Mistrz kierownicy za sterem

Mistrz kierownicy za sterem

Sobiesław Zasada za kołem sterowym swego luksusowego katamaranu – to zdjęcie mogłoby ilustrować broszurę reklamową funduszu emerytalnego. Ale byłemu rajdowcowi na emeryturę niespieszno. Wciąż zawiaduje ponad 40 spółkami, lubi szybką jazdę autem, a Atlantyk przepłynął ot, tak – żeby popatrzeć na delfiny.
O , prezes leci – mówią w recepcji. Parkuje mercedesa przed biurowcem w  Krakowie, podbiega kilka schodków do wejścia i jednym susem dopada windy. – Taki jest ten Sobek, wiecznie w biegu – mówią znajomi.

A jak go  spytać, kiedy zwolni, może odpowiedzieć bon motem: „Jestem człowiekiem bardzo starym i bardzo zajętym". Za dwa tygodnie kończy 82 lata, ale na  emeryturę się nie wybiera. Mistrz kierownicy wciąż się ściga – tyle że w  tych wyścigach ważne są węzły, mile morskie i skala Beauforta.

10 w skali Beauforta

– Gdy wracałem z Karaibów, to między Bermudami a Azorami dopadły mnie straszliwe niże. Wichura taka, że wiatr wypłaszczył fale, które jeszcze przed chwilą miały 9-10 metrów wysokości. Powinienem wyjść na pokład, żeby zwinąć żagle sztormowe, ale się bałem – Sobiesław Zasada relacjonuje wrażenia z rejsu. – Po godzinie, kiedy huragan zmalał do  sztormu, pomyślałem: „No, teraz to już przeżyję". Ustawiłem łódkę na  kurs z wiatrem. Maszt i takielunek aż jęczały, jacht wpadł w niesamowite wibracje, bo wciąż było 9-10 w skali Beauforta, ale po dwóch dobach byliśmy dobre 700 mil dalej – opowiada z ogniem w oczach. I dodaje: – W  zupełnie innym miejscu, niż planowałem, ale przynajmniej pobiłem swój rekord prędkości na morzu!

Ten rekord to 27 węzłów, czyli ponad 50 km/h. Zdawałoby się, że dla doświadczonego rajdowca to tyle, co nic. Ale  Zasada mówi, że czuł się tak jak w 1967 r., kiedy to swym porsche 911 ustanowił rekord ( już chyba nie do pobicia) jazdy z centrum Krakowa do  warszawskiego hotelu Victoria. Niecała godzina i 40 minut.

Ponad 180 km/h, po szosie praktycznie pustej w czasach PRL. W biznesie jest z  Zasadą trochę podobnie. Spółki grupy kapitałowej Sobiesław Zasada SA – z  branży hotelarskiej, motoryzacyjnej czy nieruchomości (budowa m.in. warszawskiego osiedla Eko Park czy Atrium Residence w Krakowie), podobnie jak spółka importująca wino – po sztormach, chwilowej flaucie i  smętnym dryfowaniu – znowu nabrały wiatru w żagle. Producent autobusów Autosan ma nowe zamówienia.

Z kolei Daimler nie chciał już dłużej ciągnąć układu z Zasadą jako generalnym importerem i opiekunem marki Mercedes w Polsce i „zdegradował" go do roli ważnego, ale jednak tylko sprzedawcy samochodów. No i jest te 120 mln zł, które Zasada zainwestował w najnowocześniejszy w Polsce ośrodek narciarski. Może kiedyś się zwróci. Byle tylko śnieg spadł wreszcie…

Biegał, skakał, rzucał

Wiele, wiele lat temu… Zanim jeszcze poznaliśmy Zasadę jako rajdowca i  biznesmena. Na początku triumfował jako szef harcerskiej drużyny tenisa stołowego. Potem była przygoda z lekką atletyką, biegał sprinty, skakał w dal. Oszczepem rzucał tylko trochę gorzej od Janusza Sidły, później olimpijczyka i rekordzisty świata. Zimą jeździł na nartach – w 1953 r. szusując na zboczach Kasprowego Wierchu, wypadł z trasy i doznał otwartego złamania kości piszczelowej. Groziła mu amputacja nogi. Ponad rok spędził w gipsie. Powrotu do lekkiej atletyki już nie miał. – O  rajdach na poważnie mogłem zacząć myśleć dopiero na przełomie lat 50. i  60., gdy sprowadzono do Polski nowe samochody: simki i fiaty 600. Tysiące młodych ludzi siadło wtedy za kółkiem, a posiadanie własnego sportowego auta było największym marzeniem. Wszystko to wbrew partii, wbrew Gomułce, który uważał ten sport za wyjątkowo burżuazyjny –  wspomina Zasada. Za pieniądze od rodziny kupił wiekową „dekawkę". Potem zmienił na bmw. Po otrzaskaniu się w krajowych rajdach ruszył na  europejskie trasy. Na początku wypuszczano go tylko do krajów bloku demokracji ludowej. Podczas rajdu w Monte Carlo Zasadę wypatrzył Johann Puch, szef austriackiego zespołu fabrycznego Steyr-Puch. – Wpadnij do  Grazu, pożyczę ci nasze auto i zobaczymy, jak ci pójdzie – zaproponował.

Jadąc pożyczonym puchem (autem na licencji Fiata 500, ale z austriackim silnikiem), Zasada wygrał jeden z niemieckich rajdów, potem czechosłowacki Rajd Wełtawy i Rajd Adriatyku w Jugosławii. Na  zagranicznych konkurentach robił takie wrażenie, jakby był czymś w  rodzaju dwugłowego cielęcia. No bo jakże to? Jakiś Polak z tego ubogiego rolniczego kraju ośmiela się wygrywać w pożyczonym samochodzie? Media darzyły go sympatią – szczególnie po tym, jak podczas jednego z rajdów zatrzymał się, by wyciągnąć z rowu konkurentów z zespołu Saab. Steyr-Puch zaproponował mu, aby wystartował w mistrzostwach Europy jako kierowca fabryczny. Zasada zdobył tytuł, ale wkrótce potem Austriacy zrezygnowali z rajdów. Za to polecili szybkiego Polaka rodzinie Porsche.

Tyle że szef firmy Ferdinand Anton Ernst Porsche, zwany pieszczotliwie Ferrym, nie miał wielkiej ochoty na wydawanie fortuny na udział w  rajdach. – Herr Zasada, nasze samochody mają być luksusowe. One nie  nadają się do rajdów, tylko do jazdy po asfalcie – tłumaczył. Zasada jednak przekonał go do użyczenia dwóch aut. Tak wyekwipowany pojawił się na Gran Premio de Argentina, który w 1967 r. był jednym z najbardziej znanych rajdów na świecie, choć cieszył się złą sławą z powodu wielu wypadków śmiertelnych wśród uczestników.

I wygrał – bo kluczowy, 400-kilometrowy górski odcinek, który w trakcie przejazdu spowiła gęsta mgła, miał opisany w zeszycie zakręt po zakręcie. – Swe wyniki zawdzięcza wrodzonemu talentowi, uprawianiu wielu sportów, ale także gigantycznej pracy – tłumaczy Jan Żdżarski, wówczas dziennikarz „Słowa Powszechnego", jeden z nielicznych obdarzonych przez władzę ludową przywilejem relacjonowania sportu uprawianego przez „prywaciarzy" i  „dorobkiewiczów”.

Dodaje: – Zasada trenował na odcinkach specjalnych, z  krótkimi przerwami na sen. Myślał o wszystkim, co może zdarzyć się w  czasie rajdu – o rozstawieniu serwisów, o tym, kiedy zmienić ogumienie, kiedy tankować paliwo...

I to też sprawiało, iż wielka partia szachów, za jaką uważał każdy rajd, kończyła się przeważnie sukcesem.

Pomysł na biznes

Zwycięstwo w Argentynie umożliwiło Zasadzie karierę w międzynarodowym sporcie motorowym. A kontakty z zagranicznych wojaży przełożyły się na  biznes. Pewnie by się nie przełożyły, gdyby nie to, że nie był biznesowym naturszczykiem. Jego ojciec przed wojną miał w Bielsku niewielką wytwórnię tekstyliów. W 1948 r. została znacjonalizowana, a  Zasada senior wyszedł z niej, zabierając jedynie kapelusz z wieszaka.

– Od młodości ciągnęło mnie do biznesu. Jeszcze podczas rajdów założyłem firmę produkującą sztuczną biżuterię z aluminium – rajdowiec śmieje się na wspomnienie spinek do mankietów z wizerunkiem końskiego łba, broszek w kształcie motyla czy odpustowych łańcuszków. Gdy w latach 70. władza zezwoliła na zakładanie spółek polonijnych, Zasada miał już pomysł na  biznes. Akurat europejski rynek zamków błyskawicznych podbijała japońska firma YKK. W Niemczech splajtowały 33 zakłady produkujące takie zamki. Wraz z zaprzyjaźnionymi Polonusami z Austrii odkupił część maszyn po  firmie Ruhrmann ze Stuttgartu.

Firma pod nazwą Alpha zainstalowała się w  Krakowie. Interes szedł jak burza, a Zasada co chwila wchodził w kolejne specjalności, takie jak odlewy ciśnieniowe z cynku czy produkcja podzespołów do słynnych odkurzaczy Kärchera. – A współpraca z  Mercedesem? – pytamy.

– Zbieg okoliczności i... wyrzuty sumienia –  odpowiada. A było tak – w 1977 r. był bliski wygrania wyścigu Londyn –  Sydney w ostrej walce z kierowcami Mercedesa.

Na jednym z odcinków dojazdowych jechał powoli, oszczędzając swoje porsche – i wówczas samochód serwisowy ekipy Mercedesa wyprzedził go, zajechał drogę i dał po gazie, sypiąc spod kół kamieniami, które stłukły lampy w aucie Zasady. Gdy zapadł mrok, Polak musiał wycofać się z wyścigu. Za  niesportowe zachowanie serwisantów wielokrotnie go przepraszano. „Na zgodę" został kierowcą fabrycznym Mercedesa. Gdy 12 lat później upadła PRL, miał już komplet kontaktów, dzięki którym zdobył to, co było poza zasięgiem innych biznesmenów znad Wisły.

Został przedstawicielem i  importerem Mercedesa. Zresztą podobnych karier było wówczas więcej –  Adam Smorawiński, ośmiokrotny mistrz Polski z lat 70., został wyłącznym importerem BMW, a Longin Bielak, który wsławił się startem syreną w  Rajdzie Monte Carlo, sprowadził nad Wisłę Peugeota.

Mercedesyzacja

– Jednak handel zawsze był mi obcy. Wolałem produkcję, gdzie coś nowego się tworzy, a nie tylko sprzedaje – zwierza się Sobiesław Zasada. Z  jego perspektywy najważniejsze było namówienie Niemców do inwestowania w  Polsce. Sam nazywa to „mercedesyzacją" polskiego przemysłu samochodowego. Wierzył, że firmy transportowe będą kupowały polskie autobusy i ciężarówki. Dlatego został strategicznym inwestorem zakładów Star, Jelcz, Autosan i kieleckiej SHL. Początkowo szło nieźle.

– Tak trzymać, Sobku! – wołał w Jelczu prezydent Aleksander Kwaśniewski, gdy otwierano tam montownię dostawczych mercedesów vito. Ale na spółkach ciążyły udzielone przy prywatyzacji wieloletnie gwarancje zatrudnienia. A Mercedes, pochłonięty fuzją z Chryslerem (po latach wiemy, że  nieudaną), niezbyt miał ochotę na większe zaangażowanie w Polsce.

– Za  bardzo chciałem udowodnić, że Polak potrafi. Powinienem pójść drogą Krzysztofa Olszewskiego z Solarisa i zamiast bawić się w wielkiego reformatora, zacząć od skromnej montowni – przyznaje dziś Zasada. Okazało się, że łatwiej jest wygrać Rajd Monte Carlo, niż socjalistyczne molochy zmienić w perły motoryzacji. Starachowicki Star został sprzedany firmie MAN, Jelcz upadł ze 100-milionowym długiem, tylko Autosan przetrwał i wiele wskazuje na to, że zacznie przynosić zyski. Znajomi rajdowca mówią, że sport nauczył go wyciągania nauk z porażek.

Wierzy w  swój instynkt, choć czasem ponoszą go wielkie wizje. – Najbardziej zdziwiło mnie, że kiedy wspólnie zakładaliśmy biznes, co chwila gdzieś przepadał. Słyszałem, że pan Sobiesław wyjechał na rajd, popłynął w  rejs, odpoczywa na nartach. Pomyślałem: „Jak, do diabła, jest w stanie pociągać za sznurki w swoich spółkach i do tego mieć czas na  odpoczynek?" – opowiada Witold Ferenc, który przekonał Zasadę do  założenia pierwszego w Polsce internetowego sklepu spożywczego Frisco.pl.

Dziś Zasada inwestuje bardziej dla przyjemności niż z  konieczności. Wino importuje od rodziny Paredes z Chile, którą zna stąd, że przed laty montowała autobusy na podwoziach Mercedesa. Skoro wino z  winnicy Paredesów najlepiej smakuje mu do obiadu, to czemu przy okazji nie zarobić paru groszy? A w 2007 r. kupił za niewiele ponad 2 mln zł  upadającą spółkę ze Świeradowa Kolej Gondolowa – Stóg Izerski.

Żeby stworzyć tam ośrodek „klasy de lux" ze szwajcarskimi wagonikami, oświetlonym i naśnieżanym stokiem, musiał wyłożyć ponad 100 mln zł. Nawet nie mrugnął okiem. W końcu warto wydać te parę groszy dla  przyjemności, skoro tak lubi jeździć na nartach.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2012
Więcej możesz przeczytać w 2/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • Pink_Panther   IP
    Rekord Toru Nurburg Ring to rekord samochodem Pagani Zonda 6 minut 47 sekund . Tor ma 20 km. 600 m.
    Daje to prędkość średnią 182 km/h . Taką właśnie prędkość musiałby mieć Zasada , by ta historyjka była prawdziwa .
    • max   IP
      Panie Tomaszu

      Zaintrygował mnie opisany przez pana w nr 2/2012 w artykule „Mistrz kierownicy za sterem” rekord prędkości przejazdu trasy Kraków – Warszawa (1 godz. 40 min na trasie ok. 300 km co daje średnią prędkość 180 km/h) rzekomo ustanowiony przez pana Sobiesława Zasadę. Czy mógłby pan powiedzieć skąd posiada pan taką informację i czy jest ona do zweryfikowania (w Internecie nie znalazłem takiej informacji). Czy jest to tylko opowieść pana Sobiesława, czy oficjalnie zmierzony przez kogoś czas? Na jakiej dokładnie trasie? Moje wątpliwości wynikają z własnych pomiarów przeciętnych szybkości możliwych do osiągnięcia na szosie w dzisiejszych czasach – prędkości średnie w granicach 100km/h na typowej polskiej szosie, nawet przy minimalnym ruchu, gdzie na trasie są wsie, miasteczka, zakręty wymagają szaleńczej jazdy z prędkościami dochodzącymi do 2 krotnej dozwolonej (w miejscowościach ok. 100km/h, na szosie do 180 km/h).

      Próbowałem dokonać analizy, jak pan Zasada mógł osiągnąć taką prędkość przeciętną. Czysto hipotetycznie jest to możliwe, aczkolwiek w praktyce nawet w ruchu z 1967r. bardzo, bardzo trudne. Poniżej moja analiza:

      1) Trasa – W tamtych czasach drogi w Polsce podejrzewam wyglądały inaczej niż obecnie. Nie sprawdziłem tego (w razie czego sprawdzę jeszcze – gdyż istnieje „Atlas samochodowy” z 1967r – dostępny w bibliotece), ale prawdopodobnie nie było obwodnic miast, ani odcinków dróg dwupasmowych. Nawierzchnia na pewno nie była tak równa jak w czasach obecnych. Z Warszawy do Krakowa były 2 alternatywne trasy. Jedna przez 10 miast: Kraków, Michałów, Jędrzejów, Chęciny, Kielce, Skarżysko-Kamienna, Szydłowiec, Radom, Białobrzegi, Grójec, Tarczyn, Warszawa. Druga alternatywna przez Miedzianą Górę, Końskie, Przysuchę omijała Kielce i Radom. Zakładam, ze tę trasę wybrał Zasada. Długość ok. 300 km, po drodze Kraków, Warszawa, 8 miasteczek i masa wsi oraz kręty odcinek przez Góry Świętokrzyskie. Żeby osiągnąć średnią 180 km/h, musiałby pędzić przez miejscowości (załóżmy 50 km) z prędkością 100-120 km/h oraz poza miejscowościami (załóżmy 250 km) z prędkościami 200-220 km/h.

      2) Samochód – pan Zasada jechał zakładam Porsche 911s z 1967r. Moc silnika 160 KM, masa ok. 1100kg, przyspieszenie 0-100 km/h ok. 8s, prędkość maksymalna 220 km/h. Ważne z pkt. widzenia analizy są jeszcze następujące parametry Porsche: średnie spalanie ok 15-16 l paliwa na 100km, pojemność zbiornika paliwa 62 l (wg innych źródeł 85 l), oraz opony w jakie był wyposażany R15/165/80 lub R15/185/70. Jeśli chodzi o moc silnika i osiągi to są one zbliżone do mojego obecnego samochodu, ale jazdę z prędkościami 200km/h przez 250 km po zwykłych drogach samochodem z techniką (zawieszenie, hamulce) sprzed 40 lat trudno mi sobie wyobrazić. Pewne moje wątpliwości budzi także kilka innych kwestii : Przy szaleńczej jeździe z prędkościami bliskimi maksymalnej zużycie paliwa przekraczałoby z pewnością 20 l / 100 km, co przy założeniu zbiornika 62 l mogło by oznaczać, że panu Zasadzie zabrakłoby paliwa. Druga wątpliwość to taka, czy taką jazdę po ówczesnych drogach (niekoniecznie równych i dobrze wyprofilowanych) zniosłyby opony sprzed 40 lat (stosunkowo wąskie i wysokoprofilowe).

      3) Ruch / ograniczenia prędkości – Można założyć, że ruch w 1967 roku był istotnie mniejszy niż obecnie (na szosie pustki), ale w miastach (Warszawa, Kraków), miasteczkach i wsiach z pewnością poruszali się: autobusy i tramwaje, piesi, rowerzyści, furmanki, ciężarówki, mogły przechodzić zwierzęta gospodarskie itp. Co prawda poza obszarem zabudowanym nie było w owym czasie ograniczeń szybkości, to w miejscowościach dozwolona była, o ile się nie mylę, prędkość 50 km/h. Oznaczałoby to że pan Zasada znacznie przekraczał dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym i stwarzał duże zagrożenie dla ludzi.

      Wniosek jest taki, że aczkolwiek osiągnięcie takie jest hipotetycznie możliwe, to ja osobiście wątpię czy rzeczywiście osiągnięte. Za realnie możliwy do osiągnięcia obstawiałbym czas 2,5 - 2h, co oznaczałoby prędkość średnią 120 – 150 km/h.

      Na koniec nie zgodzę się z pana tezą, że rzekomo osiągnięty przez pana Zasadę rekord nie zostanie już nigdy pobity. Uważam, że po zmodernizowaniu trasy: S8 (Warszawa – Piotrków Trybunalski), A1 (Piotrków Trybunalski - Mysłowice), A4 (Mysłowice – Kraków) o długości ok. 360km, będzie możliwe wyrównanie, a nawet pobicie tego rekordu. Żeby osiągnąć czas 1h 40 min należałoby osiągnąć prędkość średnią 216 km/h. Zakładając jazdę współczesnym Porsche 911, w jakiś świąteczny dzień przy małym ruchu, pędząc po dwupasmowej drodze z prędkościami 230-250km/h (i unikając Policji :) byłoby to znowu możliwe!

      PS. Znalazłem jeszcze przed chwilą alternatywną trasę Kraków – Warszawa o długości ok. 280 km (przez Małogoszcz, Łopuszno, Radoszyce, Końskie, Drzewica, Nowe Miasto nad Pilicą, Mogielnica, Belsk) której pokonanie w 1h 40 min dawałoby średnią 168 km/h, co byłoby już dużo bardziej realne niż 180 km/h.

      Pozdrawiam
      • Bobek   IP
        Zamiast kombinowac jak tu jeszcze ostatni raz po.....c przed śmiercią,to on przez Atlantyk.Dziwny jest ten świat.

        Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2012 (1508)

        • Mitt Romney i mity prawicy 8 sty 2012, 12:00 Nasza prawica﹐ PiS przede wszystkim﹐ coraz bardziej przypomina amerykańską partię republikańską﹒ Niestety, to nie komplement. 4
        • Na skróty 8 sty 2012, 12:00 Radosław Sikorski planuje kadrową rewolucję. W MSZ trwają poszukiwania kilkudziesięciu kandydatów na ambasadorów – dowiedział się „Wprost". Do zmian dojdzie na najważniejszych placówkach: w Waszyngtonie, Londynie,... 7
        • Postanawiam zaapelować 8 sty 2012, 12:00 Rok 2012 będzie realizacją moich postanowień. Postanawiam, że mimo osaczającej mnie rzeczywistości nie przestanę palić, chociaż w tej sprawie prawie działam w podziemiu, ale jak się coś kocha, to mówi się trudno. Postanawiam, że w... 9
        • Polska zapłacze 8 sty 2012, 12:00 Proszę państwa, witam was w 2012 r. To będzie bardzo ciekawy rok, bo jaki ma być, skoro zaczął się od internetowej deklaracji nawrócenia Mai „Frytki" Frykowskiej. Pramatka polskich celebrytek zadeklarowała, że koniec z wódą,... 10
        • 200 tysięcy godzin życia 8 sty 2012, 12:00 Patrzysz sobie﹐ czytelniku﹐ na Miecugowa w telewizorze﹐ Wkurza cię albo rozbawia. I nawet nie wiesz, że mówi do ciebie człowiek, którego życie wisiało i wisi na włosku. A czasem na żetonie w kasynie. 14
        • Ciao, Bartek! 8 sty 2012, 12:00 Bartosz Arłukowicz nie chciał być ministrem zdrowia﹐ Ale był za słaby, żeby wybrzydzać﹒ Zresztą co tu wybrzydzać. Poprzedniczka zostawiła po sobie straszną żabę, którą Arłukowicz musi teraz zjeść. 21
        • Leczenie strachem 8 sty 2012, 12:00 Dwa tysiące leków staniało﹐ A chorzy płacą w aptekach więcej niż wcześniej﹒ Lekarze boją się, że zapłacą kary, jeśli źle wypiszą receptę. A farmaceuci – że nikt im nie odda za leki, które wydadzą ze zniżką . Zapowiedź premiera, że sporne przepisy ustawy... 24
        • Wiplerjugend, pupilek i cwany gapa 8 sty 2012, 12:00 Oni dopiero się rozkręcają﹒ na razie badają grunt i zbierają się w sobie﹐ ale – możecie być pewni – to już długo nie potrwa﹒ W 2012 r. będzie o nich głośno: Przemysław Wipler, Andrzej Rozenek i Marcin Korolec. 30
        • Zagłada to temat nie dla Hollywood 8 sty 2012, 12:00 do dyskusji o tym﹐ czy polacy pomogli Zydom﹐ czy nie pomogli﹐ nowy film agnieszki Holland nic nie wnosi﹒ Była znacząca grupa Żydów, którzy ocaleli dzięki Polakom, ale też dosyć duża grupa osób, które zginęły z rąk polskich. To nie jest kwestia ocen,... 33
        • Podskoki 8 sty 2012, 12:00 SKOK płaci﹐ SKOK wymaga﹒ Czyli: jak doszło do tego, że apologeci IV RP i smoleńscy mściciele stali się lobbystami. 36
        • Budowniczowie drugiej Polski 8 sty 2012, 12:00 Prawicowi dziennikarze chcą nowej Polski﹒ Właśnie podpalili lont przekonani, że wysadzą wreszcie beczkę z prochem, na której siedzi odwieczny wróg – twórcy III RP. 40
        • W kwestii seksu i Matki Boskiej 8 sty 2012, 12:00 Wymierający naród nie poderwie się ani w obronie krzyża﹐ Ani czegokolwiek innego, a zniechęcanie narodu do seksu jest samobójcze! 43
        • Uwaga, uwaga, nadszedł! 8 sty 2012, 12:00 Czego tak naprawdę chce nasza prawicowa opozycja? Przede wszystkim odejścia od demokracji, która funkcjonuje u nas trochę kulawo, ale nie najgorzej. 44
        • Jestem wielobożny 8 sty 2012, 12:00 O przeprowadzkach, swoim plemieniu i o tym, skąd się wzięła orkiestra – Jerzy Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, opowiada Zbigniewowi Hołdysowi. 47
        • Idą, skacząc po górach 8 sty 2012, 12:00 Męczarnia i ryzyko. Podchodzi się kilometrami w kopnym śniegu, potem zjeżdża tak, że bolą płuca i wysiadają nogi. Po co te dziewczyny z Podhala biegną na nartach w wysokie Tatry? 51
        • Ludzie słuchawki 8 sty 2012, 12:00 Pracują w nocy, w dzień śpią. Godzinami rozmawiają przez telefon w obcych językach. Pracownicy call center szybko tracą kontakt z rzeczywistością. Żyją jak zombie. 54
        • Gianni 8 sty 2012, 12:00 Był twardzielem, regularnie faulował przeciwników. Słynął z niewyparzonego języka i ciągle pakował się w kłopoty. Teraz chce zacząć w życiu nowy rozdział. Na razie jako trener białostockiej Jagiellonii. 56
        • Karierowicze książęta 8 sty 2012, 12:00 Jeden reprezentuje komunistyczną arystokrację, drugi to rzutki ekonomista z pospólstwa. Duet Xi i Li jest na ostatniej prostej do przejęcia władzy w Chinach. 58
        • Gra na wielu szachownicach 8 sty 2012, 12:00 Zaczęło się! Z chrzęstem ruszyły tryby potężnej amerykańskiej machiny wyborczej. Na razie trzeba wybrać republikanina, który spróbuje pozbawić pracy prezydenta Obamę. 61
        • Żelazna Dama zekranizowana 8 sty 2012, 12:00 Nowy film o Margaret Thatcher nie zadowolił na Wyspach nikogo. Wedle jednych trzeba było się skupić na jej politycznych triumfach, innym brakuje opowieści o klęskach. 64
        • Mistrz kierownicy za sterem 8 sty 2012, 12:00 Sobiesław Zasada za kołem sterowym swego luksusowego katamaranu – to zdjęcie mogłoby ilustrować broszurę reklamową funduszu emerytalnego. Ale byłemu rajdowcowi na emeryturę niespieszno. Wciąż zawiaduje ponad 40 spółkami, lubi szybką jazdę autem, a Atlantyk przepłynął ot,... 68
        • Sortujący Holender 8 sty 2012, 12:00 Od 15 stycznia polscy szczypiorniści będą walczyć o mistrzostwo Europy. Mają spore szanse na medal! A to dzięki pewnemu holenderskiemu biznesmenowi… z Kielc. 71
        • Knajpa nasza codzienna 8 sty 2012, 12:00 Dla dzisiejszych „pięknych dwudziestoletnich” to miejsce spotkań, pracy i odpoczynku. Nie rozumieją pytania o to, czy czują się tu bardziej jak w domu, czy jak w świetlicy albo biurze. – Jak to jak? Jak w knajpie! – odpowiadają, robiąc miejsce przy... 74
        • Nieustraszeni łowcy gwiazd 8 sty 2012, 12:00 Za pomocą amatorskiego sprzętu w przydomowych garażach odkrywają obce światy, tropią komety, tworzą mapy gwiazd. Raz w roku spotykają się w egipskich ciemnościach, żeby razem pogapić się w niebo. 76
        • „Millennium”: instrukcja obsługi 8 sty 2012, 12:00 Hollywood zabrało się do najpopularniejszej kryminalnej powieści wszech czasów. Do kin trafia właśnie „Dziewczyna z tatuażem”, a saga Stiega Larssona ostatecznie podbija cały świat. Jak do tego doszło? 80
        • Pijacy z Karaibów 8 sty 2012, 12:00 Johnny Depp w „Dzienniku zakrapianym rumem” po raz drugi wciela się w bohatera stworzonego przez pisarza Huntera S. Thompsona. Co takiego aktor widzi w narkotycznej prozie legendy kontrkultury? 84
        • Z brzucha 8 sty 2012, 12:00 „Ten film może ranić uczucia widzów” – kartka z takim napisem pojawiła się przed pokazem „Code blue” na festiwalu w Cannes. – To jest film z brzucha – mówi jego autorka Urszula Antoniak. Poznajcie jedną z najciekawszych europejskich... 86
        • Gucio i Cezar wiecznie żywi 8 sty 2012, 12:00 Butenko pinxit znaczy: prostota, absurd, ciepły humor, dziwaczne postacie. Legendarny twórca polskich komiksów dla dzieci przypomina o sobie w nowym zbiorze przygód „Gucia i Cezara”. 88
        • Polski bitnik 8 sty 2012, 12:00 Był kultowym poetą. Potem pokłócił się ze wszystkimi i obraził na cały świat. Jacek Podsiadło, dla którego bunt nigdy się nie kończy, wydał właśnie nowy tom wierszy. 90
        • Normalność 8 sty 2012, 12:00 Właśnie czytam depeszę o tym, że eksperci uznali Breivika za normalnego. Dla prawników i komentatorów to kolejna zagwozdka: nie można go będzie zamknąć w psychiatryku na resztę życia. Czuć wielkie rozczarowanie i próby kwestionowania... 94
        • Nasza wojna jądrowa 8 sty 2012, 12:00 Gdy kończy się serial „Rzym", a życie Marka Antoniusza i Kleopatry zmierza do niechybnego już kresu, po kolejnym orgiastycznym szaleństwie jedno z nich rzuca: „Ale cośmy przeżyli, to nasze!”. Przypomniała mi się ta... 95
        • Mandarynkowa rozkosz 8 sty 2012, 12:00 Początek karnawału to czas szczególny. spragnieni zmysłowych doznań tęsknimy za odrobiną szaleństwa, czemu dajemy wyraz już na sylwestrowych balach i zabawach. Żyjemy w przekonaniu, że szalony czas karnawału rozgrzesza nas z... 96
        • Horrorskop 2012 (część druga i ostatnia) 8 sty 2012, 12:00 SŁOWO SIĘ RZEKŁO i masz babo placek. Nakarm nim, proszę, kobyłkę, a ja w tym czasie dokończę wróżenie. SKORPION 23.10 – 21.11: TOMASZ NAŁĘCZ (29 PAŹDZIERNIKA 1949), JANUSZ PALIKOT (26 PAŹDZIERNIKA 1964) Zaczniesz i skończysz... 97
        • W sprawie służby zdrowia, z ostatniej chwili 8 sty 2012, 12:00 Trwa protest lekarzy, który został zawieszony, bo został odwołany 97
        • Upadek irokeza 8 sty 2012, 12:00 W kulturze znane jest pojęcie wędrówki symboli. Symbole, znaki, godła same jednak nie wędrują, są przechwytywane lub wchłaniane przez konkurencyjne szczepy, nacje czy grupy. Najsłynniejszym przykładem takiego przejmowania jest swastyka.... 98

        ZKDP - Nakład kontrolowany