W świecie, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, klasyczny model edukacji coraz częściej rozmija się z rzeczywistością. Nie tylko dlatego, że jest przestarzały, ale dlatego, że jest zbyt jednolity, by pomieścić całą różnorodność młodych życiorysów.
Amerykańska szkoła w chmurze
Są dzieci, które codziennie o 8:00 zasiadają w szkolnych ławkach. Ale są też takie, których dzień zaczyna się o 6:00 — porannym treningiem, podróżą na plan filmowy, próbą orkiestry czy lotem do innego kraju. I nie jest to garstka wyjątków, lecz realne zjawisko: rosnąca grupa młodych ludzi żyjących w rytmie wyznaczanym przez pasję, pracę, działalność społeczną, stan zdrowia lub sytuację rodzinną. Dla nich szkoła stacjonarna bywa ciasna — dosłownie i w przenośni. W świecie, w którym mobilność geograficzna coraz częściej decyduje o szansach zawodowych, szkoła powinna je wspierać, a nie ograniczać.
W amerykańskiej szkole online można spotkać 16-letniego piłkarza z kontraktem zagranicznym, uczennicę grającą w międzynarodowej orkiestrze, dziecko dyplomaty, które co kilka lat zmienia kontynent, ale też nastolatkę z niewidoczną chorobą przewlekłą czy chłopca z zespołem Aspergera, dla którego hałas klasy i ciągłe interakcje w grupie są przeszkodą nie do pokonania. Tych historii jest coraz więcej, choć wciąż rzadko przebijają się do głównego nurtu narracji o nauce. Ich wspólnym mianownikiem jest nie tylko talent czy wyjątkowość, ale przede wszystkim potrzeba edukacji, która dostosowuje się do ucznia, a nie odwrotnie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
