Guzik z Katynia

Guzik z Katynia

Film o zbrodni w Katyniu jest bardzo potrzebny polskiemu kinu, ale czy powinien go kręcić Andrzej Wajda?
W Hollywood, bezlitosnym dla przegranych, mawiają: "Jesteś wart tyle, ile twój ostatni film". Wedle tych kryteriów, Andrzejowi Wajdzie nikt nie powierzyłby tam produkcji od ćwierćwiecza. - Jak się ma w dorobku takie rzeczy, jak "Brzezina" czy "Ziemia obiecana", to do czegoś zobowiązuje! - grzmiał Krzysztof Majchrzak, komentując pomysł ekranizacji "Pana Tadeusza" (1999). - A Wajda wziął sobie gwiazdora kina akcji Lindę i kręci teatrzyk lektur szkolnych! - dodawał.Niestety, mistrz nie wyciągnął wniosków z podobnych krytyk. I stosuje w kółko tę samą metodę - bierze temat narodowy z najwyższej półki i przenosi go na ekran bez cienia dawnej inwencji. Efekty? Rozdęte do granic public relations ("mistrz znowu kręci!") i wycieczki szkolne, które robią frekwencję. A że sam film marny? Komu to przeszkadza?

Uderzenie promocyjne
Wiele wskazuje na to, że swoją taktykę Wajda powtórzy w wypadku filmu "Katyń". Już ruszyła machina promocyjna, którą nakręcają Narodowe Centrum Kultury oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zaplanowana na 17 września 2007 r. premiera ma być częścią ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej "Pamiętam. Katyń 1940". Mord katyński, a razem z nim film, trafi na billboardy, plakaty, do zwiastunów telewizyjnych, kinowych, reklamy społecznej, Internetu. Akcja ma nawet nośny symbol. - Jest to replika guzika z munduru oficera zamordowanego w Katyniu - mówi Krzysztof Dudek, dyrektor Narodowego Centrum Kultury. Inspiracją był wiersz Zbigniewa Herberta o Katyniu zatytułowany "Guziki". Efekt? Jeżeli przeciętny Polak tysiąc razy zobaczy na ulicy i w telewizorze hasło "Katyń", to na film pójdzie niejako odruchowo. Żeby się przekonać, jak dzieło wypadło, bo "już tyle o tym słyszał".
Z wypowiedzi twórców filmu podczas uroczystej konferencji prasowej wynika, że wymyślili akcję komplementarną - ministerstwo ma odpowiadać za część merytoryczną, historyczną (stąd akcja edukacyjna), a Wajda zajmie się wrażeniami artystycznymi. Widz miałby więc najpierw się wyedukować, a potem iść do kina na wzruszenia. Zamiar może i słuszny, ale czy ktoś, organizując akcję promocyjną "Szeregowca Ryana", mówił: "Proszę najpierw dużo poczytać i wziąć dodatkowe lekcje historii, a potem zapraszamy do kina na część artystyczną?". Przecież każde dzieło musi się obronić samo. Jeśli tego nie potrafi, tylko odwołuje się do bliżej nieokreślonego "materiału dodatkowego" - jest po prostu słabe. Kiedy Wajda kręcił "Kanał", nikt nie organizował kampanii uświadamiającej w kwestii bohaterstwa żołnierzy Armii Krajowej.

Przewrotna lekcja historii
Z kręgu producentów "Post mortem", przemianowanego niedawno na "Katyń", płyną niepokojące sygnały. "Jest to nie tyle film o Katyniu, ile lekcja historii. I to bardzo przewrotna" - mówił w jednym z wywiadów Michał Kwieciński, producent. Nie bardzo wiadomo, co to miałoby znaczyć. Kwiecińskiemu wtóruje sam Wajda, zapowiadając: "Mamy tu po prostu postacie żywych ludzi, którym przydarzyło się to, a nie co innego". Brzmi to jeszcze bardziej mgliście. Twórcy mogą więc "utopić" temat, mimo że nastał bardzo dobry moment na film o Katyniu.
- Komunizm należy osądzić tak samo, jak faszyzm - podkreśla krytyk Krzysztof Kłopotowski. Jego zdaniem, czas na "Katyń" jest korzystny, bo zagraniczna publiczność wciąż pragnie obrazów przybliżających tajemniczy dziki Wschód. - Opowieść katyńska będzie zrozumiana, bo sami Rosjanie w filmach pokazują, że ich naród nie potrafi panować nad emocjami. Jest pozbawiony kośćca moralnego, bo komuna nie stworzyła żadnego systemu etycznego w miejsce obalonego prawosławia - przypomina Kłopotowski.
Tylko czy reżyser, który wyspecjalizował się w sztuce mówienia nie wprost, jest najlepszym kandydatem do wykrzyczenia światu prawdy o Katyniu? "Wolność bywa dzisiaj trudniejsza niż w czasach, gdy o pewnych sprawach mówić nie było wolno" - twierdzi prowokacyjnie Agnieszka Odorowicz, szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Jej zdaniem, "w epoce globalizacji horyzontem Polaka nie są już opłotki zaścianka, lecz Europa i świat. Zderzamy się więc codziennie z wytworami importowanej kultury masowej". Łatwo jednak wyciągnąć z tego spostrzeżenia inne wnioski niż władze instytutu, który dofinansował film 6 mln zł. To ponad jedna czwarta pieniędzy dzielonych między wszystkie polskie fabuły. Może trzeba było rozpisać konkurs na scenariusz filmu o Katyniu i zobaczyć, który z nich najbliższy jest widzowi XXI stulecia. Tymczasem czeka nas kolejny "powrót mistrza". Oby nie taki, jak comeback Jerzego Kawalerowicza, który śmiertelnie nudnym
i teatralnym "Qvo vadis" mocno nadwątlił swoją reputację reżysera, zbudowaną dziełami tej miary, co "Faraon".

Tylko prawda
- Nieważne, czy to jest kino historyczne: ludzie muszą chcieć to obejrzeć - mówi Jan Nowicki, aktor, który niedawno fenomenalnie zagrał Imre Nagya, węgierskiego przywódcę antykomunistycznego powstania 1956 r. Film "Niepochowany" Marty Meszaros o tamtych krwawych wypadkach miał swoje słabości, ale był surową historią opowiedzianą wprost. Takiej narracji potrzebują też polscy widzowie. Miesiąc temu producenci filmu Wajdy pokazali grupie uczniów liceum roboczą wersję filmu. - Chcieli się przekonać, czy przedstawiona fabuła jest czytelna dla młodego widza. Hasło "Katyń" było zrozumiałe dla wszystkich, ale niewiele osób wiedziało, co się naprawdę w katyńskim lesie wydarzyło - twierdzi Aleksandra Jasieńska z Akson Studio. Połowa uczniów spodziewała się suspensu, myśląc, że bohaterowie ocaleją. To pokazuje, jak bardzo współczesny widz potrzebuje innego rodzaju narracji niż aluzyjne opowieści szkoły polskiej. Dziś już nie można pozostawić bohaterów przed kratą oddzielającą ich od wolności, jak to uczynił Wajda w "Kanale". Minął czas metafor i domysłów. Przyszedł czas na prawdę.

Fot: Z. Furman


Krzysztof Majchrzak, aktor
Nigdy nie zdołałem nabrać respektu do polityki obecnej w filmach Wajdy. Mam osobisty, traumatyczny i żarliwy stosunek do Katynia. Chciałbym, by ten jeden z najważniejszych tematów XX wieku zyskał piękną i poważną oprawę. Jeśli nie będzie to rzecz poruszająca, nie będę mógł się opędzić od wrażenia totalnej porażki. Życzę artystom stworzenia pięknego dzieła. Ale mówiąc otwarcie, boję się o efekt końcowy.
Robert Gliński, reżyser
(od lat zbiera pieniądze na film o Katyniu - na razie bez powodzenia.)
Katyń to wielki i pojemny temat na film. Można o nim zrobić 10 filmów i każdy będzie inny. Fantastycznie, że wreszcie powstaje ten pierwszy. Ważne wydarzenie historyczne powinno być opowiedziane przez ludzi z różnych pokoleń, z różnej perspektywy. Może powstanie film zrobiony przez reżysera średniego pokolenia, a także najmłodszego. Bo im więcej filmów, tym kinematografia lepsza. Nie podzielam zdania Stalina, który powiedział "tyle filmów kręcicie i tak mało dobrych. Kręćcie trzy, ale dobre". Mam nadzieję, że po filmie Wajdy nikt nie "odhaczy" tematu i że Katyń nie powędruje do lamusa.
Okładka tygodnika WPROST: 17/18/2007
Więcej możesz przeczytać w 17/18/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 17/18/2007 (1270)


ZKDP - Nakład kontrolowany