Pakiet w pakiecie

Pakiet w pakiecie

Przedsiębiorcy dostają wirtualne pakiety ułatwień i rzeczywiste utrudnienia
Trwa pojedynek na obietnice, czyli pakiety. Rząd (pakiet Kluski) prześciga się z opozycją (pakiet Szejnfelda) w licytacji zamiarów ułatwień dla przedsiębiorczości. Gorączka trwa, ale sytuacja przedsiębiorców się nie poprawia. Pogarsza się zaś otoczenie makroekonomiczne firm. Rosną faktyczne obciążenia podatkowe, a poczynania rządu podkręcają inflację. Na to nakładają się zapowiadane surowe restrykcje w stosunku do pracodawców.

Dług większy niż deficyt
Wicepremier Gilowska chlubi się zmniejszeniem deficytu budżetowego do 30 mld zł. Zapomina, że owa redukcja jest efektem korzystnej fazy cyklu koniunkturalnego. Jej zasługą jest to w takim stopniu, w jakim zwiększyła podatki. Do tej pory nie doszło do racjonalizacji wydatków. Tak więc strukturalne jądro deficytu nie zostało naruszone i przy osłabieniu koniunktury dziura budżetowa zacznie gwałtownie rosnąć. Mimo to godzi się ona na uruchamianie nowych wydatków socjalnych - takich jak wyższa waloryzacja emerytur kosztująca w przyszłym roku dodatkowe 6 mld zł (ale znana z liberalnych poglądów Gilowska twierdzi, że "będziemy pluć krwią, ale damy". Pytanie: "my" - to znaczy kto?).
Dla gospodarki mniej ważna jest wysokość deficytu niż wielkość potrzeb pożyczkowych rządu i związany z nią przyrost długu publicznego. A ten w dwóch ostatnich latach ustabilizował się na poziomie 50 mld zł (całkowita wielkość zadłużenia przekroczyła pół biliona złotych). Dwudziestomiliardowa różnica wynika z kosztów finansowania reformy emerytalnej (pieniądze przekazywane do OFE nie są księgowane jako wydatki budżetu i wykazywane jako część deficytu). Teoretycznie koszty te powinny być finansowane z przychodów prywatyzacyjnych. Chodzi o to, że nie są. W 2006 r. planowano przychody prywatyzacyjne na 5,5 mld zł, a plan ten wykonano w 11 proc.
To, że rząd musi na rynku finansowym pożyczyć 50 mld zł, przekłada się na sytuację firm. To tłumaczy paradoks, że przy jednych z najniższych w Europie stopach banku centralnego mamy jedno z najwyższych oprocentowań kredytu bankowego. Budżet swoim popytem na pieniądz drenuje rynek i ciągnie cenę kredytów w górę.

Podatki mniejsze, czyli większe
Obietnice zmniejszenia klina podatkowego należą do stałego repertuaru wszystkich rządów. Tyle że owe obietnice mają być realizowane "jutro". Zapowiadana przez Gilowską na 1 lipca 2007 r. obniżka składek rentowych jest nierealna. Projekt ustawy nie wyszedł z rządu, co oznacza, że na jego obróbkę komisyjną, uchwalenie, przekazanie do Senatu itd. Sejm może mieć dwa miesiące - to za mało.
"Na dzisiaj" mamy ukryte podwyżki podatków przez likwidacje ulg, tzw. uszczelnianie systemu, niekorzystne zmiany klasyfikacji kosztów oraz zwiększanie podatków pośrednich. Syntetyczna miara, jaką jest relacja dochodów podatkowych do PKB, wskazuje, że efektywne opodatkowanie rośnie. W tegorocznym budżecie przewidywano wzrost PKB o 4,6 proc. i wzrost wpływów z PIT o 10,1 proc., z CIT - o 15,3 proc., z akcyzy - o 6,2 proc., z VAT - o 11,4 proc. Wzrost dochodów podatkowych przewyższa więc wzrost PKB od 1,6 punktu procentowego do 10,7 punktu procentowego.
Z badań Banku Światowego wynika, że przeciętny przedsiębiorca w Polsce na wypełnianie deklaracji podatkowych poświęca 175 godzin w roku, czyli musi przez miesiąc zatrudniać pracownika na pełnym etacie. I to pracownika wysoko wykwalifikowanego, bowiem nasz system podatkowy do prostych nie należy. Jego twórcy przekonali się o tym po utworzeniu Krajowej Informacji Podatkowej. KIP miał służyć wyjaśnianiu wątpliwości podatkowych. Ale nie służy. Po pierwsze, na 5 proc. pytań nawet najlepsi specjaliści nie potrafią odpowiedzieć, a po drugie, w dziewiątym miesiącu funkcjonowania liczba pytań doszła do 80 tys. i telefony zostały zablokowane.
Kiedy pojawiła się możliwość zmniejszenia obciążeń pracodawców, polegająca na przyjęciu w Polsce europejskiej definicji kosztów (unia na takie rozwiązanie nalega - a nasi przedsiębiorcy skorzystaliby na tym), Gilowska powiedziała "nie". Dlaczego? Bo - jak stwierdza - "nie jest to zgodne z naszym interesem gospodarczym". Za zgodne z owym interesem uważa sugerowaną przez UE czterokrotną podwyżkę akcyzy na olej opałowy zużywany przez firmy.

Inflacja w górę, stopy w górę
Oprocentowanie kredytów jest w Polsce wysokie, a będzie jeszcze wyższe. Wzrost cen przyspiesza, a inflacja nabiera charakteru dochodowego, związanego z rekordowym wzrostem płac i świadczeń społecznych. Decyzje polityczne mogą inflację jeszcze podkręcić. Minister Anna Kalata upiera się przy podwyższaniu płacy minimalnej do 50-60 proc. płacy średniej, co oznaczałoby jej zwiększenie o mniej więcej 500 zł (tj. o połowę). Taka zmiana wymusiłaby pchnięcie o podobną kwotę wszystkich wynagrodzeń.
Najpierw w "pakiecie Hausnera", a potem w "pakiecie Kluski" przewidziane jest skrócenie czasu rejestrowania firm. Jest to krok w dobrym kierunku, ale drobny. Stymulujące gospodarkę byłoby kanadyjskie rozwiązanie "czasu ujemnego". Tam zgłasza się do urzędu zamiar zarejestrowania firmy i z tą chwilą można uruchomić działalność, wpisując w niezbędnych kwitach numer zgłoszenia. Sprawą administracji jest to, ile czasu zajmie jej nadanie numeru REGON, NIP czy otworzenie konta w ZUS. Do momentu wywiązania się ze swoich obowiązków przez administrację nowa firma korzysta z wakacji podatkowych, co jest dla biurokracji silnym bodźcem, aby załatwić wszystko jak najszybciej.
To, że przy istniejących przepisach budowlanych są w Polsce szaleńcy, którzy inwestują, jest niewytłumaczalne. Pod względem łatwości załatwienia formalności budowlanych zajmujemy w świecie miejsce 146. Żeby w Polsce wybudować fabrykę trzeba przebrnąć przez 25 procedur urzędniczych, co zajmuje 322 dni.
Szczęśliwie, nowy minister budownictwa Andrzej Aumiller, sam się niedawno budował i postanowił nieco stosowne przepisy uprościć. Jego pomysł ugrzązł w biurokratycznej obróbce.

Pracodawcy kontra pracownicy
Pracodawcy i pracownicy jadą na jednym wózku. Pracownicy amerykańscy zarabiają dobrze, bo amerykańscy biznesmeni osiągali (i osiągają) wysokie zyski. Pracownicy białoruscy zarabiają źle, bo sowieckie (a potem białoruskie) prawo dbało o interes pracownika. Dlatego niedobrze jest, że nieantagonistyczne w dłuższym okresie stosunki pracodawca - pracownik próbuje się u nas zantagonizować, traktując przedsiębiorców jako krwiopijców i wyzyskiwaczy. Takie podejście widoczne jest w stanowisku rządu w kwestii negocjowania nowego paktu społecznego oraz forsowaniu skrajnie restrykcyjnych ustaw o Państwowej Inspekcji Pracy oraz o ustawy o odpowiedzialności za czyny przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową, w której proponuje się kary dla firm wynoszące do 20 mln zł.
Ustawy mające stanowić "pakiet Kluski" utknęły w uzgodnieniach międzyresortowych. Każdy dzień opóźnienia oznacza wymierne straty. Cichcem i bez wielkiej reklamy podejmowane są działania, które można określić jako tworzenie "antypakietu Kluski", petryfikujące trudną sytuację polskiego biznesu.


Ilustracja: D. Krupa
Okładka tygodnika WPROST: 17/18/2007
Więcej możesz przeczytać w 17/18/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 17/18/2007 (1270)


ZKDP - Nakład kontrolowany