„Millennium”: instrukcja obsługi

„Millennium”: instrukcja obsługi

Hollywood zabrało się do najpopularniejszej kryminalnej powieści wszech czasów. Do kin trafia właśnie „Dziewczyna z tatuażem”, a saga Stiega Larssona ostatecznie podbija cały świat. Jak do tego doszło?
„Millennium" zdobywa Hollywood

Czyli dlaczego opowieści larssona tak dobrze sprawdzają się w kinie.

Po co robić remake, skoro można zobaczyć oryginał? – zżymał się w wywiadzie dla jednego z portali Niels Arden Oplev, reżyser szwedzkiej ekranizacji „Millennium" (oraz telewizyjnego serialu). Pierwszy film jego trylogii, „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” z 2009 r., był w  Szwecji największym komercyjnym hitem, z sukcesem pokazywany był także poza granicami ojczyzny Stiega Larssona, choćby w USA (dystrybuowano go  również w Polsce).

Dlaczego więc Amerykanie zekranizowali bestsellerową powieść raz jeszcze? Przede wszystkim, szwedzka wersja miała napisy, czego amerykańska widownia nie znosi. Poza tym rzetelna, wierna książce ekranizacja Opleva była właśnie… rzetelna. Bliższa standardom telewizyjnym niż kinowym. Nakręcona za stosunkowo niewielkie pieniądze nie dorównuje rozmachem efektom, jakie mogło zaoferować Hollywood.

U Davida Finchera, reżysera nowej wersji amerykańskiej, jest po prostu szybciej, więcej, mocniej – i o wiele drożej. Amerykańscy producenci dostrzegli w cyklu Larssona coś więcej niż trylogię: franczyzę. Nowego „Bonda" (obecność w obsadzie Daniela Craiga nieuchronnie kieruje nasze myśli w tę stronę), nowy „Zmierzch”, nowego „Harry’ego Pottera”, nowego „Bourne’a”.

Cykl, który rozpali widzów, a umiejętnie rozegrany marketingowo nakręci oczekiwania, które przełożą się na miliony kupionych biletów na całym świecie. Na sukces pracuje tu niemal wszystko: gwiazdorska obsada (Daniel Craig i Rooney Mara, którą rola Salander katapultuje do hollywoodzkiej czołówki znanych i pożądanych), gwiazdorska reżyseria, gwiazdorska muzyka (laureaci Oscara Trent Reznor i Atticus Ross), nawet bondowska z ducha czołówka, która zapiera dech w  piersiach efektami komputerowymi. Dwie ostatnie części szwedzkiej wersji nie powtórzyły sukcesu pierwszej, Amerykanie dołożą wszelkich starań, by  w ich przypadku było inaczej.

I zapewne będzie. Cena sukcesu jest oczywista: książka Larssona to powieść społeczna ubrana w szatki kryminału – film Finchera to kryminał, nawet niespecjalnie udający, że  chodzi o coś więcej niż dotarcie efektownym narracyjnym slalomem gigantem do odpowiedzi na pytanie: kto zabił? Fincher zdecydowanie śmielej niż jego szwedzki kolega zmierza w stronę uromansowienia relacji między parą bohaterów: im bliżej finału, tym bardziej Rooney Mara przypomina kogoś w rodzaju nowej, nieco dziwacznej dziewczyny Bonda.

Tego w zasadzie dowodził jeden z wczesnych plakatów, na którym Rooney-Salander stoi rozebrana do pasa w objęciach stojącego za nią, ubranego, rzecz jasna, Craiga-Blomkvista. W nieocenzurowanej wersji plakatu widać było przekłuty sutek bohaterki. – Ten plakat miał drażnić – broniła koncepcji Mara.

– Ludzie mają problem z silnymi kobietami i  nagością. Jestem pewna, że gdybym na plakacie robiła coś kojarzącego się ze skrajną przemocą, nikogo by to nie ruszyło. W takim świecie żyjemy. No właśnie: w takim świecie żyjemy.

Larsson zostawił filmowcom rewelacyjny, bardzo bogaty materiał, w którym można przebierać do woli. Są tu wyraziste, scharakteryzowane mnóstwem detali postaci, para skontrastowanych, a zarazem doskonale dopełniających się bohaterów. Kryminalna intryga najwyższych lotów, pełna zagadek i zwrotów akcji. Zalążek romansu. Przemoc. Seks. Do tego jasny polityczny i społeczny przekaz, po który można sięgnąć – lub nie. „Millennium" to gotowy scenariusz politycznego, zaangażowanego thrillera – albo thrillera po  prostu.

Kawa, papierosy i sława po śmierci

Czyli skąd się wziął Larsson.

Stieg Larsson (1954-2004), znaki firmowe: okrągła, niemal dziecięca twarz, duże okulary, lekka nadwaga, wielkie zaangażowanie. Za życia nie stworzył własnej legendy. Owszem, był w  Szwecji człowiekiem znanym, choć lepiej byłoby powiedzieć –  rozpoznawalnym, ale, rzecz jasna, nie jako pisarz.

Zajmował się zawodowo dziennikarstwem i pojawiał się w mediach jako niezależny ekspert w  swojej dziedzinie: monitoringu działań skandynawskiej skrajnej prawicy. Wraz z grupą współpracowników prowadził opiniotwórczy magazyn „Expo", z  uporem depczący po piętach lokalnym neonazistom – ów magazyn stał się pierwowzorem fikcyjnego czasopisma „Millennium”, w którym równie fikcyjny Mikael Blomkvist publikował analizy demaskujące zbrodnicze mechanizmy władzy.

Ale nie tylko w tym sensie „Expo" wpłynęło na losy autora największego kryminalnego bestsellera wszech czasów –  wyczerpująca praca w magazynie borykającym się z ciągłymi problemami finansowymi przyczyniła się pośrednio do śmierci Larssona. Jak na  porządnego lewicowca przystało, preferował on dość nieuporządkowany styl życia: dużo kawy, bardzo dużo papierosów, bardzo mało snu. Redakcja mieściła się na poddaszu jednej ze sztokholmskich kamienic – 9 listopada 2004 r. zepsuła się winda, Larsson pokonał zatem siedem pięter po  schodach i w chwilę później zmarł na rozległy zawał serca.

To dość osobliwy początek literackiej kariery. Kiedy wydawnictwo Norstedts opublikowało w 2005 r. pierwszą część trylogii „Millennium" – „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” – i zapowiedziało dwie następne, znajomi Larssona zastanawiali się przede wszystkim, w jaki sposób ich przyjaciel, chroniczny pracoholik, znalazł dodatkowo czas na napisanie trzech opasłych tomów prozy kryminalnej. (W planach, dodajmy, miał tych tomów dziesięć).

Larsson ćwiczył się w pisaniu od dziecka – członkowie jego rodziny wspominają, że z jego pokoju nocami wciąż dobiegały odgłosy uderzania w klawisze maszyny. Wcześnie też zaczął angażować się politycznie – i to od razu z pozycji mocno radykalnych, bo w ramach Komunistycznej Ligi Robotniczej. Jako 23-latek szkolił w afrykańskiej Erytrei członków lewicowej partyzantki. W 1977 r. zatrudnił się w  największej szwedzkiej agencji prasowej, Tidningarnas Telegrambyr?, gdzie pracował przez dwie dekady – co ciekawe, głównie jako grafik. Dziennikarze często mają ambicje literackie, ale rzadko piszą dobre książki. To, co decyduje o ich żurnalistycznej sprawności,w dziedzinie literatury okazuje się przeważnie zgubne: suchy, sprawozdawczy język, skłonność do uproszczeń, mieszanie prozy z publicystyką.

Larsson okazał się jednak pisarzem utalentowanym i nowatorskim, a o niewiarygodnym triumfie jego trylogii (blisko 30 mln sprzedanych egzemplarzy) zadecydowało coś więcej niż tylko umiejętność osnucia sensacyjnej narracji na ostrej lewicowej krytyce przemocy wobec kobiet i  nielegalnych praktyk służb specjalnych. Co składa się na unikatowość „Millennium"?

Larsson interesował się kryminologią, nowoczesnymi technikami śledczymi i informatycznymi, miał też pewne przygotowanie konspiracyjne (wielokrotnie grożono mu śmiercią, potrafił więc zacierać za sobą ślady) – to wszystko znajdziemy w jego książkach. Był też fanem literatury science fiction – nie przez przypadek postać Lisbeth Salander, socjopatycznej hakerki, jest niemal żywcem wyjęta z estetyki cyberpunkowej. Niewątpliwie czytywał powieści szpiegowskie – mówi nam o  tym motyw związany z knowaniami szwedzkiej bezpieki i upaństwowieniem byłego kagiebisty Alexandra Zalachenki. Dla odmiany w trzecim tomie trylogii część intrygi opiera się na regułach amerykańskiego dramatu sądowego.

Larsson był uważnym obserwatorem swojej epoki – wyczuwał jej szybki puls, rozumiał, w jaki sposób współczesny odbiorca konsumuje kulturę masową. Stąd łatwość, z jaką czyta się jego książki – łapczywie, w krótkich rozdziałach, z częstymi zmianami ekspozycji, perspektywy, głównych postaci. Jest jeszcze coś – i to właśnie mogło być dla sukcesu „Millennium" decydujące.

Larsson był wprawdzie lewicowcem, ale nie anarchistą. Wierzył, że społeczeństwa mają zdolność do regeneracji po największych nawet katastrofach, państwo zatś nie musi być okrutnym obozowym strażnikiem. Konstruktywny idealizm jest dziś w cenie, zwłaszcza jeśli wędruje do pogrążonych w marazmie desperatów, wyrzutków epoki globalizacji. Słabi mają siłę – mówi w swoich książkach Larsson. I brzmi to pocieszająco.

Kryminały niczym manifesty

Czyli dlaczego powinniśmy traktować „millennium" poważnie.

Czy kryminał może mieć wydźwięk polityczny? Czy może – a nawet powinien – mimo wiążących go gatunkowych konwencji poruszać drażliwe kwestie społeczne? Dziś wydaje się nam to oczywiste. W dużej mierze dzięki modzie na  powieści kryminalne rodem ze Skandynawii.

To właśnie, co z pozoru wydaje się nieznośne i tendencyjne, stało się kluczem do sukcesu tej literatury i zdefiniowało ją jako światową markę. Zanim Polacy masowo sięgnęli po  książki ze szwedzkimi czy z norweskimi nazwiskami na okładkach, zaangażowany kryminał kojarzył im się z żenującą peerelowską powieścią milicyjną, w której dzielni funkcjonariusze rozpracowywali gangi handlarzy spekulujących marchwią.

Być może z tej przyczyny Skandynawowie tak późno – bo dopiero po 2005 r. – wkroczyli szeroką ławą na nasz rynek. Wcześniej prawdziwy kryminał w pojęciu polskiego czytelnika musiał zawierać trzy niezbędne składniki: prywatnego detektywa, intelektualnie zawiłą zagadkę i angielsko brzmiące nazwy miejscowości. Twórcy ze Skandynawii wywrócili to wszystko do góry nogami – i była to rewolucja globalna.

My tylko grzecznie i z opóźnieniem dostosowaliśmy do niej nasze gusta. Warto pokrótce wyjaśnić, na czym polegała istota tego przewrotu, zapoczątkowana przed czterema dekadami przez pisarski duet Maj Sjöwall i Pera Wahlöö. Narodziny skandynawskiego kryminału zbiegły się w czasie z politycznym i  obyczajowym kryzysem lat 60. Dla tamtejszej lewicy oznaczało to  załamanie wiary w system państwa opiekuńczego, które – jak twierdzili –  wcale opiekuńcze nie było, w kamuflażu równościowej ideologii hołdowało bowiem drapieżnemu kapitalizmowi i rozbudowywało aparat kontroli nad obywatelami, a w dodatku nigdy nie rozliczyło się z flirtu z nazizmem. Maj Sjöwall i Per Wahlöö, zamiast publikować na ten temat sążniste manifesty, postanowili napisać dziesięciotomowy cykl powieści kryminalnych o satyrycznym zacięciu.

Seria o komisarzu Martinie Becku i  jego kolegach ze sztokholmskiej policji okazała się przełomowa: wszyscy wielcy skandynawskiej literatury noir – Henning Mankell, H?kan Nesser, Jo Nesb?, Leif GW Persson czy Stieg Larsson – są jej dłużnikami. Polityczna krytyka to jednak nie wszystko. Paradoksalnie, to pisarstwo przesiąknięte jest protestanckim etosem pracy: niewiele tu akcji, sporo zaś nudnych, niekończących się zebrań, opisów żmudnych działań śledczych oraz wyczerpującego i rutynowego dążenia do nieoczywistego celu.

Skandynawscy pisarze na dobre uśmiercili Sherlocka Holmesa, zastępując go  grupą zmęczonych facetów w średnim wieku, pracowitych urzędników, melancholików i pesymistów, przerażonych światem i własnym rozpadającym się życiem. Być może udało im się sportretować nas samych. A powieść kryminalną przywrócić rzeczywistości.

Pippi XXI wieku

Czyli dlaczego pokochaliśmy lisbeth salander.

„Nie martwcie się o mnie, zawsze dam sobie radę!" – przekonywała w książce Astrid Lindgren niejaka Pippi Langstrumpf. Te słowa mogłaby powtórzyć za nią Lisbeth Salander, inna silna i samowystarczalna (choć sporo starsza) dziewczyna, odporna na wszelkie próby uczynienia z niej pokornej członkini społeczeństwa. Salander też właściwie nie ma rodziny, też otoczona jest tłumem wychowawców i opiekunów, też ma opinię nieprzystosowanej społecznie, też eksponuje swoją kobiecość w sposób daleki od oczekiwań. Ba, Salander, podobnie jak Langstrumpf, jest ruda – tyle że swoje krótko ścięte włosy farbuje na kruczoczarno.

Stworzona przez Larssona genialna hakerka była „bladą, anorektycznie chudą, ostrzyżoną na jeża dziewczyną z kolczykami w nosie i w brwiach. Na szyi miała wytatuowaną dwucentymetrową osę, a  wokół lewego bicepsa i kostki – prosty szlaczek", na plecach Salander z  kolei prężył się smok. Nosiła się nonszalancko: czarne ubrania, skórzana kurtka, czasem obszarpana mini i podkolanówki, do tego martensy. „Wyglądała, jakby właśnie obudziła się po tygodniowych orgiach z grupą hardrockowców” – opisuje Salander jej „tata”, Stieg Larsson.

Jakim sposobem tak nieatrakcyjna dziewczyna stała się jedną z najbardziej lubianych, podziwianych i pożądanych bohaterek literackich i filmowych? Niezależna, inteligentna, doskonale obeznana z technologiami; seksualnie wyzwolona. Choć wiele razy doświadczyła brutalnej przemocy, nigdy nie  uważała się za ofiarę; a do tego „ma bardzo liberalne podejście do  moralności i etyki" – szwedzka hakerka jest jedną z pierwszych kobiet w  dziejach popkultury, która wkracza na terytorium zarezerwowane dla  męskich bohaterów. „Lisbeth nigdy nie zapominała doznanych krzywd, a  wybaczanie nie leżało w jej naturze” – notuje Larsson, tym samym wpisując Salander na listę popkulturowych mścicieli, na której nie ma  żadnych parytetów.

Filmowa Salander to siostra Czarnej Mamby z „Kill Billa" i dziewczyn z „Death Proof”. Igra z ogniem, nie będąc dziewczynką z zapałkami. Z taką osobowością doskonale nadaje się i na ikonę feminizmu, i na bohaterkę trzymającego w napięciu thrillera. Dziś każdy chce być Lisbeth Salander, brać sprawy w swoje ręce, wierzyć w zasadę, że „drań to drań”, wymykać się systemowi. Najprościej zrobić to, farbując włosy na czarno i montując kolczyki w różnych dziwnych miejscach. Seryjną produkcją klonów Lisbeth Salander zajęła się już odzieżowa sieciówka H&M, która przy okazji amerykańskiej premiery wprowadziła na rynek kolekcję inspirowaną filmem i powieścią.

Owa komercjalizacja stylu, który jest dla Salander rodzajem zbroi w walce ze  światem mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, wywołała słuszne kontrowersje (bo glamouryzuje przemoc i trywializuje polityczne, feministyczne przesłanie Larssona), a rzecznik H&M musiał tłumaczyć się na łamach „The Wall Street Journal". Strach pomyśleć, jak zareagowałaby Salander, gdyby istniała naprawdę: z pewnością przeprosiny byłyby bardziej spektakularne.

Ale nie tylko szef firmy ma powody, by poczuć ulgę. W końcu mowa o dziewczynie, która wyznała kiedyś: „Gdyby ktoś nazwał mnie w mediach Pippi Langstrumpf, ryzykowałby spuchniętą wargę".

Okładka tygodnika WPROST: 2/2012
Więcej możesz przeczytać w 2/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2012 (1508)

  • Mitt Romney i mity prawicy 8 sty 2012, 12:00 Nasza prawica﹐ PiS przede wszystkim﹐ coraz bardziej przypomina amerykańską partię republikańską﹒ Niestety, to nie komplement. 4
  • Na skróty 8 sty 2012, 12:00 Radosław Sikorski planuje kadrową rewolucję. W MSZ trwają poszukiwania kilkudziesięciu kandydatów na ambasadorów – dowiedział się „Wprost". Do zmian dojdzie na najważniejszych placówkach: w Waszyngtonie, Londynie,... 7
  • Postanawiam zaapelować 8 sty 2012, 12:00 Rok 2012 będzie realizacją moich postanowień. Postanawiam, że mimo osaczającej mnie rzeczywistości nie przestanę palić, chociaż w tej sprawie prawie działam w podziemiu, ale jak się coś kocha, to mówi się trudno. Postanawiam, że w... 9
  • Polska zapłacze 8 sty 2012, 12:00 Proszę państwa, witam was w 2012 r. To będzie bardzo ciekawy rok, bo jaki ma być, skoro zaczął się od internetowej deklaracji nawrócenia Mai „Frytki" Frykowskiej. Pramatka polskich celebrytek zadeklarowała, że koniec z wódą,... 10
  • 200 tysięcy godzin życia 8 sty 2012, 12:00 Patrzysz sobie﹐ czytelniku﹐ na Miecugowa w telewizorze﹐ Wkurza cię albo rozbawia. I nawet nie wiesz, że mówi do ciebie człowiek, którego życie wisiało i wisi na włosku. A czasem na żetonie w kasynie. 14
  • Ciao, Bartek! 8 sty 2012, 12:00 Bartosz Arłukowicz nie chciał być ministrem zdrowia﹐ Ale był za słaby, żeby wybrzydzać﹒ Zresztą co tu wybrzydzać. Poprzedniczka zostawiła po sobie straszną żabę, którą Arłukowicz musi teraz zjeść. 21
  • Leczenie strachem 8 sty 2012, 12:00 Dwa tysiące leków staniało﹐ A chorzy płacą w aptekach więcej niż wcześniej﹒ Lekarze boją się, że zapłacą kary, jeśli źle wypiszą receptę. A farmaceuci – że nikt im nie odda za leki, które wydadzą ze zniżką . Zapowiedź premiera, że sporne przepisy ustawy... 24
  • Wiplerjugend, pupilek i cwany gapa 8 sty 2012, 12:00 Oni dopiero się rozkręcają﹒ na razie badają grunt i zbierają się w sobie﹐ ale – możecie być pewni – to już długo nie potrwa﹒ W 2012 r. będzie o nich głośno: Przemysław Wipler, Andrzej Rozenek i Marcin Korolec. 30
  • Zagłada to temat nie dla Hollywood 8 sty 2012, 12:00 do dyskusji o tym﹐ czy polacy pomogli Zydom﹐ czy nie pomogli﹐ nowy film agnieszki Holland nic nie wnosi﹒ Była znacząca grupa Żydów, którzy ocaleli dzięki Polakom, ale też dosyć duża grupa osób, które zginęły z rąk polskich. To nie jest kwestia ocen,... 33
  • Podskoki 8 sty 2012, 12:00 SKOK płaci﹐ SKOK wymaga﹒ Czyli: jak doszło do tego, że apologeci IV RP i smoleńscy mściciele stali się lobbystami. 36
  • Budowniczowie drugiej Polski 8 sty 2012, 12:00 Prawicowi dziennikarze chcą nowej Polski﹒ Właśnie podpalili lont przekonani, że wysadzą wreszcie beczkę z prochem, na której siedzi odwieczny wróg – twórcy III RP. 40
  • W kwestii seksu i Matki Boskiej 8 sty 2012, 12:00 Wymierający naród nie poderwie się ani w obronie krzyża﹐ Ani czegokolwiek innego, a zniechęcanie narodu do seksu jest samobójcze! 43
  • Uwaga, uwaga, nadszedł! 8 sty 2012, 12:00 Czego tak naprawdę chce nasza prawicowa opozycja? Przede wszystkim odejścia od demokracji, która funkcjonuje u nas trochę kulawo, ale nie najgorzej. 44
  • Jestem wielobożny 8 sty 2012, 12:00 O przeprowadzkach, swoim plemieniu i o tym, skąd się wzięła orkiestra – Jerzy Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, opowiada Zbigniewowi Hołdysowi. 47
  • Idą, skacząc po górach 8 sty 2012, 12:00 Męczarnia i ryzyko. Podchodzi się kilometrami w kopnym śniegu, potem zjeżdża tak, że bolą płuca i wysiadają nogi. Po co te dziewczyny z Podhala biegną na nartach w wysokie Tatry? 51
  • Ludzie słuchawki 8 sty 2012, 12:00 Pracują w nocy, w dzień śpią. Godzinami rozmawiają przez telefon w obcych językach. Pracownicy call center szybko tracą kontakt z rzeczywistością. Żyją jak zombie. 54
  • Gianni 8 sty 2012, 12:00 Był twardzielem, regularnie faulował przeciwników. Słynął z niewyparzonego języka i ciągle pakował się w kłopoty. Teraz chce zacząć w życiu nowy rozdział. Na razie jako trener białostockiej Jagiellonii. 56
  • Karierowicze książęta 8 sty 2012, 12:00 Jeden reprezentuje komunistyczną arystokrację, drugi to rzutki ekonomista z pospólstwa. Duet Xi i Li jest na ostatniej prostej do przejęcia władzy w Chinach. 58
  • Gra na wielu szachownicach 8 sty 2012, 12:00 Zaczęło się! Z chrzęstem ruszyły tryby potężnej amerykańskiej machiny wyborczej. Na razie trzeba wybrać republikanina, który spróbuje pozbawić pracy prezydenta Obamę. 61
  • Żelazna Dama zekranizowana 8 sty 2012, 12:00 Nowy film o Margaret Thatcher nie zadowolił na Wyspach nikogo. Wedle jednych trzeba było się skupić na jej politycznych triumfach, innym brakuje opowieści o klęskach. 64
  • Mistrz kierownicy za sterem 8 sty 2012, 12:00 Sobiesław Zasada za kołem sterowym swego luksusowego katamaranu – to zdjęcie mogłoby ilustrować broszurę reklamową funduszu emerytalnego. Ale byłemu rajdowcowi na emeryturę niespieszno. Wciąż zawiaduje ponad 40 spółkami, lubi szybką jazdę autem, a Atlantyk przepłynął ot,... 68
  • Sortujący Holender 8 sty 2012, 12:00 Od 15 stycznia polscy szczypiorniści będą walczyć o mistrzostwo Europy. Mają spore szanse na medal! A to dzięki pewnemu holenderskiemu biznesmenowi… z Kielc. 71
  • Knajpa nasza codzienna 8 sty 2012, 12:00 Dla dzisiejszych „pięknych dwudziestoletnich” to miejsce spotkań, pracy i odpoczynku. Nie rozumieją pytania o to, czy czują się tu bardziej jak w domu, czy jak w świetlicy albo biurze. – Jak to jak? Jak w knajpie! – odpowiadają, robiąc miejsce przy... 74
  • Nieustraszeni łowcy gwiazd 8 sty 2012, 12:00 Za pomocą amatorskiego sprzętu w przydomowych garażach odkrywają obce światy, tropią komety, tworzą mapy gwiazd. Raz w roku spotykają się w egipskich ciemnościach, żeby razem pogapić się w niebo. 76
  • „Millennium”: instrukcja obsługi 8 sty 2012, 12:00 Hollywood zabrało się do najpopularniejszej kryminalnej powieści wszech czasów. Do kin trafia właśnie „Dziewczyna z tatuażem”, a saga Stiega Larssona ostatecznie podbija cały świat. Jak do tego doszło? 80
  • Pijacy z Karaibów 8 sty 2012, 12:00 Johnny Depp w „Dzienniku zakrapianym rumem” po raz drugi wciela się w bohatera stworzonego przez pisarza Huntera S. Thompsona. Co takiego aktor widzi w narkotycznej prozie legendy kontrkultury? 84
  • Z brzucha 8 sty 2012, 12:00 „Ten film może ranić uczucia widzów” – kartka z takim napisem pojawiła się przed pokazem „Code blue” na festiwalu w Cannes. – To jest film z brzucha – mówi jego autorka Urszula Antoniak. Poznajcie jedną z najciekawszych europejskich... 86
  • Gucio i Cezar wiecznie żywi 8 sty 2012, 12:00 Butenko pinxit znaczy: prostota, absurd, ciepły humor, dziwaczne postacie. Legendarny twórca polskich komiksów dla dzieci przypomina o sobie w nowym zbiorze przygód „Gucia i Cezara”. 88
  • Polski bitnik 8 sty 2012, 12:00 Był kultowym poetą. Potem pokłócił się ze wszystkimi i obraził na cały świat. Jacek Podsiadło, dla którego bunt nigdy się nie kończy, wydał właśnie nowy tom wierszy. 90
  • Normalność 8 sty 2012, 12:00 Właśnie czytam depeszę o tym, że eksperci uznali Breivika za normalnego. Dla prawników i komentatorów to kolejna zagwozdka: nie można go będzie zamknąć w psychiatryku na resztę życia. Czuć wielkie rozczarowanie i próby kwestionowania... 94
  • Nasza wojna jądrowa 8 sty 2012, 12:00 Gdy kończy się serial „Rzym", a życie Marka Antoniusza i Kleopatry zmierza do niechybnego już kresu, po kolejnym orgiastycznym szaleństwie jedno z nich rzuca: „Ale cośmy przeżyli, to nasze!”. Przypomniała mi się ta... 95
  • Mandarynkowa rozkosz 8 sty 2012, 12:00 Początek karnawału to czas szczególny. spragnieni zmysłowych doznań tęsknimy za odrobiną szaleństwa, czemu dajemy wyraz już na sylwestrowych balach i zabawach. Żyjemy w przekonaniu, że szalony czas karnawału rozgrzesza nas z... 96
  • Horrorskop 2012 (część druga i ostatnia) 8 sty 2012, 12:00 SŁOWO SIĘ RZEKŁO i masz babo placek. Nakarm nim, proszę, kobyłkę, a ja w tym czasie dokończę wróżenie. SKORPION 23.10 – 21.11: TOMASZ NAŁĘCZ (29 PAŹDZIERNIKA 1949), JANUSZ PALIKOT (26 PAŹDZIERNIKA 1964) Zaczniesz i skończysz... 97
  • W sprawie służby zdrowia, z ostatniej chwili 8 sty 2012, 12:00 Trwa protest lekarzy, który został zawieszony, bo został odwołany 97
  • Upadek irokeza 8 sty 2012, 12:00 W kulturze znane jest pojęcie wędrówki symboli. Symbole, znaki, godła same jednak nie wędrują, są przechwytywane lub wchłaniane przez konkurencyjne szczepy, nacje czy grupy. Najsłynniejszym przykładem takiego przejmowania jest swastyka.... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany