200 tysięcy godzin życia

200 tysięcy godzin życia

Patrzysz sobie﹐ czytelniku﹐ na Miecugowa w telewizorze﹐ Wkurza cię albo rozbawia. I nawet nie wiesz, że mówi do ciebie człowiek, którego życie wisiało i wisi na włosku. A czasem na żetonie w kasynie.
PIOTR NAJSZTUB: Internauci zobaczyli filmik z twoim noworocznym podsumowaniem ubiegłego roku w TVN 24 i emocje się rozpaliły do czerwoności. Byłeś tego ranka chory czy pijany?

GRZEGORZ MIECUGOW: Poprzedniego wieczora, przez pomyłkę, wziąłem zamiast jednej dwie kapsułki silnego leku antydepresyjnego. Rano wyglądało, że jest wszystko w porządku. Ale podczas wejścia na antenę okazało się, że głowę mam jasną, ale mowę bełkotliwą – to możliwy efekt uboczny tego leku. Ale chwilę przedtem wszystko było w porządku, bo przecież jestem na tyle odpowiedzialny, żeby nie wchodzić do studia niedysponowany.

Internauci i tak nie uwierzą. Mogę zapalić?

Możesz.

Nie boisz się dymu?

Boję się, ale nie takiego rozrzedzonego, tylko skoncentrowanego w płucach. A jak dziś widzę człowieka palącego, to mu po prostu współczuję.

Że co?

To jest takie nieracjonalne zachowanie, ten żarzący się patyczek... Współczuję zwłaszcza, jak palą właściwie dzieci, bo jak pali taki staruszek jak ty, to mniej współczuję.

Palą, bo może mają wrażenie, że to jest jedna z niewielu rzeczy, która jest „ich".

A to bardzo szybko nie jest już „ich", bo się uzależniają. Bardziej „ich" może byłoby palenie marihuany. Bo jak się nie ma marychy, to – z tego, co wiem – człowiek nie wariuje, a palacz, który nagle w środku nocy się zorientuje, że nie ma papierosów...

Nie ma takiej możliwości, muszą być papierosy!

Muszą… Więc te „dzieci", to już lepiej, żeby paliły marihuanę. To jest okropny błąd naszego państwa, że jej zabrania, bo to właśnie mogłoby być „ich", to odstresowuje rzeczywiście.

Zacząłeś palić w wieku ilu lat?

16, tak jak te wszystkie głupki dzisiaj. To były carmeny, trzy papierosy dziennie.

Dlaczego zacząłeś?

Z ciekawości pewnie. Dużo moich kolegów wtedy już paliło.

Rodzice?

Rodzice też. Wtedy byłem jeszcze w harcerstwie… W którym roku był mecz Polska – Bułgaria, rewanż za…?

Zwariowałeś, jeżeli sądzisz, że będę pamiętał!

A ja pamiętam, że właśnie wtedy wychodziłem z domu wcześnie rano na pociąg do Warszawy, o 5.30, i sobie zapaliłem na ulicy papierosa. I pamiętam moje przerażenie, bo idę sobie Krupniczą w Krakowie i palę, a tu nieoczekiwanie przejechał samochód mojego starszego kolegi, też harcerza. I on zobaczył mnie z tym papierosem. Pomyślałem: kurde, trzeba mieć pecha, żeby o 5.30...

Bo harcerz „nie pije, nie pali", przypomnijmy tę zasadę młodszym czytelnikom. Zacząłeś od trzech dziennie, a skończyłeś...

...na dwóch paczkach.

Z napisem np., że „palenie zwiększa ryzyko zachorowania na raka", na którego w końcu zachorowałeś. Myślałeś o tym raku, paląc?

Myślałem, ale na przykład mój tata, który zmarł dwa lata temu, palił właściwie do samego końca. Chyba trzy paczki dziennie, bez filtra, najgorszą zarazę, jaką można palić. I pamiętam, że jak już był wyrok, że ma raka, i to takiego nieoperacyjnego…

Też płuc?

Tak. To powiedział mi, kiedy pojechałem z synem, żeby się z nim pożegnać: wiesz, mówią, że papieros skraca życie, różni różnie mówią, ale najmniej to o siedem minut, więc jeżeli ja mam tyle, ile mam lat, a wypaliłem tyle, ile wypaliłem, to mój projekt życia był zakrojony na jakieś dwieście lat. Ale przecież na raka płuc umierają również niepalacze. Można go „złapać" na różne sposoby.

Pamiętasz ten moment, kiedy lekarz ci powiedział, że masz guza w płucach, być może złośliwego?

Lekarka mi to powiedziała pod koniec lipca zeszłego roku, ale nie do końca to do mnie wtedy dotarło. Tym bardziej że usłyszałem, że to jest bardzo mały guz. W ogóle się tym nie przejąłem.

Nie chciałeś zobaczyć go na zdjęciach rentgenowskich?

Nie. Pani doktor koniecznie chciała mi zrobić takie badanie mocno inwazyjne, bronchoskopię. Nie wiedziałem, co to jest, więc się zgodziłem. Potem się dowiedziałem, że to są jakieś druty do tchawicy, płuc, że potem można przez trzy dni nie mówić, a ja przecież głosem pracuję. Odłożyłem to badanie o dwa tygodnie, chciałem się jeszcze zastanowić. Im bliżej był „ten" poniedziałek, tym bardziej byłem przerażony. I w końcu wysłałem SMS-a, że nie przyjdę. Ale to był dzień, w którym podjąłem też decyzję „coś za coś".

To znaczy?

Nie idziesz na bronchoskopię, ale rzucasz palenie.

Jakaś głupia alternatywa… Co ma piernik do wiatraka?

Jak coś jest z tymi płucami nie tak, to wiadomo, że palenie nie pomaga. Intuicyjnie czułem, że bronchoskopia mi nie pomoże, ale podjąłem decyzję, że coś z tym zrobię. Jakimś zbiegiem okoliczności o tej mojej rejteradzie dowiedziała się znajoma i zmusiła mnie, żebym spotkał się z profesorem. Profesor wysłuchał mojej opowieści i wysłał mnie tego samego jeszcze dnia do szpitala na Banacha.

Ale nie na bronchoskopię?

Nie. Zrobiono mi jeszcze raz spirometrię, pokazałem mu też zrobione wcześniej zdjęcia… I dopiero wtedy się przejąłem, kiedy się pan profesor przejął. Jak zobaczył tego guza, ciupasem wysłał mnie na tomografię nuklearną.

Przewoziłeś te zdjęcia i nie miałeś ochoty zobaczyć tego guza?

Nie, kiedyś miałem operację kolana, miałem płachtę na brzuchu, żeby nie widzieć kolana, ale monitor był tak ustawiony, że mogłem zobaczyć operację. To jest okropne widzieć swoje ciało od środka. Więc wysłano mnie na tomografię nuklearną, która jest też okropnym przeżyciem.

Dlaczego?

Tam się spotykają ludzie chorzy. Zgania się ich w jedno miejsce dlatego, że izotop przylatuje z Wiednia, więc siedzi taka grupka nieszczęśników, na 30 metrach kwadratowych 30 osób, każdy ze swoim nieszczęściem, niektóre osoby bez włosów, czyli już są po jakiejś chemii, każdy z nas trzyma butlę wody, trzeba cały czas ją pić. Potem się czeka na kozetce i nie ma nic do roboty, obok takie przepierzenie i tam leży następny nieszczęśnik. Za tym przepierzeniem leżała dziewczynka opóźniona mocno w rozwoju i jej chyba wenflon źle wkłuli, bo skowyczała takim zwierzęcym skowytem, z bólu.

To badanie było dla ciebie jak Sąd Ostateczny?

Trochę tak… Po trzech dniach odbieram wyniki i nic z nich nie rozumiem. Dzwonię do lekarza, czytam mu je. Mówi: to nie jest nieaktywny guz.

Przygotowywałeś się wcześniej na sytuację, że guz jest złośliwy? Co masz wtedy powiedzieć, jak się zachować – myślałeś o tym?

Wiem tylko, że miałem jakąś potrzebę mówienia o tym. I dopiero reakcja ludzi mi uświadomiła, że to może być coś bardzo poważnego. Potem zacząłem poznawać statystyki, że bardzo często taki nieaktywny guz staje się aktywny. O tym myślałem. Moja rodzina ciężko to przyjmowała, pod moim synem nogi się ugięły, tak literalnie, jak się dowiedział.

Nie miałeś przygotowanego żadnego bon motu, żeby rozładować napięcie?

Nie.

Tego by się od ciebie oczekiwało, jesteś dosyć starym facetem, zaprawionym w bojach.

Cały czas byłem pełen nadziei, że to się dobrze skończy. Pamiętam, jak byłem u Marcina Pawłowskiego, on, umierając, do samego końca miał nadzieję. Nadzieja rzeczywiście umiera ostatnia.

Autoironia nie pomaga?

Słabo. Bo to jest taka myśl, choć wiadomo, że każdy ma gdzieś swój kres, że to będzie już tej jesieni...

Pomyślałeś tak?

Pojawiała się taka myśl, zwłaszcza w czasie tych dwóch dni, kiedy czekałem na wyrok. Prawdziwą ulgę przeżyłem w październiku. Mój lekarz powiedział, żebyśmy poczekali z wycięciem guza do końca upałów. Zbliżał się początek września i termin operacji. Lekarz jeszcze zadzwonił i mówi: „Tak sobie pomyślałem, że zanim się pan pójdzie ciąć, to żeby pan poszedł do prof. Orłowskiego". Profesor poznał historię mojej choroby i mówi: „Ale mam z panem problem, bo pan jest palaczem przysięgłym". A ja mówię: „Od trzech tygodni już nie". Bardzo się ucieszył i poradził mi, żebyśmy poczekali jeszcze miesiąc, zrobili jeszcze jedną tomografię. I o 9 rano tomografia, a o 18 telefon od profesora, że on też jest zdziwiony, bo nie dość, że guz się nie powiększa, to jeszcze się zmniejszył o 40 proc. To taki dowód namacalny, że guz żywił się dymem.

Myślisz, że twoi telewidzowie podczas tych dni mogli odczuć, co się z tobą dzieje?

Nie.

Jakim cudem, skoro masz takie wewnętrzne wahnięcia nastrojów, strachów?

Wierzę, że tego nie było widać.

To co by się musiało dziać, żebyś był w telewizji zauważalnie inny?

To trzeba umieć oddzielić – pracę i życie.

Czyli jesteś klasycznym peerelowskim mężczyzną, Polakiem, który potrafi ukryć emocje.

Zawód to zawód.

Zastanawiałeś się wtedy: a co ze „Szkłem kontaktowym", kto mnie zastąpi?

Nie. Choć nie należy się przywiązywać zanadto do niczego, bo wszystko ma swój koniec. Ten program też się kiedyś skończy, trzeba mieć pokorę. Już tyle programów się skończyło, które prowadziłem...

A czy wiedząc już, że jesteś chory, nie miałeś wrażenia, że to, co robisz w „Szkle kontaktowym", to jest jakaś pustota, bawienie się słowami, trochę strata czasu, zwłaszcza w obliczu nieuchronnego końca?

Nie, to nie jest pustota, zabawa słowami. To jest czasami powiedzenie czegoś śmiertelnie poważnie, np. o lekkości, z jaką premier Tusk potraktował jakąś sprawę. A w „Innym punkcie widzenia" rozmawiam przede wszystkim z naukowcami, artystami, z politykami nie rozmawiam, to miejsce dla mnie zbyt cenne. A nie rozmawiam dlatego, że nie ma we mnie żadnej ich ciekawości.

Nudzą cię?

Nudzą, bo mógłbym właściwie napisać każdą ich odpowiedź na każde moje pytanie, więc po co pytać? Bohaterowie „Innego punktu widzenia" często mnie zaskakują, bo oni coś wiedzą naprawdę.

Ale czy mówienie w ogóle ma jakiś głębszy sens w obliczu rzeczy ostatecznych?

A co wynika z tego, że będę rozmawiał z profesorem fizyki o wielkim wybuchu i jego nieoznaczoności?

Dla twojego życia to nie ma chyba znaczenia.

Dla żadnego życia nie ma znaczenia. Jest ciekawość. Jak działa fizyka kwantowa albo gdzie kończy się reguła Einsteina i brakuje kolejnej teorii, która pozwoliłaby opisać rzeczywistość. Mnie to zwyczajnie ciekawi, ale rzeczywiście do niczego nie prowadzi.

Gdybyś wiedział, że za pół roku umrzesz, już chyba byś takich rozmów nie prowadził?

A jakie to ma znaczenie, czy za pół roku, czy za 20 lat? Pół roku jest o tyle gorsze, że być może nie dowiem się, jak wypadną w Polsce mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a mnie to ciekawi. Pół roku życia nie pozwoli mi sprawdzić, czy moja koncepcja o rozpadzie Europy się sprawdzi. Dziś się rozpada, ale nie do końca, a jeszcze trzy miesiące temu byłem przekonany, że się rozpadnie z wielkim hukiem. Lubię wiedzieć, jak coś funkcjonuje. Kiedy byłem mały, rozkręcałem wszystkie urządzenia i potem je skręcałem, z ciekawości. Życie jest złożone z ciekawości.

Naprawdę?! Ja nie mam w sobie tej ciekawości, bo nic mnie od 40 lat nie zaskoczyło.

A mnie mnóstwo rzeczy zaskakuje. Na przykład informacja, że neutrina są jednak szybsze od światła.

Tego jeszcze na pewno nie wiadomo.

No, już właściwie wiadomo, powtórzono doświadczenia. To zmienia perspektywę. Także Boga. Dotychczas Bóg to było coś kompletnie nieracjonalnego, a nauka była na przeciwnym biegunie. Dzisiaj nauka i Bóg zaczynają się łączyć. W tym sensie, że niekoniecznie Bóg to jest taki siwy pan, dobrotliwy, na chmurce, ale np. coś, co pstryknęło i uruchomiło całą lawinę zdarzeń. Więc mam teraz taką głęboką intuicję, że nie wszystek umrę, coś po mnie zostanie i jak jakiś mój wnuk, prawnuk czy praprawnuk będzie chciał pogrzebać, to coś o mnie wygrzebie...

I co z tego? Co ciebie – proch już wtedy – to będzie interesowało?

Bo jeżeli człowiek nie ma takiej chęci zostawienia śladu po sobie, no to po co żyć?

Życie jest chyba po to, żeby je przeżyć. Koniec, kropka.

Ale jest pytanie: jak?

I na te pytania sobie odpowiadamy codziennie, ale nie można żyć i kierować się w tym życiu myśleniem: „co po mnie zostanie?". Ważniejsze jest: „kim dzisiaj, we wtorek, jestem?".

A we mnie jest ciekawość, żebym wykorzystał tę resztkę godzin, bo to już jest resztka, nie da się ukryć…

Myślisz, że ile będziesz żył jeszcze?

Wyliczyłem, że każdy człowiek ma średnio do przeżycia 650 tysięcy godzin.

Kiedy to wyliczyłeś? Jak byłeś chory?

Nie, wcześniej. Policzysz, i to zaczyna być diablo niebezpiecznie mało, a jeżeli jeszcze uświadomisz sobie, że jedną trzecią z tego przesypiasz... Jakaś znaczna część tych godzin została już przeze mnie „wyżyta", myślę, że zostało mi jeszcze jakieś 200 tysięcy godzin.

Życiogodzin.

I trzeba pilnować, żeby nie tracić godzin.

I trzeba pilnować, żeby nie tracić godzin. Na przykład na nałogi. Palenie nie było jedynym, od którego się uwolniłeś, byłeś też nałogowym hazardzistą.

Byłem.

To była chęć rozbicia banku czy zakład z losem o szczęście?

Lubiłem klimat hazardu, a hazardzista nie dopuszcza do siebie informacji, że persaldo zawsze musi przegrać. Tak to jest skonstruowane po prostu, że choć nie da się wygrać, to ciągle widzisz wygrywających.

W jakim sensie nie można wygrać?

Grając, widzisz wierzchołek góry lodowej, widzisz kogoś, kto przy jakimś odległym stoliku nagle ma strasznie dużo żetonów, ale nie znasz historii człowieka, widzisz tylko finał, a ten facet musiał mnóstwo żetonów wcześniej stracić.

A nie jest tak, że wchodzisz pierwszy raz, grasz i wygrywasz?

Nie. Raz to widziałem w kasynie w Pradze, że wszedł Japończyk, dostał ten darmowy żeton z siódemką, zagrał i wygrał nagle kupę szmalu. Nałogowcy widzą to i karmią się takimi sytuacjami. Mój pierwszy raz? Nie pamiętam, to musiało być jeszcze, kiedy pracowałem w Trójce, czyli gdzieś na początku transformacji. Potem się nauczyłem grać w gry mniej losowe, w których trzeba coś pokombinować.

Poker?

Poker, blackjack… Wsiąkłem w to. Grałem już tak, że zaczynałem oszukiwać otoczenie, na przykład miałem taką sytuację, że wracałem z Krakowa do Warszawy i z pociągu poszedłem prosto do kasyna, bliskim mówiąc, że jestem jeszcze w trasie, bo przejechaliśmy człowieka i trzeba czekać na prokuratora.

To klasyczne dla nałogowca.

Klasyczne. I dałem sobie z tym radę, bez żadnej terapii.

A nie chodziło w tym o pieniądze, nie było w tym marzenia o cudownie, nagle, absurdalnie zarobionych pieniądzach, które cię ustawią?

Nie, nie, a gorzej, że szedł z tym często alkohol, zresztą kasyna często leją klientom alkohol za darmo. Jeszcze wtedy nie byłem w bankowości internetowej i dopiero na koniec miesiąca się okazywało, ile przegrywałem. Czasami nie pamiętałem, ile razy wymieniłem żetony…

Jak z tym zerwałeś?

Powiedziałem sobie, że to już jest zbyt kosztowne.

Przecież mógłbyś zrobić jeszcze jeden program i zarobić na ten swój nałóg.

Nie, któregoś dnia powiedziałem sobie: „basta, koniec!". Dwa lata później, to był chyba 2003 r., byłem na konferencji poświęconej Giedroyciowi w Kijowie, mieszkałem w hotelu Radisson. Wyszedłem któregoś dnia z hotelu i patrzę: jest kasyno. Miałem trochę czasu, wszedłem, pusto, jakaś godz. 18, wymieniłem 20 dolarów na żetony. Zagrałem w blackjacka, byłem sam przy stole. To jest o tyle łatwiej, że jak jest więcej osób, zawsze się trafi zły gracz i może wszystko popsuć.

Nie rozumiem.

Bo są momenty, kiedy nie wolno już brać.

Kolejnych kart?

Tak. I facet, który gra troszeczkę poza regułami, może, owszem, coś wygrać, ale psuje grę wszystkim pozostałym. Więc ja lubiłem grać sam. Wygrałem pierwsze rozdanie, podwoiłem sumę, miałem już 40 dolarów. W drugim zagrałem ostrożnie, nie za wszystkie pieniądze, tylko znowu za 20, znowu wygrałem, czyli już miałem 40 wygranych dolarów. Podziękowałem, wymieniłem żetony na dolary i wyszedłem. Taki sobie zrobiłem test.

Ile lat temu przestałeś grać?

Na przełomie wieków.

Palić przestałeś pół roku temu.

10 stycznia będzie pół roku.

No to co następnego przestaniesz robić?

Jak coś zacznie bardzo przeszkadzać, to trzeba będzie to odstawić. Może to być życie, jak będzie zbyt przykre.

Poważnie do siebie podchodzisz.

Jeśli ja tak nie podejdę, to kto?

Trochę mi się wydaje, że świat zachorował na manię leczenia wszystkiego.

Leczenie? Nie. Ja sobie zadałem dwa pytania, kiedy rzucałem palenie. Pierwsze: czy to mi załatwia jakikolwiek problem? Nie załatwia. Drugie: czy ja coś zyskuję, czy coś tracę, nie paląc? Zyskuję wolność. I nie mam poczucia straty. Zyskuję to, że mogę przejechać z Warszawy do Gdańska samochodem i zatrzymać się tylko na tankowanie, a nie szukam pretekstu, żeby stanąć i zapalić, bo już druga godzina bez papierosa to jest męka.

Ja mówię o aberracji leczenia, już nawet nie nałogów, ale smutku, ADHD, nieśmiałości. Jakaś grupa terapeutów, doradców od życia uważa, że należy nas z tego wyleczyć, a przez to w dużej mierze tracimy osobowość. Nie masz wrażenia, że świat choruje na nadleczenie?

Nie. Dzisiaj świat choruje na coś zupełnie innego, jest chory na niepohamowaną, nieokiełznaną chciwość, to jest główna choroba świata. Dlatego jest ruch „oburzonych".

I chce pieniędzy. To kolejna grupa, która chce pieniędzy.

Oni chcą większej sprawiedliwości, żeby ktoś ich nie wpędzał w katastrofę, bo przecież ktoś ich przekonał do tego, że mogą żyć ponad stan, brać kredyty.

A gdzie odpowiedzialność za własne decyzje? Wystarczyło wziąć kalkulator i zobaczyć, że to się nie uda.

Po to są rządy, żeby ich przestrzec przed takimi pułapkami, a nie ten system wspierać! Dzisiaj dojrzeliśmy do pewnej sprawiedliwości. Jeżeli konstruujemy system, to chcemy, żeby był w miarę sprawiedliwy i żeby redystrybucja była równomierna. Jeżeli tego rządy nie potrafią, to paszoł won!

A patrząc na naszych polityków, bo zawodowo patrzysz na nich na co dzień, dostrzegasz jakąś szansę, żeby oni to usłyszeli?

Dopóki są dwie partie w tym klinczu, czyli sens bycia PO polega na tym, że nie jest PiS, i odwrotnie, to nic się nie zrobi. Bo jeśli największa, nie poważna, największa siła opozycyjna ma do zakomunikowania obywatelom tylko tyle, że patyk nie może złamać skrzydła samolotu, to nie ma w ogóle o czym rozmawiać. Np. ta ustawa o lekach jest zrobiona pół roku temu czy osiem miesięcy temu, sami byli przy budowaniu tego prawa, a nie potrafili jej naprawić, niech mi udowodnią, że mieli projekt alternatywny. Oni się zajmowali skrzydłem samolotu. Ja im pokażę, jak wygląda samochód, który z szybkością 60 km na godzinę uderzył w drzewo. Jak można takie bzdury opowiadać!

Nie denerwuj się. Zaczynasz kasłać.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2012
Więcej możesz przeczytać w 2/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 26
  • Długo szukałem który to idiota przyrównał zderzenie z drzewem 800 kg samochodziku 60 km/h do analogicznego zderzenia w wykonaniu 90-tonowego kolosa 250 km/h- aż wreszcie znalazłem. I nie powiem żebym był szczególnie zdziwiony nazwiskami "dyskutantów". Niniejszym postuluję aby cymbałów którzy nie mają bladego pojęcia o zasadzie zachowania pędu i jej konsekwencjach urzędowo pozbawiać wszelkich świadectw wykształcenia powyżej szkoły podstawowej.
    • Mietek Wcześniak   IP
      Gostek w sylwestra bierze leki antydepresyjne??? Jeśli tak, to szczerze i bez ironii - współczuję.
      • bez-nazwy   IP
        Jako współtwórca TVN24, Pan Grzegorz był opiniotwórcą tego programu. Jego długotrwałe wyniszczanie PiS wraz z przesadnym wybielaniem PO, raczej nie dążyło do odkrycia prawdy. Z tak poważnymi nałogami, wielu wpadało w sita zależności - jeśli pan Grzegorz robił to z przekonania ideologicznego ... tym gorzej. Życzę Panu Grzegorzowi dużo zdrowia.
        • K.   IP
          Panie Grzegorzu, życzę Panu dużo zdrowia i optymizmu. Wierzę, że będzie dobrze.
          • halszka   IP
            Interesujący wywiad.Panie Grzegorzu jest pan silnym człowiekiem,który pokonuje swoje słabości. Byłam palaczką przez wiele, wiele lat, nie palę już cztery. Teraz walczę z ciężką chorobą i jestem przekonana, że ją pokonam. Życzę tego Panu i sobie.

            Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2012 (1508)

            • Mitt Romney i mity prawicy 8 sty 2012, 12:00 Nasza prawica﹐ PiS przede wszystkim﹐ coraz bardziej przypomina amerykańską partię republikańską﹒ Niestety, to nie komplement. 4
            • Na skróty 8 sty 2012, 12:00 Radosław Sikorski planuje kadrową rewolucję. W MSZ trwają poszukiwania kilkudziesięciu kandydatów na ambasadorów – dowiedział się „Wprost". Do zmian dojdzie na najważniejszych placówkach: w Waszyngtonie, Londynie,... 7
            • Postanawiam zaapelować 8 sty 2012, 12:00 Rok 2012 będzie realizacją moich postanowień. Postanawiam, że mimo osaczającej mnie rzeczywistości nie przestanę palić, chociaż w tej sprawie prawie działam w podziemiu, ale jak się coś kocha, to mówi się trudno. Postanawiam, że w... 9
            • Polska zapłacze 8 sty 2012, 12:00 Proszę państwa, witam was w 2012 r. To będzie bardzo ciekawy rok, bo jaki ma być, skoro zaczął się od internetowej deklaracji nawrócenia Mai „Frytki" Frykowskiej. Pramatka polskich celebrytek zadeklarowała, że koniec z wódą,... 10
            • 200 tysięcy godzin życia 8 sty 2012, 12:00 Patrzysz sobie﹐ czytelniku﹐ na Miecugowa w telewizorze﹐ Wkurza cię albo rozbawia. I nawet nie wiesz, że mówi do ciebie człowiek, którego życie wisiało i wisi na włosku. A czasem na żetonie w kasynie. 14
            • Ciao, Bartek! 8 sty 2012, 12:00 Bartosz Arłukowicz nie chciał być ministrem zdrowia﹐ Ale był za słaby, żeby wybrzydzać﹒ Zresztą co tu wybrzydzać. Poprzedniczka zostawiła po sobie straszną żabę, którą Arłukowicz musi teraz zjeść. 21
            • Leczenie strachem 8 sty 2012, 12:00 Dwa tysiące leków staniało﹐ A chorzy płacą w aptekach więcej niż wcześniej﹒ Lekarze boją się, że zapłacą kary, jeśli źle wypiszą receptę. A farmaceuci – że nikt im nie odda za leki, które wydadzą ze zniżką . Zapowiedź premiera, że sporne przepisy ustawy... 24
            • Wiplerjugend, pupilek i cwany gapa 8 sty 2012, 12:00 Oni dopiero się rozkręcają﹒ na razie badają grunt i zbierają się w sobie﹐ ale – możecie być pewni – to już długo nie potrwa﹒ W 2012 r. będzie o nich głośno: Przemysław Wipler, Andrzej Rozenek i Marcin Korolec. 30
            • Zagłada to temat nie dla Hollywood 8 sty 2012, 12:00 do dyskusji o tym﹐ czy polacy pomogli Zydom﹐ czy nie pomogli﹐ nowy film agnieszki Holland nic nie wnosi﹒ Była znacząca grupa Żydów, którzy ocaleli dzięki Polakom, ale też dosyć duża grupa osób, które zginęły z rąk polskich. To nie jest kwestia ocen,... 33
            • Podskoki 8 sty 2012, 12:00 SKOK płaci﹐ SKOK wymaga﹒ Czyli: jak doszło do tego, że apologeci IV RP i smoleńscy mściciele stali się lobbystami. 36
            • Budowniczowie drugiej Polski 8 sty 2012, 12:00 Prawicowi dziennikarze chcą nowej Polski﹒ Właśnie podpalili lont przekonani, że wysadzą wreszcie beczkę z prochem, na której siedzi odwieczny wróg – twórcy III RP. 40
            • W kwestii seksu i Matki Boskiej 8 sty 2012, 12:00 Wymierający naród nie poderwie się ani w obronie krzyża﹐ Ani czegokolwiek innego, a zniechęcanie narodu do seksu jest samobójcze! 43
            • Uwaga, uwaga, nadszedł! 8 sty 2012, 12:00 Czego tak naprawdę chce nasza prawicowa opozycja? Przede wszystkim odejścia od demokracji, która funkcjonuje u nas trochę kulawo, ale nie najgorzej. 44
            • Jestem wielobożny 8 sty 2012, 12:00 O przeprowadzkach, swoim plemieniu i o tym, skąd się wzięła orkiestra – Jerzy Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, opowiada Zbigniewowi Hołdysowi. 47
            • Idą, skacząc po górach 8 sty 2012, 12:00 Męczarnia i ryzyko. Podchodzi się kilometrami w kopnym śniegu, potem zjeżdża tak, że bolą płuca i wysiadają nogi. Po co te dziewczyny z Podhala biegną na nartach w wysokie Tatry? 51
            • Ludzie słuchawki 8 sty 2012, 12:00 Pracują w nocy, w dzień śpią. Godzinami rozmawiają przez telefon w obcych językach. Pracownicy call center szybko tracą kontakt z rzeczywistością. Żyją jak zombie. 54
            • Gianni 8 sty 2012, 12:00 Był twardzielem, regularnie faulował przeciwników. Słynął z niewyparzonego języka i ciągle pakował się w kłopoty. Teraz chce zacząć w życiu nowy rozdział. Na razie jako trener białostockiej Jagiellonii. 56
            • Karierowicze książęta 8 sty 2012, 12:00 Jeden reprezentuje komunistyczną arystokrację, drugi to rzutki ekonomista z pospólstwa. Duet Xi i Li jest na ostatniej prostej do przejęcia władzy w Chinach. 58
            • Gra na wielu szachownicach 8 sty 2012, 12:00 Zaczęło się! Z chrzęstem ruszyły tryby potężnej amerykańskiej machiny wyborczej. Na razie trzeba wybrać republikanina, który spróbuje pozbawić pracy prezydenta Obamę. 61
            • Żelazna Dama zekranizowana 8 sty 2012, 12:00 Nowy film o Margaret Thatcher nie zadowolił na Wyspach nikogo. Wedle jednych trzeba było się skupić na jej politycznych triumfach, innym brakuje opowieści o klęskach. 64
            • Mistrz kierownicy za sterem 8 sty 2012, 12:00 Sobiesław Zasada za kołem sterowym swego luksusowego katamaranu – to zdjęcie mogłoby ilustrować broszurę reklamową funduszu emerytalnego. Ale byłemu rajdowcowi na emeryturę niespieszno. Wciąż zawiaduje ponad 40 spółkami, lubi szybką jazdę autem, a Atlantyk przepłynął ot,... 68
            • Sortujący Holender 8 sty 2012, 12:00 Od 15 stycznia polscy szczypiorniści będą walczyć o mistrzostwo Europy. Mają spore szanse na medal! A to dzięki pewnemu holenderskiemu biznesmenowi… z Kielc. 71
            • Knajpa nasza codzienna 8 sty 2012, 12:00 Dla dzisiejszych „pięknych dwudziestoletnich” to miejsce spotkań, pracy i odpoczynku. Nie rozumieją pytania o to, czy czują się tu bardziej jak w domu, czy jak w świetlicy albo biurze. – Jak to jak? Jak w knajpie! – odpowiadają, robiąc miejsce przy... 74
            • Nieustraszeni łowcy gwiazd 8 sty 2012, 12:00 Za pomocą amatorskiego sprzętu w przydomowych garażach odkrywają obce światy, tropią komety, tworzą mapy gwiazd. Raz w roku spotykają się w egipskich ciemnościach, żeby razem pogapić się w niebo. 76
            • „Millennium”: instrukcja obsługi 8 sty 2012, 12:00 Hollywood zabrało się do najpopularniejszej kryminalnej powieści wszech czasów. Do kin trafia właśnie „Dziewczyna z tatuażem”, a saga Stiega Larssona ostatecznie podbija cały świat. Jak do tego doszło? 80
            • Pijacy z Karaibów 8 sty 2012, 12:00 Johnny Depp w „Dzienniku zakrapianym rumem” po raz drugi wciela się w bohatera stworzonego przez pisarza Huntera S. Thompsona. Co takiego aktor widzi w narkotycznej prozie legendy kontrkultury? 84
            • Z brzucha 8 sty 2012, 12:00 „Ten film może ranić uczucia widzów” – kartka z takim napisem pojawiła się przed pokazem „Code blue” na festiwalu w Cannes. – To jest film z brzucha – mówi jego autorka Urszula Antoniak. Poznajcie jedną z najciekawszych europejskich... 86
            • Gucio i Cezar wiecznie żywi 8 sty 2012, 12:00 Butenko pinxit znaczy: prostota, absurd, ciepły humor, dziwaczne postacie. Legendarny twórca polskich komiksów dla dzieci przypomina o sobie w nowym zbiorze przygód „Gucia i Cezara”. 88
            • Polski bitnik 8 sty 2012, 12:00 Był kultowym poetą. Potem pokłócił się ze wszystkimi i obraził na cały świat. Jacek Podsiadło, dla którego bunt nigdy się nie kończy, wydał właśnie nowy tom wierszy. 90
            • Normalność 8 sty 2012, 12:00 Właśnie czytam depeszę o tym, że eksperci uznali Breivika za normalnego. Dla prawników i komentatorów to kolejna zagwozdka: nie można go będzie zamknąć w psychiatryku na resztę życia. Czuć wielkie rozczarowanie i próby kwestionowania... 94
            • Nasza wojna jądrowa 8 sty 2012, 12:00 Gdy kończy się serial „Rzym", a życie Marka Antoniusza i Kleopatry zmierza do niechybnego już kresu, po kolejnym orgiastycznym szaleństwie jedno z nich rzuca: „Ale cośmy przeżyli, to nasze!”. Przypomniała mi się ta... 95
            • Mandarynkowa rozkosz 8 sty 2012, 12:00 Początek karnawału to czas szczególny. spragnieni zmysłowych doznań tęsknimy za odrobiną szaleństwa, czemu dajemy wyraz już na sylwestrowych balach i zabawach. Żyjemy w przekonaniu, że szalony czas karnawału rozgrzesza nas z... 96
            • Horrorskop 2012 (część druga i ostatnia) 8 sty 2012, 12:00 SŁOWO SIĘ RZEKŁO i masz babo placek. Nakarm nim, proszę, kobyłkę, a ja w tym czasie dokończę wróżenie. SKORPION 23.10 – 21.11: TOMASZ NAŁĘCZ (29 PAŹDZIERNIKA 1949), JANUSZ PALIKOT (26 PAŹDZIERNIKA 1964) Zaczniesz i skończysz... 97
            • W sprawie służby zdrowia, z ostatniej chwili 8 sty 2012, 12:00 Trwa protest lekarzy, który został zawieszony, bo został odwołany 97
            • Upadek irokeza 8 sty 2012, 12:00 W kulturze znane jest pojęcie wędrówki symboli. Symbole, znaki, godła same jednak nie wędrują, są przechwytywane lub wchłaniane przez konkurencyjne szczepy, nacje czy grupy. Najsłynniejszym przykładem takiego przejmowania jest swastyka.... 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany