Kto zabija państwo

Kto zabija państwo

Krzysztof Olewnik zginął, bo jego rodzina nie chciała się podporządkować mafijnemu układowi z Mazowsza.
Albo dopuścicie nas do spółki, albo pożałujecie. Taką propozycję nie do odrzucenia dostali najprawdopodobniej Włodzimierz Olewnik i jego syn Krzysztof. Olewnikowie nie zgodzili się wejść w spółkę i pożałowali. Wiele wskazuje na to, że w ten sposób miało powstać finansowe zaplecze dla niektórych polityków lewicy. Olewnikowie zostali ukarani, bo nie chcąc płacić haraczu, stanowili fatalny przykład dla innych. Tak samo zły jak ten, który w połowie lat 90. dali warszawscy restauratorzy, odmawiając płacenia haraczu „chłopcom z miasta". Wcześniej ukarany został niepokorny właściciel Optimusa Roman Kluska. Olewników wziął na celownik układ bandycko-policyjno-prokuratorsko-urzędniczo‑polityczny. Kluska naraził się układowi z udziałem urzędników skarbówki, finansów, prokuratorów oraz byłych oficerów SB.Analiza dramatu rodziny przedsiębiorcy z Drobina wskazuje na to,że w dawnym województwie płockim od lat kwitnie mafijny układ. Podobnie jest w innych regionach Polski, ale na razie tylko układ z Mazowsza w niszczeniu opornych posunął się do morderstwa. Jak wysoko ten układ miał polityczną ochronę? Czy o jego wpływach nie świadczy to, że państwo przestało w tym wypadku działać? Czy to przypadek, że rodzina Olewników natrafiła na mur obojętności, niechęci i zaniechań funkcjonariuszy, urzędników i polityków? Czy to nie oni najpierw zabili wiarę Olewników w państwo, a potem wiarę przeciętnych obywateli? Czy to nie oni zabijają samo państwo? Bo czym innym jest pokazanie, że mafijny układ może struktury państwa sparaliżować, że ofiary stają się ściganymi, a przestępcy triumfują?

Zemsta mafii
Porwanie jako zemsta na rodzinie Olewników za odmowę współpracy z układem bizensowo-polityczno-policyjnym to jedna z głównych hipotez, jaką od jakiegoś czasu zakładają prokuratorzy. Według informacji „Wprost", jakiś czas przed porwaniem Krzysztof Olewnik dostał propozycję nie do odrzucenia. Jak twierdzi jego ojciec Włodzimierz Olewnik, miała ona związek z kręgiem osób powiązanych z lokalną polityką. Chodziło o wykorzystanie należącej do Krzysztofa firmy Krup-Stal, zajmującej się handlem stalą. Związani z lewicą lokalni politycy chcieli ją wykorzystać do wprowadzania na polski rynek stopów przemycanych do kraju bez cła i podatku lub wyłudzanych z hut.
Układ płocki lub mazowiecki, jak śledczy coraz częściej nazywają krąg osób mogących mieć związek z porwaniem Krzysztofa Olewnika, próbował się wkręcić do firm jego ojca. Prawdopodobnie brudny biznes, w jaki chciano wciągnąć znanego producenta wyrobów mięsnych, miał polegać na dokooptowaniu do niego wspólnika, który w ten sposób zarabiałby pieniądze dla polityków. – Wziąwszy pod uwagę, jak przebiegało porwanie i ile trwało, trudno uwierzyć, że chodziło jedynie o 300 tys. euro okupu – przyznaje mec. Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny Olewników. – Moim zdaniem, musiało chodzić o pewne propozycje biznesowe – dodaje adwokat.
Jak ustalił „Wprost", szantażując Olewników, układ płocki nie groził zabójstwem czy uprowadzeniem syna. Groźby dotyczyły raczej utrudnień w prowadzeniu biznesu, wyeliminowania z rynku czy doprowadzenia do bankructwa. Niewykluczone, że w końcu postanowiono ukarać opornego przedsiębiorcę, porywając mu syna. W taki sposób od dziesiątków lat działa mafia sycylijska – porywając dziecko, zmusza rodziców do podporządkowania się. Hipotezę tę potwierdza sposób prowadzenia śledztwa w sprawie porwania – wyglądało tak, jakby bardziej miało na celu zacieranie śladów i krycie porywaczy niż odnalezienie sprawców. Analiza sprawy pokazuje, że gdyby tylko policja i prokuratura zachowały się zgodnie z procedurami w tego typu sprawach, szanse na uratowanie porwanego byłyby bardzo duże. – Bandyci, którzy uprowadzili Krzysztofa, wykonywali czyjeś polecenia – nie ma wątpliwości Włodzimierz Olewnik, ojciec zabitego.
Znalezienie mocodawców bandytów może być bardzo trudne. Wojciech Franiewski, uważany za szefa grupy porywaczy, powiesił się w 2007 r., tuż po zapoznaniu się z aktami sprawy. Sławomir Kościuk, jeden z dwóch morderców Krzysztofa Olewnika, powiesił się w celi kilka dni temu. A właśnie to ta dwójka mogłaby doprowadzić śledczych do zleceniodawców, o których mówi ojciec zamordowanego.
– Sprawa porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika trafi do historii polskiej kryminalistyki jako jej czarna karta. Nie ma wątpliwości, że nad porywaczami ktoś stał, a błędy policji i prokuratury nie wyglądają na niedbalstwo, lecz na celowe działanie – mówi kryminolog prof. Brunon Hołyst. – Trudno także uwierzyć w samobójczą wersję śmierci głównych sprawców zbrodni. Tak brutalni mordercy, pozbawieni autorefleksji i wyrzutów sumienia, nie przeżywają nagle załamania nerwowego tylko dlatego, że zostali złapani – dodaje prof. Hołyst.
Latem 2002 r. dziwne samobójstwo popełnił Tadeusz Maziuk, pseudonim Sasza, podejrzany o zabicie Jacka Dębskiego, ministra sportu w rządzie Jerzego Buzka. Czy ktoś „pomógł" Maziukowi w popełnieniu samobójstwa? Czy odbiera sobie życie ktoś, kto dzień przed śmiercią podczas przesłuchania obiecał złożenie zeznań, a nawet miał rozmawiać o warunkach układu z prokuraturą? Równie dziwne było samobójstwo w 2003 r. Jeremiasza Barańskiego (Baraniny), wiedeńskiego rezydenta „Pruszkowa". Barański popełnił samobójstwo w momencie, gdy mógł zaszkodzić kilkuset osobom w Polsce, w Austrii, Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdy stał się niewygodny dla policji, prokuratury i tajnych służb, które go wcześniej wykorzystywały. Gdyby skazano go na dożywocie, stałby się niebezpieczny, odpłacając pięknym za nadobne tym, którzy nie uchronili go przed aresztem i karą. Czy te zgony nie wyglądają bardziej na samobójstwa na zlecenie?

Krew na rękach polityków
Prokuratorzy, którzy znają sprawę Olewnika, w nieoficjalnych rozmowach mówią wprost: w Płocku dzieją się bardzo złe rzeczy, a śledztwo dotyczące uprowadzenia mogło je wydobyć na światło dzienne. W tym duchu wypowiada się też obecny minister sprawiedliwości. – W Płocku działał lokalny układ, który mógł być zamieszany w porwanie i śmierć Krzysztofa, a później w utrudnianie śledztwa i mylenie tropów. Mieliśmy tam do czynienia z przenikaniem się pewnych powiązań i znajomości – mówi „Wprost" Zbigniew Ćwiąkalski, zastrzegając, że to na razie tylko jego przypuszczenia.
Zdaniem rodziny Olewników, tropy układu płockiego prowadzą do lewicy. Charakterystyczne, że pośrednikiem w kontaktach między rodziną Olewnika a zamieszanym w sprawę przestępcą Eugeniuszem D., ps. Genio, był Grzegorz Korytowski, niegdyś szef SLD w Sierpcu. Korytowski był także znajomym Jacka K., który powiadomił rodzinę Olewników o porwaniu ich syna. Trzy lata temu Korytowski był nawet zatrzymany w sprawie wyłudzeń okupu od rodziny Olewników, ale prokuratorzy nie zdecydowali się postawić mu zarzutów. – Politycy lewicy mają krew mojego syna na rękach! – Włodzimierz Olewnik do dziś nie potrafi opanować emocji. – Przecież zwracaliśmy się do nich o pomoc, punkt po punkcie wskazywaliśmy nieprawidłowości w śledztwie. Bez rezultatu – dodaje ojciec zamordowanego.
Rzeczywiście, rodzina prosiła o pomoc każdego kolejnego ministra sprawiedliwości, szefa MSWiA oraz prokuratora krajowego. Wszyscy obiecywali pomoc i na tym się kończyło. W 2004 r. ówczesny prokurator generalny Grzegorz Kurczuk obiecał przeniesienie sprawy do prokuratury w Olsztynie. Po jakimś czasie zmienił zdanie. – Podobno dostał informacje od wysoko postawionego oficera policji, że widziano Krzysztofa żywego, a całe porwanie to mistyfikacja. Dopiero dwa lata później zrobiono to, o co prosiliśmy tak długo – podkreśla mec. Borkowski. To oczywiście nie świadczy o tym, że Kurczuk był w układzie, ale pokazuje, że mógł być manipulowany przez wysokich funkcjonariuszy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.
Największe pretensje ma rodzina Olewników do Ryszarda Kalisza, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Marka Belki. Danuta Olewnik-Cieplińska, siostra porwanego Krzysztofa, która odwiedziła polityka SLD w 2004 r., alarmowała, że sprawa prowadzona jest bardzo źle, a w tajemniczych okolicznościach policjantom prowadzącym śledztwo ukradziono samochód z aktami. „Przecież samochody giną w Warszawie" – miał jej odpowiedzieć minister Kalisz. I wmawiał bliskim porwanego, że śledztwo jest prowadzone świetnie. – Potraktował nas jak śmiecie – wspomina Danuta Olewnik‑Cieplińska. Sam Kalisz przekonuje dziś, że nie chciał urazić Olewników, że robił wszystko w sprawie odnalezienia porwanego. Rezultaty tych działań są co najmniej mierne. Dlaczego rodzina ofiary natrafiła na taki mur obojętności?

Podatek korupcyjny
Układ płocki to doskonała ilustracja mafijnego systemu wymuszeń i nacisków działającego w całej Polsce. W każdym regionie lokalni przedsiębiorcy, zwłaszcza ci bogatsi, słyszą od polityków bądź związanych z nimi biznesmenów propozycje nie do odrzucenia. Padają one zwykle w rozmowach pełnych niedomówień i zawoalowanych gróźb. Jeżeli ktoś prowadzi firmę konkurującą z przedsięwzięciem lokalnego przyjaciela przyjaciół (tak sycylijscy mafiosi mówią o sobie lub zaprzyjaźnionych biznesmenach i politykach), nie ma wyjścia. Albo rezygnuje, albo przez podstawionego wspólnika odprowadza haracz „lokalnym". A lokalni politycy i samorządowcy mają zaplecze w dużych graczach, czyli politykach z Wiejskiej. Tak jak w Starachowicach, gdzie posłowie z regionu uprzedzali zaprzyjaźnionego starostę o tajnej akcji CBŚ przeciwko gangsterom współpracującym z samorządowcami.
Niezależnie od rodzaju i miejsca prowadzonej działalności niemal wszędzie wysokość haraczu pobieranego przez lokalne układy jest identyczna – od 5 proc. rocznego zysku dużej firmy do 10 proc. w wypadku małej i średniej. Szczególnie dotkliwe dla uczciwych przedsiębiorców są układy znoszące władzę państwa w środkowej i południowej Polsce. Lokalni notable regularnie balują tam razem z policjantami, przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości i biznesmenami, a nierzadko z gangsterami. To ma ogromne znaczenie psychologiczne – ludzie to widzą i dają sobą manipulować, bo wiedzą, że z układem nikt nie wygra.
Jak opowiada „Wprost" biznesmen z Chorzowa handlujący na Śląsku węglem, kilka lat temu ważny samorządowiec zasugerował mu skorzystanie z usług pewnej firmy, która dostawałaby swoisty podatek od każdej tony węgla. Spółka była, rzecz jasna, powiązana z lokalnymi politykami. Kiedy przedsiębiorca odmówił, w jego firmie natychmiast zaczęły się kontrole skarbowe. W tym samym czasie ze współpracy wycofało się kilku kontrahentów. – Zrezygnowałem z biznesu, bo zaczynało to być zbyt groźne – opowiada biznesmen.
Na celowniku mafijnego, ale umocowanego znacznie wyżej układu znalazł się sześć lat temu Roman Kluska. W 2000 r. zaliczany do grona najbogatszych Polaków biznesmen zrezygnował z prowadzenia interesów, mówiąc, że panująca w Polsce atmosfera korupcji uniemożliwia prowadzenie uczciwego biznesu. Wkrótce został spektakularnie aresztowany pod wymyślonym przez aparat skarbowy pretekstem. Prokuratura zarzuciła mu oszustwa podatkowe i wyłudzenia podatku VAT przy eksporcie komputerów na Słowację. W grudniu 2003 r. śledztwo umorzono z powodu braku jakichkolwiek znamion przestępstwa, ale Kluskę, który odmawiał wchodzenia w polityczno-biznesowe układy, wyeliminowano. W wywiadach prasowych przedsiębiorca ujawnił, że nachodzili go tajemniczy ludzie i sugerowali, że jeśli się nie uciszy w mediach, może mu się coś przytrafić.

Komisja ds. Olewnika
Pewne jest, że sprawa Olewnika nie ma jedynie charakteru kryminalnego, ale ma też polityczne tło. Może więc pomysł byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, by do jej zbadania powołać sejmową komisję śledczą, wart jest poparcia? Przecież porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika to coś więcej niż porażka organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. To przejaw pełnego zneutralizowania państwa, a wręcz wciągnięcia jego funkcjonariuszy w pomaganie przestępczemu układowi. Wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej zbrodni pomogłoby uderzyć w lokalne mafijne układy. Płock nie jest wyjątkiem, ale jest charakterystyczne, że w tym regionie politycy są wyjątkowo z sobą zblatowani, stanowiąc ponadpartyjną korporację. Przeciętny obywatel czuje się bezradny. Nie dość, że jest ignorowany, a nawet przepędzany przez urzędników, to jeszcze widzi, że politycy, do których mógłby się odwołać, grają w jednej drużynie.
Jakiś czas temu głośno było o aferze starachowickiej. Ale sprawa Olewnika pokazała, że Starachowic jest w Polsce znacznie więcej. Że w naszym kraju funkcjonują prywatne województwa. A one tworzą alternatywne państwo, a właściwie antypaństwo, zabijające to konstytucyjne.
Jak chroniono bandytów
Od początku policjanci z Płocka, a potem Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu lansowali tezę o samouprowadzeniu Krzysztofa Olewnika. Dowodem sfingowanego porwania miały być plamy krwi w domu ofiary, rzekomo znalezione w dziwnych miejscach oraz długie milczenie porywaczy. Nie wyznaczono negocjatora do rozmów z porywaczami, a ślady na miejscu podjęcia okupu zbadano po kilku dniach. Nie wytypowano, kto ze znajomych rodziny mógł mieć związek z porwaniem. Policjanci fałszowali notatki służbowe o rzekomym pojawianiu się uprowadzonego. Za sprawą wysokiego rangą oficera CBŚ, awansującego
w czasach rządów lewicy, nie dopuszczono do przeniesienia śledztwa. Ten sam policjant miał inspirować zatrzymanie w marcu 2006 r. znanego detektywa Marcina Popowskiego (spędził dziewięć miesięcy w areszcie). Niepotrzebne i prawdopodobnie bazujące na fałszywych dowodach rozpracowywanie Popowskiego przez wiele miesięcy spowalniało poszukiwania prawdziwych sprawców.
Dom Krzysztofa Olewnika w Drobinie koło Płocka, skąd został uprowadzony w nocy z 26 na 27 października 2001 r. krup-stal w płocku, firma Krzysztofa Olewnika, którą prowadził razem ze wspólnikiem
Policyjne abecadło
Policja miałaby szansę na uwolnienie żywego Krzysztofa Olewnika, gdyby zgodnie z policyjnym elementarzem natychmiast sprawdzono następujące ślady:
Włos znaleziony w domu uprowadzonego mężczyzny (należał do Sławomira Kościuka, a zbadano go dopiero po czterech latach)
1. Odciski palców – niezabezpieczone m.in. ze słuchawki telefonu w domu porwanego (część sprawców była bez rękawiczek) zakłady mięsne olewnik w sierpcu, należące do Włodzimierza Olewnika, ojca Krzysztofa
zakłady mięsne olewnik w drobinie, należące do Włodzimierza Olewnika Billingi połączeń i tzw. BTS-y, czyli miejsca logowania się telefonu porwanego oraz aparatów używanych przez sprawców. Jeden z bandytów używał tej samej karty telefonicznej do rozmów z rodziną Olewników i kontaktów ze swym bossem.
3. Anonim ze stycznia 2003 r.: „Kluczem do zagadki jest Ireneusz Piotrowski, ps. Bokser, który w okolicach Nowego Dworu pilnuje Krzysztofa, a kontaktuje się z nim Pazik". Bokser wystawił Krzysztofa,
a potem pilnował go uwięzionego w piwnicy domu w Kałuszynie. Pazik był jednym z zabójców.
4. Lista błędów czy też celowych zaniedbań podczas śledztwa przekracza setkę. Większość z nich nie wymagała nawet specjalnych talentów śledczych, a jedynie znajomości podstawowych zasad działań
policji w warunkach kryzysowych.
Państwo z nami walczyło

Rozmowa z Danutą Olewnik-Cieplińską, siostrą zamordowanego Krzysztofa Olewnika
„Wprost": Sprawa uprowadzenia pani brata będzie kiedyś wyjaśniona?
Danuta Olewnik-Cieplińska: Muszę w to wierzyć. Wierzę, że minister Ćwiąkalski nam pomoże, choć już tylu polityków wcześniej nas zbywało. Przez pięć lat prowadziliśmy podwójną walkę: z bandytami o życie Krzysztofa i z państwem, które nie chciało nam pomóc. Kiedy w Iraku terroryści porwali Polkę, po kilku tygodniach ją odnaleziono. Dlatego nie mam wątpliwości, że Krzysztof mógłby żyć.
Przecież nie zamordowano go po dwóch dniach ani po dwóch tygodniach, tylko po dwóch latach! Dwa lata cierpiał, a policja nie robiła nic, żeby mu pomóc.
– Jak was traktowali urzędnicy państwowi?
– Nikt nam nie wierzył. Po kilku miesiącach zorientowaliśmy się, że policja i prokuratura nie robią nic. Wszyscy powtarzali, jak mantrę, że to samouprowadzenie. Wyobraża pan sobie, co wtedy czuje rodzina?! Oni nie kiwnęli palcem, żeby go znaleźć. Całe śledztwo było nakierowane na to, żeby udowodnić, że porwanie to mistyfikacja! Wysyłano nawet dziesiątki pism do firm ubezpieczeniowych po to, żeby znaleźć jakąś rzekomą polisę Krzysztofa.
– To były błędy czy celowe zaniechania?
– Nie wierzę w błędy. Uważam, że to były celowe działania. Nie zbadano większości dowodów znalezionych w domu Krzysztofa. Zamknięto je w szafie pana prokuratora i tyle. Komuś musiało zależeć, żeby sprawa nie ruszyła z miejsca. To nie jest moja spiskowa teoria, lecz fakty. Na zlecenie warszawskiej prokuratury powstała analiza, z której wynika, że niektóre ślady tej zbrodni prowadzą do policji.
– Czy uprowadzenie brata mogło być formą nacisku na państwa firmy?
– Po jego porwaniu zaczęto nas nękać kontrolami ze strony różnych instytucji. Sprawdzano kredyty, badano nasze interesy. To był absurd, bo państwo walczyło z nami, a my zastępowaliśmy państwo. Prowadziliśmy śledztwo za prokuraturę i policję. Tyle że nie mieliśmy takich możliwości – nie mogliśmy śledzić, nagrywać, analizować połączeń. Byliśmy bezsilni.
– Była szansa, że zobaczy pani brata żywego?
– Tak. Mojej córce dałam nawet na imię Nadia – od nadziei. Kiedy prokurator powiedział, że Krzysztof nie żyje, chciałam się z nim kłócić. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.

Rozmawiał Rafał Pasztelański



Lista Olewnika
Do kogo rodzina Krzysztofa Olewnika zwracała się o pomoc

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji

minister Ryszard Kalisz
wiceminister Andrzej Brachmański

Ministerstwo Sprawiedliwości

minister Marek Sadowski
minister Andrzej Kalwas
minister Grzegorz Kurczuk
zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik

Prokuratorzy krajowi

Karol Napierski
Janusz Kaczmarek zadecydował o przeniesieniu śledztwa do Olsztyna

Politycy

Zbigniew Siemiątkowski
Jerzy Dziewulski

Prokuratorzy, którzy prowadzili śledztwo

Leszek Wawrzyniak, Elżbieta Gielo (pierwsza podważyła tezę o samoporwaniu),
Robert Skawiński, Radosław Wasilewski

POLICJANCI

nadkom. Remigiusz Minda, asp. Marek Strauss i Maciej Lubiński


Płockie domino
Region płocki to od lat bastion lewicowych interesów, które wyrosły w cieniu prawdziwej żyły złota – rafinerii płockiej i PKN Orlen. Stąd wywodzą się Zbigniew Siemiątkowski i Krzysztof Janik. Siemiątkowski był podejrzewany o przeciek tajnej informacji. ABW nagrała rozmowę gostynińskiej działaczki SLD Renaty K. z Markiem G., szefem płockiej firmy Vectra, podejrzewanym o nieprawidłowości na rynku usług budowlanych. K., powołując się na „ministra od służb", ostrzegła przedsiębiorcę, by ten „poczyścił umowę z tą dużą firmą". Prawdopodobnie chodziło o kontrakt Vectry na budowę biurowca PERN. Siemiątkowski został oskarżony o ujawnienie tajemnicy państwowej, ale sąd w Płocku uznał, że ani były szef Agencji Wywiadu, ani działaczka SLD nie są winni przecieku. Jednym z powodów tej decyzji było uznanie podsłuchów za nielegalne. W czerwcu 2007 r. prokuratura postawiła Marii Oleksy zarzut składania fałszywych zeznań w jednym z wątków dotyczących mafii paliwowej. Podczas jednego z przesłuchań żona byłego premiera, wbrew faktom, zeznała, że nie zasiadała w radzie nadzorczej płockiej firmy Polleks (pośredniczącej w handlu paliwem miedzy rafinerią Glimar a PKP), gdy spółka była już zamieszana w przekręty gospodarcze.
W 2002 r. wybuchła afera z próbą sfałszowania wyników wyborów na prezydenta miasta. Były prezydent Płocka Wojciech H. i radna SLD Grażyna O. zasiedli na ławie oskarżonych. Jednak we wrześniu 2006 r. w tajemniczych okolicznościach z akt procesu zniknął główny dowód, czyli spis wyborców.


 

Okładka tygodnika WPROST: 16/2008
Więcej możesz przeczytać w 16/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 8
  • bez-nazwy IP
    w sierpniu dzień po urodzinach bestialsko zabili mojego syna miał 24 lata podlożyli ciało na chodnik policja powiedziała że to upadek z wysokości miał przy sobie dokumenty nikt mnie nie zawiadomił o jego śmierci nawet nie przyjechał prokurator na miejsce zdarzenia sprawę jawnie tuszują policja i prokuratura to banda mafijna a w rządzie kto siedzi???? nie mam do kogo się zwrócić o pomoc i uczciwe przeprowadzenie śledztwa --zrozpaczona matka--POMÓŻCIE!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Jan Niezbedny IP
      Kazdy urzedas, polityk, policjant to potencjalny bandyta i oszust! Dlatego nigdy nie glosowalem i nie bede glosowal, gdyz nie zamierzam ich legitymizowac. Dziwi mnie natomiast to ze ludzie sa tak slepi i jeszcze chodza na wybory, wiedzac skad lobuzy w garniturach biora kase na kampanie! Pomyslcie o tym jak znow dacie sie wmanipulowac do udzialu w kolejnych wyborach.
      • musimy poznać prawdę! IP
        Kiedy w koncu poznamy prawdę!!!
        • optymista IP
          W tym okresie, w całej Polsce miało miejsce wiele prób przejmowania dobrych firm. Schemat był podobny, bank nagle odmawia finansowania, a podstawiony partner z układami pokazuje prawdziwe oblicze. Nagłośnienie wszystkich okolicznoci tragedii p.Olewnika czy historii p.Kluski trzeba wykorzystać do zebrania w jednym miejscu, np. w CBA wszystkich doniesien o podobnych przypadkach. Wtedy rutynowa praca zespołu prokuratorów pokaże układ, którego bezskutecznie szukał minister Ziobro.
          • THK IP
            Polskie sądownictwo zamknięte na nowe kadry stało się najsilniejszym bastionem pozostałości PRL.Obecny minister chyba utożsamia się z tą sytuacją. A w sprawie laptopowej ośmieszył swój urząd.

            Czytaj także