Los przystawki

Los przystawki

Pamiętacie jeszcze, że pięć lat temu powstał najbardziej egzotyczny tercet polskiej polityki? Dziś przystawki już zjedzone. A ówcześni wicepremierzy Roman Giertych i Andrzej Lepper pocieszają się grami w dyplomację i wynoszeniem obornika.
Gabinet Andrzeja Leppera w warszawskiej siedzibie Samoobrony pięć lat temu: wielkie rzeźbione biurko, telewizor plazmowy wielkości tego biurka i zajmująca niemal pół pokoju fontanna z czerwonymi rybkami. Do fontanny po ścianie wyłożonej kamieniami spływa wodospad.

Ten sam gabinet dziś: na ogromnym biurku zakurzone sterty papierów. Wśród nich otwarty i niemal pusty terminarz. Na ścianie – szabla z napisem „Bóg Honor Ojczyzna". Obok biurka – niewielkie puste akwarium. Fontannę zdemontowano, zastąpił ją stół konferencyjny. Po przegranych wyborach Samoobrona musiała ścieśnić się w kilku pomieszczeniach i oddać całe piętro PO.
– Takie czasy – wzdycha szef Samoobrony. Do stolicy Andrzej Lepper przyjeżdża dwa, trzy razy w miesiącu. Na co dzień pomaga synowi w gospodarstwie. Sam ma 37 hektarów, syn ponad 200. – Na traktor wsiadam już rzadko. Najchętniej roznoszę paszę albo wywożę obornik – przyznaje.

Giertych na odwyku

19 stycznia 2006 r. szef PiS Jarosław Kaczyński dogaduje się z szefami Samoobrony Andrzejem Lepperem i LPR Romanem Giertychem, że razem będą forsować kluczowe ustawy, chodzi m.in. o lustrację i powołanie CBA. Dwa tygodnie później przed kamerami telewizji ojca Rydzyka podpisują pakt stabilizacyjny.

– Od tej chwili naszym negocjacjom patronował ojciec Rydzyk. Spotykaliśmy się z nim, ja, Giertych i Kaczyński, w zakonie redemptorystów w Rembertowie. Chodziło o stworzenie koalicji rządowej – opowiada Lepper. – Ostatnie, decydujące spotkanie odbyło się w podziemiach praskiej katedry u abp. Sławoja Głodzia. Tam przypieczętowaliśmy koalicję, która mnie i Giertychowi gwarantowała stanowiska wicepremierów.

Samoobronę i LPR zaczęto nazywać politycznymi przystawkami PiS. Gdy w 2007 r. Jarosław Kaczyński przegrał wybory, przystawki zniknęły z polityki. Wicepremierzy, ministrowie i posłowie obu partii musieli znaleźć inne zajęcie.

Najłatwiej poszło Romanowi Giertychowi. Wrócił do zawodu adwokata. Jego kancelaria mieści się w centrum Warszawy, zatrudnia dziś dziewięciu prawników. Giertych specjalizuje się w sprawach karnych biznesmenów, zdarza mu się nocą jeździć na Okęcie do zatrzymanego przez służby graniczne klienta. Mimo to twierdzi, że „polityka jest zdecydowanie bardziej zaskakująca". Brak tych emocji rekompensuje sobie towarzyskimi grami w dyplomację. – To ulubiona gra Churchilla – zachwala. Po godzinach pracy spotyka się ze znajomymi w swojej kancelarii. Siadają w pokoju zawieszonym starymi mapami i oddają się strategicznym podbojom świata. – Polityka to narkotyk, uzależniony wcześniej czy później wraca do nałogu. Teraz, można powiedzieć, jestem na odwyku – żartuje Giertych.

Samoobrona wiekowa W warszawskim biurze Samoobrony z dawnych gwiazd partii spotkać można tylko Janusza Maksymiuka. To jedyny człowiek Samoobrony, z którym Lepper utrzymuje kontakt. Wczasach tercetu rządowego Maksymiuk odegrał kluczową rolę w aferze taśmowej Renaty Beger, bo to z jego inicjatywy dziennikarze TVN zamontowali w pokoju sejmowym posłanki ukrytą kamerę, która zarejestrowała jej rozmowy z wysłannikami PiS.

Do listopada ubiegłego roku Maksymiuk zasiadał w radzie programowej TVP. Dziś jest na emeryturze. I spłaca długi – jest winien kilka milionów złotych trzem wierzycielom. Odwiedzili go nawet, jak mówi, „łysi chłopcy z miasta, proponując przejęcie długu", ale odesłał ich do komornika. Społecznie pełni funkcję dyrektora biura Samoobrony. Zajmuje pokoik vis-à-vis gabinetu Andrzeja Leppera. Nad jego biurkiem wisi wielka mapa z trasą kampanii prezydenckiej Leppera w 2010 r. Na szafie nalepka „Samoobrona żyje!”. To pamiątka po wyborach do europarlamentu. Równie nieudanych jak prezydenckie.

– Spadła adrenalina, trudno się przyzwyczaić. Udaję, że jestem dyrektorem – uśmiecha się gorzko, popijając yerba mate ze specjalnego kubka ze słomką. – Jestem wiekowy, szef trochę mniej wiekowy. Dla nas jest ważne, by partia przetrwała. O zwycięstwa muszą walczyć już młodsi – mówi Maksymiuk.

Ale młodsi odeszli. Krzysztof Filipek, wywindowany przez Leppera do rangi ministra w kancelarii premiera Kaczyńskiego, porzucił Samoobronę od razu po przegranych wyborach. – Nie utrzymuję kontaktu z nikim z dawnej partii – mówi. Prowadzi własną firmę doradczą i zapewnia, że zarabia równie dobrze jak poseł na Wiejskiej. Swoje możliwości powrotu do polityki sonduje ostrożnie – puszczając oko do Jarosława Kaczyńskiego. W ostatniej kampanii prezydenckiej zbierał dla niego podpisy pod listami poparcia.

Beger się gimnastykuje

Z Samoobrony odeszła główna medialna gwiazda – Renata Beger. Po tym jak Lepper powiedział o niej w 2008 r., że „poszła do garów", bo miała prowadzić w regionalnej telewizji program o gotowaniu. – Nie jestem od podnoszenia ręki, by przegłosować to, czego życzy sobie szef partii. Miarka się przebrała – mówiła Beger. Program kulinarny przepadł po pierwszym odcinku.

Beger kończy studia zaoczne na wydziale politologii poznańskiego uniwersytetu. Na co dzień prowadzi dom i dba o swoją kondycję fizyczną. Gdy dzwonimy do niej, jest właśnie w trakcie porannej gimnastyki.

Z polityką nie skończyła, ale na razie nie może kandydować w wyborach, bo ma na karku prawomocny wyrok – dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat za fałszowanie list wyborczych. – Załatwili mnie, ale ja w polityce nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa – mówi.

Powrotu do polityki, a tym bardziej do Samoobrony, nie planuje była minister pracy w rządzie PiS, Anna Kalata, która jakiś czas temu zasłynęła całkowitą zmianą swojego wizerunku. – Krótko po powrocie z Indii pojawiła się w siedzibie partii. Do pokoju weszła niezła laska. Zawiesiłem na niej oko, ale poznałem dopiero po głosie – przyznaje Maksymiuk. Gdy występowała w „Tańcu z gwiazdami", niedobitki Samoobrony solidarnie wysyłały na nią SMS-y.

Kalata zajęła się biznesem. Podobnie jak Sandra Lewandowska, również bohaterka „Tańca z gwiazdami". Pod koniec rządów egzotycznego tercetu Lewandowska z Maksymiukiem uchodzili za parę, byli na wspólnych wakacjach w Egipcie, o czym donosiła kolorowa prasa. Sandrę okrzyknięto najpiękniejszą posłanką Samoobrony. Ostatnim jej występem w barwach tej partii był start w wyborach do europarlamentu. Nieskuteczny.

LPR w ukryciu

O ile biuro Samoobrony porasta pajęczyną zapomnienia, o tyle biuro LPR stara się zniknąć z mapy Warszawy. Siedziba partii mieści się w przedwojennej kamienicy w centrum Warszawy, ale przy wejściu nie ma nawet tabliczki z logo LPR. Opustoszałe biuro w trzypokojowym mieszkaniu jest odcięte od świata – bez telefonu, bez internetu.

– Czy to pan Szymon Majewski? – z podejrzliwością w głosie pyta nas przez domofon pani Zofia, jedyna pracownica biura 38 30 stycznia 2011 | wprost Ligi Polskich Rodzin w Warszawie. Fakt, że do zakamuflowanej siedziby partii stukają dziennikarze, oznacza dla niej tylko jedno – prowokacje programu „Szymon Majewski Show".

– Liga jest w ukryciu – śmieje się Sylwester Chruszcz, były szef LPR, który oddał już partyjną legitymację. – Jakiś czas temu zadzwonił do mnie zagraniczny dziennikarz, który próbował skontaktować się z czynnym politykiem tej partii. Nie był w stanie.

Nam udało się zdobyć telefon do obecnego prezesa LPR Witolda Bałażaka. Gdy usłyszał, w jakiej sprawie dzwonimy, natychmiast się rozłączył, a przy kolejnej próbie połączenia udał, że nic nie słyszy. Na pierwszej konferencji prasowej LPR pod jego przewodnictwem zjawiło się dwóch dziennikarzy, na drugiej – nikt.

Kontaktu z mediami unika także Mirosław Orzechowski, były wiceminister edukacji. W rządzie PiS wsławił się twierdzeniami, że „teoria ewolucji Darwina to kłamstwo (…) luźna teoria niewierzącego starszego pana", albo że „świat radził sobie bez tolerancji, to i poradzi sobie dalej”. W rozmowie z „Wprost” mówi, że we władzach partii jest już tylko nominalnie, wrócił do swojego starego zajęcia – pisze scenariusze i właśnie stara się o pieniądze na realizację jednego z nich. Z jego internetowego bloga można się dowiedzieć, że były wiceminister jest jednym z nielicznych ludzi prawicy, którzy otwarcie sprzeciwili się pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. „To prezydent Lech Kaczyński podpisał traktat lizboński, skutkiem czego Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska utraciła suwerenność. A za to nie należy wyróżniać pochówkiem w sąsiedztwie królów!” – czytamy.

LPR zniknęła z życia publicznego, gdy z partii zniknął Roman Giertych. Stało się to niedługo po wyborach parlamentarnych w 2007 r. – Wtedy nieodwracalnie skończył się rozdział mojego życia zatytułowany LPR – mówi Giertych. – Elektorat Ligi nie zrozumiał i do dziś nie rozumie, dlaczego przestałem wspierać PiS. Mocno prawicowym wyborcom odpowiadał kierunek zmian proponowany przez Jarosława Kaczyńskiego. Dla mnie tymczasem stało się jasne, że jeśli dalej rządziłby prezes PiS, to Polska mogłaby skończyć jak Białoruś. W kompletnej dyktaturze.

Dziś Giertych popiera niektóre posunięcia PO. Przyjaźni się z Ryszardem Kaliszem (SLD), bo mimo różnych poglądów politycznych są kolegami po fachu.

Do zawodu adwokata wrócił także najmłodszy minister IV RP, Rafał Wiechecki, dla którego utworzono Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Dziś Wiechecki mówi: – Przez najbliższe 10 lat żadnej polityki, tylko praca w zawodzie.

Parafrazy i marzenia

Obcowanie z kodeksem karnym to codzienność nie tylko adwokatów z LPR, ale także ludzi Samoobrony. Na biurku Janusza Maksymiuka obok książki „Dieta bez chleba" leży kodeks karny. Andrzej Lepper pilnie studiuje jego paragrafy przed decydującą rozprawą w sprawie seksafery. Żona i dzieci ponoć mu wybaczyli, ale jak zakończy się sprawa z Anetą Krawczyk, nie wiadomo. Lepper został oskarżony o to, że żądał „korzyści o charakterze seksualnym” i przyjmował je od pracownic Samoobrony. Grozi mu za to kara dwóch lat pozbawienia wolności. Rozstrzygająca rozprawa apelacyjna – 10 lutego.

Seksafera to obok afery gruntowej, która w 2007 r. pozbawiła Leppera stanowiska wicepremiera, główne przyczyny zniknięcia Samoobrony ze sceny politycznej. Przy okazji afery gruntowej rozpadła się też koalicja rządząca. Jarosław Kaczyński podjął decyzję o przyspieszonych wyborach, które skończyły się przegraną całej trójki. Lepper i Giertych do dziś czują gorycz tamtej porażki, łączy ich silna niechęć do PiS.

– Nie rozmawiałem z Kaczyńskim od dnia wybuchu afery gruntowej. To nie jest partner ani do rozmowy, ani do robienia wspólnej polityki – mówi Lepper.

– Dwa lata w polityce z Jarosławem odchorowałem. Kaczyński szukał tylko okazji, by upokorzyć LPR, nazywał nas przystawkami. To przypominało grę w golfa na polu minowym – dodaje Giertych.

Obaj tęsknią do Sejmu. Giertych mówi o narkotyku władzy. Lepper o debatach na sali sejmowej, o pytaniach dziennikarzy, o uśmiechach pięknych redaktorek. „Pani redaktor, no co ja będę pani tłumaczył?".
Okładka tygodnika WPROST: 4/2011
Więcej możesz przeczytać w 4/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • lodzia@o2.pl IP
    Szkoda ,że nie ma Andrzeja Leppera !
    To był umysł człowieka,który zawsze mógł i może przydać się Polsce !
    Ci co z niego drwią ,to ludzie bez znaczenia,często prymitywni,bez wyobraźni...
    • sokra IP
      A CZY TO TAKIE DZIWNE ,ZE w okresie biedy , niedostatku , wygnania, odsuniecia od  koryta i konfitur itd . ludzie , królowie i inne stworzenia zmieniaja swoje lokum na mniejsze , mniej wytworne i mniej kosztowne.

      Tak samo zachowuja sie i zwierzeta.

      A wiec nic w tym dziwnego.Przeciez nadal to sa siedziby Partii , itd a nie cele kryminałów

      Najwazniejsze jest w tym to ,zeby zyc i cieszyc sie zdrowiem i szczesciem , nawet jak jest to tylko pozorne szczęscie osobiste.

      Sztuką jest przetrwać i wrocic do wyzej wspomnianych przywileji i luksusów.

      A tak to sie niestetu zdarza i tak sie moze zdarzyc z  tymi ,co zostali wymienioni w  artykule zurnalisty Wprost .

      I co wtedy ?

      I jaka bedzie minka obecnych szyderców?

      A na to niestety sie zanosi i to juz niedługo .

      Bo to co nam obiecywano , okazało sie jeszcze wiekszym kłamstwem i bagnem , niz to co niekiedy przedstawiali wspomniani bohaterzy.

      Oni przynajmniej maja godne zajecie i tego sie nie  wstydza.

      Oni potrafia być politykami, mecenasami związkowcami i  i oni takze potrafia wyrzucać obornik z  swoich chlewów i obor.

      A to jest sztuka , ktorej nie posiadają niestety wszyscy politycy saloonowi

      Nie dziwota więc ,ze odsunieci od  koryta politycy saloonowi , niejednokrotnie wchodza na  niewłaściwe ściezki , popadają w  apatie i stresy albo wchodza w dziwne aliansy , tak aby powrócic do  utraconych przywileji .

      Gdyby jeszcze tworzyli w tym czasie salony towarzyskie , to moze byłoby to jeszcze pozyteczne , ale  ich na to nie stać , bo do tego trzeba miec takze talent.
      • emila IP
        po co do tego wracacie to byli piarowcy ktorzy mieli pomylone pomysly

        Czytaj także