Premier Morawiecki przyznał, że najnowsze informacje z Białorusi nie napawają go optymizmem. – Bardzo obawiam się ataku wojska rosyjskiego bądź rosyjskiego i białoruskiego na północną granicę Ukrainy – stwierdził. Jego zdaniem Warszawa na równi z Kijowem powinna przejmować się sytuacją w tym rejonie. Mówił o możliwej próbie destabilizacji Polski, podobnej do tej sprzed roku.
Mateusz Morawiecki: Trzeba się liczyć z prowokacjami
– Wybudowaliśmy zaporę, ale wraz z eskalacją działań wojennych trzeba uruchomić wyobraźnię i wziąć pod uwagę kolejne możliwe próby albo ściągnięcia rzesz migrantów, albo prowokacje na naszej granicy wywołane przez wojska rosyjskie i białoruskie. Trzeba się też liczyć z prowokacjami na terytorium naszego kraju – ostrzegał szef polskiego rządu.
Morawiecki zapewnił, że reakcją Warszawy na dalszą eskalację wojny za naszą wschodnią granicą może być tylko wspieranie Ukrainy. Podkreślał, że ma na myśli zarówno dostawy broni, jak i pomoc humanitarną. W kontekście tej ostatniej kwestii przypomniał o bombardowaniu przez Rosjan infrastruktury energetycznej naszego sąsiada. Jego zdaniem doprowadzi to do kolejnej fali migracji. Ludzie będą uciekać przed zimnem. Jak zapowiedział, Polska oraz inne państwa wschodniej części Europy będą mogły poradzić sobie z około 500 tys. takich osób. Zapewnił, że jesteśmy przygotowani na różne scenariusze.
Białoruś zaatakuje Ukrainę?
Białoruś od dawna traktowana jest jako najbliższy sojusznik Rosji. Postrzega się ją także jako kraj, który w pierwszej kolejności może rzucić swoje wojska na pomoc armii Władimira Putina. Zwłaszcza w ostatnich miesiącach mnożą się doniesienia odnośnie nacisków Moskwy na Mińsk w tej sprawie i uników, jakie stosuje prezydent Aleksander Łukaszenko, niechętny mobilizacji i uzbrajaniu nieprzychylnego mu społeczeństwa.
Białorusini zwiększają aktywność. Szykują się do wojny?
W ostatnim czasie pojawiały się liczne doniesienia o rozmieszczaniu białoruskich oddziałów przy granicy z Ukrainą. Tworzone są także oddziały mieszane, w skład których wchodzą dodatkowo Rosjanie. W ramach manewrów szkolone są tysiące żołnierzy, pod pretekstem konieczności ochrony kraju przed, NATO i Ukrainą.
Teraz do licznych sygnałów alarmowych doliczyć należy jeszcze jeden. Eksperci od wojskowości zauważyli na ramionach białoruskich żołnierzy opaski w kolorze czerwonym. Noszone na mundurach oznakowania dają ważne informacje o planach naszych sąsiadów. Tego typu opaski służą do odróżniania przyjaznych żołnierzy od wrogich w trakcie walki.
Raport Wojna na Ukrainie
Otwórz raport
Czytaj też:
Ostrzeżenie Zełenskiego na forum Rady Europejskiej. „Rosja przygotowała już wszystko do przeprowadzenia tego ataku terrorystycznego” Czytaj też:
Mocne słowa Dudy w sprawie miliardów na zbrojenia. „Żebyśmy nie musieli w szkole mówić po rosyjsku”
