Jestem wielobożny

Jestem wielobożny

O przeprowadzkach, swoim plemieniu i o tym, skąd się wzięła orkiestra – Jerzy Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, opowiada Zbigniewowi Hołdysowi.
JERZY OWSIAK: Dla kogo to robisz?

ZBIGNIEW HOŁDYS: Dla „Wprost". Piszę dla nich felietony i czasem robię wywiady. Zrobiłem z Nieznalską, z Waglewskim, z Jaruzelskim…

Spotkałem się z nim.

Z Jaruzelem?

Tak. Zaprosił mnie. Dostałem zaproszenie i przypomniałem sobie, jak sam mówiłem o nim różne rzeczy, jak na murze berlińskim malowałem różne brzydkie słowa. Ale też w rozmowach z przyjaciółmi wielokrotnie mówiłem, że jakby największy wróg gdzieś spierdalał, bo byłaby jakaś groza, tobym mu otworzył drzwi. Chyba nie byłbym taki krwiożerczy, żeby mu jeszcze przyłoić.

Jemu czy każdemu innemu też?

Temu wrogowi. Ze mnie szybko ulatują jakieś tam złości. Zaprosił mnie, żeby do niego wpaść. I pojechałem, w Alejach Jerozolimskich ma takie przedziwne biuro, przedziwni ludzie tam obsługują. Nie wiesz, czy oni są z jego biura?

Biuro Ochrony Rządu, została pani sekretarka jeszcze sprzed stanu wojennego.

Pobiegłem na któreś pięterko, starszy pan, z rozrzedzonymi włosami, bardzo miły, ciepły, pytający, jak to wszystko powstało, jak idzie, gratulujący. Powiedziałem mu, że wojska nigdy nie lubiłem. Uścisnęliśmy sobie dłoń. Nawiązałem chyba do jego córki, która projektuje biżuterię, że ładne rzeczy robi, kazałem pozdrowić i to było wszystko.

Ja z nim robiłem wywiad i siedziałem cztery godziny. Podobne wrażenia i powiedziałbym coś na kształt współczucia. Niestety, to prysło, kiedy zobaczyłem, co zrobił podczas autoryzacji. Ujrzałem cynika, chyba najstraszniejszego, jakiego w życiu spotkałem. On tak polerował wywiad, wymazywał prawdy, które sam powiedział, żeby odczłowieczyć się zupełnie, zatrzeć ślady i znowu stać się tym gigantem w czarnych okularach, nie do tknięcia.

On nawet jak mówi, to tak, jakby się starał maszerować.

Słuchaj, kiedy cię poznałem, nie mogę przypomnieć sobie tego miasta…

W Katowicach.

W restauracji – Waglewski, ty, Pospieszalski, Andrzej Ryszka. Cały czas gadałeś, gadałeś, gadałeś, nie dawałeś nikomu dojść do słowa. Waglewski się śmiał, ja pytam, co to za model. A on: „Owsiak się nazywa, dziób mu się nie zamyka, bądź spokojny, nie przestanie". Dałeś mi wtedy swoje zdjęcie z domalowanymi wąsami Hitlera. Jak ty się znalazłeś w tym świecie? Od usługowego punktu z witrażami do wspólnej sceny z Waglewskim jest jednak kawałek drogi.

Tak jak wiele rzeczy w moim życiu – zupełny przypadek. Poznałem na jakiejś prywatce Michała Lorenca, który tworzy muzykę filmową. I okazało się, że mu coś przewiozłem swoim mikrobusem. A Michał Lorenc ma talent do budowania opowieści o ludziach, które są w połowie zmyślone przez niego. W jego opowieściach byłem człowiekiem, który ma duży samochód, lubi rock and rolla i robi przeprowadzki. Kurwa, w życiu nie robiłem żadnych przeprowadzek, ale on mnie tak sprzedał znajomym: fajny koleś, zrobi wam rockandrollową przeprowadzkę. I drugą osobą, która do mnie przyjechała do pracowni witraży, był Janek Pospieszalski. Patrzę, wychodzi z volkswagena golfa przeelegancki koleś.

Który to był rok?

Koniec lat 70. Przyjeżdża pięknie ubrany mężczyzna, piękne włosy w kolorze jasnym. Przedstawił się jako Janek Pospieszalski, ja go bardziej kojarzyłem z Czerwonych Gitar, bo grał z nimi etap NRD- -owski. I mówi do mnie: „Słuchaj, jestem od Michała Lorenca, chciałbym zrobić przeprowadzkę". I sobie myślę: „Kurwa, ja, przeprowadzka?". Był jednym z wielu ludzi, którzy potem przyjeżdżali i mówili: „Gdybyś mi coś przewiózł, bo słyszałem, że przewozisz". Powiedziałem: „Nie przewożę, ale oczywiście mogę ci pomóc”. Tylko jeden warunek – nie będę niczego nosił, wszystko musi być popakowane i tylko mi kup paliwo, bo wtedy benzyny w Polsce nie było. I pojechałem. Janek się przeprowadzał z ulicy Rakowieckiej na Gagarina. Poznałem jego żonę Marysię, przecudowną kobietę. I co? I nic nie było spakowane, z czwartego piętra znosiliśmy graty, nosiłem to z nimi. Łącznie z kanapą pełną korników. Bardzo mi się to spodobało, on mnie potem zaprosił do siebie na parapetówkę, przyszedł na nią Wojtek Waglewski. Gadaliśmy bardzo miło, zaczęliśmy rozmawiać o rysowaniu i Wojtek mówi po chwili: „Czy nie zrobiłbyś okładki?”. Potem wszyscy ci ludzie wpadali do mojej pracowni witraży. Janek Pospieszalski był z nas wszystkich jakby…

…najzamożniejszy?

Najbogatszy, bo jeździł do Berlina Zachodniego po bele materiałów, grał na wiolonczeli z Markiem i Wackiem. Wracając, kupował materiały, z tego szył różne ciuchy i myśmy mu wszyscy asystowali. Tak się zaczęło i okazało się, że mamy wspólny język z Pospieszalskim, z Waglewskim. Potem był „Na Przełaj", naprawdę mądra gazeta. Tu jest komuna, głupia, nie jakaś terrorystyczna, ale głupia, i nagle jest „Na Przełaj", które puszcza moje rysunki i ten mój słowotok. Potem w Rozgłośni Harcerskiej krzyknęliśmy: „Uwolnić słonia!", skrzyknęliśmy Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników, które powstało u Janka Pospieszalskiego w domu. A witraże sprzedawały się słabo, przez lata zapieprzałem jak osioł, od rana do późnego wieczora.

To jest fizycznie ciężka praca?

Ciężka. Taka benedyktyńska robota – witraż może mieć sto kawałków, a może mieć pięć, ale wszystko powolutku robisz, na efekt trzeba poczekać. Wypalanie, szkło, ołów, rysowanie i malowanie.

To wtedy się poznaliśmy.

To był fajny czas. Co tydzień była gdzieś prywatka. Jak się kiedyś skończyła wódka, to pojechaliśmy z Jankiem Pospieszalskim po gorzałę na plac Zbawiciela, tam była meta, nielegalny handel wódką trwał 24 na dobę. I tam stała budka, w niej milicjant. Mówię: „Jasiu, tylko nie rób numerów", a Jasiu: „Co ty, głupi jesteś, oczywiście, że nie". Mijamy budkę, a Jasiu pokazuje milicjantowi wała, woła: „Tu się zgina dziób pingwina” i biegnie. A milicjant nas goni. No, taki był Jasio. Nawet jak jestem wkurzony dzisiaj na to, co teraz robi i co mówi Janek, to są więzi, które pozostają do końca życia.

Przyjaźnicie się nadal?

No, nie. Był taki moment, że nawet napisałem na swoim blogu: „Janek, wracamy na »pan«". Kompletnie nie akceptuję niektórych wypowiedzi Janka.

Czy ty teraz masz jakiś krąg przyjaciół, jakieś plemię, z którym nadal tak świrujesz?

Zdecydowanie tak, choć jestem rocznik 1953, za moment mogę być 60-letnim gościem. Mam wciąż takie plemię, to dobrze powiedziane. 30 osób pracujących w fundacji, gdzieś połowa jest z nami przynajmniej 10 lat.

Ale oni mówią do ciebie „prezesie".

Ale to jest ksywa, którą sobie sami wymyślili.

Jak to było, kiedy padł pomysł Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Pamiętasz ten dzień?

To się stało tak, że obejrzałem teledysk „We Are the World" Michaela Jacksona, gdzie śpiewali wszyscy artyści. Pomyślałem: „Ja pierdzielę, ta Ameryka to jednak potrafi wymyślić tak piękną rzecz". I wtedy wpadłem na pomysł, żeby wydać jakąś kasetę z muzyką i dochód przeznaczyć na kupno placu zabaw gdzieś w Polsce. Poszedłem do Wojtka Waglewskiego, mówię „Wojtuś, dałbyś mi jakiś utwór i byśmy go wypuścili, zebrali pieniądze”. On mówi, że ma taki kawałek „Łobi Jabi” i mówi: „To ja ci go mogę dać, możemy pójść do ZAIKS i zarejestrować jako hymn wszystkiego. Tylko jak to nazwać?”. To było jakoś w listopadzie. Mówię: „A jakby to nazwać Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Długa nazwa, ale co”. Wydaliśmy kasetę, reklamowaliśmy ją, oczywiście zarobiliśmy na tym pięć pięćdziesiąt, pieniądze żadne. Idea była taka, żeby te pieniądze zebrać i powiedzieć: tu kupujemy plac zabaw. A kiedy potem pojawili się lekarze, kiedy pojawiła się cała idea, że możemy zrobić coś poważniejszego, to już była nazwa.

Historia „Live Aid" z lat 80. była taka. Najpierw Bob Geldof pojechał do Etiopii i zobaczył głodujących ludzi. Zaproponował muzykom w Anglii, żeby nagrać jakąś piosenkę. Nagrali, wystąpiły gwiazdy, m.in. Sting, Bono, Phil Collins. Wrzucili single do sklepów i Anglicy zachowali się cudownie – wiele osób kupowało po kilka płyt, zostawiali sobie po jednej i resztę oddawali do ponownej sprzedaży. Dzięki takiej wielokrotnej sprzedaży płyta wydana za 100 tys. funtów przyniosła 3 mln funtów. I Michael Jackson o tym usłyszał i powiedział: „Musimy to zrobić w Ameryce".

I tak to jest. Wszystkich tych rzeczy od kogoś się uczyliśmy. Teraz mieliśmy taką niesamowitą historię z motocyklem. Jedziemy do znajomych, którzy mają wejście do Paula Juniora, czyli tej słynnej rodziny od motocykli American Chopper. Mówią mi: „Byście zamówili taki motocykl, który byłby dedykowany Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy". A ja na to, że nie mamy wejść, nawet nie wiemy, ile taki motocykl może kosztować, to jest w ogóle poza nami. Ale oni telefon, telefon, telefon i dostajemy informację: „Paul Junior chce się spotkać. Dałem mu informacje, wasze filmy, jest bardzo zainteresowany". W maju czy w czerwcu lecimy do USA, spotykamy się z Paulem Juniorem, którego babcia jest Polką, więc słowo „pierogi” otwiera drzwi. Wchodzimy do jego zakładu, stoją kamery Discovery, filmują ich najnowszy produkt – tworzą sensacyjny motocykl na bazie samochodu Cadillac, obłędny. Nie jest oparty na nóżce, tylko pneumatycznie opada na ziemię. Paul Junior zaczyna z nami rozmawiać: „To jest bardzo interesujące, co zobaczyłem na filmie, to w ogóle coś niesamowitego”. Po 20 latach oni są takim czymś zadziwieni...

A sami to stworzyli…

A sami to stworzyli. Mówi: „Stary, ale naprawdę cały kraj w tym bierze udział?".„No, cały". Pokazuję mu książkę „Przystanek Woodstock”, on mówi, że to świetne, że u nich próbowali Woodstock wskrzesić, ale ludzie przechodzą obok. Nie ma ducha, wszystko skomercjalizowane. Mówi: „Dobra, projekt kosztuje tyle i tyle” – rzuca cenę. Pieniądze są kosmiczne. A jeśli Discovery ma z tego zrobić film, dwa odcinki, to kosztuje to tyle i tyle. My na to „Uła. A sam motocykl bez Discovery?”. „Kosztuje tyle i tyle”, my znowu: „Uła”.

Widziałem kiedyś na ich stronie, 50 tys. euro to zdaje się wyjściowa cena.

Tak, jak chcesz sobie zamówić. Wychodzimy z tego jego bunkra, mówię: „Powiedzieliśmy A, spróbujmy powiedzieć B". Wracamy do Polski, namawiamy dwie firmy, naszych głównych sponsorów. Idea jest taka, żeby ten motocykl licytować na rok, jako taki puchar przechodni, przez rok go masz i potem znów licytacja. Zamawiamy. Ale targujemy się o cenę, schodzą nam o jedną trzecią. Mówimy: Chopper ma być duży i taki, żeby się świecił, żeby wszystko było. A oni, że będzie czerwono- żółty. Okej. Zrobili i polecieliśmy, żeby go odebrać. A tu niespodzianka. „Wiecie co, Discovery uznało, że to ciekawe. Więc włóż te czerwono-żółte spodnie, bo chcą zrobić z tobą program". Gites. Wszedłem i zaniemówiłem. Chyba pierwsze, co powiedziałem, to: „Ja pierdolę”. To, co zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Motocykl jest przepiękny, felgi są w serca nasze, chromowane, on kapie chromem. Wszędzie są nasze elementy. Mało tego, chcieliśmy tam wmontować naszą monetę, specjalnie wybitą z okazji 20. finału. Kształt serduszka, pierwsza taka moneta na świecie. Dziesięć lat temu mówię: „Zadzwońmy do Balcerowicza, może by monetę wybił”. To tak, jakby króla Persji zaprosić na finał Orkiestry. Ale zadzwoniliśmy, Balcerowicz zdecydował, NBP wybił dwie monety – dwuzłotową z dziurką i srebrną, dziesięciozłotową. A teraz jest 20. finał i cały happening z monetami chcemy powtórzyć. Znów telefon do szefa NBP, teraz jest nim Marek Belka. I są dwie monety. Dziesięciozłotówka w kształcie serca jest wmontowana w ten motor.

Słuchaj, akurat dziś minister Arłukowicz naprawił refundację leków. Przywrócił paski dla cukrzyków, ryczałty itd.

O, to okej.

Jak ty się kłócisz, to też ci chodzi o to, żeby ci dali najniższe ceny?

My kupujemy sprzęt medyczny poprzez konkurs ofert. Czyli liczy się jakość, ale w najlepszej cenie. Jak kupujemy pompy insulinowe, jak kupujemy najdroższy sprzęt, chociażby tomografy komputerowe, to ceny u nas schodzą mniej więcej o 45-50 proc. Jesteśmy świadomi, że naciskamy na nich, mamy przełożenie medialne, a to jest konkretny pieniądz. Pokażemy wasz tomograf komputerowy w telewizji. Nie możecie o tym mówić, nie możecie się chwalić naszym logo przy swoich sprawach komercyjnych. Ale możecie powiedzieć, że to od was Orkiestra wybrała sprzęt. Oczywiście cena jest superważna. Nikt nas nie weźmie za dupę i nie powie, że mamy obowiązek coś kupić, jeśli cena będzie skalkulowana z kosmosu. Wiemy dokładnie, co i ile na rynku kosztuje.

Kiedyś do mnie dzwoniłeś cztery razy w ciągu dwóch godzin, kiedy negocjowałeś cenę pomp insulinowych. Jak mówiłeś, co się dzieje, to pomyślałem, że to jest pokerowa sytuacja.

Jest.

Kłócisz się osobiście?

Na pierwszych zakupach, 20 lat temu, miałem mordę zamkniętą. Po 20 latach siedzimy i wszystko rejestrujemy, są kamery włączone, robimy wszystko bardzo jawnie. Nie ma żadnej ściemy. Kiedyś powiedzieli, że taka pompa insulinowa jest wodoodporna. Na pewno? No to ją buch, do szklanki z wodą. Zbledli. Ale rzeczywiście, nie puściła.

Czy kiedykolwiek Ministerstwo Zdrowia konsultowało się z wami w sprawie zakupów, próbowało się dowiedzieć, co kupujecie, żeby to jakoś zsynchronizować?

Słabo. Jedyny minister, już nieżyjący Jacek Żochowski, to był gostek, z którym gadaliśmy, nawet jak był na łożu śmierci. Teraz zostaliśmy zaproszeni do rozmowy przez obecnego ministra.

Arłukowicza?

Tak, siadamy, on pyta, jak pomóc, co zrobić. A my do niego: „Panie ministrze, zrobiliśmy całą diagnostykę onkologiczną, kupiliśmy 80 ultrasonografów, siedem tomografów komputerowych, stworzyliśmy w Polsce cały system dodatkowych badań. Tylko ktoś je musi robić! Lekarze, personel medyczny. Potrzeba na to kilka milionów złotych rocznie. My generujemy poprawę standardu w diagnostyce, a pan oszczędza. Po co? Za pięć lat nie będzie pan miał chłoniaków, które wtedy dopiero kosztują, kiedy trzeba je leczyć". On mówi, że okej. Zobaczymy.

Co powiesz na zarzuty Pawła Kukiza, że Orkiestra deprawuje władzę, wyręcza ją? Że rząd już nie musi się starać o zdrowie ludzkie, bo jest Owsiak z Orkiestrą i wszystko załatwi. Że to jest wytworne, piękne, szlachetne, ale żebranie.

Ja mówię: „Okej, Paweł może bić pianę, ale od tego nic nie przybędzie, możemy tylko tego nie mieć". Ja bym chciał, żeby nie musieć stać w kolejce do przedszkola dla mojej wnuczki, żeby jechać po autostradzie do Katowic, ale skoro tego nie ma, to odpuśćmy sobie dyskutowanie, tylko coś róbmy. Jakby Paweł miał pomysł, jak inaczej to robić, chętnie się dołączę. „Chcesz, żeby się nie wtrącać, Paweł?". Okej, tylko zdaj sobie sprawę, że są szpitale, w których pracują urządzenia, na które się mówi „inkubator węgierski” lub w skrócie „przypalarka”. To się tak brutalnie, potocznie nazywa. To sobie teraz wyobraź, co się tam dzieje. Chcesz, żeby się w to nie wtrącać? Żeby to państwo robiło? Coś ci powiem. My zbieramy 50 mln zł rocznie, a sama refundacja pasków to jest 600 mln. O czym my mówimy?

Masz 58 lat...

Dziękuję ci bardzo, żeś mi to przypomniał.

Mam 60 lat, wiem, co mówię.

Mam jeszcze czas, spokojnie.

Jesteś człowiekiem, który na nitkach trzyma 150 tys. kukiełek, i nagle któregoś dnia powiesz albo los za ciebie powie: „Już więcej tego, Jurek, robić nie możesz". Co się stanie z fundacją?

Stworzyliśmy symbol, który naprawdę kojarzy się już teraz bardziej ze znakiem Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z napisem w serduszku, niż z moją osobą.

Modlisz się o to, ale tak nie jest.

Tak, jestem motorem, marką, ale beze mnie to wszystko przetrwa.

Marką była firma Monar. Teraz nie ma Marka Kotańskiego i wokół Monaru jest cisza, choć narkomanów coraz więcej.

Bo Marek nie miał czasu, żeby stworzyć...

Są Janka Ochojska. Matka Teresa. Kapujesz? Postacie, które porywają tłumy, firmują coś wielkiego i kiedy potem znikają z różnych powodów…

Zakon Matki Teresy istnieje, jest rozpoznawalny. Widzę siostry z tego zakonu na całym świecie.

Uważasz, że nie będzie problemu na Przystanku Woodstock? Że ktoś cię zastąpi na scenie, powie kilkuset tysiącom, żeby usiedli i karnie usiądą? I przejmie całą tę militarną strukturę...

To nie jest tak, że ludzie czekają, co im powiem. Nobel jest przykładem. Miał brodę, był łysy? Ludzie już nie pamiętają, jak wyglądał, a do dziś to wzbudza ogromne emocje, idea jego nagrody nic nie straciła. To samo jest tutaj. Robię wszystko, zacieram ślady jak ten Siedzący Byk, co już wstał i poszedł, że to jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Nie mam kłopotów, że ktoś nie zna mojego nazwiska, przekręci, nie wie, kim jestem.

Kto konkretnie poprowadzi Przystanek za 10 lat?

Ktoś z tej publiczności.

I ludzie pójdą za nim?

Tak, ja w to wierzę. Stworzyliśmy ruch, który w małym miasteczku skupia ludzi. Ja nie jestem tam już potrzebny. Z Ptaszkowa dziś przyjeżdża gość i mówi: „Mam piłkę z autografem Podolskiego". Ja nie wiem, jak trafić do Podolskiego, przez jakiegoś menedżera, przez UEFA, pana Latę, nie mam pojęcia. No i z Ptaszkowa przyjeżdżają z tą piłką. To oni, ja jestem tylko motorem.

Twoja rodzina bierze czynny udział w tej całej robocie.

Moja żona pracuje w fundacji, to jej trzeba złożyć hołd. Ona świadomie się wycofuje, nie chce być osobą publiczną, ale wszystkie sprawy związane z medycyną prowadzi ona, Dzidzia, wszystko ona. Moje córki uczestniczą, Maja jest dumna, bo jej dzieci w szkole zbierają pieniądze, nie ma w tym żadnego namaszczenia.

Z Tadziem Rydzykiem byś się spotkał?

Zawsze, oczywiście, że tak. Ja to bardzo często mówię, byłem u niego, dzwoniłem do drzwi parę lat temu. Przez domofon mówię, że Jurek Owsiak, chciałbym się spotkać z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Słyszę, że go nie ma. A jest możliwość spotkania się? „Maila wysłać". Ale wtedy możemy się umówić? „Proszę wysłać". Wtedy patrzymy na dom w tle, a tam sześć osób przy oknie patrzy. Pomachałem i koniec. Nie mam powodu, żeby się nie spotkać.

Jesteś wierzący?

Wielowarstwowo. Wielobożny jestem. Jak jestem nad Orinoko, to bym się pomodlił jak Indianin, który z nami płynie, gdybym tylko wiedział jak. Bo to jego anioły czuwają nad tym czółnem, żeby się nie wypierdoliło, bo on tu jest od tysięcy lat. Jestem w Indiach, to też przyglądam się wszystkiemu, gdzie, jak wiesz, jest 888 bogów w jednym województwie.

Ale modlisz się czasem?

Jak lecę samolotem, to zawsze mówię pacierz.

„Ojcze nasz"?

Tak. Potrafię też zaśpiewać „Hare Kriszna".

Boisz się lecieć samolotem?

To nie jest strach, tylko mówię: „Oby opatrzność była nad nami". Ale nie kojarzę Boga z brodą ani tego rodzaju sytuacji. Chciałbym, żebyśmy doprowadzili do takiego momentu w Polsce, kiedy pytanie: „Czy pan jest Żydem?", nie będzie brzmiało podtekstowo. Tak jak powiedzenie: „Czy pan jest Polakiem?” w sklepie w Niemczech, bo ono zamykało nam usta i kupowaliśmy na niemo. Tak, że wielobożność – tak.

Dobre słowo. Wielobożność, plemię, przeprowadzka – trzy słowa z tej rozmowy.

Ale nie gang. Plemię przetrwało u Indian czy Eskimosów, bo wytworzyło bardzo dobre standardy współżycia.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2012
Więcej możesz przeczytać w 2/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • 1star2t   IP
    Nie szkodzi - przecież wiem z jaką kulturą i z jaką uczciwością mam do czynienia.
    • piotr   IP
      Heh, komentarze się pojawiły. Gratulacje dla moderatora ;) Nie zmienia to jednak faktu, że jestem do tyłu o 30,5 grosza (pół wywiadu zdążyłem przeczytać).
      • piotr   IP
        Taaa... komentarz pojawi się po akceptacji. Akurat.
        • piotr   IP
          No i? Kupiłem kod SMS-em, czytam, piątej strony mi już nie załadowało, a minęło może z 20 minut, a nie 3 godziny. A kod wywaliłem z telefonu, coś tu nie tak...

          Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2012 (1508)

          • Mitt Romney i mity prawicy 8 sty 2012, 12:00 Nasza prawica﹐ PiS przede wszystkim﹐ coraz bardziej przypomina amerykańską partię republikańską﹒ Niestety, to nie komplement. 4
          • Na skróty 8 sty 2012, 12:00 Radosław Sikorski planuje kadrową rewolucję. W MSZ trwają poszukiwania kilkudziesięciu kandydatów na ambasadorów – dowiedział się „Wprost". Do zmian dojdzie na najważniejszych placówkach: w Waszyngtonie, Londynie,... 7
          • Postanawiam zaapelować 8 sty 2012, 12:00 Rok 2012 będzie realizacją moich postanowień. Postanawiam, że mimo osaczającej mnie rzeczywistości nie przestanę palić, chociaż w tej sprawie prawie działam w podziemiu, ale jak się coś kocha, to mówi się trudno. Postanawiam, że w... 9
          • Polska zapłacze 8 sty 2012, 12:00 Proszę państwa, witam was w 2012 r. To będzie bardzo ciekawy rok, bo jaki ma być, skoro zaczął się od internetowej deklaracji nawrócenia Mai „Frytki" Frykowskiej. Pramatka polskich celebrytek zadeklarowała, że koniec z wódą,... 10
          • 200 tysięcy godzin życia 8 sty 2012, 12:00 Patrzysz sobie﹐ czytelniku﹐ na Miecugowa w telewizorze﹐ Wkurza cię albo rozbawia. I nawet nie wiesz, że mówi do ciebie człowiek, którego życie wisiało i wisi na włosku. A czasem na żetonie w kasynie. 14
          • Ciao, Bartek! 8 sty 2012, 12:00 Bartosz Arłukowicz nie chciał być ministrem zdrowia﹐ Ale był za słaby, żeby wybrzydzać﹒ Zresztą co tu wybrzydzać. Poprzedniczka zostawiła po sobie straszną żabę, którą Arłukowicz musi teraz zjeść. 21
          • Leczenie strachem 8 sty 2012, 12:00 Dwa tysiące leków staniało﹐ A chorzy płacą w aptekach więcej niż wcześniej﹒ Lekarze boją się, że zapłacą kary, jeśli źle wypiszą receptę. A farmaceuci – że nikt im nie odda za leki, które wydadzą ze zniżką . Zapowiedź premiera, że sporne przepisy ustawy... 24
          • Wiplerjugend, pupilek i cwany gapa 8 sty 2012, 12:00 Oni dopiero się rozkręcają﹒ na razie badają grunt i zbierają się w sobie﹐ ale – możecie być pewni – to już długo nie potrwa﹒ W 2012 r. będzie o nich głośno: Przemysław Wipler, Andrzej Rozenek i Marcin Korolec. 30
          • Zagłada to temat nie dla Hollywood 8 sty 2012, 12:00 do dyskusji o tym﹐ czy polacy pomogli Zydom﹐ czy nie pomogli﹐ nowy film agnieszki Holland nic nie wnosi﹒ Była znacząca grupa Żydów, którzy ocaleli dzięki Polakom, ale też dosyć duża grupa osób, które zginęły z rąk polskich. To nie jest kwestia ocen,... 33
          • Podskoki 8 sty 2012, 12:00 SKOK płaci﹐ SKOK wymaga﹒ Czyli: jak doszło do tego, że apologeci IV RP i smoleńscy mściciele stali się lobbystami. 36
          • Budowniczowie drugiej Polski 8 sty 2012, 12:00 Prawicowi dziennikarze chcą nowej Polski﹒ Właśnie podpalili lont przekonani, że wysadzą wreszcie beczkę z prochem, na której siedzi odwieczny wróg – twórcy III RP. 40
          • W kwestii seksu i Matki Boskiej 8 sty 2012, 12:00 Wymierający naród nie poderwie się ani w obronie krzyża﹐ Ani czegokolwiek innego, a zniechęcanie narodu do seksu jest samobójcze! 43
          • Uwaga, uwaga, nadszedł! 8 sty 2012, 12:00 Czego tak naprawdę chce nasza prawicowa opozycja? Przede wszystkim odejścia od demokracji, która funkcjonuje u nas trochę kulawo, ale nie najgorzej. 44
          • Jestem wielobożny 8 sty 2012, 12:00 O przeprowadzkach, swoim plemieniu i o tym, skąd się wzięła orkiestra – Jerzy Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, opowiada Zbigniewowi Hołdysowi. 47
          • Idą, skacząc po górach 8 sty 2012, 12:00 Męczarnia i ryzyko. Podchodzi się kilometrami w kopnym śniegu, potem zjeżdża tak, że bolą płuca i wysiadają nogi. Po co te dziewczyny z Podhala biegną na nartach w wysokie Tatry? 51
          • Ludzie słuchawki 8 sty 2012, 12:00 Pracują w nocy, w dzień śpią. Godzinami rozmawiają przez telefon w obcych językach. Pracownicy call center szybko tracą kontakt z rzeczywistością. Żyją jak zombie. 54
          • Gianni 8 sty 2012, 12:00 Był twardzielem, regularnie faulował przeciwników. Słynął z niewyparzonego języka i ciągle pakował się w kłopoty. Teraz chce zacząć w życiu nowy rozdział. Na razie jako trener białostockiej Jagiellonii. 56
          • Karierowicze książęta 8 sty 2012, 12:00 Jeden reprezentuje komunistyczną arystokrację, drugi to rzutki ekonomista z pospólstwa. Duet Xi i Li jest na ostatniej prostej do przejęcia władzy w Chinach. 58
          • Gra na wielu szachownicach 8 sty 2012, 12:00 Zaczęło się! Z chrzęstem ruszyły tryby potężnej amerykańskiej machiny wyborczej. Na razie trzeba wybrać republikanina, który spróbuje pozbawić pracy prezydenta Obamę. 61
          • Żelazna Dama zekranizowana 8 sty 2012, 12:00 Nowy film o Margaret Thatcher nie zadowolił na Wyspach nikogo. Wedle jednych trzeba było się skupić na jej politycznych triumfach, innym brakuje opowieści o klęskach. 64
          • Mistrz kierownicy za sterem 8 sty 2012, 12:00 Sobiesław Zasada za kołem sterowym swego luksusowego katamaranu – to zdjęcie mogłoby ilustrować broszurę reklamową funduszu emerytalnego. Ale byłemu rajdowcowi na emeryturę niespieszno. Wciąż zawiaduje ponad 40 spółkami, lubi szybką jazdę autem, a Atlantyk przepłynął ot,... 68
          • Sortujący Holender 8 sty 2012, 12:00 Od 15 stycznia polscy szczypiorniści będą walczyć o mistrzostwo Europy. Mają spore szanse na medal! A to dzięki pewnemu holenderskiemu biznesmenowi… z Kielc. 71
          • Knajpa nasza codzienna 8 sty 2012, 12:00 Dla dzisiejszych „pięknych dwudziestoletnich” to miejsce spotkań, pracy i odpoczynku. Nie rozumieją pytania o to, czy czują się tu bardziej jak w domu, czy jak w świetlicy albo biurze. – Jak to jak? Jak w knajpie! – odpowiadają, robiąc miejsce przy... 74
          • Nieustraszeni łowcy gwiazd 8 sty 2012, 12:00 Za pomocą amatorskiego sprzętu w przydomowych garażach odkrywają obce światy, tropią komety, tworzą mapy gwiazd. Raz w roku spotykają się w egipskich ciemnościach, żeby razem pogapić się w niebo. 76
          • „Millennium”: instrukcja obsługi 8 sty 2012, 12:00 Hollywood zabrało się do najpopularniejszej kryminalnej powieści wszech czasów. Do kin trafia właśnie „Dziewczyna z tatuażem”, a saga Stiega Larssona ostatecznie podbija cały świat. Jak do tego doszło? 80
          • Pijacy z Karaibów 8 sty 2012, 12:00 Johnny Depp w „Dzienniku zakrapianym rumem” po raz drugi wciela się w bohatera stworzonego przez pisarza Huntera S. Thompsona. Co takiego aktor widzi w narkotycznej prozie legendy kontrkultury? 84
          • Z brzucha 8 sty 2012, 12:00 „Ten film może ranić uczucia widzów” – kartka z takim napisem pojawiła się przed pokazem „Code blue” na festiwalu w Cannes. – To jest film z brzucha – mówi jego autorka Urszula Antoniak. Poznajcie jedną z najciekawszych europejskich... 86
          • Gucio i Cezar wiecznie żywi 8 sty 2012, 12:00 Butenko pinxit znaczy: prostota, absurd, ciepły humor, dziwaczne postacie. Legendarny twórca polskich komiksów dla dzieci przypomina o sobie w nowym zbiorze przygód „Gucia i Cezara”. 88
          • Polski bitnik 8 sty 2012, 12:00 Był kultowym poetą. Potem pokłócił się ze wszystkimi i obraził na cały świat. Jacek Podsiadło, dla którego bunt nigdy się nie kończy, wydał właśnie nowy tom wierszy. 90
          • Normalność 8 sty 2012, 12:00 Właśnie czytam depeszę o tym, że eksperci uznali Breivika za normalnego. Dla prawników i komentatorów to kolejna zagwozdka: nie można go będzie zamknąć w psychiatryku na resztę życia. Czuć wielkie rozczarowanie i próby kwestionowania... 94
          • Nasza wojna jądrowa 8 sty 2012, 12:00 Gdy kończy się serial „Rzym", a życie Marka Antoniusza i Kleopatry zmierza do niechybnego już kresu, po kolejnym orgiastycznym szaleństwie jedno z nich rzuca: „Ale cośmy przeżyli, to nasze!”. Przypomniała mi się ta... 95
          • Mandarynkowa rozkosz 8 sty 2012, 12:00 Początek karnawału to czas szczególny. spragnieni zmysłowych doznań tęsknimy za odrobiną szaleństwa, czemu dajemy wyraz już na sylwestrowych balach i zabawach. Żyjemy w przekonaniu, że szalony czas karnawału rozgrzesza nas z... 96
          • Horrorskop 2012 (część druga i ostatnia) 8 sty 2012, 12:00 SŁOWO SIĘ RZEKŁO i masz babo placek. Nakarm nim, proszę, kobyłkę, a ja w tym czasie dokończę wróżenie. SKORPION 23.10 – 21.11: TOMASZ NAŁĘCZ (29 PAŹDZIERNIKA 1949), JANUSZ PALIKOT (26 PAŹDZIERNIKA 1964) Zaczniesz i skończysz... 97
          • W sprawie służby zdrowia, z ostatniej chwili 8 sty 2012, 12:00 Trwa protest lekarzy, który został zawieszony, bo został odwołany 97
          • Upadek irokeza 8 sty 2012, 12:00 W kulturze znane jest pojęcie wędrówki symboli. Symbole, znaki, godła same jednak nie wędrują, są przechwytywane lub wchłaniane przez konkurencyjne szczepy, nacje czy grupy. Najsłynniejszym przykładem takiego przejmowania jest swastyka.... 98

          ZKDP - Nakład kontrolowany