Nowa smuta Rosji

Nowa smuta Rosji

Kreml musi się zmierzyć nie z jednym kryzysem, lecz co najmniej z trzema
Puste sklepowe półki albo polowanie na produkty pierwszej potrzeby – chleb, kaszę, masło i wódkę. Tak wyglądała Rosja w 1991 r. Podobnie było w 1998 r. „Czy to nas czeka dziś?" – pytają Rosjanie. Żyją w przekonaniu, że nadciąga potężny kryzys. Widać kryzys psychologiczny i ograniczone zaufanie do władzy. Dlatego w sklepach znowu są puste półki. Emeryci gromadzą zapasy. Po okresie stabilizacji i prosperity, której symbolem dla większości Rosjan był Władimir Putin, nadchodzą trudne czasy. Kryzys, który już uderza w klasę średnią, może spowodować, że ludzie odwrócą się od władzy. Ci sami, którzy wczoraj krzyczeli, że Putin jest bogiem i carem, jutro powiedzą, że trzeba „tego diabła wcielonego wygonić z Kremla”.Bal na Titanicu
„Jaki kryzys?" – powie ten, kto odwiedzi o północy plac Puszkina w centrum Moskwy. Korki na ulicach. Pełne restauracje. Rosjanie się bawią i nie żałują pieniędzy. Nocne kluby kuszą neonami i wcale nie jest łatwo tam się dostać. A jeśli już ktoś się dostanie, zauważy, że ceny mogą przyprawić o zawrót głowy. Według najnowszego sondażu tygodnika „Forbes”, Moskwa jest najdroższym miastem świata, jeśli chodzi o towary luksusowe i rozrywkę. Daleko w tyle zostawiła Nowy Jork i Tokio. Za sobą ma jednak czasy prawdziwej świetności. Rozmowy przy stolikach w restauracjach i zachowanie ludzi zaczynają przypominać początek lat 90.
Co jakiś czas pojawia się temat krachu na giełdzie. Ludzie po cichu opowiadają sobie, ile „stracili" oligarchowie, powiązani z władzą przedsiębiorcy. Co jakiś czas słyszy się plotkę, która wywołuje efekt kuli śnieżnej. Nie wiadomo skąd pojawia się wieść, że Alfa Bank, jeden z największych w Rosji prywatnych banków, należący do Michaiła Fridmana, stał się niewypłacalny. Plotka obiega Moskwę, rano przed bankiem pojawia się kolejka rozjuszonych klientów, którzy chcą dostać swoje pieniądze. Później okazuje się, że bank jest wypłacalny. W Rosji królują plotka i panika, choć w telewizji nie pojawia się „kryzys”. Znany rosyjski dziennikarz przekonywał mnie, że zostało ono oficjalnie zakazane. Trudno to zweryfikować, jednak Rosja pokazywana w telewizji jest zupełnie inna niż ta rzeczywista.
W telewizji przed bankami nie ma kolejek, nie pokazuje się sesji giełdy, która  prawie nie działa, bo kursy są tak niskie, że zostały zawieszone. Według telewizji, w Rosji nic się nie zmieniło. Premier Putin niedawno przekonywał: „Jak jest kryzys, to ucieka kapitał spekulacyjny. Ci kapitaliści, którzy chcieli na nas zarobić, niech idą precz". Długo w propagandzie kryzys przeżywały USA, ale nie Rosja.
Media i wypowiedzi polityków wpisują się w wielowiekową logikę, którą kierują się Rosjanie – władza oszukuje i trzeba traktować na odwrót to, co mówi. Rozumują jak Lejzorek Rojtszwaniec: „Jeśli twierdzą, że nie ma kryzysu, to znaczy, że czeka nas załamanie". Na razie kryzys w Rosji  działa jak samospełniająca się przepowiednia. Co jakiś czas pojawiają się informacje o niewypłacalnych bankach, które okazują się fałszywe. Rosną kurs dolara i ceny złota, bo to towary, w które inwestują Rosjanie w trudnych czasach. Coraz częściej pojawiają się plotki, że władza ograniczy świadczenia socjalne, pensje i emerytury.

Wirtualne rezerwy
W Rosji nie ma jednego kryzysu – są co najmniej trzy. Oprócz psychologicznego, który można określić kryzysem zaufania do władzy, jest kryzys bankowy, pochodna problemów światowej giełdy i banków. I wreszcie, co najbardziej uderza w rosyjską gospodarkę, jest kryzys spowodowany spadkiem cen surowców, głównie ropy naftowej. Kiedy baryłka ropy kosztowała 150 USD, Władimir Putin twierdził, że wkrótce wzrośnie do ponad 200 USD. Teraz eksperci uważają, że jeśli spadnie poniżej 60 USD, trzeba będzie ograniczyć wydobycie. To spowoduje zwolnienia, rezygnację z dotacji i programów socjalnych. Te zaś, wprowadzone przez poprzedniego prezydenta, były znaczące. Emeryci przestali być najuboższą grupą społeczną, państwo finansowało im opłaty za gaz, transport, telefony. Na tym była zbudowana popularność Putina.
Dzięki wysokim cenom surowców Putin mógł prowadzić politykę wskrzeszania imperium. Dzięki temu stał się ulubieńcem rosyjskiej ulicy. Przez lata rządów Putina rozwijano programy pomocy socjalnej, ale nie inwestowano w gospodarkę. Pieniądze z handlu surowcami były lokowane na funduszu rezerw walutowych. To miało być zabezpieczenie na trudne czasy. Rosyjskie władze twierdzą, że jest na nim 500 mld USD i jest to trzeci pod względem wielkości fundusz rezerwowy na świecie. Problemem jest to, że nie wiadomo, gdzie są te pieniądze. Częściowo inwestowano je w amerykańskie fundusze, w nieruchomości. Dziś ich wartość gwałtownie spadła. Kiedy spadają akcje rosyjskich przedsiębiorstw, władze zamiast wpompowywać na giełdę pieniądze, zamykają notowania. – To znaczy, że rosyjskie rezerwy są wirtualne – twierdzi były premier Michaił Kasjanow. Jego zdaniem, rezerw wystarczy  na rok. Jeszcze bardziej pesymistyczny scenariusz przedstawia były doradca ekonomiczny Putina, Andriej Iłłarionow. – To, co dziś dzieje się w rosyjskiej gospodarce, to próba przejęcia przez państwo dobrze prosperujących gałęzi gospodarki – mówi. Państwo (kremlowscy urzędnicy) dokonuje zakupów po cenach spekulacyjnych prywatnych firm.
Niektóre firmy mogą liczyć na pomoc z państwowej kasy, inne – nie. Pożyczki udzielono np. mało znanemu bankowi KIT Finance dlatego, że jego udziałowcami byli rosyjscy ministrowie. Na pomoc nie mogła liczyć znana firma Renesans Kapitał, której akcje spadły i została sprzedana za 500 mln USD. Media pełne są spekulacji, jaką cenę będzie musiał zapłacić jeden z najbogatszych Rosjan Oleg Dieripaska. Jego kompania Rusal, największy w świecie producent aluminium, przeżywa trudności, ale wiadomo, że państwo udzieli pomocy także tej firmie.
Rosjanie odczuwają na razie skutki kryzysu psychologicznego. Inaczej rzecz się ma z tzw. klasą średnią. Duże korporacje wycofują kapitał z Rosji, nowe projekty się nie pojawiają, a stare są ograniczone do minimum. Straciła moskiewska klasa młodych technokratów, urzędników bankowych, deweloperów i dziennikarzy. To oni byli zapleczem rosyjskich władz. Putinizm był dla nich powodem do dumy. Ci ludzie żyli w przekonaniu, że reformy polityczne są wymysłem Zachodu. Dla nich demokraci „pierwszej fali", jak Siergiej Kowaliow czy Grigorij Jawliński, to nieudacznicy i dlatego mówią wciąż o demokracji. Teraz o swoje niepowodzenia zaczynają obwiniać obecne władze.
To jednak nie oni doprowadzą w Rosji do buntu, jeśli ten nastąpi. Rosyjski lud jest cierpliwy, póki pensje i emerytury są wypłacane w terminie. Kiedy cierpliwość się kończy, wybucha „russkij bunt", smuta, która niszczy wszystko.

Bez alternatywy
Spadek cen ropy to sytuacja, o jakiej marzyła rosyjska opozycja. Scenariusz, że zacznie brakować pieniędzy, miał oznaczać jedno: naród przestanie popierać tyrana Władimira Putina, wybuchnie rewolucja, a do władzy dojdą przedstawiciele rosyjskiej inteligencji. Dziś, kiedy taki scenariusz wydaje się bardziej realny, entuzjazmu wśród głównych zainteresowanych, rosyjskich demokratów, nie widać. Jedynie lider organizacji Inna Rosja, światowej sławy szachista Garri Kasparow, twierdzi, że wkrótce wybuchnie gigantyczna rewolucja. Jej skutkiem ma być powrót do władzy liberałów.
– To mało realistyczny scenariusz – mówi politolog Aleksiej Muchin. Jego zdaniem, idee liberalnego kapitalizmu są w Rosji skompromitowane. Ludzie będą tęsknili za silnymi rządami, jak podczas pierwszej kadencji Putina. Także znany obrońca praw człowieka Siergiej Kowaliow uważa, że na kryzysie zyskają  populiści i nacjonaliści. Faktem jest, że scena polityczna w Rosji nie ma alternatywy.
Władze nie chcą się dzielić odpowiedzialnością z opozycją. Będą teraz jednak musiały ponosić całą odpowiedzialność za to, co się stanie w kraju. W najbardziej pesymistycznym wariancie Rosję czeka „russkij bunt". Takim buntem były powstania chłopskie czy rewolucja bolszewicka. Nigdy nie wiadomo, kto stanie na jego czele ani czym się zakończy. Oczywiście, do tego czasu władze będą się starały przejąć kontrolę nad sytuacją, wyszukując tematy zastępcze.
Rosjanie boją się organizacji Patrioci Gruzji. Według gazet, przygotowuje ona akty terroru w Moskwie, Sankt Petersburgu i Soczi. Pojawiły się informacje, że Patrioci Gruzji podwyższają cenę dolara wobec rubla, by wywołać panikę. Tak jak kiedyś polskie dzieci bały się „czarnej wołgi", tak dziś rosyjskie dzieci boją się samochodów na gruzińskich numerach. Antygruzińska histeria, renesans wiary we wróżbitów to dostrzegalne skutki kryzysu. To może nie wystarczyć, by odwrócić uwagę od prawdziwych problemów. Może  dojść do zamachów terrorystycznych. Tak było w 1999 r., kiedy wybuchały bomby w blokach. Tak było w wypadku wojen w Czeczenii. Wówczas wybory wygrał  Putin. Tyle że wtedy za tymi działaniami stał potencjał finansowy Rosji. Dziś rozpętanie histerii i znalezienie wroga dla rosyjskiego narodu da krótkotrwały efekt.

Koniec marzeń o imperium
Nikt nie wie, jak długo będzie trwał kryzys ani jak będzie wyglądał. Paradoksalnie Władimir Putin, który nazywał USA III Rzeszą naszych czasów, i marzył o zbudowaniu niezależnego od Ameryki wielobiegunowego świata, teraz musi być przerażony. Walutowe rezerwy Rosji ulokowano w amerykańskich bankach, głównie w dolarach. Rosyjskie władze, które usilnie walczyły o wielobiegunowy świat, dziś uświadomiły sobie, że może być on dla Rosji zgubny. Wszak mocarstwem w tej części świata będą pewnie Chiny, nie Rosja. Chiny, które mają problem demograficzny i z coraz większym zainteresowaniem patrzą na ziemie rosyjskiego Dalekiego Wschodu.
Kryzys finansowy, który może spowodować niepokoje społeczne, na pewno przyniesie koniec marzeń o imperium. To, czego nie zrobiła wojna w Gruzji, stanie się więc za sprawą ekonomicznego kryzysu. Bez środków ani pieniędzy Rosja nie będzie mogła tak jak teraz realizować swoich interesów na świecie, od Palestyny po Wenezuelę. Nie będzie w stanie zwiększać swoich nakładów na zbrojenia, jak to zakładano w budżecie. To oczywiście pozytywny krótkotrwały skutek. Nie jest jednak wcale jasne, co będzie dalej.
Paradoksalnie, nie oznacza to, że możemy spać spokojniej. Bezpieczeństwo w naszej części świata się nie zwiększy. Rosja może być krajem bardziej nieprzewidywalnym. Targana konfliktami, pogrążająca się w chaosie może się stać bardziej niebezpieczna niż kraj z piramidalną strukturą władzy, ręcznie sterowany. Na razie to jednak odległe problemy. Dziś główną informacją z Rosji są wciąż rosnące ceny brylantów. Jeśli wszystko tanieje, trzeba w coś inwestować.
Okładka tygodnika WPROST: 44/2008
Więcej możesz przeczytać w 44/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • muaddib_2000@mail.ru IP
    Ja mieszkaniec Rosji, ale nie w Moskwe, w mieście Perm (Ural). Czytałem ten artykuł i śmiałem się. Szanowny autor! W Rosji nie ma samochodów z gruzinskimi numerami i nigdy nie było. A pusty ďîëę˙ rzeczywiście widziałem, ale tylko na sprzedaży w gospodarczym sklepie. Żadnej paniki w Rosji nie ma. Dalej komentować nie ma sensu. Cała wasza - to wasze fantazje. Bierzecie informację z wirtualnego świata, który same sobie wymyśliły. Będę jeszcze śmiał się, jeśli polscy czytacze wam będą wierzyli. Ponieważ rosyjscy ludzie żyją na realnym świecie. Nie oszukujcie same siebie i swoich czytaczy.
    • wit347@gmail.com IP
      USD ЦБ РФ 30/10 27.0979 -0.2039 
      EUR ЦБ РФ 30/10 34.4306 0.2679 
      DJIA 29/10 8990.96 -0.82%
      NASD 29/10 1657.21 0.47%
      MMVB 11:16 650.04 6.76%
      RTS 11:16 698.55 8.47%
      Нефть Brent (ICE) 11:14 66.86 2.12%

      Czytaj także