W połowie września przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego niespodziewanie wyrosło małe miasteczko namiotowe. Dzień w dzień przed bramą TK zbierają się ludzie, którzy głoszą zdecydowany sprzeciw zmianom w tej instytucji. Twierdzą, że bronią jego niezależności, choć głównie chodzi im o obronę prezesa Bogdana Święczkowskiego.
Galeria:
Miasteczko namiotowe przed Trybunałem Konstytucyjnym
Pikieta przed TK. „Zaraz mnie zaaresztują”
– Trzeba bronić i nie pozwolić, żeby wkroczył ten piękny chłop. Dalej nie dopowiem, bo zaraz mnie zaaresztują – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z demonstrantów. – Jak tego nie utrzymamy, to będzie dalszy krok. Będą mieli Trybunał, to się wezmą za naszego prezydenta. I co? Stracimy suwerenność – zapowiadał inny pikietujący.
Jeden z rozmówców portalu dotarł do Warszawy aż z Gdyni i zamierza spędzić przed Trybunałem jeden dzień. – Nie jest powiedziane, że jeszcze przyjadę, ale jak będzie trzeba, to przyjadę. O każdej porze dnia i nocy. Zawsze będziemy tutaj, jeżeli tylko będzie trzeba – mówił. Inna osoba wyjaśniała, że przed TK przychodzi codziennie. – Do 7 posiedzę, do 2...i później znowu przyjeżdżam i do wieczora – opowiadał mężczyzna.
Zabawa „w berka” przed TK. „Ja się polityką nie interesuję”
W żartach rzucano też, że protestujący „bawią się w berka”. Kiedy jednak dopytywano ich, czy to gra słów, nawiązująca do Macieja Berka, pojawił się sprzeciw. – Ja nie znam żadnego Berka, tylko prezesa Święczkowskiego, a kto to Berek, to ja nie wiem, bo ja się polityką nie interesuję – stwierdzała jedna z kobiet.
Protestująca poproszona o rozwinięcie hasła ze swojej koszulki, o byciu Polakiem, nie chciała wdawać się w dyskusję. – Dla mnie jest to oczywiste. A głupkom nie ma co tłumaczyć, bo uważają, że są obywatelami świata. Mają kompleksy – stwierdzała.
Czytaj też:
Leśkiewicz pyta o odpowiedzialność karną sędziego Berka. Wspomniał też o Czarzastym Czytaj też:
„Robocop” Tuska wchodzi do gry. Tak ma wyglądać plan Berka na TK
