Walczący z wiatrakami

Walczący z wiatrakami

Terry Gilliam zamierza wrócić na plan „The man who killed Don Quixote” – ta wiadomoŚĆ zelektryzowała niejednego fana kina. Bo od filmów, które powstały, ciekawsze bywają losy produkcji nieukończonych. Dowodzi tego choćby dokument, który właśnie się ukazał na DVD: o zmaganiach Gilliama z „Don Kichotem”.
Jeśli to zbyt proste, nie jestem zainteresowany, jeśli prawie niemożliwe – chętnie spróbuję. To mi daje kopa, prawdopodobnie dzięki temu zaczyna działać moja wyobraźnia – tłumaczy reżyser w „Zagubionym w La Manchy". Kiedy Terry Gilliam wypowiada te słowa, jest październik 2000 r. Lada dzień ruszają zdjęcia do projektu, nad którym pracował od bardzo dawna, „The Man Who Killed Don Quixote". To jego własna przeróbka opowieści, Sancho Pansę zastępuje w niej Toby Grisoni (Johnny Depp), marketingowiec, który niespodziewanie przenosi się w XVI w. i zostaje towarzyszem Don Kichota (Jean Rochefort).

Gilliam jest rozluźniony, swobodny, uśmiecha się do kamery, za którą stoją Keith Fulton i Louis Pepe. Ta dwójka robić ma „making off", czyli dokument o kulisach powstawania jednej z najdroższych europejskich produkcji, której budżet wynosi 32 mln dolarów. Ani Gilliam, ani Fulton i Pepe nie wiedzą jeszcze, że banalny „making off" przybierze formę dokumentalnego thrillera, trzymającej w napięciu opowieści o jednej z największych klęsk w dziejach kina.

To nie dzieje się naprawdę!

Na razie drugi reżyser, Phil Patterson, też się uśmiecha: „Robienie filmów z Terrym jest jak jazda na oklep. Trzeba mocno złapać się grzywy, zacisnąć kolana i trzymać się, bo to może być przejażdżka twojego życia". Jeszcze nie wie, że za kilka dni te słowa okażą się prorocze.

„Zagubiony w La Manchy" daje rzadką okazję zajrzenia za kulisy filmowe i  jeszcze rzadszą – zobaczenia, co się dzieje, gdy robota nie idzie dobrze. To nie jest dokument, jaki znajdziecie w dodatkach do  specjalnego wydania DVD ulubionego filmu, gdzie wszyscy uśmiechają się i  opowiadają, jak im się wspaniale pracowało. Właściwie Gilliam wykazał się nie lada odwagą, zgadzając się, by materiały z planu ujrzały światło dzienne. Fulton i Pepe krok po kroku rejestrują bowiem organizacyjny bałagan, który panował tu od początku. Problemy ze ściągnięciem do  przymiarek i zdjęć próbnych aktorów. Z zebraniem w jednym miejscu ekipy rozsypanej po całej Europie (centrum dowodzenia był Madryt, bo zdjęcia miały powstawać w Hiszpanii, tymczasem, jak wylicza któryś ze  współpracowników: – Kostiumy są w Rzymie, scenografia w Hiszpanii, charakteryzacja w Anglii).

Jedyna wolna hala zdjęciowa okazuje się magazynem. Fantastyczne pustynne plenery na północ od Madrytu sąsiadują z lotniskiem wojskowym, z którego co chwila z hukiem startują F-16. Vanessa Paradis nie ma podpisanego kontraktu, więc jej agent na  wszystkie prośby odpowiada: „Nie". Koń nie reaguje na polecenia. Gilliam uśmiecha się coraz rzadziej, a producenci – w ogóle.

Gdy ogląda się „Zagubionego w La Manczy", aż trudno uwierzyć, że – tu posłużymy się wyświechtanym, lecz jakże adekwatnym zwrotem – scenariusz tego dokumentu napisało samo życie. Problem goni problem, klęska klęskę: pierwszy dzień zdjęciowy rujnują samoloty, drugi – burza, która kończy się powodzią i  zalaniem sprzętu. „Za co biorę w tym udział?! To jakiś popieprzony koszmar! To się nie dzieje naprawdę!" – mówi bohater grany przez Johnny’ego Deppa, niechcący komentując bieżące wydarzenia.

Deszcz zmienił kolor pustyni – trzeci dzień przyniósł to smutne odkrycie. „Jak tylko ruszymy ze zdjęciami, na pewno zaatakują nas Pigmeje!" – Terry Gilliam zwany przez współpracowników kapitanem chaosem zaczyna przeczuwać porażkę. Gwoździem do trumny nie okazują się jednak kłopoty z  firmą ubezpieczającą produkcję, tylko z odtwórcą głównej roli. Wybitny francuski aktor Jean Rochefort cierpi na zapalenie prostaty, co może nie  byłoby tak dramatyczną przypadłością, gdyby nie to, że większość scen gra na koniu. Po dniu spędzonym w siodle wraca do Paryża na leczenie. Produkcja staje. Rochefort przesuwa kolejne terminy powrotu. Po kilku dniach staje się jasne, że to koniec. Fulton i Pepe rejestrują wówczas najbardziej poruszający moment całego dokumentu: minę Terry’ego Gilliama, który już wie, że musi się poddać. Rozczarowanie, zażenowanie, niedowierzanie i łzy w oczach – takich emocji nie zagrałby najlepszy aktor.

Dopóki śmierć nas nie rozłączy

„Wiatraki rzeczywistości kontratakują" – podpisze Gilliam rysunek przedstawiający Don Kichota uciekającego przed strzelającymi do niego wiatrakami. Po porażce „The Man Who Killed Don Quixote" zacznie się porównywać go do głównego bohatera książki Cervantesa, idealisty, marzyciela, wizjonera, który porywa się na najbardziej szalone projekty, który nie akceptuje ograniczeń. Gilliam, twórca „Brazil” i „12 małp”, niegdyś członek legendarnego Monty Pythona, nadal zresztą walczy z  wiatrakami. Co kilka lat słyszymy – jak ostatnio – o tym, że wraca na  plan filmu o Don Kichocie. Odzyskał prawa od firmy ubezpieczeniowej, przerobił wraz z Tonym Grisonim scenariusz, bez końca kompletuje nową obsadę. Gérard Depardieu, Micheal Palin, a ostatnio Robert Duvall wymieniani byli wśród odtwórców głównej roli. – Bardzo lubię Terry’ego, ale… – Johnny Depp nie miał już ochoty wracać na plan, zastąpił go więc Ewan McGregor, który w grudniu 2010 r. jednak zrezygnował z roli Toby’ego – nie mógł dłużej czekać na uruchomienie produkcji.

Ta miała wystartować jeszcze tej wiosny, na razie Gilliam pokazał światu nowe logo swojego projektu. Jeszcze kilka lat i brytyjski reżyser zmieni się w drugiego Orsona Wellesa, który w zderzeniu z Don Kichotem również poniósł legendarną porażkę. Twórca „Obywatela Kane’a" ma na swoim koncie kilka niedokończonych projektów, ten jednak jest szczególny. Welles pracował nad nim od połowy lat 50. do… 1985 r., gdy zmarł. Marzył mu się film o  Don Kichocie przeniesionym we współczesne czasy, zamiast z wiatrakami walczący z autami, telefonami, samolotami, radiem – cudami XX-wiecznej techniki. Cóż, technika się zmieniała, aktorzy starzeli, pieniądze topniały, odtwórca głównej roli (Francisco Reiguera) umarł – a Welles nie mógł skończyć.

Zdjęcia kręcił z doskoku: najpierw w Meksyku, później w Hiszpanii i we Włoszech; wciąż je przerywał, by graniem czy  reżyserowaniem sztuk zdobyć kolejne fundusze na szaleństwo, które go  pochłonęło. Filmował na taśmie 35 mm, 16 mm, Super 16 mm. Kolejne podróże, zamiast posuwać projekt do przodu, przynosiły kolejne pomysły –  Orson Welles był zafascynowany, a właściwie odurzony Hiszpanią, i to od  czasu, gdy przyjechał tu jako 17-latek i wynajął pokój w jednym z  burdeli Sewilli.

Gdy umierał, scenariusz „Don Quixote’a" liczył przeszło 1000 stron, choć tak naprawdę Welles nigdy się go nie trzymał. W latach 90., bazując na części materiałów (uległy rozproszeniu, bo trafiły w  ręce kilku osób), hiszpański reżyser Jess Franco podjął niezbyt udaną próbę zrekonstruowania filmu, ale projekt do dziś pozostaje enigmą – z  jednej strony świadectwem wielkiej kreatywności i konsekwencji Wellesa, z drugiej – obsesji i szaleństwa. A już z pewnością gigantycznej ambicji twórcy niedokończonego filmu.

Być jak Napoleon

Pieniądze, ambicje, choroby, śmierć ( jak w przypadku „Pasażerki" Andrzeja Munka, której reżyser zginął w wypadku samochodowym), polityka ( jak w przypadku „Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego, produkcji przerwanej przez komunistyczne władze) – różne bywają powody, dla  których filmowe projekty nie dochodzą do skutku. Dziś zresztą pewnie częściej niż przed laty to rynek nie pozwala twórcom nawet zacząć, utrącając zbyt kosztowne pomysły już na etapie scenariusza. Coraz rzadziej słyszymy o porzuconych planach, wywalonych reżyserach, zmienianych aktorach, „zaaresztowanych” materiałach. W kinie z pewnością jest wciąż tyle samo romantyków i wariatów, tylko niewielu z nich dochodzi dziś do głosu. Producenci zaś utracili wiarę w maksymę „nie ma  ryzyka, nie ma zabawy”. Czasami rzeczywiście nie ma.

Niedawno Planete Doc Review pokazywało „Inferno. Niedokończone piekło", opowiadające o legendarnej produkcji Henri-Georges’a Clouzota, który w 1964 r. zamierzył się na arcydzieło, mogące rywalizować z filmami nowej fali podbijającymi wtedy Europę. Artystyczne ambicje sparaliżowały go  całkowicie, niekończące się zdjęcia próbne z udziałem Romy Schneider, eksperymenty kolorystyczne, powtarzana w kółko scena, w której Serge Reggiani biegnie przez góry za autem, wykańczały ekipę i reżysera. Film o paranoi sam zmienił się w czystą paranoję. Reggiani zszedł z planu, a Clouzot po  kilku tygodniach niemocy dostał zawału. Nigdy nie wrócił do „Inferna", które dla niego faktycznie stało się piekłem.

Nowofalowcy mają zresztą na sumieniu nie tylko Clouzota, ale też Alfreda Hitchcocka, którego „Kaleidoscope" konsultował sam Franćois Truffaut. To miał być przełom w  twórczości autora „Ptaków", ale i w kinie w ogóle. Film, jakiego nikt jeszcze nie zrobił ani nie oglądał: naturalne światło, kamera z ręki, sceny nekrofilii. I miał być opowiedziany z perspektywy mordercy. Ta  ostatnia wizja przeraziła studio Universal chyba bardziej niż  awangardowy styl, totalnie nowatorski, jak na 1964 r. Hitchcock nie  dostał zgody na realizację, niektóre pomysły wykorzystał po latach w  „Szale”, ale do końca życia żałował, że nie zrealizował „Kaleidoscope”. Podobnie jak Stanley Kubrick, któremu nie udało się nakręcić „Napoleona”, mającego dziś opinię „największego niezrealizowanego filmu wszech czasów”.

15 tys. fotografii z potencjalnych miejsc zdjęciowych; 17 tys. obrazów i obrazków przedstawiających epokę Napoleona i jego samego; 150-stronicowy scenariusz, projekty kostiumów – był koniec lat 60. i Kubrick był przygotowany do rozpoczęcia prac nad filmem, o którym marzył od dawna. I który miał być najdroższą produkcją swojej epoki. Asystenci reżysera odwiedzili każde miejsce, w którym stanęła noga Napoleona, a reżyser ustalił nawet, jaka panowała pogoda podczas każdej z legendarnych napoleońskich bitew. Te ostatnie chciał odtworzyć w  szczegółach, co przed epoką komputerowych efektów specjalnych oznaczało na przykład konieczność zatrudnienia (i ubrania!) liczącej 40 tys. żołnierzy armii. Obsesja na punkcie detali i Bonapartego miały się spotkać w tym jednym projekcie. Wszyscy powtarzają słynną anegdotę: zapytany o to, czemu je stek razem z lodami, reżyser miał odpowiedzieć: – Właśnie tak jadał Napoleon!

W 1970 r. studio (po MGM film przejęło United Artist) uznało projekt za zbyt kosztowny, a dobiła go premiera „Waterloo" Siergieja Bondarczuka. Nie było już powodu, by kręcić o  Napoleonie. Nadeszły lata 70. Epoka filmowych marzycieli skończyła się –  choć jak dowodzi przypadek Gilliama – nie bezpowrotnie.

Z motyką na ekran

Po „Napoleonie" Kubricka został wydany przed kilku laty przez Taschen potężny album prezentujący niesamowite, przebogate materiały z archiwum reżysera. Po klęsce Gilliama „Zagubiony w La Manchy", po „Inferno” Clouzota, „Kaleidoscope” Hitchcocka i „Don Quixote” Orsona Wellesa –  taśmy z fragmentami filmów. W ocalałych materiałach do „Don Quixote’a” jest poruszająca scena, kiedy Don Kichote siedzi w kinie. Zdumiony wpatruje się w ekran i nagle gwałtownie się podrywa: przed nim rozciąga się pole bitewne, trwa walka. Starzec w śmiesznej zbroi chwyta za miecz, pędzi na scenę, uchyla się przed galopującymi końmi, tnie szablą powietrze, a później – na strzępy – ekran: żałosny, szalony, niedzisiejszy. Gdy wszyscy siedzą w fotelach, on podrywa się do  beznadziejnej walki. „Wojna też jest sztuką” – mawiał Stanley Kubrick, i  przegrać w pięknym stylu, gdy inni oddają zwycięstwo walkowerem lub  nawet nie stają do pojedynku, jest wyrazem nie tylko szaleństwa, ale też niezwykle silnej wizji i bezkompromisowości. – Myślę, że lubi czasem fechtować w pelerynie enfant terrible. Ale jest odpowiedzialnym enfant terrible – przekonuje w „Zagubionym w La Manchy” przyjaciel Terry’ego Gilliama, by za chwilę dodać przytomnie: – O ile ktoś taki w ogóle istnieje.

Przykłady Kubricka, Gilliama, Hitchcocka, Wellesa czy Clouzota dowodzą, że ktoś taki nie tylko istnieje, ale i że istnieć musi. Bo może i do odważnych świat należy, ale prawdziwe kino – tylko do szalonych.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2012
Więcej możesz przeczytać w 10/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 10/2012 (1516)

  • Kwestia klasy 4 mar 2012, 12:00 Faulujący i tak przechodzą do historii jako faulujący. Jakiekolwiek sukcesy by w życiu odnieśli. 4
  • Zmęczony kanclerz kontratakuje 4 mar 2012, 12:00 Dla PO Donald Tusk jest jak mityczny baron Münchhausen. Ilekroć jego partia zaczyna grzęznąć w sondażowym bagnie, premier chwyta koleżeństwo za włosy i wyciąga z tarapatów. 9
  • Mamy pecha 4 mar 2012, 12:00 Odbyła się gala Viva Comet, nagród muzycznych przyznawanych przez telewizję Viva. Nagrodę dla Artysty Roku odebrał niejaki Łuszczykiewicz Wojciech, lider zespołu Video. Wszystko fajnie, z tym że zespół Video lubi na Facebooku jakieś 8... 10
  • Smuda kontra cały świat 4 mar 2012, 12:00 Już niedługo poczucie dumy narodowej milionów Polaków zależeć będzie od jednej osoby – Franciszka Smudy, selekcjonera narodowej jedenastki. Na jego głowie, i w nogach jego piłkarzy, spoczywa znaczna część odpowiedzialności za powodzenie największej imprezy sportowej w... 14
  • Smuda kontra cały świat 4 mar 2012, 12:00 Już niedługo poczucie dumy narodowej milionów Polaków zależeć będzie od jednej osoby – Franciszka Smudy, selekcjonera narodowej jedenastki. Na jego głowie, i w nogach jego piłkarzy, spoczywa znaczna część odpowiedzialności za... 14
  • Kaczyński powinien trzymać kciuki 4 mar 2012, 12:00 Zostaliśmy z PiS wyrzuceni. Rozstania nie są łatwe i budzą emocje. Chcemy się różnić z PiS pięknie i wyciągamy dłoń do prezesa Kaczyńskiego. Wspieramy w parlamencie wszystkie sensowne projekty jego partii – mówi Zbigniew Ziobro. 20
  • Dworek z widokiem na elektrownię 4 mar 2012, 12:00 Złośliwi twierdzą, że Krzysztof Kilian został oddelegowany do Polskiej Grupy Energetycznej, by zrobić tam porządek z ludźmi Schetyny i Pawlaka. Życzliwi dziwią się, że dopiero teraz, bo PGE to spółka pełna nierozwiązanych sprzeczności, a Kilian to mistrz godzenia wody z ogniem. 24
  • Dworek z widokiem na elektrownie 4 mar 2012, 12:00 Złośliwi twierdzą, że Krzysztof Kilian został oddelegowany do Polskiej Grupy Energetycznej, by zrobić tam porządek z ludżmi Schetyny i Pawlaka. Życzliwi dziwią się, że dopiero teraz, bo PGE to spółka pełna nierozwiązanych... 24
  • Czerwony harcerz od Urbana 4 mar 2012, 12:00 Był już ręką. Konkretnie prawą ręką Jerzego Urbana. Dziś jest ustami partii Janusza Palikota. 26
  • Czerwony harcerz od Urbana 4 mar 2012, 12:00 Był już ręką. Konkretnie prawą ręką Jerzego Urbana. Dziś jest ustami partii Janusza Palikota. 1. Andrzej Rozenek wstąpił po cichu. Z rana. Po cichu, bo konferencja pod tytułem „Oficjalne wstąpienie Andrzeja Rozenka do partii Ruch... 26
  • Fajny już byłem 4 mar 2012, 12:00 Ta władza jest naprawdę pewna siebie. Bo chyba tylko dlatego na liście leków refundowanych nie ma leku na przesadny optymizm. Chory na to minister zdrowia nie zapowiada powrotu do zdrowia. 30
  • Fajny już byłem 4 mar 2012, 12:00 Ta władza jest naprawdę pewna siebie. Bo chyba tylko dlatego na liście leków refundowanych nie ma leku na przesadny optymizm. Chory na to minister zdrowia nie zapowiada powrotu do zdrowia. PIOTR NAJSZTUB: Mówię „Kopacz”, a pan... 31
  • Pozorny wybór Szumilas 4 mar 2012, 12:00 Jak władza mówi, że sześciolatki poradzą sobie w szkołach, to… mówi. Ale któż by się czepiał, skoro inni za władzą powtarzają? A jeśli wszyscy mówią to samo, to nie może być przecież inaczej. 36
  • Pozorny wybór Szumilas 4 mar 2012, 12:00 Jak władza mówi, że sześciolatki poradzą sobie w szkołach, to… mówi. Ale któż by się czepiał, skoro inni za władzą powtarzają? A jeśli wszyscy mówią to samo, to nie może być przecież inaczej. Ze spotkania w szkole żona... 36
  • Męski, żeński, nijaki 4 mar 2012, 12:00 Językiem możemy manipulować, używając go zgodnie z tradycją i nawykami. A tradycja pokazuje świat, który jest stworzony i zdominowany przez mężczyzn. 40
  • Polska, Rosja, Europa 4 mar 2012, 12:00 Europa rosyjskiej polityki nie miała, nie ma i nie będzie miała. 42
  • Psycholog na kozetce 4 mar 2012, 12:00 Zdrowy rozsądek podpowiada, że polską psychologię należałoby dziś zdiagnozować jako niepoczytalną. Bo czy poczytalne jest leczenie dorosłych przy pomocy duchów? A czy ktoś świadomy swoich czynów metodycznie podduszałby dzieci? Albo bez podstaw wsadzałby ich rodziców do więzień? 44
  • Produkt solopodobny 4 mar 2012, 12:00 Dotychczas sól była tylko solą. Jednak tydzień temu dowiedzieliśmy się, że oprócz tej zwykłej, spożywczej, jest jeszcze sól wypadowa. I że tej drugiej nie wolno jeść. A jedlibyśmy ją nadal, gdyby solnej afery nie ujawnił reporter „Uwagi!” TVN. 48
  • Uzależnienie od zakupowego orgazmu 4 mar 2012, 12:00 Nie potrafią przejść obojętnie obok sklepowych witryn. Mają wszystko, ale wciąż potrzebują więcej. Za zakupy płacą kartą kredytową, a przy kasie czują dreszcz rozkoszy. Gdy dociera do nich, że mają problem, często płaczą. W szpitalu w Brzesku rusza pierwszy w Polsce ośrodek... 50
  • Wojna postu z karnawałem 4 mar 2012, 12:00 Polityczny karnawał w Rosji dobiega końca. Putin będzie chciał twardo rządzić, a opozycja – wymusić na Kremlu reformy. 54
  • Nękać Putina, nie Rosjan 4 mar 2012, 12:00 To Rosja może wprowadzić embargo wobec Europy – a nie odwrotnie. Zresztą nic by ono nie dało, poza nękaniem ludzi i tak pognębionych izolacją kraju od reszty świata – mówi Borys Niemcow, były wicepremier Rosji, lider opozycyjnego Sojuszu Sił Prawicowych. 57
  • Unia kontra portfel Łukaszenki 4 mar 2012, 12:00 Prezydent Białorusi wściekł się, gdy za radą Polski Unia chciała zabronić wjazdu oligarchom zarządzającym jego pieniędzmi ulokowanymi na zagranicznych kontach. I tak zaczęła się wojna. 60
  • Kup sobie rząd. Na Słowacji 4 mar 2012, 12:00 Polityczna generacja, która zapyziały kraj przemieniła w prymusa Europy Środkowej, odchodzi w niebyt okryta hańbą korupcji. 63
  • Wiosna islamistów 4 mar 2012, 12:00 Arabskie rewolty ograniczyły wpływy Iranu w krajach muzułmańskich. Potrząsanie rakietami w cieśninie Ormuz ma przypomnieć, że to ajatollahowie mają pochodnię, od której może spłonąć Bliski Wschód. 64
  • Kto pierwszy sięgnie dna? 4 mar 2012, 12:00 Dwaj milionerzy i słynny reżyser filmowy rywalizują w wyścigu na dno głębokiego na 11 km Rowu Mariańskiego. 68
  • Tory, tony i rock'n'roll 4 mar 2012, 12:00 Niemcy z Deutsche Bahn mieli ją dobiĆ. Teraz ona zagraża Niemcom. Polska państwowa firma stała się ważnym graczem na rynku europejskiego transportu kolejowego. Czy utrzyma tę pozycję? 70
  • Reklama na premierze 4 mar 2012, 12:00 Ponad milion złotych warte są usługi reklamowe, jakie wyświadczył premier Donald Tusk takim markom jak Puma, Nike, Adidas czy Ermenegildo Zegna. Produktów tych firm premier używa codziennie, pracując, odpoczywając czy występując publicznie i robiąc im reklamę, za którą biznes... 73
  • Hiszpańska fuzja 4 mar 2012, 12:00 W jednej z reklam sprzed paru lat kilkuletni syn pytał ojca: „Jak jest dom po hiszpańsku?”, „Mieszkanie?”, „A samochód?”. Odpowiedź za każdym razem brzmiała: „Santander”. Teraz „Santander” oznacza wielką bankową... 76
  • Tulipanowe żniwa 4 mar 2012, 12:00 Polscy badylarze trzymają się mocno. Gnębią ich wysokie koszty energii i import z Afryki, ale nadal utrzymują silną pozycję na kwiaciarskiej mapie Europy. 8 marca to ich najlepszy dzień w roku. 78
  • Koncernom muzycznym już dziękujemy 4 mar 2012, 12:00 ACTA, o które jest taka awantura, to nic innego jak kolejna próba przedłużenia życia starych modeli zarabiania na twórczości przez duże koncerny wydawnicze i fonograficzne. 81
  • Król Francji 4 mar 2012, 12:00 Nad Sekwaną kochano go miłością bezwarunkową. Reszta świata dopiero zaczyna dostrzegać jego wielkość. O fenomenie autora „Je t’aime... moi non plus” wszystkim, którzy po francusku potrafią powiedzieć tylko „merci”, opowiada książka „Serge... 82
  • Pstrykamy, nie kasujemy 4 mar 2012, 12:00 Jeszcze niedawno ich kadry były peryferiami sztuki. Dziś nikt nie odmawia im miejsca w galeriach. Wystawa prac jednego z nich – Rafała Milacha – ruszyła właśnie w warszawskiej Zachęcie. Oglądajcie i uczcie się. 86
  • Sklepy mięsne 4 mar 2012, 12:00 Takie czasy, że o własnej śmierci dowiadujemy się z nekrologów. Ale przed każdym końcem świata, nawet malutkim, warto podlać kwiaty i odwieźć dziecko do przedszkola. 89
  • Walczący z wiatrakami 4 mar 2012, 12:00 Terry Gilliam zamierza wrócić na plan „The man who killed Don Quixote” – ta wiadomoŚĆ zelektryzowała niejednego fana kina. Bo od filmów, które powstały, ciekawsze bywają losy produkcji nieukończonych. Dowodzi tego choćby dokument, który właśnie się ukazał na... 90
  • Szok 4 mar 2012, 12:00 Przeżyłem kilka dni temu szok. Pierwszy raz od słynnej ucieczki Aleksandra Kwaśniewskiego z Sejmu po drabinie posłowie umykali przed dziennikarzami. Byli to posłowie PiS. Bali się banalnych, przyznacie, pytań. – Czy pan jest... 96
  • Pomyśl, ile mamy z nich pożytku? 4 mar 2012, 12:00 Prowadzę sobie audycję w Radiu Tu, prowadzę na tak zwanym żywo, dzwonią słuchacze, bo co ma w końcu Polak do roboty wieczorami, kiedy telewizja taka nudna, a tu dzwoni... Służbiście wstaję! 96
  • Strzał po premierze 4 mar 2012, 12:00 Próby do spektaklu trwały wyjątkowo długo. Być może działo się tak dlatego, że w roli Hamleta reżyser obsadził czajnik elektryczny. Aktorzy tego teatru widzieli już różne eksperymenty. Dyrekcja, otwarta na nowinki w sztuce, często... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany