Zatruty rtęcią

Zatruty rtęcią

Nie chcę umrzeć jak Tycho Brahe”, żartują Czesi, gdy podczas piwnej biesiady wychodzą do toalety. Nikt nie chciałby umrzeć jak genialny duński astronom. Według najnowszej teorii, mordercą uczonego był jego kuzyn, a zleceniodawcą zbrodni król Danii Christian IV. Duńscy archeolodzy chcą ekshumować jego szczątki złożone w kościele Tyńskim na rynku w Pradze.
Jedenaście dni przed śmiercią Tycho Brahe uczestniczył w przyjęciu wydanym przez Petra Voka z Rožmberka. Choć sporo wypił i czuł parcie na  pęcherz, nie wstawał od stołu, by zgodnie z ówczesną etykietą nie urazić gospodarza. Kiedy wrócił do domu, nie  zdołał już załatwić swojej potrzeby. Po pięciu bezsennych dniach i  nocach wycisnął z siebie kilka kropli moczu. Choroba jednak postępowała. Brahe zmarł 24 października 1601 r. Jego śmierć wywołała falę plotek sugerujących otrucie. Kto zabił astronoma? Pod koniec 1575 r. Brahe chciał opuścić Danię i przenieść się do  Bazylei, by tam wieść żywot niezależnego uczonego. Duński monarcha Fryderyk II tak bardzo chciał jednak zatrzymać uczonego w kraju, że dał mu w lenno wyspę Hven.Brahe kazał wybudować tam zamek pełniący funkcję jego domu i obserwatorium astronomicznego. Kiedy w 1596 r. władzę w Danii objął Christian IV, astronom zaczął mieć jednak kłopoty. Jedną z przyczyn konfliktu miało być lekceważenie młodego króla przez naukowca. Mimo wielokrotnych ponagleń Brahe nie naprawił dachu kaplicy w  Roskilde, gdzie znajdowały się groby ojca i dziadka Christiana. Potem władca nakazał uczonemu oddać jeden z jego majątków i odmówił przekształcenia wyspy Hven w dziedziczne lenno. Oznaczało to dla Brahego stratę pieniędzy zainwestowanych w budowę zamku i posiadłości, którą mógłby przekazać w spadku. Urażony astronom spakował manatki i z ukochaną Kristen oraz szóstką dzieci wyniósł się z wyspy. Po krótkim pobycie w Kopenhadze ruszył do  niemieckiego Rostocku, skąd napisał do swego króla list. Stwierdził w  nim, że wołałby służyć jemu, niż szukać nowego protektora, ale na  rozsądnych warunkach. Jesienią 1597 r. dostał odpowiedź, jasno określającą, kto jest poddanym, a kto suzerenem. Brahe wysłał swego syna Tychona z podarkami do Pragi, do niemieckiego cesarza Rudolfa II. Ten miłośnik technicznych nowinek, astrologii i sztuki zainteresował się dokonaniami Brahego i zaprosił go na dwór. Astronom nie zabawił tam długo, bo wkrótce zmarł. Powodem śmierci było zatrucie rtęcią. W 1991 r. naukowcy z Instytutu Medycyny Sądowej Uniwersytetu w  Kopenhadze przeprowadzili analizy chemiczne włosów pobranych z brody astronoma. Ponieważ we włosach odkłada się większość wchłanianych przez organizm substancji, na podstawie tych badań uczeni określili, z jakimi niebezpiecznymi związkami chemicznymi Brahe miał do czynienia w ciągu kilku ostatnich miesięcy życia.

Włosy astronoma zawierały dużo rtęci, która w dużych dawkach może być śmiertelną trucizną. Dodatkowe badania przeprowadzone w 1996 r. na  szwedzkim Uniwersytecie w Lund ujawniły, że substancja ta dostała się do  organizmu uczonego zaledwie dzień przed śmiercią i zapewne była bezpośrednią przyczyną zgonu. Wtedy stwierdzono jednak, że astronom mógł przez przypadek sam się otruć. Uważał się bowiem za alchemika i znawcę medycyny. Niewykluczone więc, że  chcąc ulżyć sobie w cierpieniu, przyrządził lekarstwo, które go zabiło. Z tą hipotezą nie zgadza się prof. Peter H. Andersen, duński historyk literatury z Uniwersytetu w Strasburgu. Uważa on, że Tycho Brahe został zamordowany, i to przez własnego kuzyna. Hrabia Eric Brahe pochodził ze  szwedzkiej gałęzi rodu. Co ciekawe, był jednym z zauszników wychowanego w Szwecji polskiego króla Zygmunta III Wazy. Przybył z nim do Polski w  1587 r. Ich stosunki ochłodziły się jednak po polsko-szwedzkiej bitwie pod Linköping (25 września 1598 roku), w czasie której Eric zdradził naszego monarchę. Ale ponieważ był wytrawnym dyplomatą, któremu zawsze brakowało pieniędzy, szybko znalazł nowego patrona – króla Danii Christiana IV. Prof. Andersen powołuje się na pamiętniki Erica. Z  zapisków hrabiego wynika, że na początku 1601 r. przygotowywał się do  ważnej misji. Opuścił Visingsborg w wielkim pośpiechu. W Gdańsku spotkał się z niejakim Hansem z Holsztyna. Prof. Andersen uważa, że był to  młodszy brat Christiana IV.

W maju 1601 r. Eric Brahe dotarł do Pragi. Tam, w tureckiej łaźni, spotkał się z wrogami swego kuzyna, a potem z nim samym. Ponieważ wcześniej się nie znali, starał się wkraść w łaski astronoma. W  dziennikach hrabiego zaczął się pojawiać zwrot „mea culpa" (moja wina), a 4 czerwca napisał „mea maxima culpa" (moja wielka wina). Nie wyjaśnił, o co chodziło. Według Andersena, te słowa były przejawem wyrzutów sumienia Erica. Poczucie winy musiało być wielkie, skoro w zapiskach znalazły się też zwroty: „Droga Maryjo, zakuj mnie w łańcuchy, bo tylko twoje łańcuchy mogą uchronić mnie od innych łańcuchów", „Jezusie, ratuj me słabe ciało” czy „Umywam ręce”, zapisane niedługo przed śmiercią Tychona. – To nie są zwyczajne modlitwy, bo Eric nie pisał podobnych rzeczy ani w Szwecji, ani w Polsce, choć miał ku temu powody. W czasie szwedzkiej wojny domowej (1597-1598) był odpowiedzialny za śmierć dwóch swoich szwagrów – mówi prof. Andersen. W spisku na życie astronoma uczestniczyło wiele osób. Jedną z nich musiał być Petr Vok z Rožmberka – organizator feralnej uczty, podczas której Tycho Brahe źle się poczuł. To na jego bankiecie, według prof. Andersena, Eric podał swemu kuzynowi pierwszą dawkę trucizny (prawdopodobnie rtęć). Pięć nocy astronom bredził w gorączce, cierpiąc straszliwe bóle. Potem zaczął powoli wracać do zdrowia. Na to morderca nie mógł jednak pozwolić. 20 października Eric udał się do domu krewniaka, by jak zapisał w dzienniku: „zjeść obiad z T. Brahego”. Potem odwiedzał chorego 22 i 23 października wieczorem. Rankiem 24 października astronom zmarł. Prof. Andersen sądzi, że w trakcie ostatnich odwiedzin skrytobójca wlał do kubka Tychona zabójczą dawkę rtęci. Dlaczego Christian IV zlecił morderstwo astronoma? – Król zazdrościł swemu rodakowi sławy – mówi prof. Andersen. Monarcha był ambitny, ale  młody i nieznany. Tycho już za życia uchodził za jednego z  najsłynniejszych Duńczyków w historii, a skromność nie była jego mocną stroną. Nazywał się Mesjaszem i  Herkulesem. Konflikt tych dwóch osobowości był komentowany w całej Europie. Po opuszczeniu ojczyzny Brahe pisał, że wreszcie „znalazł wolność po długim wygnaniu w Danii”. W listach do duńskich przyjaciół używał określeń: „moje Niemcy” i „wasza Dania”. – Na dodatek po 1597 r. wszystkie swe prace dedykował niemieckiemu cesarzowi. To było bardzo złe publicity dla duńskiego króla – mówi prof. Andersen. Możliwe też, że motywy Christiana były bardziej osobiste. – Wśród europejskiej szlachty krążyły pogłoski, że młody władca jest bękartem –  mówi prof. Andersen. Znalazły one odbicie w „Hamlecie” Williama Szekspira. Matka monarchy, królowa Zofia, była znacznie młodsza od swego męża Fryderyka II, który na dodatek uchodził za pijaka. Kto wie, co  wydarzyło się latem 1576 r., kiedy Tycho Brahe otrzymał w lenno wyspę Hven. Królowa słynęła z zainteresowania nauką, więc może zainteresowała się też znanym uczonym? O zażyłości łączącej tę parę świadczy to, że pierwsza córka astronoma, urodzona w 1578 r., otrzymała imię Zofia. A dziesięć lat od poczęcia Christiana królowa przybyła w odwiedziny do Brahego i spędziła u niego trzy dni. Według prof. Andersena, to nie był przypadek. Następca tronu mógł słyszeć krążące na dworze plotki. Czy postanowił usunąć osobę, która przyczyniła się do ich powstania?

Uczony szlachcic

Tycho Brahe urodził się w 1546 r. w jednej z najznamienitszych duńskich rodzin. Jako 12-latek rozpoczął studia na uniwersytecie w Kopenhadze. Dwa lata później miał okazję obserwować zaćmienie Słońca, co rozbudziło jego zainteresowanie mechaniką nieba. Kiedy skończył 15 lat, pod opieką guwernera wyjechał na studia do Europy. Było to niecodzienne wydarzenie, bo wówczas uważano, iż nauka nie licuje z godnością szlachcica, który ma przecież zapewnione dostatnie życie dzięki odziedziczonemu majątkowi. W 1572 r. Brahe został pierwszym astronomem w dziejach, który zaobserwował wybuch supernowej. Opisał to wydarzenie w książce „O gwieździe nowej", która przyniosła mu sławę i uznanie innych astronomów.





 

Okładka tygodnika WPROST: 6/2009
Więcej możesz przeczytać w 6/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także