Decyzja Wołodymyra Zełenskiego, aby nadać jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”, wywołała oburzenie w Polsce. W konsekwencji Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego.
Aby decyzja Nawrockiego weszła w życie, potrzebna jest kontrasygnata premiera, której szef polskiego rządu wciąż nie złożył. Mimo to Zełenski odesłał już odznaczenie. Co więcej, wielu ukraińskich polityków, na czele z byłymi prezydentami Ukrainy – Leonidem Kuczmą, Wiktorem Juszczenką i Petro Poroszenką – zrzekło się polskich odznaczeń, które otrzymali na przestrzeni lat.
Nawrocki nie miał wyjścia ws. Zełenskiego? „To był czas dla prezydenta Ukrainy”
O to, czy Karol Nawrocki mógł podjąć inną decyzję, zapytaliśmy w najnowszym podcaście „Rozmowa Wprost” Jana Piekło, byłego ambasadora RP w Ukrainie. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że prezydent Polski początkowo jedynie zasygnalizował, że Zełenskiemu może zostać odebrane odznaczenie, a od posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego do ostatecznej decyzji minął ponad tydzień.
– To był czas dla prezydenta Zełenskiego, żeby znalazł rozwiązanie. Po to do Polski przyjechał Kyryło Budanow, szef kancelarii prezydenta Ukrainy, aby spotkać się zarówno ze stroną rządową, jak i prezydencką. Wszystkie znaki wskazywały na to, że po ukraińskiej stronie jest refleksja i że prawdopodobnie dojdzie do jakiegoś ruchu, który złagodzi sytuację. I być może nazwa (jednostki ukraińskiej – red.) zostanie zmieniona albo jej nadanie cofnięte. Niestety, tak się nie stało. Poszło w kierunku eskalacji, co prawdopodobnie wynika z problemów wizerunkowych prezydenta Zełenskiego w Ukrainie – ocenia nasz rozmówca.
Zełenski poszedł za podszeptami? Ekspert wskazuje konkretny cel
Czy prezydent Ukrainy mógł nie spodziewać się tego, że jego decyzja o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” wywoła oburzenie w Polsce? – Mam wrażenie, że Zełenski jest na tyle inteligentnym, bystrym człowiekiem, że mógł przewidzieć, że może to doprowadzić do zaostrzenia polsko-ukraińskich stosunków. On to zrobił wyłącznie dlatego, że szarpnęła go dość potężnie, i jego reputację, afera korupcyjna w najbliższym otoczeniu – ocenia Jan Piekło. – Prawdopodobnie ktoś mu podsunął takie rozwiązanie, że czas sięgnąć po inną „broń”, za pomocą której pokaże się jako patriota – dodaje były ambasador Polski w Ukrainie.
I chociaż do spotkania prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego nie doszło, to wymieniają się teraz argumentami za pośrednictwem mediów. Prezydent Ukrainy mówi, że proponował polskiej głowie państwa spotkanie, a rzecznik Karola Nawrockiego odpowiada, że Ukraińcy mieli wycofać się z tej propozycji. Jan Piekło tę medialną przepychankę ocenia w gorzkich słowach.
– Ona jest smutna, bo uderza we wspólne interesy i solidarność polsko-ukraińską, w dobre stosunki polsko-ukraińskie. I to nie jest tak, że tutaj winny jest prezydent Nawrocki. Nie jest – mówi nasz rozmówca, zaznaczając, że od decyzji Zełenskiego dystansował się również polski rząd, łącznie z premierem Donaldem Tuskiem czy szefem MON. – Mamy jeszcze wiele rozdziałów historii do przerobienia. I to jest zadanie prawdopodobnie na co najmniej pokolenie – dodaje.
Trzeci gracz w sporze Polska-Ukraina. „Beneficjentem jest oczywiście Rosja”
Wołodymyr Zełenski zarzucił polskiemu prezydentowi, że jego decyzja jest obliczona na polityczną grę w kraju w związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. I że wykorzystuje sprawę dotyczącą orderu jako instrument gry na antyukraińskich nastrojach w Polsce.
– Zdaje się, że któryś z polityków, być może europejskich, przekonał Zełenskiego, że należy uderzyć w prezydenta Nawrockiego, co jest po prostu nierozsądne, bez sensu w tej sytuacji. Tym bardziej, że zbliżają się wybory w Polsce i nie jest wykluczone, że będziemy mieli nowy układ, który będzie niedługo rządził. Prezydent Zełenski jest u kresu swoich możliwości politycznych, jego notowania są bardzo kiepskie – mówi Jan Piekło.
– Zełenski już w tej chwili nie ma takiej wiarygodności, jaką posiadał w momencie, gdy powiedział te słynne słowa do Amerykanów, kiedy proponowali mu ucieczkę z Kijowa: „Ja nie potrzebuję podwózki, tylko broni”. Myślę, że to poszło z dymem w niebo. Zełenski musi liczyć się z tym, że będzie inaczej traktowany i niedługo będzie pewnie już byłym prezydentem Ukrainy – komentuje ekspert.
Konflikt dyplomatyczny na linii Warszawa-Kijów eskalował do tego stopnia, że Litwa zaproponowała, że może pełnić rolę mediatora. Z kolei Komisja Europejska ostrzegła, że w tej sytuacji jest „tylko jeden szczęśliwy obserwator, a tym jest agresor”, czyli Rosja.
– Beneficjentem jest oczywiście Rosja – mówi Jan Piekło. Jednocześnie były ambasador Polski w Ukrainie zaznacza, że niedopuszczalne jest to, że „niewybredny, a właściwie ohydny komentarz Dmitrija Miedwiediewa” był upowszechniany przez polskich polityków z obecnej ekipy rządzącej po to, aby uderzyć w Karola Nawrockiego. – Myślę, że to jest bardzo duże nadużycie i to się niestety zemści – przestrzega ekspert.
Andrzej Duda popełnił błąd? „Takie były okoliczności”
Wołodymyr Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w 2023 r., kiedy prezydentem był Andrzej Duda. Wyróżnienie zostało przyznane „w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka”.
Czy – oceniając tę decyzję z perspektywy czasu – Andrzej Duda postąpił właściwie?
– Takie były okoliczności. Prezydent Duda postąpił słusznie i logicznie z tamtego punktu widzenia, w tamtych czasach. Natomiast prześledziłem dość uważnie laureatów Orderu Orła Białego. Wśród nich jest Katarzyna Wielka, kanclerz Schröder, Mussolini i jeszcze parę postaci z Targowicy, haniebnych w swoich dokonaniach. Warto byłoby więc mieć świadomość tego, że ten order w pewnym momencie nie spełniał takiej roli, jaką powinien spełniać – zaznacza Jan Piekło.
Zełenski nie przyjechał do Gdańska. „To jest bardzo niedobry sygnał”
W dniach 25-26 czerwca w Gdańsku odbywa się konferencja dotycząca odbudowy Ukrainy. Na czele delegacji miał stanąć Wołodymyr Zełenski, ale ostatecznie jego miejsce zajęła premier Julia Swyrydenko. Ranga wizyty, chociaż wciąż wysoka, została jednak obniżona. Jaki sygnał idzie w świat?
– To jest bardzo niedobry sygnał. To jest negatywny sygnał. To jest właściwie lekceważenie na zasadzie: „obraziłem się, bo wy tak się zachowaliście, więc nie przyjadę”. To jest również wymierzone w wizerunek premiera Donalda Tuska i polskiej strony – akurat nie w prezydenta Nawrockiego, którego nie zaproszono na tą konferencję, a który teraz odbywa wizytę w Ankarze i załatwia bardzo ważne sprawy związane z bezpieczeństwem dla Polski, przed szczytem NATO – analizuje były ambasador Polski w Ukrainie.
Co więc można zrobić, żeby pamiętając o trudnych kartach polsko-ukraińskiej historii, budować wspólną przyszłość, która będzie oparta na tych samych wartościach? – Trzeba nad tym mocno wspólnie pracować. Ale nie może być tak, że pojawią się znowu takie przypadki jak ten, kiedy prezydent Zełenski nazwał jednostkę wojskową imieniem „bohaterów UPA” – podkreśla Jan Piekło.
– Myślę, że to zadanie jest do wykonania. To jest coś, czego historia od nas w tej chwili wymaga. Nie możemy sobie pozwolić – ani Ukraina, ani Polska – na wrogość sąsiedzką. Wrogość sąsiedzka już była w 1943 r. i nie tylko. Wiemy, czym się skończyła. Potrzebujemy dobrych stosunków, potrzebujemy tego, aby myśleć w kategoriach wspólnych interesów – gospodarczych, nie tylko politycznych. I mam nadzieję, że politycy zarówno z jednej, jak i drugiej strony będą w stanie sprostać temu zadaniu w przyszłości – podsumowuje wątek nasz rozmówca.
Czytaj też:
Polska wchodzi w nową fazę zagrożeń? „Polityczna przemoc przekracza granice” Czytaj też:
Polska wpadła w ukraińską pułapkę. „Kijów zachowuje się, jakby nas nie było”
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
