainicjować pewne procesy – mówi Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich, odpowiedzialny za polską prezydencję. 90
    • Pod ostrzałem 17 lip 2011, 12:00 Jacek Pawlicki Polska jako debiutant bierze się do najbardziej konfliktowego „produktu” w Unii, jakim jest projekt wieloletniego budżetu. Bardzo mi pomaga obecne zaufanie do Polski – mówi Janusz Lewandowski, komisarz UE odpowiedzialny za budżet. 92
    • Pozytywnego coś 17 lip 2011, 12:00 Nieraz mnie to zastanawiało: jak to się dzieje, że polska w telewizji ma wykrzywioną, zapiekłą twarz, pełno w niej osobników, którym przydałaby się jakaś terapia, a przynajmniej valium, jak zaś człowiek pojedzie w głąb kraju, pokręci się trochę, to okazuje się, że żyjemy w... 95
    • Letnia kropka nad i 17 lip 2011, 12:00 Ile razy tego lata restauracja, którą odwiedziliśmy, podała nam warzywa z mrożonki? Nawet jeśli zrobiła to tylko raz, to było to o raz za dużo. Nie ma w Polsce lepszej okazji do przyrządzania świeżych warzyw niż środek lata. Słodki,... 96
    • Grunwald 2011 17 lip 2011, 12:00 W ramach mojej kampanii informacyjnej chciałem przestrzec państwa przed kolejną manipulacją rządu. Wiemy już oczywiście, że jego (rządu) nadrzędnym celem jest obezwładnienie narodu, a następnie jego wyprzedaż obcym. Nowością jest... 97
    • Braun. Telepubliprezes, na którego czekaliśmy 17 lip 2011, 12:00 W imieniu licznego środowiska osób godnych objęcia ważnych funkcji dyrektorskich, a jakoś niezatrudnionych przez nadawców mediów prywatnych, gorąco i z całego serca dziękuję prezesowi Juliuszowi Braunowi i jego ekspertom od telewizji za... 97
    • Życie plażowe 17 lip 2011, 12:00 Pesymiści twierdzą, że życie jest jak przemówienia waldemara pawlaka: długie, nudne i bez sensu. Tymczasem nawet samobójcy są zdania, że życie ma jednak swoje uroki. Wszystko zależy od tego, gdzie i jak spędzamy nasze życie. Trudno o... 98

    ZKDP - Nakład kontrolowany