Łowcy czarnych owiec

Łowcy czarnych owiec

W Europie zaczyna narastać podszyta rasizmem ksenofofia
Piotr Cywiński
Dziennikarz działu Świat z Berlina

To świństwo, a nie polityka – skwitował kampanię wyborczą CDU przewodniczący SPD Kurt Beck. W walce o utrzymanie stołka chadecki premier Hesji Roland Koch znów zagrał na narodowej nucie. Swego czasu zdobył ów urząd dzięki zbieraniu podpisów o ograniczenie prawa do azylu dla obcokrajowców. Dziś winę
za całe zło w RFN zrzuca na dzieci imigrantów.Całe zło obcych
„Jaka jest różnica między jeleniem i Turkiem rozjechanymi przez samochód? Przed pierwszym widać ślady hamowania". To jeden z wielu dowcipów opowiadanych w RFN o osobach obcego pochodzenia. Według badań uniwersytetu w Bielefeld, w zachodnich landach wrogość do cudzoziemców przejawia 45,9 proc. obywateli, a na terenie byłej NRD – 60,2 proc. Prof. Wilhelm Heitmeyer po przeanalizowaniu odpowiedzi 10 tys. respondentów i wyników badań z poprzednich lat podsumowuje: „Negatywne nastawienie Niemców do obcokrajowców systematycznie rośnie". Przekonało się o tym niedawno kilku Polaków, którym w Löcknitz zdemolowano samochody. Choć niemieccy politycy zdają sobie sprawę z nastrojów, niektórzy świadomie sięgnęli po tę kartę w toczącej się kampanii wyborczej do parlamentów krajowych.
Pretekstem do kampanii roznieconej przez premiera Kocha było okaleczenie przez młodych sprawców tureckiego i greckiego pochodzenia 76-letniego emeryta. Siedemnasto- i dwudziestolatek skopali go na dworcu w Monachium za to, że kazał im zgasić papierosy. Policyjne akta Turka Serkana S. liczą prawie tysiąc stron. Karani byli również jego ojciec i brat. Zdjęcia z dworcowej kamery obiegły wszystkie gazety i kanały telewizji w RFN. Bulwarowy „Bild" zaczął drukować fotografie imigranckiej chuliganerii z listą przestępstw, a chadecy skopiowali jeden z kadrów z zajścia na dworcu jako motyw wyborczego plakatu: białą sylwetkę bitego przechodnia wypełnił napis: „Żebyś ty nie był następny…!".
Obcojęzyczni przybysze i ich potomstwo nie są bez winy. Po zbadaniu zachowań bez mała 15 tys. uczniów hanowerski kryminolog prof. Christian Pfeiffer orzekł, że młodzi imigranci popadają w konflikt z prawem prawie dwukrotnie częściej niż Niemcy. W rabunkach i przemocy dominują niemieccy Turcy, Rosjanie i Włosi, w szantażach przybysze z byłej Jugosławii. Podobnie rzecz ma się z przestępczością wśród dziewcząt: najbardziej agresywne są córki uchodźców z byłej Jugosławii (17,3 proc.), pochodzenia tureckiego (14,9 proc.) i polskiego (14,2 proc.). Niemki plasują się na końcu listy (6,6 proc.).
Pomysłem chadeków na zmniejszenie przestępczości wśród młodzieży miałoby być zaostrzenie kar, pociąganie do odpowiedzialności prawnej dzieci w wieku poniżej 14 lat (z czego w ostatnich dniach się wycofano) oraz wydalanie za granicę sprawców obcego pochodzenia, nawet wtedy gdy urodzili się w RFN. Według prawników, istniejący kodeks jest wystarczająco surowy, a problem tkwi w jego egzekwowaniu i oszczędzaniu na policji. Do rządu wpłynęła petycja ponad 600 sędziów, prokuratorów i kryminologów, którzy oprotestowali plany CDU. Jak uzasadniają, śrubowanie kar nie zmniejszy, lecz wręcz nasili konflikty młodych z prawem, a na heski rząd posypały się gromy za dwulicowość: wysoka przestępczość w tym landzie jest w dużej mierze skutkiem cięć w wydatkach na służby mundurowe – wywodzą eksperci. Policja od dawna apeluje o zwiększenie etatów, tymczasem musi ograniczać liczbę funkcjonariuszy. Zamiast dofinansować policję, nadburmistrz Berlina Klaus Wowereit zmniejsza jej fundusze, aby spłacić zadłużenie miasta, które wynosi obecnie trzy razy więcej niż dług PRL w całym półwieczu jej istnienia.

Pocałunek śmierci
Zamiast zagłębić się w prawdziwe przyczyny wzrostu przestępczości, premier Koch rozprawia się z imigrantami w myśl zasady: Cygan zawinił, kowala powiesili. Cudzoziemscy złoczyńcy są dziś w RFN tematem numer jeden. Dla ekskanclerza Gerharda Schrödera chadecy „podjęli niebezpieczną grę", a jego następczyni jest „ślepa na prawe oko". Jak przypomina, „każdego dnia neonaziści dokonują trzech napadów, najczęściej na współobywateli o innym kolorze skóry, ale o tym ze strony Merkel i Kocha nic nie słychać". Po sprzedaniu się rosyjskiemu prezydentowi Schröder przestał być autorytetem we własnym kraju, ale – co symptomatyczne – spośród ankietowanych przez Emnid-Institut aż 66 proc. uznało za błąd uczynienie wyborczego lejtmotywu z przestępczości imigrantów.
Dla chadeków społeczny klimat znalazł się na dalszym planie. Ich notowania spadły nie tylko w Hesji: CDU i CSU straciły też na popularności w Dolnej Saksonii i Hamburgu (miasto na prawach landu), a nawet w bawarskiej twierdzy, gdzie dzierżą władzę absolutną. Czy kampania z tureckim bandytą w tle pomoże prawicy w odzyskaniu utraconych głosów? Wątpliwe. Pewne jest tylko to, że wśród obywateli RFN nasilają się antagonizmy. Przeciw „skrajnie prawicowej hecy" zaprotestowało ponad 50 gmin i imigranckich organizacji. Przewodniczący Centralnej Rady Muzułmanów (ZMD) Ayyub Axel Köhler, notabene Niemiec z pochodzenia, syn tzw. wypędzonych, były członek frakcji FDP w Kolonii, który podczas studiów zmienił wiarę, uważa, że jego rodacy popadają w „islamofobię". Suchej nitki na chadekach nie zostawia także Centralna Rada Żydów w RFN. – Niektórzy politycy CDU potrzebują kursu z zakresu wychowania i etyki – zaleca wzburzony sekretarz generalny Stephen Kramer. Z gmin żydowskich rozlegają się głosy potępienia za „kampanię w stylu neonazistowskiej NPD". Jedynie szef tej ostatniej partii Udo Voigt chwali chadeków, że „sięgnęli po rozum do głowy". Dla demokratycznych polityków pochwała Voigta, który podważa cały powojenny porządek w Europie i uważa się za spadkobiercę führera, powinna być pocałunkiem śmierci, tymczasem chadecy mają nadzieję, że dzięki swej batalii o Niemcy wolne od napływowych przestępców zyskają na sile. – Tylko w ten sposób CDU może odebrać NPD jej zwolenników – uzasadnia Koch.
– To odrażające, perfidne i nie do przyjęcia nawet w kampaniach wyborczych – kwituje szef frakcji SPD w Bundestagu Peter Struck. – W głębi serca Koch był zapewne szczęśliwy z powodu tego strasznego zajścia na dworcu w Monachium i raczej nie nagłośniłby tego tematu, gdyby to dwóch młodych Niemców zmaltretowało emeryta – dodaje. Przewodniczący SPD Kurt Beck nie bawi się w konwenanse wobec partnerów z koalicji rządowej i stwierdził, że pozbawienie Kocha funkcji premiera „byłoby błogosławieństwem dla całych Niemiec".

Muzułmańskie tsunami
Ksenofobiczna partytura w kampaniach wyborczych nie jest niemieckim fenomenem. Polityk Austriackiej Partii Wolnościowej FPÖ Susanne Winter z Grazu (Styria) uznała niedawno proroka Mahometa za pedofila. Jak argumentowała podczas wieców, prorok poślubił sześcioletnią dziewczynkę, a Koran pisał w epileptycznych napadach. Jej zdaniem, „profanacja dzieci jest rozpowszechniona wśród wielu wyznawców islamu" i „jego miejsce jest tam, skąd się wywodzi". Jej partyjni koledzy ostrzegali, że „Austrii grozi muzułmańskie tsunami". W chórze obrońców czystości etnicznej i kulturowej nie zabrakło Jörga Haidera: „Dziś jeszcze można witać się pozdrowieniem »niech będzie pochwalony«, ale wkrótce trzeba będzie mówić »Allah jest wielki«" – kpi szef skrajnej prawicy w Karyntii. Partie wielkiej koalcji SPÖ-ÖVP potępiły te postawy jako „antymniejszościową hucpę”, a prezydent Heinz Fischer przeprosił „muzułmańskich współobywateli za niedopuszczalne wykolejenia”.
Klimat wrogości wobec obcych zapanował także podczas ostatnich wyborów w Szwajcarii. W Bernie obiektem ataków stał się jeden z czarnoskórych posłów lokalnego parlamentu, w innym kantonie na ścianach domów pojawiły się plakaty z zasłoniętą twarzą kobiety i podpisem „Aargau czy Ankara?" oraz z białymi owcami, które przepędzają czarne owce ze szwajcarskiej flagi. Krwawiąca, przebita nożem biała owca pojawiła się też w gazetach jako... ogłoszenie wyborcze.
We Francji brunatnym trybunem ludu numer jeden jest przywódca Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen. W 2002 r. hasło „Zero osiedleńców" umożliwiło mu przedostanie się do drugiej rundy w wyborach prezydenckich. W 2007 r. wyborcy oszczędzili Francji kolejnego blamażu i Le Pen odpadł w pierwszej turze. Spore zasługi ma w tym prezydent Nicolas Sarkozy, który po ulicznych zamieszkach nie obwiniał imigrantów za całe zło, lecz mówił o potrzebie walki z przestępczością poprzez integrację ludności napływowej oraz o „selektywnym przyjmowaniu osiedleńców, w zależności od potrzeb rynku".
We Włoszech w sprawie wrogości do obcokrajowców interweniował niedawno szef dyplomacji rumuńskiego rządu Adrian Cioroianu. Przed jednym z rzymskich sklepów rozegrała się scena jak w czasach Ku-Klux-Klanu: dziesięciu zamaskowanych sprawców z nożami i kijami zmasakrowało trzech Rumunów. Premier Romano Prodi otwarcie mówi o „strasznych napięciach". Najczęstszym celem ataków są Romowie. Szef prawicowego Sojuszu Narodowego, do 2006 r. minister spraw zagranicznych Włoch Gianfranco Fini, przekonuje rodaków, że „istnieją grupy obcokrajowców, które są nie do zintegrowania". Włoskie gazety obiegła niedawno sprawa 24-letniego Rumuna, który zgwałcił mieszkankę stolicy. Jego ofiara zmarła w szpitalu wskutek odniesionych obrażeń. Roberto Fiore, szef Forza Nuova, wzywa Włochów do marszów protestacyjnych z pochodniami i do wypędzenia Cyganów.

Kto jest rasistą?
Do międzynarodówki ksenofobów można również zaliczyć brytyjskich polityków. Po napadzie młodych „narodowców" w Glasgow na algierską azylantkę rozpoczęła się ponadpartyjna dyskusja o skutkach „nieprzemyślanej masowej imigracji". David Goodhart z magazynu „Prospect", skarży się, że cudzoziemcy są „zagrożeniem dla dobrobytu Brytyjczyków, którzy zmuszeni są cisnąć się w autobusach, metrze i pociągach z obcymi". Powściągliwy „The Observer” ujął się za obrońcami kulturowej tożsamości wyspiarzy: „Nie każdy, kto uważa sprawę imigracji za ważną kwestię polityczną, jest rasistą”.
Po utworzeniu w 2007 r. skrajnie prawicowej frakcji w europarlamencie niemiecka posłanka w Brukseli Angelika Beer skomentowała: „To sygnał ostrzegawczy dla wszystkich demokratów". Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich. Za heskim premierem, który w obywatelach RFN obcego pochodzenia widzi potencjalnych kryminalistów, stanął szef frakcji CDU/CSU w Bundestagu Volker Kauder. Do „opamiętania się" i „powrotu do rozsądku" wezwał zamiast Kocha krytykujących go rządowych koalicjantów z SPD. Z powodu obcokrajowców rząd Niemiec z pewnością się nie rozleci. Wyborcza kampania chadeków obnażyła jednak słabości gabinetu Angeli Merkel oraz podzieliła społeczeństwo na „my" i „oni”. Wicekanclerz i szef dyplomacji Frank-Walter Steinmeier z SPD nie omieszkał na wiecu w Kassel wyrazić ubolewania za postawę swej szefowej: „Merkel być może wbrew własnym poglądom ulega zaklęciom Kocha”. Choć prawica cieszy się większą popularnością od „socis”, instrumentalizowanie imigrantów w wyborach lokalnych potępiło w sondażu Sat1 52 proc. respondentów. Niby większość, ale to również żaden powód do radości.

Ksenofobia po europejsku

Niemcy – w ubiegłym roku nasiliły się ataki na obcokrajowców ze strony sympatyków neonazistowskiej partii NPD, latem 2007 r. w Halberstadt obrzucono koktajlami Mołotowa dom azylantów z Afryki; w sierpniu w Mügeln w Saksonii pobito grupę Hindusów;
Francja – od stycznia do kwietnia 2002 r. policja zanotowała kilkadziesiąt ekscesów antysemickich (m.in. w Lyonie, Montpellier i Strasburgu): podpalono synagogi, zdewastowano żydowskie cmentarze; w 2005 r. zamieszki z udziałem przybyszów z Afryki objęły kilka dużych miast francuskich;
Włochy
– w listopadzie 2007 w Rzymie doszło do kilku ataków na rumuńskich imigrantów; fala przemocy przeciwko przybyszom z Rumunii wybuchła po tym, jak rumuński Cygan zamordował Giovannę Reggiani, żonę admirała włoskiej marynarki;
Hiszpania – w styczniu 2005 r. grupa mieszkańców Cortageny podpaliła osiedle zamieszkiwane przez Romów, których obarczano winą za wzrost przestępczości w regionie;
Wielka Brytania – na początku 2002 r. seria incydentów antysemickich – w ciągu kilku miesięcy zostało ciężko pobitych kilkadziesiąt osób pochodzenia żydowskiego;
Słowenia – wiosną 2005 r. w wyniku zamachów bombowych na osiedla Romów zginęły dwie cygańskie kobiety;
Belgia – w grudniu 2001 r. pobito głównego rabina Brukseli, wiosną 2002 r. próbowano podpalić synagogi w Brukseli i Antwerpii;

Okładka tygodnika WPROST: 5/2008
Więcej możesz przeczytać w 5/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także