Piekło w raju

Piekło w raju

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Szwedzka niewola kontra amerykańska wolność
Szwedzi są żywcem obdzierani ze skóry przez swe państwo. Hanna Virsen, lekarz pediatra z Göteborga, zarabiająca jak na warunki szwedzkie znakomicie, bo ponad 500 tys. koron brutto (około 60 tys. USD) rocznie, nie zastanawia się nad tym, że przeciętny Amerykanin pracuje dłużej niż Szwed, jedzie na krótsze wakacje i nie ma zagwarantowanej opieki państwowej służby zdrowia. Virsen dostrzega za to, i wprawia ją to w zdumienie i złość, że jej kuzyn Georg, który wyjechał do USA i jest tylko brygadzistą w niewielkiej fabryce plastiku pod Detroit, żyje na znacznie wyższym poziomie niż ona, przedstawicielka górnej warstwy szwedzkiej klasy średniej. Państwo zabiera jej w postaci podatków prawie 270 tys. koron (32,7 tys. USD) rocznie! Podobnie jak Hanna Virsen myśli coraz więcej Szwedów, obywateli kraju, gdzie egalitaryzm stał się filozofią rządzenia.
Zdaniem Paula Krugmana, amerykańskiego lewicowego ekonomisty publikującego na łamach dziennika "The New York Times", szwedzki model państwa opiekuńczego (welfare state), z bezpłatną opieką medyczną i edukacją, szczodrymi zasiłkami dla bezrobotnych, rządowymi dotacjami dla artystów i mnóstwem wolnego czasu dla zatrudnionych, prowadzi do większego dobrobytu niż wolnorynkowy model amerykański, z jego "nierównością, brutalną walką konkurencyjną, przestępczością i społeczną niesprawiedliwością". Raj gratis? Nic bardziej mylnego. Za wszystkie przywileje Szwedzi muszą słono płacić podatkami, które pochłaniają do 70 proc. ich zarobków. Dlatego 30 lat temu przewodzili światowym rankingom indywidualnej zamożności obywateli, a dziś ustępują w nich miejsca m.in. amerykańskim Murzynom, czyli najgorzej sytuowanej ekonomicznie grupie społeczno-etnicznej w USA.

Miraż "darmochy"
O ile w oczach "postępowej opinii publicznej" Szwecja uchodzi za raj na ziemi, o tyle Stany Zjednoczone to ziemskie piekło. Szwedzi żyją przeciętnie o trzy lata dłużej niż Amerykanie, w Szwecji jest mniej tzw. wtórnych analfabetów, nikt tam nie boi się o byt ekonomiczny, mniej jest zbrodni - wyliczają entuzjaści skandynawskiego modelu państwa, które roztacza nad obywatelami opiekę taką jak rodzice nad nieporadnym, zagubionym dzieckiem. Dochód narodowy Szwecji na mieszkańca (19 615 USD) jest o 35 proc. niższy od amerykańskiego (28 338 USD), ale jest to "wbudowane w system" - zapewnia Krugman. Zauważa on, iż ceną szwedzkiej trzeciej drogi są wysokie podatki, lecz zaraz radzi: "Spójrzmy, ileż oni za te podatki dostają i jakie z tego płyną korzyści".
Bezpieczeństwo socjalne jest w Stanach Zjednoczonych teoretycznie mniejsze, ale dzięki wyższym zarobkom (i niższym podatkom) Amerykanów i tak stać na zapewnienie go sobie bez pomocy państwa. Wartość majątku przeciętnego gospodarstwa domowego w USA (64,4 tys. USD) jest wielokrotnie wyższa niż gospodarstwa szwedzkiego (9,2 tys. USD). Średnia pensja Amerykanina jest - w porównaniu z zarobkami Szweda - wyższa o 45 proc. Obywatel USA, by zarobić na kanapkę Big Mac, pracuje 8,1 minuty, podczas gdy Szwed ponad 5 minut (czyli 60 proc.) dłużej. Mimo manii sprawiedliwości społecznej i sztandarowego feminizmu socjaliści wcale nie poprawili losu kobiet, których zarobki są w Szwecji o 13 proc. niższe niż płace mężczyzn, a od lat 80. ta relacja systematycznie zmienia się na niekorzyść kobiet.
Inną sprawą jest jakość rzekomo darmowych usług zapewnianych przez państwo. - Co mi po bezpłatnym państwowym leczeniu, skoro jego jakość jest bardzo niska? Szwedzkie gabinety dentystyczne wyglądają tak jak nasze 40 lat temu - twierdzi Lester Hamlock z Louisville w stanie Kentucky, programista pracujący dla filii koncernu Ericsson. Hamlock rok temu był w Szwecji na firmowym szkoleniu. W USA co miesiąc płaci za zdrowotną polisę ubezpieczeniową 500 USD, w zamian otrzymując wszystkie podstawowe usługi medyczne o nieporównanie wyższym standardzie niż w Szwecji.
Mimo wysokich opłat za studia liczba studentów w USA (320 na 1000 mieszkańców) jest wyższa niż w Szwecji (270 na 1000 mieszkańców), a w dodatku w Stanach Zjednoczonych uczą się oni w lepszych warunkach. W USA mniej jest samobójstw, a wskaźnik "poczucia szczęścia" jest tam o ponad 10 proc. wyższy niż w Szwecji. Amerykanie więcej czytają, częściej słuchają muzyki i chodzą do kina, nie mówiąc o tym, że gros książek, płyt i filmów ukazujących się w Szwecji to dzieła made in USA.

Uboga klasa średnia
Warunki życia w centrum Sztokholmu czy Malmö są nieporównanie lepsze od warunków, w jakich mieszka się w śródmieściu Detroit czy nowojorskim Harlemie. Jest to jednak przede wszystkim skutek różnic kulturowych, które zresztą systematycznie się zacierają. Gospodarstwo domowe przeciętnego Svensona jest natomiast znacznie gorzej wyposażone niż dom Smitha. Proporcjonalnie (na 1000 mieszkańców) Amerykanie mają o 25 proc. więcej pralek, o 65 proc. więcej zmywarek do naczyń, o 150 proc. więcej kuchenek mikrofalowych, 60 proc. więcej magnetowidów, 38 proc. więcej komputerów, 40 proc. więcej samochodów, a nawet o 2,2 proc. więcej telewizorów.
Dysproporcje widać nawet w wypadku ludzi ubogich, a zatem głównych adresatów państwowej pomocy. Liczba ludzi żyjących na skraju nędzy w Szwecji sięga 6 proc. społeczeństwa, w USA - 14 proc. Tyle że nędza nędzy nie jest równa. Bertha Peterson, czarnoskóra nauczycielka zatrudniona na pół etatu w jednej ze szkół dla dzieci niepełnosprawnych w Chicago, samotna matka dwojga dzieci, zarabia niespełna 26 tys. USD rocznie. W USA wystarcza to na bardzo skromne życie, mimo to członek jej rodziny je więcej mięsa i owoców niż przeciętny Szwed. Bertha ma własny samochód, lodówkę, pralkę z suszarką, zmywarkę, dwa telewizory, dwa komputery, stałe łącze internetowe, odtwarzacz DVD, kamerę wideo. Z rocznym dochodem w wysokości około 8,7 tys. USD na członka rodziny żyje lepiej niż niejeden reprezentant szwedzkiej middle class. W dodatku przy niższych podatkach ceny w USA są przynajmniej o połowę niższe niż w Szwecji.

Zasiłek kontra wysiłek
"Najgroźniejsza cywilizacyjnie - zwraca uwagę William L. Anderson, amerykański ekonomista szwedzkiego pochodzenia - jest towarzysząca państwu opiekuńczemu działalność destrukcyjna". Przywileje rozleniwiają, dlatego w USA wydajność produkcji per capita rośnie, a w Szwecji - według Szwedzkiego Instytutu Technologicznego - od 20 lat systematycznie spada. Amerykanie pracują w zawodach i branżach znacznie ciekawszych pod względem poznawczym, innowacyjnym. Nakłady na działalność badawczą w USA są trzykrotnie wyższe niż w Szwecji, a liczba amerykańskich laureatów Nagrody Nobla (szwedzkiego w końcu wynalazku) jest aż osiemnastokrotnie większa niż szwedzkich.
Przemysł Stanów Zjednoczonych bazuje na stale rozwijającej się przedsiębiorczości obywateli, której owocami są tysiące nowych przedsiębiorstw. Szwedzką gospodarkę wspiera kilka tradycyjnych filarów: Volvo, Ikea, Husqvarna, Saab, Ericsson i parę innych firm, które od lat dominują na tamtejszym rynku. Karierę od pucybuta do milionera w Szwecji trudno sobie wyobrazić. Egalitaryzm, który miał dać wszystkim równe szanse, doprowadził de facto do rządów kilku wpływowych rodzin (na przykład Wallenbergów), w których rękach znajdują się wymienione koncerny. Wysokie podatki i biurokracja pozbawiają innych szansy na dołączenie do elity ekonomicznej.
Dopóki zamożnym Szwedom wystarczy kapitału, mogą go w egalitarny sposób przejadać. W końcu jednak pieniądze się skończą. "I wtedy żadne państwo opiekuńcze nie pomoże. Państwo ma bowiem tylko tyle, ile posiadają jego obywatele" - ostrzega Anderson.
Więcej możesz przeczytać w 31/2003 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Spis treści tygodnika Wprost nr 31/2003 (1079)