Dyktatura demokracji

Dyktatura demokracji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niemcy będą mieli bliskich sojuszników w Europie, póki sąsiedzi będą ich uznawać za wystarczająco słabych


W teorii politycznej optymista to ktoś, kto uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów i lepiej już być nie może, a pesymista to ktoś, kto się obawia, że optymista może mieć rację. Będąc realistą, sądzę, że to, co wydarzy się w międzynarodowej polityce, jest nieprzewidywalne i będzie się składać z serii niespodziewanych zwrotów historii.
Mamy przed sobą kolejną falę demokratycznej rewolucji i ewolucji. W najbliższych dekadach będziemy obserwować takie same zmiany, do których doszło w Japonii i Niemczech po II wojnie światowej oraz w Europie Środkowej i Wschodniej w latach 80. Reformy w Afganistanie i Iraku, niepokój w Libanie, który wielu politologów uważa za pochodną "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie - to wszystko składa się na obraz wielkiej demokratycznej odwilży. W Iranie czy Arabii Saudyjskiej coraz więcej mieszkańców ma anteny satelitarne, nawet jeśli jest to nielegalne. Oglądając relacje z Europy czy Ameryki, mogą łatwiej dojść do wniosku, że być może tam, gdzie nie rządzą autokratyczne reżimy i panuje wolny rynek, życie wygląda nieco lepiej. Należy pamiętać, że połowę populacji w tych krajach stanowią kobiety, które mogą się opowiedzieć za systemem przyznającym im należne miejsce w społeczeństwie. Jestem niemal przekonany, że za 20-30 lat Bliski Wschód będzie znacznie stabilniejszym, demokratyczniejszym i zamożniejszym regionem niż dzisiaj. Jeśli tak się stanie, to zapewne nie dlatego, że Ameryka czy Europa podyktują krajom arabskim swoje warunki, ale dlatego, że taka będzie wola tych narodów. Historia powojennych Niemiec, Włoch i wielkich zmian w Europie Wschodniej zdaje się wskazywać, że tam, gdzie zostaną usunięte przeszkody do zaistnienia demokracji, okazuje się ona naturalnym wyborem.
Byliśmy świadkami demokratycznych zmian w Azji. Dwadzieścia lat temu jedynym demokratycznym państwem na tym kontynencie była Japonia. Teraz demokratyczne są także Korea Południowa, Filipiny, Tajwan, Singapur, a nawet największe muzułmańskie państwo świata - Indonezja. Demokracja powoli staje się normą, do której zmierzają nawet te kraje, w których rządy autorytarne są wpisane w tradycję. Gdy rozmawia się z Chińczykami, nawet z przedstawicielami tamtejszej partyjnej nomenklatury, można usłyszeć, że pytaniem pozostaje to, w jaki sposób ten kraj może stopniowo przejść ku demokracji, a nie to, czy taka zmiana jest możliwa. Nawet w Chinach zaczyna dominować przekonanie, że istnieje immanentny związek między demokracją a zdolnością kraju do dalszego rozwoju. Wielu sinologów uważa, że Chiny zmienią się radykalnie w ciągu 20-30 lat.
Nie twierdzę, że demokracja jest panaceum na problemy współczesności ani też że przyjmie się na całym świecie w następnych kilku latach. Uważam jednak, że nie można analizować historii XX wieku, nie biorąc pod uwagę tego, że dominującym trendem u schyłku stulecia stało się dążenie ludzi do uzyskania kontroli nad tym, kto będzie sprawował nad nimi polityczną władzę.

Koniec eurocentryzmu
W mojej najnowszej książce "Siła, terror, wojna i pokój" zwracam uwagę na proces, którego początki wydają się oczywiste w świetle wydarzeń ostatnich dekad: jesteśmy świadkami czegoś, co nazywam końcem amerykańsko-europejskiej harmonijnej konwergencji. Kończy się dominacja Europy w strategicznym myśleniu USA o polityce międzynarodowej. W nadchodzących dekadach Europa będzie pozostawiona sama sobie, a jej ewentualne wewnętrzne napięcia, powiedzmy między Francją a Niemcami, nie będą wpływać na globalną politykę w większym stopniu niż nieporozumienia między Argentyną a Chile. Oczywiście, na europejskiej scenie pozostaje aktor, który może wszystkim przysporzyć troski, a przynajmniej być źródłem frustracji, czyli Niemcy.
Sądzę, że zjednoczenie Niemiec stało się początkiem schyłku znaczenia tego państwa. Jeśli zastanowimy się nad polityką zagraniczną USA od chwili, kiedy Winston Churchill stracił władzę w Wielkiej Brytanii, aż do momentu, kiedy przejęła ją Margaret Thatcher, okazuje się, że to nie minister spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa był najważniejszym partnerem Departamentu Stanu. Najważniejszym europejskim politykiem w tych latach był dla Waszyngtonu kanclerz Niemiec. Konrad Adenauer cieszył się ogromnym poważaniem w Ameryce, był szanowany, słuchano go z uwagą. Teraz znaczenie Niemiec jako partnera USA w układzie transatlantyckim znacznie zmalało.
Republika bońska była zdolna do sensownego zarządzania sytuacją ekonomiczną w kraju i budowania międzynarodowej pozycji państwa. Republika berlińska rozpoczęła swój byt polityczny od czegoś, co wygląda na ekonomiczną klęskę unifikacji Niemiec. Ponad bilion marek zainwestowano w modernizację wschodnich landów; jak na 17 mln obywateli to kolosalna inwestycja. Często mawiam swoim niemieckim przyjaciołom, że inwestycja byłaby efektywniejsza, gdyby te pieniądze rozdać 17 mln Niemców ze wschodu.
Sposób, w jaki zagospodarowano te sumy, sprawił, że tempo rozwoju gospodarczego na zachodzie spadło, ale nie przyspieszyło na wschodzie. To spowodowało dwie istotne zmiany w sytuacji Niemiec. Elity polityczne straciły twarz, a państwo - w znacznym stopniu zdolność wpływania na politykę UE. Te wpływy dawniej polegały na tym, że ilekroć unifikacja Europy napotykała ekonomiczne przeszkody, republika bońska wypisywała pokaźny czek i problemy były na jakiś czas zażegnane. Unia mogła sobie pozwalać na nowe kompromisy. Niefortunne próby poradzenia sobie ze zjednoczeniem Niemiec sprawiły, że sytuacja gospodarcza kraju się pogorszyła, a opinia publiczna już sobie nie życzy, by państwo niemieckie sponsorowało rozwój unii.
Pewne elementy polityki socjalnej są tak głęboko zakorzenione w kulturze Niemiec, że naprawa sytuacji ekonomicznej kraju jest nad wyraz trudna. Gerhard Schroder zachowuje się trochę jak Wilhelm II. Nie mogąc uzdrowić sytuacji wewnętrznej, szuka sukcesów i prestiżu w polityce zagranicznej. Ucieka się do metod, które Adenauer uznawał za skrajnie szkodliwe dla międzynarodowego statusu Niemiec: do prób uczestniczenia w europejskim konkursie piękności i szukania przewagi na tym forum. Schroder jest nie tylko kłopotliwym partnerem dla USA, ale i dla Europy. Stanowisko, jakie zajął w Nicei, nalegając na zwiększenie wagi politycznej Niemiec w Radzie Europejskiej, byłoby czymś karygodnym w oczach jego poprzedników z republiki bońskiej.
Zła polityka zagraniczna Berlina jest dla Europy i Ameryki poważnym problemem, bo Niemcy są szczególnie ważne dla utrzymania zdrowego "systemu transatlantyckiego". Wygląda na to, że polityka zagraniczna tego kraju dryfuje, bo dryfuje jego polityka wewnętrzna. Dialog z Ameryką staje się coraz trudniejszy. Nie podzielam jednak pesymistycznego poglądu Henry`ego Kissingera, który uważa, że bez wpływu, jaki Ameryka może wywierać na Europę dzięki ścisłej współpracy transatlantyckiej, Niemcy zaczną ciążyć ku tradycyjnemu sojusznikowi, czyli Rosji, i staną się źródłem nowych problemów. Rzeczywistość polityczna Europy, do której odnoszą się uwagi Kissingera, należy do przeszłości. W istocie w dawnej Europie, którą rządziła polityka równowagi sił, zachwianie tej "homeostazy" prowadziło do międzynarodowych konfliktów, a ich architektem były głównie Niemcy.
Jeżeli doszłoby do kryzysu w stosunkach Argentyny i Chile, byłby to problem tych państw, ale nie oznaczałoby to światowego kryzysu. Europa - tak jak Ameryka Łacińska - nie jest politycznym centrum i nie może wciągnąć reszty świata w globalne konflikty. Obecny układ sił lepiej oddaje inny cytat z Kissingera: "Z punktu widzenia naszej polityki międzynarodowej zjednoczenie Niemiec jest ważniejsze niż unifikacja Europy, rozpad ZSRR jest ważniejszy niż zjednoczenie Niemiec, a wzrost potęgi Chin i Indii jest ważniejszy niż rozpad ZSRR". Amerykańska polityka zagraniczna będzie więc w przyszłości bardziej zorientowana na Pacyfik niż na Atlantyk.
Jeśli Niemcy będą przyjmować buńczuczne stanowisko na forum europejskim, będzie to najwyżej źródłem irytacji tej wspólnoty, ale nie problemem Waszyngtonu. Będzie też mniejszym zmartwieniem dla Polaków. Wprawdzie, jak napisałem w książce "Szczególna opatrzność", ilekroć Niemcy zbliżały się politycznie do Rosji, terytorium Polski zaczynało się kurczyć, teraz jednak struktury UE i ramy prawne tego systemu dostarczają Polsce gwarancji bezpieczeństwa. Dają jej też wystarczająco silny głos w tej wspólnocie. Apetyty Niemiec na zagwarantowanie sobie dominującej pozycji w Europie będą nieuchronnie prowadzić do powstawania koalicji niezadowolonych sąsiadów. A w obrębie unii niezadowoleni sąsiedzi mogą wspólnie wypracować rozwiązania polityczne blokujące niemieckie inicjatywy.
Nie należy też przeceniać wagi porozumienia między Berlinem a Paryżem. Ten tandem robi wiele, by stworzyć dla siebie uprzywilejowaną pozycję w strukturach unii, ale wola ścisłej współpracy z Niemcami jest we Francji uwarunkowana przekonaniem, że wschodni sąsiedzi pozostają bezzębnym tygrysem. Innymi słowy, Francuzi sądzą, że republika berlińska nie ma szans, by się stać się europejskim superpaństwem. Gdy Francja uzna, że u jej boku odradza się prawdziwa teutońska potęga, z całą pewnością wróci do swojej tradycyjnej dyplomacji, obliczonej na ograniczenie politycznego znaczenia Niemiec. Istnieje więc coś w rodzaju wewnętrznego mechanizmu kontroli w ramach UE. Niemcy będą mieli bliskich sojuszników tylko tak długo, jak długo sąsiedzi będą ich uznawać za wystarczająco słabych. Dla Polski jest to z pewnością dobre rozwiązanie.

Moskwa i nowe zagrożenia
Pozostaje pytanie o pozycję Rosji w takim układzie sił. Administracja prezydenta Busha często jest oskarżana o zbyt zażyłe związki z Moskwą. W mojej opinii są to jedynie relacje natury biznesowej i bez wątpienia musimy je podtrzymywać. Nie demonizowałbym jednak przyszłych wpływów Rosji, choćby ze względu na to, co nazywam ekspansją milenijnego kapitalizmu. Jego twarde wymogi, których nie spełnia rosyjska gospodarka, będą stanowić naturalne ograniczenie dalszego rozwoju tego państwa. Putin, który jest daleki od uwalniania gospodarki i wprowadzania stosownych reform, nie będzie w stanie odbudować silnej Rosji. Jego wewnętrzna polityka nie odtworzy imperium. Siłowe metody a la Piotr Wielki nie dadzą w XXI wieku rezultatów na miarę jego dawnych reform. Polityka prezydenta Putina utrzyma Rosję w stanie głębokiego zacofania. Dochody ze sprzedaży ropy będą zasilać budżet państwa, ale jak to jest w wypadku wielu państw zasobnych w ten surowiec, ropa może się dla Rosji okazać nie tyle dobrodziejstwem, ile dopustem bożym.
Wszędzie, gdzie instytucje demokratycznego państwa są słabe lub ich nie ma, sprzedaż ropy bywa tymczasowym środkiem zaradczym, odsuwającym konieczność systemowych reform. Część rosyjskich elit uważa, że nieprzebrane zasoby ropy oraz kontrola nad jej wydobyciem i eksportem sprawowana przez scentralizowane, autorytarne państwo mogą przywrócić Rosji status globalnej potęgi i zagwarantować Moskwie kontrolę nad rozległą strefą wpływów. Taka polityka jest jednak skazana na niepowodzenie, czego przykładem jest zwycięstwo "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie. Polacy, bardziej niż ktokolwiek inny, zdają sobie sprawę z historycznej wagi tego wydarzenia. Jest to kolosalny cios dla prestiżu i pozycji Putina w Rosji. Nie można oczywiście przesądzać, że obecne zmiany są nieodwracalne, ale są dowodem na to, że stare metody sprawowania kontroli, po które sięgnął Putin, przestały być skuteczne. Zamiast budować silną gospodarkę, którą dochody ze sprzedaży ropy mogłyby wzmocnić, Putin zatrzymał reformy demokratyczne i ekonomiczne. To mogło jedynie uczynić Zachód jeszcze bardziej pożądanym partnerem dla Ukrainy.
Koniec "zimnej wojny" pozostawił Rosję rozgoryczoną i pełną tęsknoty za dawnym układem sił i pozycją supermocarstwa, za tym, co uważa za minioną chwałę. Ten kraj musi jednak poradzić sobie z nowymi zagrożeniami - na południu z pokaźną populacją muzułmańską i wpływami wojowniczego islamu, na wschodzie z rosnącą potęgą Chin. W tej sytuacji USA są jedynym krajem, do którego Rosja może się zwrócić w poszukiwaniu sojuszu, będącego antidotum na nowe zagrożenia. Moskwa, mimo resentymentów, jakie żywi wobec Ameryki, jest skazana przez układ geopolityczny na bliską współpracę z dawnym przeciwnikiem. A USA muszą utrzymać bliskie stosunki z Rosją. Z polskiej perspektywy jest ważne to, że ten sojusz uległby rozwiązaniu, gdyby w Moskwie odrodziły się tendencje imperialne. Od 1989 r. każda amerykańska administracja podkreśla, że nigdy nie zgodzi się na rozszerzenie rosyjskiej strefy wpływów na tzw. bliską zagranicę. Kierunki wyznaczone przez najnowszą historię są jasne. Rosji pozostaje dojrzeć do własnej odnowy wewnętrznej. Z mojego punktu widzenia, czyli z perspektywy obywatela USA, stabilna, silna, demokratyczna Rosja, zintegrowana ze wspólnotą państw demokratycznych, jest dla Stanów Zjednoczonych pożądanym partnerem. Na razie jednak Rosja jest na drodze do dalszego osłabienia i można tylko mieć nadzieję, że z czasem i tam dotrze wielka odwilż.

Więcej możesz przeczytać w 15/2005 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/2005 (1167)

  • Testament Jana Pawła II18 gru 2006, 14:00Testament z dnia 6 III 1979 (i dodatki późniejsze)2
  • Na stronie18 gru 2006, 14:00Zstąpił duch Jana Pawła II i odnawia oblicze tej ziemi3
  • Świat i jego święty18 gru 2006, 14:00Jana Pawła II kanonizowano w piątek przez aklamację4
  • Stąd do wieczności18 gru 2006, 14:00Największym zwycięstwem papieża jest wytworzenie w ludziach niepojętego poczucia wspólnoty14
  • Jan Paweł Polski18 gru 2006, 14:00Karol Wojtyła był kwintesencją polskości16
  • Kontrrewolucjonista18 gru 2006, 14:00Jan Paweł II wkładał swój papieski but i sprawiał, że raz otwartych drzwi nie dawało się już zatrzasnąć21
  • Wielki18 gru 2006, 14:00Wyobrażam sobie frustrację, z jaką Jan Paweł II powie św. Piotrowi, że nie dano mu czasu na rozwiązanie problemu tysiącletniego podziału Kościoła26
  • Jan Paweł III18 gru 2006, 14:00Laicyzacja Europy sprawiła, że serce Kościoła katolickiego bije dziś w krajach Trzeciego Świata28
  • Koniec monarchii absolutnej18 gru 2006, 14:00Papieży się wybiera, a nie klonuje. Rozmowa z Marco Politim, watykanistą włoskiego dziennika "La Repubblica"36
  • Ojciec wolności18 gru 2006, 14:00Prezydent Reagan żywił głębokie przekonanie, że Jan Paweł II pomoże zmienić świat38
  • Trójkąt śmierci18 gru 2006, 14:00Czy zamach na Jana Pawła II był częścią operacji "Triangolo" tajnych służb peerelowskich?43
  • Giełda18 gru 2006, 14:00Aż siedem z dziesięciu najbogatszych mieszkańców Wielkiej Brytanii to cudzoziemcy - wynika z zestawienia przygotowanego przez tygodnik "Sunday Times"48
  • EUNRON18 gru 2006, 14:00Unijny budżet jest jak otwarty dla wszystkich sejf wypełniony gotówką50
  • Szanghaj nad Bałtykiem18 gru 2006, 14:00Polacy przenoszą produkcję do Chin, Chińczycy - do Polski56
  • Optymizm i wyzwania18 gru 2006, 14:00Największym sukcesem totalitaryzmu w Polsce jest bierność ludzi odzwyczajonych od obywatelskiej aktywności64
  • Supersam18 gru 2006, 14:0066
  • Elektronika dla laika18 gru 2006, 14:00Powszechna opinia, że zestaw kina domowego wymaga pięciu głośników, jest już nieaktualna. Amerykańska firma Bose wprowadziła właśnie na rynek zestaw 3-2-1, w którym liczbę głośników zredukowała do trzech przy zachowaniu takich...66
  • Miejskie inspiracje18 gru 2006, 14:00Światowe metropolie i kurorty stały się źródłem inspiracji projektantów mody. Przy tworzeniu najnowszej kolekcji Zegna kreator Ermenegildo Zegna inspirował się aż czterema miastami. Rzym reprezentuje sportowy szyk i łączenie skóry z...66
  • Lew na ścianie18 gru 2006, 14:00Jedna z najnowszych tendencji we wzornictwie RTV to dążenie do tego, by telewizor możliwie jak najbardziej przypominał wyglądem monitor komputerowy. Tak jest w wypadku nowego telewizora Loewe Xelos A 42. Jego plazmowy ekran z matrycą o...66
  • Słońce w żelu18 gru 2006, 14:00Od czasu gdy Coco Chanel wylansowała w wyższych sferach modę na opaleniznę, przyciemnione słońcem ciało jest ciągle en vogue. Co roku jednak 200 tysięcy ludzi cierpi na choroby skóry wywołane przesadnym opalaniem. Kompromisem są...66
  • Pożegnanie z Paryżem18 gru 2006, 14:00Francja traci monopol na ekskluzywne kosmetyki, tak jak wcześniej straciła go na modę czy wino70
  • Piętno urodzenia18 gru 2006, 14:00Pierworodni to urodzeni przywódcy, młodsze rodzeństwo to często outsiderzy i buntownicy72
  • Dalej niż koniec świata18 gru 2006, 14:00Magia dawno zrezygnowała z ofiar z dzieci, zastępując je kurami, kogutami i jagniętami76
  • Sen o ojcu18 gru 2006, 14:00"Zostawił mnie bez przygotowania na zewnętrzny świat, który czasami może być zły"82
  • Know - how18 gru 2006, 14:00Firma Pifzer wycofała ze sprzedaży w Stanach Zjednoczonych i Europie preparat przeciwbólowy bextra86
  • Pomieszanie zmysłów18 gru 2006, 14:00Synestezja poprawia pamięć i zwiększa kreatywność88
  • Robaki na owady18 gru 2006, 14:00Szrotówek kasztanowcowiaczek najpewniej przywędrował do Europy z Chin lub Indii92
  • Atlantyda u stóp Himalajów18 gru 2006, 14:00Miasto starsze niż Jerycho znajduje się u wybrzeży Indii?94
  • Bez granic18 gru 2006, 14:00Zmarł książę Monako Rainier III, najstarszy i najdłużej panujący monarcha w Europie.98
  • Dyktatura demokracji18 gru 2006, 14:00Niemcy będą mieli bliskich sojuszników w Europie, póki sąsiedzi będą ich uznawać za wystarczająco słabych100
  • Organizacja Narodów Złupionych18 gru 2006, 14:00Reforma ONZ ma odwrócić uwagę od afer wybuchających wokół Kofiego Annana106
  • Mężowie stanu z Nicei18 gru 2006, 14:00Członkostwo w Unii Europejskiej było tylko strategią, a nie celem naszej polityki108
  • Mugabeland18 gru 2006, 14:00Blair to pedał, Condi to dziewczyna, która zapomniała, skąd pochodzi, a Bush - nawiedzona wiedźma110
  • Menu18 gru 2006, 14:00Rzeźba z białego marmuru autorstwa Antonio Canovy została sprzedana w domu aukcyjnym Rempex za 1,3 mln zł112
  • Kasztelan XXI wieku18 gru 2006, 14:00Gdyby nie profesor Andrzej Rottermund, w Zamku Królewskim w Warszawie straszyłyby upiory114
  • Kobiety do piór!18 gru 2006, 14:00Polscy literaci już powinni zacząć się bać fali piszących pań118
  • Ironista z Chicago18 gru 2006, 14:00Saul Bellow był obdarzony cholerycznym temperamentem, kochliwy, krewki i wyjątkowo skąpy120
  • Poczta18 gru 2006, 14:00Wizja kinematografii międzywojennej, jaką prezentuje nam autorka artykułu "Hollywood w Warszawie" (nr 11), i tezy, że polskie filmy tamtego okresu były "niezłe", są nieco zabawne.122