Sprawa Tomasza Komendy. Jak doszło do tego, że niewinny człowiek odsiedział w więźniu 18 lat?

Sprawa Tomasza Komendy. Jak doszło do tego, że niewinny człowiek odsiedział w więźniu 18 lat?

Tomasz Komenda
Tomasz Komenda / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Lista błędów, pomyłek i źle zinterpretowanych faktów w tej sprawie jest bardzo długa. Jak doszło do tego, że niewinny człowiek odsiedział w więźniu 18 lat?

1 stycznia 1997 roku na podwórku jednej z posesji we wsi Miłoszyce znaleziono ciało brutalnie zgwałconej nastolatki. To właśnie za tę zbrodnię Tomasz Komenda został skazany na 25 lat więzienia. Jak do tego doszło?

Jednym z pierwszych, który przyjechał na miejsce zbrodni był Wiesław Wiśniewski, dziś emerytowany policjant. Widoku zmasakrowanego ciała nagiej, porzuconej dziewczyny nie zapomni nigdy. - Moja córka miała wtedy 8 lat. Pomyślałem, że taka historia może też ją spotkać. Nie było w komendzie policjanta, któremu nie zależało na wyjaśnieniu tej sprawy. Mieliśmy świadomość, że ciąży na nas ogromna odpowiedzialność – wspomina.

„Presja przełożonych była duża”

Lokalna policja przekazała sprawę komendzie wojewódzkiej. Na miejscu zbrodni znaleziono czapkę domniemanego sprawcy, a w niej włosy, z których wyodrębniono DNA. Nikogo jednak nie zatrzymano. Mijały lata, a sprawca pozostawał na wolności. – Presja przełożonych była duża. Na każdej odprawie byliśmy przepytywani z postępów śledztwa. Musieliśmy pisać notatki z każdej, nawet najdrobniejszej informacji – dodaje Wiesław Wiśniewski.

Wrocławski dziennikarz – Marcin Rybak relacjonował sprawę morderstwa nastolatki od początku. – Chciano zakończyć tę sprawę szybko, bo ciążyła zarówno policji, jak i prokuraturze. Interesowały się nią media, więc pojawiło się wiele artykułów krytycznych wobec działań organów ścigania. Zatrzymanie sprawcy było dla mnich ważne, żeby mieć tę sprawę z głowy – uważa Rybak.

Uczestnicy zabawy sylwestrowej, na której bawiła się ofiara, widzieli dziewczynę wychodzącą z dwoma mężczyznami. Ich zeznania były podstawą powstania portretów pamięciowych domniemanych sprawców. Prokuratura opublikowała je rok po zdarzeniu. – Prokurator prowadzący mówił, że zatrzymanie Tomasza Komendy to splot szczęśliwych okoliczności. Szczęśliwą okolicznością były min. zeznania Doroty P. – wskazuje Marcin Rybak.

Zeznania sąsiadki

Tomasza Komendę zatrzymano po zeznaniach sąsiadki. Mężczyźnie pobrano DNA i odcisk szczęki. Również zapach z czapki znalezionej na miejscu zbrodni miał być zapachem Komendy.

Dorota P. to sąsiadka babci Tomasza Komendy. To ona rozpoznała na portretach pamięciowych Komendę, jego brata Gerarda i ich ojczyma. Poinformowała o tym policję. – Wydaje mi się, że ja tę sąsiadkę przesłuchiwałem. Pamiętam ją, ale zeznań już nie. Była to inicjatywa policji. Nie wiem o tej pani nic bliżej, kojarzę, że możliwa była jej znajomość prywatna z którymś z funkcjonariuszy – mówi Stanisław Ozimina, który pracował w prokuraturze okręgowej we Wrocławiu.

Matka Tomasza Komendy dobrze znała Dorotę P. Opiekowała się jej synem. Twierdzi, że jej zeznania przeciwko Tomaszowi to zemsta za to, że odmówiła dalszej opieki nad dzieckiem kobiety. – To człowiek bez serca, bez skrupułów. Była winna naszych wszystkich nieszczęść. Niech się teraz zastanowi, czy nie zawiniła. Dla mnie to oszustka. Powinna usiąść tam, gdzie siedział Tomek. Zeznała, że widziała tę dziewczynę u mnie w mieszkaniu. Nie było takiej możliwości, my tej dziewczyny nie znaliśmy – zapewnia Teresa, matka Tomasza Komendy.

Czy 12 osób mogło kłamać?

W nocy, kiedy w Miłoszycach zgwałcono i zamordowano 15-letnią Małgorzatę, Tomasz Komenda bawił się na imprezie sylwestrowej we Wrocławiu. Razem z nim było dwanaście osób. Wszyscy potwierdzili jego alibi. Śledczy uznali, że wszystkie dwanaście osób kłamało. – Tomek był tej nocy z nami. Do samego końca, czyli jak poszedł spać po kilku kieliszkach. Miał bardzo słabą głowę. Jestem abstynentką i jestem pewna tego, co mówię. Dla mnie to był szok, jak zabójcą może być ktoś, kto spał wtedy w pokoju obok – mówi Joanna Plita. – Nie było możliwości, żeby tamtej nocy Tomek gdzieś wyszedł. Jestem pewny na 100 procent. Wszystko to zeznawałem, także w sądzie – dodaje Krzysztof Zarzycki.

Właściwe DNA

Człowiek, który teraz jest podejrzany o tę zbrodnię był jednym z pierwszych przesłuchiwanych w sprawie. Mężczyzna bawił się na tej samej imprezie sylwestrowej, co ofiara. 20 lat później jego zeznania przeczytał oficer CBŚP. Skojarzył, że w zeznaniach są fakty, które mógł znać jedynie ktoś, kto widział rozebraną ofiarę. Okazało się że to właśnie DNA tego mężczyzny znajdowało się na ciele ofiary.

Galeria:
Tomasz Komenda został uniewinniony. Tak cieszył się po ogłoszeniu wyroku

– Jeżeli to nasz błąd spowodował, że ta sprawa tak długo trwała, to wszystkich bardzo przepraszam. Nigdy nie było takich działań i zamierzeń, aby cokolwiek ukryć – mówi Wiesław Wiśniewski, policjant. Dziś już wiadomo, że badania DNA, na podstawie których Komenda został skazany były niedokładane, a autor ekspertyzy dotyczącej uzębienia pomylił się. Opinię o zapachu prawdopodobnie sfałszowano. Czapka znaleziona na miejscu zbrodni nie należała do Tomasza Komendy.

– Bardzo mocno wierzę, że nie będę musiał już tu nigdy wrócić i patrzyć na ludzi, którzy mnie skrzywdzili. Chyba, że jako świadek. Nie poddam się, dopóki ich nie zobaczę na ławie oskarżonych. Dużo osób powinno odpowiedzieć za moją krzywdę. Doprowadzę do ich osądzenia. To mój cel – mówi Komenda.​

Czytaj także

 0

Czytaj także