Ostatnie igrzyska

Ostatnie igrzyska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Olimpiada znalazła się w najgłębszym kryzysie od stulecia Olimpiada przeżywa swoje wspaniałe, być może najlepsze dni w historii, co świadczy o tym, że igrzyska mają się świetnie - mówi Jacques Rogge, szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Rogge mówi to w chwili, gdy inaugurację igrzysk w Atenach oglądało na świecie 1,4 mld osób. To dużo, ale o ponad miliard widzów więcej obserwowało otwarcie igrzysk w Sydney w 2000 r., a półtora miliarda więcej - inaugurację olimpiady w Atlancie w 1996 r. Finał ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej (w Korei i Japonii) skupił przed telewizorami 2,5 mld osób. Owszem, w skali globalnej wzrasta liczba widzów letnich olimpiad (miliard w 1976 r. przy 3,8 mld w roku 2000), ale wynika to tylko z coraz większej dostępności telewizji w krajach Trzeciego Świata. W Europie, USA i Japonii liczba widzów akurat spada - od 1996 r. zmniejszyła się o 15 proc. Co więcej, czas poświęcony dziennie przez przeciętnego telewidza na oglądanie igrzysk spada: ze 176 minut w 1972 r. do 82 minut w 2000 r. W Polsce otwarcie igrzysk w Atenach oglądało 6,8 mln osób. Tymczasem rekordowe skoki Adama Małysza zgromadziły przed telewizorami ponad 13 mln widzów. Do 11 mln widzów dochodzi kilka razy w roku oglądalność "Wiadomości", do 10 mln - oglądalność telenoweli "M jak miłość".
Jacques Rogge nie ma racji: igrzyska nie przeżywają najlepszych chwil w historii. Olimpiada przeżywa najgłębszy w swojej historii kryzys: formy wielkiego sportowego teatru. Pod tym względem olimpiada w Atenach w 2004 r. niewiele się różni od igrzysk w tym mieście w roku 1896 r. Jest nawet gorzej - tamte igrzyska były mniej przewidywalne, a przez to bardziej dramatyczne niż obecne. W 1896 r. zawody pływackie rozgrywano na pełnym morzu, więc chociaż widzowie nie mieli pojęcia, kto wygrywa, przejmowali się tym, czy któryś z zawodników nie utonie. I rzeczywiście kilku pływaków trzeba było ratować. Zwycięzca zawodów pływackich Węgier Alfred Hajos dotarł na start wtedy, kiedy inni odpłynęli już sporo od brzegu. Wtedy widzowie emocjonowali się nawet podciąganiem na linie. Powód jest oczywisty: brak konkurencji i nowość - w końcu były to pierwsze nowożytne igrzyska.
Jacques Rogge, przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, nie dostrzega anachronizmu igrzysk. Na pytanie dziennikarza "Wprost", co jest przyczyną kłopotów z frekwencją na stadionach i w halach, odpowiada, że słońce. Tyle że olimpiady w Sydney i Atlancie również odbywały się w sierpniu, także podczas upałów, a widownia była jednak większa.

Olimpijski teatr pudełkowy

W 1896 r. olimpiada konkurowała z przedstawieniami teatralnymi i operowymi, bo teatr i opera nie zostały jeszcze zreformowane przez Stanisławskiego czy Meyerholda, więc aktorzy wychodzili na scenę i deklamowali, a w operze ruch sceniczny ograniczał się do gestów śpiewaka. W porównaniu z tak statycznymi widowiskami podciąganie na linie miało dynamikę kina akcji i nic dziwnego, że budziło entuzjazm. O ile pod koniec XIX wieku sportowy teatr nie tchnął jeszcze anachronizmem, obecnie anachronizm widać na każdym kroku.
- Rozwlekłe w czasie zawody trudno się ogląda. Właściwie należałoby wiele z nich skasować i ograniczyć liczbę zawodników do najlepszych - mówi reżyser Krzysztof Jasiński, twórca m.in. wielkich przedstawień plenerowych. - Tych wszystkich turniejów piłki plażowej i tym podobnych absurdalnych dyscyplin nie da się oglądać! Zresztą już sama prezentacja uczestników na otwarciu olimpiady trwa w nieskończoność. Wszystko to sprawia, że jako widowisko igrzyska przypominają XIX-wieczną operę ze swymi dłużyznami i nudą. Gdyby to ode mnie zależało, zlikwidowałbym połowę dyscyplin, a na olimpiadę wysłał tylko tych, którzy mają realne szanse na medal - dodaje Adam Hanuszkiewicz, reżyser teatralny i telewizyjny.
- Olimpiada to teraz swego rodzaju "Muppet Show" skrzyżowany z telenowelą. Z jednej strony sieczka obrazków i dźwięków - łzy, okrzyki, malowane twarze, a z drugiej - ślamazarność i statyka. Trudno już się połapać, jak nazywają się te dziwne dyscypliny, które mamy okazję oglądać, i co one mają wspólnego z olimpijską rywalizacją - uważa reżyser filmowy i teatralny Jerzy Gruza.

Milczenie trybun

Przewodniczący MKOl opowiada o świetności igrzysk w chwili gdy grecki rząd wykupuje 300 tys. biletów na najważniejsze imprezy i rozdaje za darmo, by nie było widać pustych miejsc na trybunach. Mało tego, w liczących 3,3 mln mieszkańców Atenach nie udało się znaleźć połowy chętnych na te darmowe bilety. Nie chcą ich nawet dzieci, które na niektórych arenach dodatkowo nęci się darmowymi chipsami, frytkami i napojami. Organizatorzy przygotowali 5,3 mln biletów na olimpijskie imprezy, a dotychczas udało im się sprzedać niewiele ponad 3 mln. To najgorszy wskaźnik od ponad 20 lat: w Sydney (w 2000 r.) sprzedano 87 proc. z 6,7 mln biletów, a w Atlancie (w 1996 r.) 82 proc. z 11 mln biletów. Oznacza to, że mimo wzrostu liczby olimpijskich konkurencji - do ponad trzystu - spada liczba osób obserwujących na żywo rywalizację sportowców.
Już nie tylko zawody w badmintonie, taekwondo, hokeju na trawie, baseballu, triathlonie, jeździectwie, wioślarstwie czy kajakarstwie są rozgrywane przy niemal pustych trybunach. Najczęściej organizatorzy proszą pomagających im wolontariuszy, by udawali publiczność. Nikos Konstandaras, szef "Kathimerini" - dodatku do "International Herald Tribune", dostrzega absurd w tym, że na przykład łucznicy mają zawody na 50-tysięcznym stadionie Panathinaiko, chociaż wystarczyłaby widownia na 500 osób. Trybuny stadionów świecą pustkami nawet na meczach siatkówki i koszykówki, chociaż na parkiecie występują światowe gwiazdy. Amerykanka Venus Williams, tenisistka broniąca tytułu mistrzyni olimpijskiej i wielka gwiazda tej dyscypliny, grała przy widowni nie większej niż 300 osób. Szwajcar Roger Federer, numer jeden w rankingu tenisistów, grał przy 500-osobowej widowni.

Ucieczka z Aten

Co piąty mieszkaniec Aten wyjechał z miasta, uciekając przed igrzyskami, mimo że prawdopodobnie nie będzie miał więcej okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu. W okolicach Akropolu można odnieść wrażenie, że w Atenach w ogóle nie ma olimpiady. Na sprzedawanych tam koszulkach widnieją zwycięzcy mistrzostw Europy w piłce nożnej - reprezentanci Grecji. Można tam nawet dostać koszulkę z numerem Emmanuela Olisadebe, reprezentanta Polski grającego w Panathinaikosie, ale nie T-shirty z podobiznami gwiazd olimpiady. Joannis Nikolakakos, grecki biznesmen z Kanady, z którym rozmawiamy, mówi z ironią, że nie podnieca go złoty medal zdobyty dla Grecji w synchronicznych skokach do wody. Ba, nie wiedział nawet, że istnieje taka konkurencja. - Ta cała olimpiada to wielki balon - pusty w środku, tyle że koszmarnie drogi. Owszem, jest to promocja Grecji, ale wątpliwa jako inwestycja długoterminowa. Tym bardziej że nasi piłkarze zrobili dla promocji kraju więcej, niż zrobią wszyscy greccy olimpijczycy razem wzięci. I nie kosztowało to 7 miliardów dolarów, które przecież trzeba będzie przez lata spłacać - mówi Nikolakakos.
Ateńscy restauratorzy i hotelarze przeklinają olimpiadę, bo psuje im interesy. Jak co roku mieszkańcy stolicy Grecji masowo wyjechali na wyspy, a tego braku nie zrekompensowali - jak to się zwykle dzieje - zagraniczni turyści. W tym roku przyjechało ich do stolicy Grecji o 20 proc. mniej niż rok wcześniej.

Wielka pusta równina

- Współcześni widzowie są przyzwyczajeni, że wydarzenie sportowe to jest pewien szczyt - 100-120 minut emocji. W tym muszą być dramaturgia, gwiazdy i niespodzianki. Tymczasem olimpiada wymaga, żeby za szczyt traktować coś, co zostało rozwleczone do dwóch tygodni, kilkuset konkurencji i wielkiej przestrzeni, na której odbywają się zawody. To nie żaden szczyt, tylko wielka pusta równina. Takie gigantyczne imprezy są zaprzeczeniem istoty widowiska z jego dramaturgią - twierdzi Mario Vargas Llosa, peruwiański pisarz mieszkający w Londynie.
To, że igrzyska stały się - jak mówi Llosa - "wielką, pustą równiną", wynika z ideologii MKOl. Na olimpiadzie muszą być reprezentowane wszystkie chętne kraje. Efekt jest taki, że reprezentanci, na przykład Vanuatu czy Lesotho, którzy osiągają wyniki na poziomie sportu rekreacyjnego, mają pewne miejsce w zawodach, podczas gdy najlepsi często się nie kwalifikują. Wciąż obowiązuje wymyślona przez barona de Coubertina, twórcę nowożytnych igrzysk, zasada: All nations, all games (wszystkie narody, wszystkie dyscypliny). Ta sportowa wersja politycznej poprawności zabija widowisko. Już od kilkunastu lat najwyższy poziom rywalizacji i rekordy możemy obserwować nie na olimpiadach, lecz na takich imprezach, jak mityngi lekkoatletyczne Golden League, mecze piłkarskiej Champions League, koszykarskiej NBA czy po prostu na mistrzostwach świata.
Igrzyska olimpijskie nie są szczytem sportowej rywalizacji, bo obowiązują na nich kontynentalne i narodowe parytety. Zanim najlepsi znajdą się w finale, muszą przejść kilka tur eliminacji. Z kolei uciążliwe eliminacje wpływają na wyniki w finałach - zwykle zdecydowanie gorsze od tych na mityngach. Finały są już tylko rywalizacją zmęczonych mistrzów, których nie stać na rekordy. Dr Bogdan Tuszyński, historyk sportu, dziennikarz, uczestnik kilkuset imprez sportowych najwyższej rangi i obserwator igrzysk od pół wieku, uważa, że olimpiady tracą swoje podstawowe atuty: rywalizację największych gwiazd i dramaturgię. - Sposób kwalifikacji do igrzysk, wykluczający na przykład mistrzów Europy, jak w wypadku naszych siatkarek, a premiujący amatorów z końca świata woła o pomstę do nieba. No bo o co w igrzyskach chodzi: o polityczną poprawność czy sportowy wymiar? - pyta Tuszyński.

Telewizyjne pogotowie ratunkowe

Przeciętny widz, przyzwyczajony do szybkiego rytmu życia, nie może poświęcić pięciu godzin, by się zorientować, kto wygrał w jednej kategorii wagowej w podnoszeniu ciężarów (a tyle trwają zawody). Olimpiada w obecnej formie żyje jeszcze wyłącznie dzięki telewizji. Ale przeciętny, pracujący czy uczący się widz ma coraz mniej czasu na oglądanie transmisji. Tym bardziej że wyniki czy najważniejsze wydarzenia może znaleźć w Internecie, a nawet otrzymać na swój telefon komórkowy. Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, był kiedyś świadkiem, jak na meczu piłkarskiej ligi norweskiej większość publiczności zamiast obserwować mecz na boisku, oglądała go na telebimie. Powód był prosty - było lepiej widać, a najciekawsze sytuacje powtarzano. - Dzisiaj każde wydarzenie sportowe musi być wydarzeniem medialnym, przekładalnym na telewizyjny obraz. A medialne wydarzenie musi być dynamiczne, musi mieć jak najwięcej kulminacji i wyrazistych bohaterów. Trwająca 16 dni impreza, w której bierze udział 10,5 tys. sportowców startujących w ponad 300 konkurencjach, nie bardzo spełnia taki wymóg - mówi prof. Wiesław Godzic. Nie jest przypadkiem, że od ponad 30 lat clou olimpiady są kilkugodzinne ceremonie otwarcia i zamknięcia. Bo to są ostatnie prawdziwe widowiska na olimpiadach.

Starczy uwiąd

Igrzyska olimpijskie są na takiej samej schyłkowej drodze jak wystawy światowe - Expo. Zresztą w swoich początkach (Paryż 1900 i Saint Louis 1904) obie imprezy odbywały się jednocześnie w tym samym mieście, a często się przenikały. Wielu sportowców podczas igrzysk w tamtych latach było przekonanych, że uczestniczy w wystawie światowej, a nie w igrzyskach. Ostatnie wystawy światowe - w Sewilli, Lizbonie i Hanowerze - były frekwencyjnymi i finansowymi klęskami. Przyczyny niepowodzeń są proste: kto chciałby pielgrzymować przez całą Europę, by obejrzeć zdobycze techniki, które może zobaczyć w telewizji i Internecie. Zresztą nowości technologii wcale nie były najważniejsze na ostatnich Expo, lecz występy teatralne i koncerty rockowe. Podobnie ratują się olimpiady, przygotowując coraz wymyślniejsze ceremonie otwarcia.
Szefowie olimpiady nie przejmują się widzami i anachronicznością formuły, bo firma pod nazwą MKOl wciąż dobrze sobie radzi. Tylko na sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych zarobi w tym roku około 1,5 mld dolarów. Jednak to strategia samobójcza. Wprowadzanie kolejnych dyscyplin, by zaspokoić narodowe bądź branżowe lobby, czyni z olimpiady wielki sportowy śmietnik. Jak zauważa historyk olimpizmu prof. Wojciech Lipoński, przygotowania do olimpiady zamieniają się w wielką akcję lobbingową. Skoro na przykład Koreańczycy wprowadzili do programu igrzysk swój narodowy sport - taekwondo - który mało kogo poza Koreą interesuje, za chwilę ktoś zaproponuje rzut starym telewizorem czy jedzenie pączków na czas. Można też wprowadzić zawody w strzelaniu do gołębi, bo odbyły się już na olimpiadzie w Paryżu w 1900 r.
- Obecnie igrzyskom najbardziej szkodzi lobbing branżowy. Poszczególne federacje starają się wprowadzić kolejne konkurencje, więc mamy po kilkanaście wyścigów pływackich czy kajakarskich, te wszystkie udziwnienia, w których przeciętny człowiek nie jest w stanie się zorientować - mówi prof. Lipoński. Jeszcze w Seulu, przed 16 laty, rywalizowano w 230 konkurencjach i 23 dyscyplinach. W Atenach rywalizacja odbywa się w ponad 300 konkurencjach i - teoretycznie - 28 dyscyplinach. Teoretycznie, bo część fachowców twierdzi, że dyscyplin jest 37. Wszystko zależy od sposobu kwalifikacji.

XIX wiek w głowach

Olimpiada musi się zmienić, bo umrze. Impreza, która nie ma kulminacji, napięcia, a jeszcze dodatkowo setki potencjalnych bohaterów, nie przetrwa w świecie, w którym na rzeczywistość patrzy się w tempie dynamicznego teledysku i thrillera. Już odwracają się od niej widzowie, a bez nich na trybunach także widowisko telewizyjne straci na atrakcyjności. Olimpiada odżyje, jeśli będzie krótka, gromadząca wyłącznie najlepszych i rozgrywana w konkurencjach, które naprawdę obchodzą widzów - jak lekkoatletyka, pływanie, koszykówka czy siatkówka. To, że działacze MKOl mają w głowach XIX-wieczne wyobrażenie igrzysk, nie usprawiedliwia tego, że musi to być impreza w duchu poprzedniej epoki.

    Szacunkowa liczba widzów telewizyjnych transmisji
  • Tokio (1964, pierwsza relacja na żywo) 600 mln
  • Montreal (1976) 1 mld
  • Seul (1988) 2,5 mld
  • Sydney (2000) 3,8 mld

    Koszt organizacji igrzysk olimpijskich (w dolarach)
  • Los Angeles (1984) 0,5 mld
  • Seul (1988) 3,5 mld
  • Barcelona (1992) 1,6 mld
  • Atlanta (1996) 1,7 mld
  • Sydney (2000) 2 mld


źródło: MKOl, PKOl

JERZY GRUZA
Olimpiada to teraz swego rodzaju "Muppet Show" skrzyżowany z telenowelą

ADAM HANUSZKIEWICZ
Jako widowisko igrzyska są nudne. Nie da się oglądać tych różnych absurdalnych dyscyplin

KRZYSZTOF JASIŃSKI
Właściwie należałoby skasować połowę zawodów na igrzyskach, a liczbę zawodników ograniczyć do najlepszych

WOJCIECH LIPOŃSKI
Przeciętny człowiek nie jest już w stanie się zorientować w udziwnieniach wprowadzanych do kolejnych konkurencji
Więcej możesz przeczytać w 35/2004 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 35/2004 (1135)

  • Wprost od czytelników 29 sie 2004 "WPROST" NA SPITSBERGENIE Serdecznie pozdrawiam redakcję i czytelników tygodnika "Wprost". Za kołem polarnym wartość "Wprost" wzrasta i tygodnik przechodzi z rąk do rąk. Każdy egzemplarz jest czytany... 3
  • Na stronie - Igrzyska bez igrzysk 29 sie 2004 Obserwujemy obecnie w Atenach wyścig żółwi Aktóż to był ten Coubertin? Czy to nie ten zabawny Francuz, który bredził o szlachetnej rywalizacji sportowców, niby na wzór walki tych biednych głupców ze starożytności? Przecież gdyby nie nasi lekarze, którzy napompowali Aleksiejewa [słynnego w swoim czasie sztangistę z ZSRR - przyp. MZ], ten grubas nie byłby w stanie podnieść o centymetr nad ziemię nawet mnie. Tylko jedno ma sens z tego, co mówił de Coubertin: walka. Walka między obozem krajów socjalistycznych i kapitalistami. Olimpiada to zastępcza forma wojny" - przyznał w niesłychanie rzadkiej u niego chwili szczerości Andriej Gromyko, szef sowieckiej dyplomacji. 3
  • Skaner 29 sie 2004 KRÓL SEZONU OGÓRKOWEGO Premier Włoch zaprosił na krótkie wakacje do swojej wilii na Sardynii TonyŐego Blaira z żoną. Wizyta szefa brytyjskiego rządu stała się pretekstem dla Berlusconiego do zademonstrowania całego... 6
  • Dossier 29 sie 2004 "Ja już w naszym kraju byłem wszystkim. Starczy." TOK FM Krzysztof Janik, szef SLD Dostatek nie pobudza aktywności seksualnej. Bywa natomiast na odwrót."Trybuna" Zbigiew Lew-Starowicz, seksuolog Etos schodzi w Polsce... 7
  • Sawka 29 sie 2004 8
  • Kadry 29 sie 2004 9
  • Playback 29 sie 2004 11
  • M&M 29 sie 2004 Ostatnia ludzka rzecz Gdy nawet zawodnicy to produkt techniki, co ma za wszelką cenę śrubować wyniki, z nas tylko humaniści... że nas leją? Nic to. Co jeszcze ludzkie w sporcie, to nieudacznictwo. 11
  • Poczta 29 sie 2004 Dobić chorego Wysłałem z Australii niedostępne w Polsce leki dla mojej ciężko chorej na raka matki. Zapłaciłem za ekspresową wysyłkę i ubezpieczenie paczki. Kiedy przesyłka dotarła do Polski, okazało się, że moja matka emerytka... 11
  • Nałęcz - Dziedzictwo zbrodni 29 sie 2004 Trudno pojąć, dlaczego władze Rosji z taką determinacją bronią bezlitosnego zbrodniarza, jakim niewątpliwie był Stalin Mija okrągła rocznica wydarzenia, które przesądziło o wybuchu II wojny światowej. Dokładnie 65 lat temu 23 sierpnia 1939 r. do Moskwy przybył minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop. Jeszcze tego samego dnia po intensywnych rokowaniach podpisano radziecko-niemiecki pakt o nieagresji. Uzupełniała go tajna klauzula, dekretująca rozbiór Polski wzdłuż linii wyznaczanej przez Narew, Wisłę i San. W pośpiechu nie zauważono, że Narew nie dotyka granicy pruskiej. Dwa dni później przedłużono tę linię o Pisę. Berlin zastrzegł sobie zabór Litwy, oddając Moskwie Finlandię, Estonię, Łotwę i rumuńską Besarabię. W ten sposób Hitler i Stalin podjęli decyzję o wywróceniu pokoju wersalskiego i o wepchnięciu świata w otchłań kolejnej wojny. 12
  • Ryba po polsku - Urzędowa erekcja umysłowa 29 sie 2004 Najlepszym sposobem zdemaskowania polityka udającego głupka jest powierzenie mu publicznych pieniędzy Nie udawaj głupiego, i tak cię w końcu zdemaskują. W wypadku polityków albo osób uznawanych wobec nieostrości tego pojęcia w dzisiejszej Polsce za polityków najlepszym sposobem obnażenia jest powierzenie im stanowiska i dostępu do publicznych pieniędzy. Osoby powszechnie uważane za niezbyt rozgarnięte, gamoniowate, niezdolne ani do powiedzenia, ani tym bardziej zrobienia czegokolwiek rozsądnego i pożytecznego, obdarzone funkcją i dopuszczone do kasy okazują natychmiast niebywały spryt i pomysłowość w urządzeniu sobie urzędowego życia na poziomie, na jaki prywatnie nigdy nie byłoby ich stać. Ludzie, którzy uporczywym i monotonnym mamrotaniem banałów albo - przy większym temperamencie - wywrzaskiwaniem komunałów chwycili w zęby kawałek władzy, doznają nagle erekcji umysłowej i bez okazywania jakichkolwiek upośledzeń intelektu, z cwaną zręcznością zaczynają się nurzać w dwóch najważniejszych atrybutach władzy - luksusie i konsumpcji na cudzy koszt. 13
  • Z życia koalicji 29 sie 2004  Prostujemy! Wiceminister kultury Odorowicz nie jest panną, lecz mężatką. Podobno notka w naszej rubryce uświadomiła jej, że jest też osobą publiczną. W związku z tym kazała zmienić swoje zdjęcie na internetowej stronie... 14
  • Z życia opozycji 29 sie 2004  Ratuj się, kto w Boga nie wierzy! Przerażenie ogarnęło lewicę wszelkich maści na wieść o tym, że do akcji powraca Ryszard Bugaj. Ekslider Unii Pracy założył Klub Polityczny - Forum "Polska Praca". Na razie ma to być... 15
  • Fotoplastykon 29 sie 2004 Henryk Sawka www.przyssawka.pl 16
  • Rzeczpospolita familijna 29 sie 2004 Ponad 30 proc. polskich urzędników uważa, że nepotyzm nie jest niczym złym Rodzina to jest siła" - śpiewa Kayah. "Liczy się tylko rodzina" - pisał Richard Condon w "Honorze Prizzich". To samo powtarzał główny bohater serialu o mafii "Rodzina Soprano". Administrację w Polsce śmiało można by nazwać familijną, bo niemal na każdym jej szczeblu zatrudniani są członkowie rodzin. Aż 91 proc. badanych przez CBOS uważa, że wysocy urzędnicy i politycy obsadzają stanowiska w urzędach oraz w spółkach skarbu państwa i komunalnych krewnymi i znajomymi. Aż 50 proc. badanych jest przekonanych, że to zjawisko nagminne. Nepotyzm, czyli zatrudnianie bądź premiowanie krewnych i znajomych przez ponad 30 proc. polskich urzędników, nie jest traktowany jako zło - wynika z badań przeprowadzonych w ramach Programu Przeciw Korupcji fundacji Batorego. Badani powołują się przy tym na prywatne firmy, gdzie często pracują krewni właściciela. To porównanie bez sensu, ponieważ - po pierwsze - urzędy nie są prywatną własnością. Po drugie, administracja państwowa służy do obsługi społeczeństwa, a nie dbania o interesy krewnych. Po trzecie, pokrewieństwo nie sprzyja obiektywnej ocenie pracownika i wreszcie - po czwarte - nepotyzm łamie obowiązującą w urzędach zasadę zatrudniania najlepszego kandydata. Wedle Raportu Banku Światowego, nepotyzm dotyczy nie tylko obsadzania stanowisk państwowych, ale też komisji prywatyzacyjnych i przetargowych. W naszym kraju upowszechnił się zwyczaj wymieniania się rodzinami w ramach ministerstw. Prawo zakazuje zatrudniania krewnych na stanowiskach bezpośrednio podlegających konkretnej osobie. - Nie ma żadnych kar w wypadku łamania tych przepisów. Określenie "bezpośrednia podległość służbowa" nigdy nie zostało prawnie zdefiniowane - mówi Marta Kindler, koordynator Programu Przeciw Korupcji fundacji Batorego. 18
  • Zdychający kolos 29 sie 2004 Największe szanse na odegranie roli nowej lewicy ma... formalnie prawicowa Unia Wolności Czy lewica może zniknąć z polskiej sceny politycznej? A jakże. To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, dziś jest ogromnie prawdopodobne. I SLD, i SDPL balansują na granicy politycznego niebytu. Postkomuniści roztrwonili gigantyczny kapitał zgromadzony w latach 90. głównie za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego. Udało mu się przekonać wielu Polaków, że SLD jest formacją autentycznie lewicową, a nie jedynie związkiem zawodowym dawnych PZPR-owców. Wiara w lewicowość postkomunistów trwała długo, ale rozpuściła się nagle, jak bałwan na wiosennym słońcu. Dziś wszystkie formacje lewicy dysponują poparciem niewiele większym od tego, które miał SLD na początku lat 90. Oznacza to, że rdzeń tego elektoratu stanowią ludzie PRL. Mimo wszystkich prób odcięcia się od przeszłości najwierniejsi wyznawcy postkomunistów kierują się resentymentami. To elektorat historyczny, nienawidzący "Solidarności" i Kościoła - dwóch niszczycieli sielankowego świata przeszłości. 22
  • Liga Obrony Honoru 29 sie 2004 Obrona czci własnego narodu to powinność i dobry biznes Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor" - mówił Józef Beck, minister spraw zagranicznych II RP, w Sejmie w maju 1939 r. W obronie honoru narodów i grup etnicznych działają wyspecjalizowane organizacje. Założona przez amerykańskich Żydów Liga przeciw Zniesławieniu nie przepuści nikomu, kto kłamie na temat narodu żydowskiego. Włosi nie pozwalają, by wrzucać ich do jednego worka z napisem "mafia". Irlandczycy nie godzą się na to, by utożsamiano ich z nieokrzesanymi opojami. Organizacje Latynosów protestują, gdy w filmach pojawiają się w rolach dealerów narkotyków. Polacy jeszcze nie potrafią walczyć o honor swoich współziomków, więc stereotypy i kłamstwa często pozostają bezkarne. 24
  • Pustynia bałtycka 29 sie 2004 Dziesiąta część Bałtyku jest martwa Polskie wybrzeże Bałtyku jest najczystsze od 30 lat - ogłosili niedawno burmistrzowie nadmorskich miast. I wkrótce otwarto prawie wszystkie plaże i kąpieliska jeszcze rok temu niedostępne dla turystów. Tymczasem badania zanieczyszczenia wód Bałtyku nie dają powodów do optymizmu. Kąpiel w rejonie Zalewu Wiślanego i Zatoki Gdańskiej jest niebezpieczna, bo pełno tam gnijących glonów i sinic produkujących toksyczne dla ludzi substancje. Wpływające do morza ścieki zawierają pałeczki salmonelli i czerwonki, laseczki zgorzeli gazowej oraz zarazki wywołujące infekcje dróg oddechowych, układu moczowego i nerek. Plaże w Orzechowie, Karwieńskich Błotach i Dębinie zamknięto, bo odkryto tam bakterie coli. 26
  • 38 milionów liberałów 29 sie 2004 Każda polska rodzina może żyć taniej - nawet o 200 zł miesięcznie Liberalizmowi dorabia się gębę cwaniactwa. Stąd i podejrzliwość, i gorycze. Korzystają na tym organizatorzy społecznego niezadowolenia - każdy mądrzejszy od Balcerowicza. Powinniśmy wszyscy wiedzieć, według jakich zasad ma się rozwijać gospodarka, a wykłócać się co najwyżej o szczegóły. Także z zachodnimi partnerami w Unii Europejskiej, którzy tak naprawdę unikają wolności gospodarczej i wolnego rynku. Musi być wiadomo, co akceptujemy, a czego nie. Inaczej o żadnych uczciwych interesach nie ma mowy. Także tych z najważniejszymi partnerami - gospodarstwami domowymi. Każde z nich zaś może w Polsce żyć o kilkadziesiąt (do dwustu) złotych miesięcznie taniej. To się liczy, zwłaszcza dla uboższych rodzin. Kiedy monopol robi wielkie interesy, nawet liberałowie się z nim liczą i czują się bezradni. Ale nazbyt łatwe duże interesy nie powinny onieśmielać liberałów. Tymczasem każdy z nas może nabrać nie tylko poczucia godności i partnerstwa, ale też zainteresować się procesami gospodarczymi - tymi, w których bezpośrednio uczestniczy. Z prawem współwłasności wobec określonego majątku, który sam współtworzy co miesiąc swoimi wpłatami. Nie jako jeleń i nie jako rentier śledzący z wypiekami na twarzy giełdowe notowania. Co więcej, te interesy będą lepiej wyglądały, jeśli będziemy w nich uczestniczyli jako partnerzy, a nie jako bezwolne obiekty manipulacji. Bo sami stracimy, jeśli to nie będzie nas obchodziło, i sami zyskamy na swej gospodarności. Dziś bezradni, jesteśmy odzierani ze skóry. Nie zawsze nawet wiadomo, przez kogo. A przecież demokracja może naprawdę być niezłym interesem dla swych obywateli. 28
  • Giełda 29 sie 2004 Hossa Świat Rozgrywka Totalna Powstaje największa firma świata! Francuski koncern naftowy Total przymierza się do przejęcia Shella, brytyjsko-holenderskiego konkurenta - twierdzi tygodnik "Observer". Ich zsumowane przychody... 30
  • Unia z pieniędzmi 29 sie 2004 Jesteśmy w cenie na rynkach UE W kwietniu kilogram bananów kosztował 2 zł, teraz Đ około 3,5 zł. Przed akcesją do Unii Europejskiej za kilogram mięsa wołowego płaciliśmy 15 zł, teraz płacimy 24 zł. Polędwica zdrożała w tym okresie z 30 zł do około 50 zł za kilogram. Niemal o 2 zł wzrosła cena kilograma cukru. Za kajzerkę kosztującą przed akcesją 21 gr dzisiaj płacimy 35 gr. Mąka zdrożała z 1,5 zł do 2,2 zł. To jednak już koniec podwyżek. Na więcej, choćby producenci i sprzedawcy towarów dwoili się i troili, nie pozwolą im prawa rynku, które sprowadzają się do tego, że to on w ostateczności reguluje ceny. A one nie wzrosną, ponieważ nie zanosi się na to, żeby znacznie zwiększyły się płace Polaków. 32
  • Dystrybutor polityczny 29 sie 2004 Dlaczego wciąż przepłacamy za benzynę? 300 zł dopłacił każdy polski kierowca do zarejestrowanej na Cyprze firmy dwóch Ukraińców z polskimi paszportami - napisaliśmy przed trzema tygodniami ("Wprost" nr 33). Gdyby nie wieloletnia dominacja w dostawach ropy do Polski holdingu J&S należącego do Grzegorza Jankilewicza i Sławomira Smołokowskiego, nasze rafinerie w ostatnich dziewięciu latach mogłyby zapłacić za ropę importowaną ze Wschodu około 800 mln USD mniej. Mogłyby, gdyby szefowie koncernów paliwowych - PKN Orlen i Grupy Lotos - pod osłoną polityków nie blokowali dostępu do naszego rynku konkurencyjnych wobec J&S polskich firm handlujących ropą. Jak ustalił "Wprost", nasze rafinerie odsyłały z kwitkiem nie tylko krajowych pośredników, którzy składali im korzystniejsze oferty sprzedaży ropy niż J&S. Od 2001 r. Orlen ignorował nawet oferty takiego giganta jak brytyjsko-rosyjski dziś TNK-BP, trzeci pod względem wielkości producent ropy w Rosji! - Problemem w negocjacjach było bezpieczeństwo dostaw. Mówiłem szefowi TNK, że nie możemy podpisać z nim umowy bez gwarancji, że dostarczy nam ropę - wyjaśnia Zbigniew Wróbel, były prezes PKN Orlen. To usłyszeli w Polsce przedstawiciele koncernu, który rocznie produkuje czterokrotnie więcej ropy, niż przerabia Orlen, jest właścicielem udokumentowanych złóż zawierających 1,2 mld ton ropy oraz dostawcą kilku wielkich europejskich firm paliwowych! TNK proponował płockiej rafinerii sprzedaż ropy po cenach znacznie korzystniejszych niż J&S. Orlen do dziś woli płacić drożej za surowiec pośrednikowi z Cypru, a różnicę - wpływającą na ceny paliw - pokrywają polscy kierowcy. W tej sytuacji oświadczenie: "J&S Group (...) przy prowadzeniu działalności gospodarczej nie otrzymywał ani nie korzystał z żadnego poparcia politycznego", które przekazał PAP 11 sierpnia Grzegorz Zambrzycki, prezes spółki J&S Energy, brzmi jak kiepski żart. 36
  • Nerwy gospodarki 29 sie 2004 Rozmowa z Jackiem Sochą, ministrem skarbu państwa 39
  • Złowić sukces 29 sie 2004 Google to ostatni bastion oporu przed dyktatem Microsoftu Udało się! - wykrzyknął do słuchawki w czwartek 19 sierpnia Sergey Brin, współwłaściciel koncernu Google. Na dłuższą rozmowę nie miał czasu, bo na wieść o pierwszych notowaniach akcji na Nasdaq obległy go tłumy reporterów. Już wiadomo, że Google, firma, która stworzyła najpopularniejszy i najlepszy na świecie program pozwalający na znalezienie potrzebnych informacji w Internecie, warta jest teraz 27 mld USD. To o 2 mld więcej niż Ford, trzeci największy producent samochodów na świecie, i dziewięć razy więcej niż największa polska firma PKN Orlen. W tamten czwartek Brin i jego wspólnik Larry Page z satysfakcją obserwowali, jak w ciągu kilku godzin kurs akcji ich firmy wzrósł o jedną piątą! Inwestorzy dobrze wiedzą, co kupują. Google jako jedyna na świecie korporacja wygrywa walkę o dominację w Internecie ze światowym gigantem informatycznym Microsoft, którego właścicielem jest najbogatszy człowiek świata Bill Gates. Z Google korzysta już jedna trzecia internautów na świecie (u nas połowa), ponad dwa razy więcej niż ze stworzonego przez Microsoft programu MSN Search. 40
  • Balcerowicz wprost 29 sie 2004 Historia świata ostatnich dwustu lat to historia gwałtownego gospodarczego odrywania się Zachodu od reszty świata Do 1800 r. przeciętny standard życia ludzi różnił się niewiele zarówno w różnych okresach wcześniejszej historii, jak i w rozmaitych częściach świata. Wielu historyków uważa, że mniej więcej do 1600 r. Chiny były bardziej rozwinięte niż Europa, nie były to jednak kolosalne różnice. Zdaniem jednych badaczy, na początku XIX wieku przeciętny poziom życia w Europie Zachodniej, Chinach i na Półwyspie Indyjskim był podobny. Inni szacują, że dochód na głowę w 1820 r. był w tym pierwszym regionie mniej więcej dwa razy wyższy niż na innych wielkich i stosunkowo gęsto zaludnionych obszarach. Te różnice były wielokrotnie mniejsze niż dzisiaj. Na początku XIX wieku w prawdopodobnie już bogatszej niż reszta świata Europie Zachodniej rozpoczęło się coś absolutnie niezwykłego w skali historycznej: nowoczesny wzrost gospodarczy. Objął on także niektóre ówczesne kolonie (Amerykę Północną, Australię, Nową Zelandię). Przeciętny dochód na mieszkańca w latach 1820-1989 rósł osiem razy szybciej niż w epoce przedkapitalistycznej! Takie przyspieszenie nie nastąpiło aż do lat 1950-1960 w pozostałych częściach świata (z wyjątkiem Japonii). W rezultacie historia naszego globu w ostatnich ponad dwustu latach to historia gwałtownego gospodarczego odrywania się Zachodu pod względem potencjału ekonomicznego i poziomu życia od reszty świata. Relacja przeciętnego dochodu na głowę w kraju najbogatszym do takiego dochodu w kraju najbiedniejszym wzrosła z 6:1 w 1820 r. do 70:1 w 1992 r. 42
  • 2 x 2 = 4: Przeskoczyć elementarz! 29 sie 2004 Zbyt mało Polaków rozumie, że nie ma wolności bez rynku Myślałby kto, że powrót do gospodarki rynkowej, do prywatnej własności, normalnego pieniądza to zwycięstwo logiki i koniec ekonomii księżycowej, koniec obrażania ekonomii i ekonomistów. Niestety, to tylko pół prawdy. Dola trzeźwego ekonomisty nigdy nie była godna pozazdroszczenia. Przypomnijmy tylko dla porządku, że za czasów Bieruta, Gomułki, Gierka czy Jaruzelskiego obowiązkiem ekonomisty było uzasadnianie postanowień i dowodzenie mądrości uchwał biura politycznego. Mieliśmy "służby ekonomiczne", których zadaniem było dorabianie rachunku efektywności do błędnych decyzji tzw. góry. Ta sama góra inspirowała jednocześnie społeczeństwo przy pomocy aparatu partyjnego i mediów do obwiniania ekonomistów za wszelkie braki. Skalę odrealnienia tej pseudogospodarki obrazowała różnica między oficjalnym a czarnorynkowym kursem dolara. Własność państwowa cieszyła się powszechnym "wzięciem", czego dowodem były rewizje członków klasy robotniczej wychodzących po pracy z wielkich budowli socjalizmu. Ten świetny ustrój zakończył w Polsce swój byt całkowitym rozkładem gospodarki, 640-procentową stopą inflacji w 1989 r. i potężnym zadłużeniem wobec tych, którzy zawierzyli francuszczyźnie Gierka. 43
  • Supersam 29 sie 2004 Żywa kamera Logitech QuickCam Sphere jest pierwszą kamerą internetową, która swoim cyfrowym okiem śledzi wybrany obiekt. Dzięki oprogramowaniu i wbudowanej mechanice obiektyw Logitech QuickCam Sphere - zamknięty w kulistej obudowie,... 44
  • Ostatnie igrzyska 29 sie 2004 Olimpiada znalazła się w najgłębszym kryzysie od stulecia Olimpiada przeżywa swoje wspaniałe, być może najlepsze dni w historii, co świadczy o tym, że igrzyska mają się świetnie - mówi Jacques Rogge, szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Rogge mówi to w chwili, gdy inaugurację igrzysk w Atenach oglądało na świecie 1,4 mld osób. To dużo, ale o ponad miliard widzów więcej obserwowało otwarcie igrzysk w Sydney w 2000 r., a półtora miliarda więcej - inaugurację olimpiady w Atlancie w 1996 r. Finał ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej (w Korei i Japonii) skupił przed telewizorami 2,5 mld osób. Owszem, w skali globalnej wzrasta liczba widzów letnich olimpiad (miliard w 1976 r. przy 3,8 mld w roku 2000), ale wynika to tylko z coraz większej dostępności telewizji w krajach Trzeciego Świata. W Europie, USA i Japonii liczba widzów akurat spada - od 1996 r. zmniejszyła się o 15 proc. Co więcej, czas poświęcony dziennie przez przeciętnego telewidza na oglądanie igrzysk spada: ze 176 minut w 1972 r. do 82 minut w 2000 r. W Polsce otwarcie igrzysk w Atenach oglądało 6,8 mln osób. Tymczasem rekordowe skoki Adama Małysza zgromadziły przed telewizorami ponad 13 mln widzów. Do 11 mln widzów dochodzi kilka razy w roku oglądalność "Wiadomości", do 10 mln - oglądalność telenoweli "M jak miłość". 46
  • Katedry kibiców 29 sie 2004 Budowa nowych stadionów stała się sportem wyczynowym Zaledwie dwadzieścia dwa lata miały obiekty sportowe, które zburzono, by powstał ateński kompleks olimpijski: stadion, welodrom i ogromny kryty pasaż. Zbudowano go według projektu Santiago Calatravy. W Pitts-burghu w USA wyburzono funkcjonujący stadion do gry w baseball, by w 2001 r. wznieść obiekt bardziej efektowny. Zaprojektował go odnoszący światowe sukcesy zespół HOK (Hellmuth, Obata i Kassabaum) - twórcy stadionów w Cleveland (USA, 1994 r.) i w Hongkongu (1995 r.). Niewiele brakowało, by ofiarą gorączki wymieniania obiektów sportowych na nowe padł legendarny szklany namiot w Monachium, wzniesiony na igrzyska olimpijskie w 1972 r. Sprzeciwili się temu projektanci tej budowli - Gźnther Behnisch i Frei Otto, uznawani już za klasyków architektury XX wieku. Budowa nowych stadionów na miejscu obiektów funkcjonalnych, często świetnych architektonicznie, wydaje się modą, którą trudno powstrzymać. Czy zawsze ma to sens? To tak, jakby katedry wznosić od nowa co dwadzieścia lat. Wielkie stadiony coraz częściej nazywa się świątyniami kibiców. Jak napisał Steven Spier w "The Architectural Review", stadiony dostarczają dziś tłumom "niemal religijnego uniesienia". 52
  • Anglia w Hiszpanii 29 sie 2004 Arabowie nie podbili północnej Hiszpanii, bo nie zbudowali, jak wcześniej Rzymianie, żadnej reduty "Pelayo, bądź gotów!" - takie napisy pojawiły się na murach miast w Asturii po marcowym zamachu islamskich terrorystów w Madrycie. Tylko znawcy historii Hiszpanii wiedzą, że Pelayo, pierwszy król Asturii, zadał w roku 718 decydujący cios Arabom. Od zwycięskiej bitwy pod Covadongą, gdzie był głównodowodzącym, rozpoczęła się reconquista, czyli czas wypierania Arabów z zajętych przez nich ziem. W końcu miało to doprowadzić do całkowitego usunięcia najeźdźców z półwyspu. Gdy w małej wiosce w górach, które otaczają dawne pole bitwy, zapytałem trzy stare kobiety, co sądzą o madryckim zamachu, odpowiedziały zgodnym chórem: "Gdyby żył Pelayo, już by ich pogonił!". 56
  • Plaża show 29 sie 2004 Plaże pełnią dziś funkcje sportowo--rozrywkowych hipermarketów Ćwierć miliona osób skorzystało tego lata z atrakcji klubów aktywnego wypoczynku Happy Events (organizowanych pod patronatem "Wprost"). To dwunastokrotnie więcej niż dwa lata temu, kiedy powstał pomysł kompleksowego rozruszania plażowiczów. - Profesjonalnie prowadzony marketing sportowy pokazał, że niska aktywność fizyczna Polaków wynikała z braku oferty, a nie z lenistwa - mówi Dariusz Maciejewski, pomysłodawca Happy Events. Jego koncepcja plażowych ośrodków sportowo-rekreacyjnych zdobyła popularność nie tylko w Polsce. Nasze Happy Events pojawiły się w Grecji, Turcji i Egipcie. 58
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - 29 sie 2004 O wyższości krupnikasa Drogi Przyjacielu! Jestem nad jeziorem Gaładuś, niedaleko za Sejnami. Piękna pogoda, woda czyściutka, ludzi niewielu, okolice najpiękniejsze w całej Polsce (no, może nie licząc Tatr). Nie całkiem jednak próżnuję, jako że nasza Mała Litwa obfituje w ciekawe kulinaria, które pilnie poddaję testom organoleptycznym. Zajadam się kołdunami, kartaczami, kibinami, soczewiakami, babką ziemniaczaną, kindziukiem, a na deser mam sękacz lub mrowisko. Popijam kwas chlebowy, a i ekologiczny bimberek na pszenżytku z domieszką owoców się znajdzie. 60
  • Druga płeć: Ktoś się podniecił? 29 sie 2004 Hasło, że wszyscy jesteśmy pedofilami, należy potraktować jako intelektualny wypadek przy pracy Nie wszyscy jesteśmy pedofilami - należy to podkreślić z całą mocą - wbrew temu, co twierdzi Kinga Dunin na łamach "Wysokich Obcasów". To, oczywiście, prowokacja, ale Dunin w swoich dywagacjach dotyczących tak potwornego wynaturzenia, jakim jest pedofilia, posuwa się zdecydowanie za daleko. Bo wszyscy, znaczy nikt. 61
  • Porozumienie diabłów 29 sie 2004 Kulisy paktu Ribbentrop - Mołotow Podczas uroczystego bankietu w Moskwie dopiero po drugiej w nocy na salę zostali wpuszczeni fotoreporterzy. Głos zabrał sam Stalin. "Wiem - powiedział - jak bardzo naród niemiecki kocha swojego fźhrera. Dlatego pragnąłbym wypić za jego zdrowie". Słysząc ten toast, Helmut Laux, jeden z licznych na sali niemieckich fotografów, ośmielił się podejść bliżej, by zrobić historyczne zdjęcie. Stalin nie protestował, lecz już po wykonaniu fotografii powiedział nagle: "Wiecie, nie byłoby dobrym pomysłem opublikowanie takiego zdjęcia, gdyż wśród obywateli ZSRR i Niemiec mógłby powstać fałszywy obraz sytuacji". Niemiecki fotoreporter chciał otworzyć aparat, by oddać Stalinowi naświetloną kliszę, lecz ten uspokajająco powstrzymał go, mówiąc, że przyrzeczenie Niemca w zupełności mu wystarczy. Dzisiaj, w 65. rocznicę niesławnego układu znanego jako pakt Ribbentrop - Mołotow, gdy zdjęcie to, otrzymane przez autora od Hansa von Herwartha, byłego attach� ambasady niemieckiej w Moskwie, publikowane jest pierwszy raz, nie sposób powiedzieć, co miał na myśli Stalin, mówiąc o fałszywym obrazie sytuacji. Czy chodziło mu o wspólne biesiadowanie do niedawna śmiertelnych wrogów, czy być może o to, że Stalin, który nie lubił szampana, toasty spełniał szklanką wódki. 62
  • Kurs(k) do zagłady 29 sie 2004 Dlaczego największa duma mórz Putina sięgnęła dna? Po powrocie z wyprawy na Bałkany w 1999 r. rosyjski okręt podwodny "Kursk" stał się chlubą Floty Północnej. Na załogę posypały się medale i wyróżnienia. W listopadzie 2000 r. flota planowała ponowne wysłanie okrętu na Morze Śródziemne. Preludium do tej wyprawy były sierpniowe manewry na Morzu Barentsa. Kiedy 12 sierpnia 2000 r. "Kursk" poszedł na dno, do włazu ewakuacyjnego w dziewiątym przedziale dotarło 23 marynarzy. Tam czekali na ratunek. "Szans chyba nie ma - napisał jeden z nich. - Mamy jednak nadzieję, że ktoś to przeczyta". Dlaczego największa duma mórz Putina sięgnęła dna? 65
  • Know-how 29 sie 2004 Wietnamka atakuje W Azji znowu daje o sobie znać epidemia ptasiej grypy. W Wietnamie śmiercionośny wirus zabił od lipca trzy osoby. Źródłem infekcji był drób, dziesiątkowany przez chorobę od wiosny. Naukowcy są... 67
  • Apteka samobójców 29 sie 2004 Ponad ośmiu milionom Polaków grozi śmierć z powodu nieostrożnego łączenia zażywanych leków Próba oszacowania skutków złożonej kombinacji leków przypomina mierzenie do ruchomego celu, bo nigdy nie ma pewności, co z tego wyniknie" - ostrzegają farmakolodzy Joe i Teresa Graedon, autorzy poradnika "Niebezpieczne interakcje leków". Najprawdopodobniej w tym roku jedynie w naszym kraju zmarło co najmniej kilkaset chorych na serce osób, które oprócz przepisanego im leku przeciwzakrzepowego zażywały wyciąg z korzenia żeń-szenia. Dopiero niedawno opublikowane badania dr. Chun-Su Yuana z University of Chicago wykazały, że ten preparat hamuje działanie warfaryny, leku obniżającego krzepliwość krwi. Dotychczas opisano w literaturze medycznej ponad 20 tys. takich niekorzystnych zależności. W Polsce w swego rodzaju farmakologiczną ruletkę gra codziennie - stosując leki, których niewłaściwe łączenie może grozić nawet śmiercią - ponad 8 mln osób. 68
  • Zastrzyk na nałogi 29 sie 2004 Alkoholizm, narkomanię i nikotynizm będzie można leczyć szczepionkami? Walka z alkoholizmem wymagała ode mnie większej determinacji niż wyprawa na Księżyc" - przyznał Buzz Aldrin, który jako jeden z pierwszych stanął na Srebrnym Globie. Z uzależnieniem od lat nie potrafi zerwać aktor Robert Downey Jr., kilka razy aresztowany za posiadanie heroiny i kokainy. Z nałogami zmagają się Elizabeth Taylor, Christian Slater i Ben Affleck. Mimo że ta walka w większości wypadków jest skazana na przegraną, pojawiają się nowe środki, które mają pomóc odstawić kieliszek, odrzucić strzykawkę lub papierosa. 71
  • Na grobie Achillesa 29 sie 2004 Starożytne miasto w nienaruszonym stanie odkryli w Libii polscy archeolodzy Tetyda, matka Achillesa, w Leuke Akte - miejscowości położonej niedaleko dzisiejszej granicy Egiptu i Libii - pochować miała - wedle legendy - ciało poległego pod Troją syna. Prawdopodobnie stamtąd wywodził się rzymski bogacz Lucjusz Akcjusz, który zażyczył sobie, aby pierwsze piętro willi w pobliskim Ptolemais na wybrzeżu Libii udekorowano unikatową mozaiką świata starożytnego ze scenami z mitu o greckim wojowniku. Willę z tą niezwykłą mozaiką odkryli polscy archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego. Ptolemais to jedyne hellenistyczne miasto z planową siatką ulic, które nie zostało zabudowane w czasach nowożytnych. Arabowie osiedlali się poza ruinami, na których terenie pasły się jedynie owce i kozy. Polscy archeolodzy pod kierunkiem prof. Tomasza Mikockiego, którzy w połowie sierpnia rozpoczęli w tym miejscu czwarty sezon wykopalisk, mają wyjątkową szansę odkopania całego starożytnego miasta w nienaruszonym stanie. 72
  • Bez granic 29 sie 2004 Klucznik z Tiananmen W setną rocznicę urodzin Denga Xiaopinga były premier Chin Li Peng obciążył "najbardziej wpływowego polityka Chin" wyłączną odpowiedzialnością za masakrę na placu Tiananmen 4 czerwca 1989 r. W artykule... 74
  • Atomowy poker 29 sie 2004 Światu grozi wojna Iranu z Izraelem Syjoniści dobrze wiedzą, że jeśli ośmielą się zaatakować nasz kraj, dostaną nauczkę na całe życie. Ten sztuczny twór zniknie raz na zawsze z powierzchni ziemi. Na pierwszy ogień pójdzie Dimona [izraelski ośrodek atomowy], potem spalimy Tel Awiw i Hajfę - mówi generał Idalla Dżiwani, jeden z dowódców irańskiej Straży Rewolucyjnej. Według niego, największe izraelskie miasta i ośrodki wojskowe znajdują się już od pewnego czasu na muszce irańskich rakiet balistycznych Shahab-3. Izrael nie pozostaje dłużny. - Musimy zniszczyć irańskie reaktory, zanim będzie za późno. Trzeba się spieszyć, ponieważ już za chwilę Teheran będzie miał broń atomową - alarmują telawiwscy generałowie i członkowie parlamentarnej komisji obrony Knesetu. To nie czcza pogróżka, wiedzą o tym wszyscy, którzy pamiętają, że to właśnie atak izraelskiego lotnictwa pozbawił Saddama Husajna szans na zbudowanie bomby atomowej. 76
  • Raj głupców 29 sie 2004 "Globalizacja solidarności" - polemika z Lechem Wałęsą Modą z przełomu XIX i XX wieku było chłopomaństwo. "Chłop potęgą jest i basta!" - dźwięczało znane nam zawołanie. Zamożni szlachcice czy arystokraci snobowali się na chłopów, ubierając się "z waszecia" i samemu na targu sprzedając czy kupując płody rolne. W jednym ze wspomnień z tego okresu czytałem o pewnym hrabim chłopomanie, który ubrany w chłopską świtkę jeździł wozem na targ. Za wozem jednakże jechała w pewnej odległości hrabiowska kareta z lokajem wiozącym medykamenty; pan hrabia bowiem cierpiał na dolegliwości przewodu pokarmowego. Dla odmiany poeci żenili się z wieśniaczkami i pisali różnej klasy wiersze na temat siły drzemiącej w ludzie. Sensu społecznego w tym nie było za grosz i ta moda - jak każda inna - skończyła się, gdy pojawiły się rzeczywiste problemy. 79
  • Wirus socjalizmu 29 sie 2004 Węgry dowodzą, że w naszym regionie następuje kres postkomunizmu Najpierw Leszek Miller, później Vladimir ˙Spidla, teraz Peter Medgyessy. Po 1 maja - kiedy dziesięć nowych państw przyjęto do Unii Europejskiej - upadały rządy w Warszawie, Pradze i Budapeszcie. - W Polsce, Czechach i na Węgrzech obowiązywały niepisane pakty o nieagresji między rządzącymi i opozycją o pełnej współpracy przed wstąpieniem do UE. Gdy po rozszerzeniu przestała obowiązywać dyscyplina negocjacyjna, ujawniły się wszystkie słabości rządzących ekip. I w konsekwencji te rządy musiały ustąpić - mówi "Wprost" Jifii Pehe, czeski politolog, były doradca prezydenta Vaclava Havla. 80
  • Dyplomacja kanonierek 29 sie 2004 Afrykę może uratować tylko nowy kolonializm Arabowie przyjechali do naszej wsi niedaleko miasta Kaileck na początku lutego. Mieli broń. Próbowaliśmy uciec, ale zmusili nas do powrotu. Oddzielili kobiety od mężczyzn, później ładniejsze od brzydszych. Pierwszego dnia czterech mężczyzn zgwałciło mnie dziesięć razy. Potem codziennie przyjeżdżali, zabierali na przedmieścia i tam gwałcili, a później odwozili do Kaileck. To powtarzało się aż do lipca, kiedy uciekłam" - opowiada 35-letnia Khadija. Jej zeznania, podobne do relacji kilkudziesięciu innych sudańskich kobiet systematycznie torturowanych i gwałconych, znalazły się w opublikowanym ostatnio raporcie Amnesty International. W dokumencie wydanym w zeszłym tygodniu obserwatorzy Unii Afrykańskiej opisali incydent z lipca, gdy żołnierze do spółki z arabskimi partyzantami, nazywanymi dżandżawidami, skuli łańcuchami kilkadziesiąt osób, wszystkich mieszkańców wsi, i spalili ich żywcem. 82
  • Menu 29 sie 2004 Europa MUZYKA 27 sierpnia. The White Stripes, Paryż (Francja). Koncert jednej z najbardziej cenionych amerykańskich grup rockowych. Duet złożony z gitarzysty i wokalisty Jacka WhiteŐa oraz grającej na perkusji Meg White zaprezentuje utwory z... 84
  • Bestsellery Wprost 29 sie 2004 ALBUMY 1. Piękno i gorycz sportu 2. Shrek - Zielona strona ekranu 3. Paryż Montmartre 4. Polska 5. Leonardo KSIĄŻKI DLA KOBIET 1. Kuchnia 2. Klub idiotek 3. Zapiski stanu poważnego 4. Dziennik 5. A teraz możesz już iść 85
  • Walcowanie polityków 29 sie 2004 W krajach protestanckich polityczna satyra w telewizji jest znacznie ostrzejsza niż w państwach katolickich Bombą zegarową, której wszyscy się boją, jest dziś polityczna satyra w polskich stacjach telewizyjnych. Obecny szef Jedynki TVP Maciej Grzywaczewski już jedenaście lat temu ganił ówczesne kierownictwo telewizji za asekuranctwo w kwestiach politycznej satyry. "Byle się wyciszyć, być z boku, byle nikt nic nie zarzucił. Wszystko, co niebezpieczne, wyrzucić i pozostawić tylko to, co jest się w stanie w pełni kontrolować albo wiadomo, że jest Čpo liniiÇ". Teraz Grzywaczewski najpierw chciał zrezygnować z nudnego i opartego na jednym pomyśle kabaretu Olgi Lipińskiej, ale ugiął się przed lewicowym szantażem. Tyle że kabaret Lipińskiej wcale nie jest przykładem odważnej politycznej satyry, lecz co najwyżej antyprawicowej manii połączonej z obsesyjnym zwalczaniem rzekomego polskiego nacjonalizmu. 86
  • Człowiek z antenami 29 sie 2004 Wraz z Fristerem zanurzamy się w świat, gdzie trzyma się człowieka w ciągłym stanie oskarżenia, szczucia, strachu Wycofawszy się ze swej narodowości, pan Liebman, obecnie pan Nowak, myślał, że świat po II wojnie światowej wróci do zdrowych zmysłów, że będzie można żyć w miarę spokojnie, bez zakłamania, że będzie można pracować i się nie bać. Przyleciałam do Warszawy w deszczowy poranek i od razu pobiegłam do pobliskiego empiku, jako że jeszcze w samolocie zdążyłam przeczytać wszystkie aktualne czasopisma, co było łatwe, bo - jakby to była jakaś zmowa - wszędzie udzielał wywiadu ten sam aktor i wszędzie reklamowano kremy tej samej firmy. Miałam przy sobie 35 zł, które mi zostały z poprzedniego pobytu w Polsce, toteż o wyborze książki "Skradziona tożsamość" Romana Fristera zdecydowały względy finansowe i jedno zdanie autora na przypadkowo otwartej stronie: "Wszystkie numery Urzędu Bezpieczeństwa były zastrzeżone, oprócz jednego, dla donosicieli". 90
  • Gadżet Gutenberga 29 sie 2004 Książki dodawane do gazet psują rynek, ale zachęcają do czytania To nie "Gazeta Wyborcza" wymyśliła serię książkowej klasyki dodawanej do pisma. To kalka zachodniej akcji marketingowej, której pomysłodawcą jest międzynarodowa firma Mediasat. Niemal te same książki, które oferuje "Gazeta", w identycznej oprawie i szacie graficznej pojawiały się przed czterema laty we włoskiej "La Repubblice". Dziś bliźniaczą akcję prowadzą dzienniki na Bałkanach ("Vijesti", "Delo", "Novosti"), w Anglii ("Daily Mail") oraz w Hiszpanii ("El Mundo") i Portugalii ("El Publico"). Bo to nie kosmetyki czy płyty DVD, ale właśnie książki są dziś gadżetem najczęściej dołączanym do europejskiej prasy. Zdaje się, że od książkowej prezentomanii nie ma odwrotu, zwłaszcza że apetyt czytelników rośnie w miarę jedzenia. 92
  • Prawdziwa podróbka 29 sie 2004 Na polskim rynku aukcyjnym kwitnie handel falsyfikatami Jan Nowak-Jeziorański kupił portret Ignacego Paderewskiego autorstwa Lawrence'a Almy-Tademy. Prawdziwość dzieła potwierdził Zbigniew Legutko, znany z tego, że współtworzył kolekcję Wojciecha Fibaka. Autentyczny rzekomo Tadema okazał się pomalowaną fotografią. Jan Nowak-Jeziorański jest jedną z ofiar niekompetencji ekspertów. Nawet kupno obrazu w renomowanym domu aukcyjnym nie gwarantuje, że jest on prawdziwy. Eksperci, najczęściej pracownicy państwowych muzeów, posługują się formułą: "moim zdaniem, płótno jest autentyczne". W przeciwieństwie do swoich zachodnich kolegów nie odpowiadają za błędy, co oznacza, że ekspertyzy są właściwie świstkami papieru. Na Zachodzie eksperci ubezpieczają się od ryzyka: w razie wpadki firma ubezpieczeniowa zwraca część zapłaconej za falsyfikat sumy (ubezpieczają się też, oczywiście, domy aukcyjne). 94
  • DVD Kamila Śmiałkowskiego 29 sie 2004 Król Lew - trylogia (5 x DVD) **** Reżyseria: Roger Allers, Rob Minkoff i inni W rolach głównych: Matthew Broderick, Jeremy Irons USA 1994 r., 1998 r., 2004 r. Najpopularniejszym na świecie filmem animowanym tradycyjnie jest... 95
  • Sława i chała 29 sie 2004 FILM Rozterki Pająka Już pierwszy "Spider-Man", sprzed dwóch lat, udowodnił, że pod pretekstem historyjki o superbohaterze można przemycić uniwersalną opowieść o dojrzewaniu. Tegoroczna, druga część... 96
  • Ueorgan Ludu 29 sie 2004 Kolejne sukcesy Partii i rządu (Ue)Organ Ludu uczcił specjalnym 100. wydaniem Operacja "Swarzędzki ślad" sukcesem ABW W związku z powszechnie znanymi zagrożeniami ABW jest w stanie najwyższej gotowości: potrafi rozszyfrować i... 97
  • Skibą w mur: Głupia olimpiada 29 sie 2004 W Zawodach Tłuczenia po Ryju wygrali dziarscy emeryci spod kościoła św. Brygidy Wszyscy przyglądają się zmaganiom sportowców w Atenach, a tymczasem o wiele bardziej atrakcyjne zawody odbywają się w Polsce. Od wielu lat Polska jest światowym liderem oryginalnych sportów ekstremalnych. Ukształtowanie terenu, kretyńskie przepisy, warunki klimatyczne, a także mentalność mieszkańców powodują, że staliśmy się rajem do uprawiania najdziwniejszych dyscyplin sportowych, takich jak skoki do pustego basenu kąpielowego w strojach sadomasochistycznych czy czytanie lakierowanych jak buty Gomułki felietonów Daniela Passenta po pijaku w ciemnym lesie z zawiązanymi oczami na czas. Doceniając naszą potęgę w tej dziedzinie, Światowy Związek Głupich Dyscyplin Sportowych zdecydował się powierzyć Polakom organizację swojej olimpiady. 98