Dość Smoleńska!

Dość Smoleńska!

Czas wyjść z cmentarza i pobiec do żłobka – wzywa Agnieszka Graff. I po drodze krzyknąć do Kościoła: Nie zapraszamy do Sejmu!
PIOTR NAJSZTUB: Nie wydaje się pani, że od czerwca, kiedy wydała pani „Magmę", ta tytułowa magma złożona z polskiego katolicyzmu państwowego, przaśnego patriarchatu i kultu „naszości” jeszcze bardziej się spulchniła i wpadamy w nią coraz głębiej? Że nie do kostek, a do kolan już ją mamy?
AGNIESZKA GRAFF: Owszem. Ale pisząc „Magmę" i licząc na to, że będę w awangardzie antyklerykalnej, nie przewidziałam ostrej dyskusji wokół przywilejów ekonomicznych Kościoła i tego wybuchu młodzieżowego zniecierpliwienia wobec Kościoła.

Jednorazowego.
Ale dość niezwykłego jak na polskie warunki. Ale znowu żyjemy w magmie, teraz 1maja będziemy świętować cud, świętość papieża i rozumiem, że każdy następny 1 maja będzie rocznicą tego cudu, więc jesteśmy „ugotowani".

Wcześniej będzie 10 kwietnia, czyli pierwsza rocznica katastrofy pod Smoleńskiem…
„Odpadłam" od tego tematu, przestało mnie to zupełnie ciekawić.
Wynarodowiła się pani?
Całkowicie. Na użytek naszej rozmowy zaczęłam przebijać się przez zwały komentarzy, raportów i czuję się bardzo obco wobec tej histerii. I podejrzewam, że znaczna część społeczeństwa tak się czuje. W mojej rodzinie nazywamy to paraliżem smoleńskim, to, co zawładnęło mediami, które właściwie nie mówią na żaden inny temat. Tak było po śmierci papieża. Wydawało się, że media grają w grę pod tytułem „Kto pierwszy wypowie słowo na inny temat niż śmierć papieża, ten przegrał". Coś takiego dzieje się ze Smoleńskiem. Ten paraliż dotyczy klasy politycznej i klasy dziennikarsko-publicystycznej. Natomiast – moim zdaniem – większość ludzi ma to głęboko w nosie.

To czemu nie słyszymy, że oni mają to w nosie?
Polskie społeczeństwo niewiele mówi, zajmuje się spłacaniem kredytów. W moim środowisku, czyli ludzi, którzy mają małe dzieci, tematem rozmów jest poszukiwanie przedszkola i zastanawianie się, gdzie wydać pieniądze, jeżeli ktoś je ma, i gdzie pojechać na wakacje albo jak przetrwać, jeżeli ktoś tych pieniędzy nie ma. Dla iluś tysięcy Polaków dużo bardziej emocjonujące są skoki wartości franka szwajcarskiego. Polacy w ogóle nic nie mówią swojej klasie politycznej, czasem coś szepną, kiedy 30 proc. z nich wybierze się na wybory. Ale żeby coś głośniej powiedzieć, jak to mówią Grecy czy Francuzi, wychodząc masowo na ulice, to nie, w Polsce tego nie ma.

Może nie wychodzimy na ulice też dlatego, że władza sprytnie nigdy nie dotyka boleśnie, głęboko jakichś dużych grup, tylko zawsze to jest takie odcinanie po plasterku?
Na przykład na uniwersytecie wrze w tej chwili podskórnie. Uniwersytet właściwie przestał być miejscem, gdzie się dyskutuje, stał się jakąś zardzewiałą maszynką do zarabiania pieniędzy. Ludzie są potwornie sfrustrowani, mają poczucie, że instytucja, w której się zatrudniali dziesięć, dwadzieścia lat temu, przestała istnieć.

Może to już jest koniec polskiego uniwersytetu?
Tak mówi wielu moich znajomych. W jakimś sensie to jest koniec, to przestało być miejsce, gdzie jest aura wolności i takiej bezinteresowności myślenia. Inwazja tak zwanej nowoczesności rozumianej jako podporządkowanie myśli regułom biurokracji i rynku niszczy to, co zaczęło być fajne i ciekawe. Życie naukowe zatraciło swoją spontaniczność, bo wszystko trzeba opakować w grant i zaplanować dwa lata wcześniej. Jak ja mam zaplanować, wymyślić projekt badawczy trzy lata wcześniej, jeżeli pisanie książki naukowej jest pewną przygodą intelektualną, która może mnie w różne strony zaprowadzić? Myślę, że przy takim kryzysie francuscy czy angielscy intelektualiści wyszliby na ulice razem ze studentami! Więc to nie jest tak, że nikt w nas nie uderza, tylko Polacy po różnych krzywdach, które im się dzieją ze strony klasy politycznej, zamiast negocjować z władzą, szukają innych sposobów, jak załatwić sprawę.Tak było z prawem do aborcji – zamiast dobrego prawa mamy nieźle funkcjonujące podziemie. Tak jest w dużej mierze z brakiem przedszkoli i żłobków, Polki to sobie załatwiają przy pomocy swoich babć, teściowych i Ukrainek. Pomysł, że państwo w ogóle ma nam coś wartościowego zorganizować, jest pomysłem w dojrzałych demokracjach, Polska nigdy ani przez moment taką demokracją nie była.

Skoro tacy jesteśmy i władza jest, jaka jest, to może państwo nam jest niepotrzebne, wypiszmy się z niego...
Państwo jest potrzebne i różne grupy w pojedynczych sprawach coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę, myślę np. o ruchu „alimenciar", które wychodziły na ulicę. Teraz są postulaty ZNP, przedszkole w każdej gminie, to też jest dość masowy ruch. Podobnie było z parytetami. Czekam na moment, kiedy z tych różnych ruchów wyklaruje się coś masowego, co będzie miało szerszą wizję społeczną tego, co winne nam jest państwo.

Ale być może nam, dziennikarzom, i im, politykom, uda się dalej tak ogłuszająco kręcić tym młynkiem smoleńskim, że nikt o takim ruchu nawet nie usłyszy?
Nie. Jest jakieś 20 proc. społeczeństwa, które sprawa smoleńska ekscytuje w stopniu najwyższym, to elektorat Jarosława Kaczyńskiego. Myślę o nich, o ich gniewie i teoriach spiskowych jako o smutnym efekcie całego procesu transformacji, w którym ekonomicznie wykluczeni posługują się wyłącznie językiem narodowej krzywdy. Myślę, że PiS na tym nie wygra wyborów, natomiast Smoleńsk bardzo skutecznie będzie organizował debatę publiczną przez następny rok. I to jest dla mnie przerażające, bo widzę kilka naprawdę dużo ważniejszych tematów. Ale one nie mają szans, bo co może być piękniejszego niż zdrada 30 stycznia 2011 | wprost i katastrofa lotnicza, którą chyba część tych ludzi uważa za zamach, jako metafora własnego poczucia zdrady i krzywd?

I ta mniejszość, wraz z elitami politycznymi, może zahipnotyzować państwo, zatrzymując je w rozwoju?
To jest pewne złudzenie elit, że wszyscy rozmawiają tylko na ten temat co elity. Zastanawiałam się z grupą znajomych, co by było, gdyby tego krzyża nie zlikwidowano i nie zmuszono tych ludzi do rozejścia się.

Rozeszłoby się po kościach, a ludzie – po domach.
Tak, już by tego nie było. Natomiast elity polityczne nadal są na tym najwyższym poziomie rozemocjonowania. Może zresztą nie są, może tylko udają?

Pani akceptuje postępowanie pana premiera w tej sprawie? Jest pani z niego dumna, wstydzi się za niego?
Nie mam do niego żadnego emocjonalnego stosunku. Myślę, że gigantyczny sukces PO polega na tym, że alternatywą dla nich są szaleńcy, takie jest chyba dość powszechne mniemanie, że oni są uosobieniem polskiej normy, trochę gnuśniej, trochę kolesiowatej, w miarę racjonalnej, a alternatywą jest nieustająca histeria i agresja, która płynie z ust Kaczyńskiego. Mnie jest niezwykle żal Kaczyńskiego, on ciągle jeszcze przeżywa żałobę po swoim bracie, z tej śmierci uczynił treść nie tylko swojego życia, ale także życia całej formacji politycznej. Ale to już nie jest nasza sprawa, milionów Polaków.

To był jednak nasz prezydent.
Nasza żałoba już się skończyła. Teraz się zapisujemy do żłobków i przedszkoli, przegłosowaliśmy ustawę parytetową, zastanawiamy się nad tym, czy rynek jest jedynym lekarstwem na emerytury. Jest ileś ważnych tematów, którymi polityka powinna się zajmować, a zajmujemy się wyłącznie tym, czy Rosjanie dali nam w twarz i czy Tusk powinien był trzy godziny krócej jeździć na nartach. Ja na przykład bardzo chciałabym mieć do końca wyrobiony pogląd na temat OFE. Nie mam. To wymaga wiedzy. Natomiast wyrobienie sobie zdania na temat tego, czy Tusk zhańbił Polskę, wymaga wypicia kawy i podrapania się w głowę.

Pani ma to w nosie po prostu?
Uważam, że są ważniejsze sprawy. Natomiast my w ogóle nie rozmawiamy o stanie państwa, my rozmawiamy o stanie psychiki Kaczyńskiego i okolic.

Latem zacznie się kampania wyborcza, panowie założą doskonale znane nam zbroje, wciągną proporce...
Myślałam, że pan powie: świetnie skrojone garnitury.

Nienawiść zamienia garnitury w zbroje. I znowu ci sami, w tych samych rolach, prawdopodobnie z tym samym stosunkiem sił zakończą bój o władzę i znowu nie będzie miejsca na rozmawianie o modelu społecznym.
Tak właśnie będzie, to jest wojna czysto symboliczna. Można sobie zadać pytanie: czy tak już gdzieś kiedyś było, że zamiast rozmawiać o sprawach konkretnych, rozmawiano wyłącznie na poziomie symboli, emocji i tego, kto kogo zdradził? Jako amerykanistka mogę panu powiedzieć, że przez ostatnich 10 lat trochę tak było w Stanach. Podział na Amerykę tak zwaną czerwoną i tak zwaną niebieską był głęboko kulturowy i mocno osadzony w metaforach. Mówiło się źle o liberałach, czyli lewicowcach pijących kawę latte na Wschodnim Wybrzeżu, a z drugiej strony o tych przaśnych konserwatystach ze środkowych stanów. Wzajemne wymyślanie sobie i alienowanie się do niczego nie prowadziło, tylko narastała wzajemna wrogość. I do tej pory w jakimś stopniu tak jest, ale coś się wydarzyło. Służba zdrowia, temat ważny i bolesny dla milionów ludzi, stała się tematem nośnym również w sferze wartości, emocji. Jeżeli sobie uświadomimy, że spór o żłobki to nie jest praktyczny spór o to, ile pieniędzy z kasy państwowej, a ile z gminnej…

Że to jest spór o model społeczny.
Właśnie! To jest spór o to, jak ma wyglądać życie milionów młodych kobiet w Polsce, nie tylko te trzy lata, które Polki w trzech piątych spędzają ze swoimi dziećmi zamknięte w domu, ale całe ich życie zawodowe! Bo powrót z tej przerwy trzy- lub więcej letniej jest właściwie powrotem donikąd, kobiety masowo rezygnują z pracy zawodowej jako projektu życiowego. Państwo wymaga od Polek, żeby wykonywały za nie całą pracę opiekuńczą. I to jest z mojej dzisiejszej perspektywy kluczowy spór i mnie dużo bardziej ciekawi, jak będzie wyglądała po poprawkach ustawa żłobkowa, niż to, co Kaczyński powie, kiedy Tusk powie, co myśli o poprawkach do raportu MAK...

I te miliony matek i inne grupy społeczne ze swoimi problemami będą musiały poczekać, aż kilkuset mężczyzn ustali, kto jest zdrajcą, a kto nie. A potem – kto może rządzić krajem, a kto nie. I być może wtedy, jak już ten, co może, będzie rządził, to wtedy może zacznie się nimi zajmować…
Tak, ale po to mamy ustawę parytetową, a właściwie kwotową, żeby wejście w politykę szeregu kobiet wprowadziło inny zestaw tematów, inny zestaw wartości. Tak było w Skandynawii, w ciągu ostatnich 30 lat zmieniła się tam tematyka.

Im nie spadł samolot z prezydentem i stoma ważnymi...
Ale zamordowano premiera Olofa Palmego i też można było z tego zrobić opowieść na następne 10 lat. Ale chciałam jeszcze wrócić do ustawy żłobkowej, niezwykle ważnego tematu jako części dyskusji o roli kobiet, podziału na sektor prywatny i publiczny, elementu debaty na temat kształtu edukacji wPolsce. Obawiam się, że ta gęba, którą się wPolsce przyprawia żłobkom, ten stereotyp, którym posługują się oponenci tej ustawy, że „to jest to straszne miejsce, w którym dzieci oderwane od czułych rąk matki dostają po prostu masowej schizofrenii", może być decydujący. A jest pytanie: czy uda się w tych żłobkach, które powstaną, stworzyć realną bazę edukacyjną dla malutkich dzieci? To będzie ogromny wysiłek, tylko musimy sobie uświadomić jako społeczeństwo, że edukacja jest ważna, a jakoś w ogóle na ten temat nie umiemy rozmawiać.

Bo jesteśmy narodem.
A nie społeczeństwem.

A to naród doznał ogromnej straty 10 kwietnia zeszłego roku i naród teraz musi z tym się uporać i znowu się nie stanie społeczeństwem przez kilka lat.

Tak pan myśli?

Tego się obawiam.
Widzę ten naród w miejscach, gdzie się zbierają rodzice i organizują spotkania, teatrzyki, żeby obronić ogródek w lokalnym przedszkolu, który ma przejąć deweloper, i to są fajni ludzie, związani z okolicą, w której mieszkają. I którym nawet do głowy nie przyjdzie, żeby rozmawiać o Smoleńsku albo o papieżu. Czy ten naród nie jest jakąś wizją, którą wytworzyły w swojej wyobraźni elity? Problem mamy taki, że państwo jest emanacją fikcji zwanej narodem, a nie przestrzenią, w której można podebatować na temat tego, co nurtuje społeczeństwo. A powinno być emanacją społeczeństwa. I mamy niekończące się dyskusje o Smoleńsku i np. właściwie wymiecioną z przestrzeni publicznej dyskusję o 1 proc. na kulturę. Paraliż smoleński trwa. Ta żałoba jest w tej chwili sztucznie nakręcana, bo już tej zbiorowej żałoby nie ma jako autentycznej emocji.

Ale umiejętnie ją podsycamy, pytamy wdowy, zaczynamy już pytać dzieci, co czują...
Jakbyśmy chcieli uczestniczyć w ich prywatnej żałobie, która jest jak najbardziej autentyczna, prawomocna i naturalna. Czy tej żałobie pomoże zapis z rozmów z wieży? To mi się wydaje jakimś absurdem.

Pani zawsze krytykowała zrośnięcie się w Polsce państwa i Kościoła. Mamy świeżą dyskusję o oddawaniu majątku Kościołowi, o krzyżach w szkołach. Pani patrzy na to z nadzieją, że Kościół zacznie się trochę wycofywać z państwa?
Uroczystości żałobne po katastrofie smoleńskiej pewnie się zapiszą w polskiej historii jako apogeum kościelnego królestwa w demokratycznej Polsce. Wtedy Polska stała się jednym wielkim kościołem, w którym śpiewano religijne pieśni. Oglądając niedawno rewelacyjny zapis tych chwil – film Artura Żmijewskiego „Katastrofa" – zastanawiałam się, czy nie powinnam stąd wyjechać, bo polskość i katolicyzm się zlały w jedno. Ale to był moment, wygasł i równolegle z jego wygasaniem toczyła się intensywna dyskusja na temat finansów Kościoła. To były dość szokujące liczby hektarów… I to przez moment stało się prawomocną formą krytyki Kościoła i stosunku państwa do Kościoła. Dla mnie było interesujące i smutne, że takiego wpływu na debatę o Kościele nie miały rewelacje o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księży, czyli to, co stało się źródłem kłopotów Kościoła w Irlandii. Empatia wobec pokrzywdzonych przez Kościół dzieci w Polsce nie miała znaczenia.

Może skala tego pokrzywdzenia była mniejsza?
Nie, myślę, że skala była podobna, natomiast tabuizacja jest większa, te małe wioski czy miasteczka w Polsce są bardziej zamkniętymi społecznościami niż analogiczne miejscowości w Irlandii i ludzie się bardziej boją. Na razie polski antyklerykalizm najlepiej się karmi wkurzeniem na bogatego księdza, który jeździ mercedesem i ma wielki brzuch. Niejako przy okazji był bunt licealistów przeciwko krzyżom, a ja czekam, aż się zaczną rodzice przedszkolaków buntować! Przecież w większości polskich przedszkoli publicznych jest nauka religii! Tu już nie można mówić o jakiejś alternatywie, bo przedszkolaka się nie wysadzi poza salę, w której urzędują zakonnica czy ksiądz. W Polsce się indoktrynuje dzieci trzy-, czteroletnie!

Jakie miałaby pani trzy główne postulaty w tej sprawie wobec państwa i dzisiejszego Kościoła?
Boże jedyny… – powiedziała ateistka… Świeckości szkoły! Rzeczywista alternatywa wobec religii, rzeczywiste wprowadzenie etyki do szkół w takim zakresie i w takiej formie…

A nie wyprowadzenie Kościoła ze szkół?
To byłby program maksimum, w tej chwili nie do wykonania. Drugi postulat to całkowite wycofanie się Kościoła, niedopuszczanie Kościoła do ustaw dotyczących praw reprodukcyjnych. Uważam, że w oczywisty sposób należy renegocjować ustawę antyaborcyjną, ale ona jest też o edukacji seksualnej i dotyczy to również leczenia niepłodności. To jest kolejny temat, który Smoleńsk wymiótł, a który dotyczy przecież kilku milionów ludzi w Polsce. I po trzecie, ja bym chciała żyć w państwie, w którym instytucje religijne czy kościelne niezależne od wyznania są w jakiś klarowny i równy sposób opodatkowane. Być może to powinno polegać, tak jak w Niemczech, na tym, żeby opodatkowywano wiernych, wtedy byśmy się przekonali, ile w Polsce jest realnie katolików.

A np. zakaz święcenia budynków państwowych, które budujemy za wspólne pieniądze, czyli też niewierzących, a potem przychodzi ksiądz, święci i mówi: to jest już boskie, nasze?
Szczerze mówiąc, dla mnie święcenie to są takie czary-mary, ani mnie to grzeje, ani ziębi... Mnie w tej chwili bardziej interesuje mikropoziom, który poddaje przedszkolaka edukacji katolickiej wbrew woli jego rodziców.

Wróćmy do opozycji między narodem a społeczeństwem. Żeby wygrało społeczeństwo, trzeba „zabić" naród?
To się przedstawia jako różnice pomiędzy wykluczającymi się ideologiami: z jednej strony nowoczesne, liberalne myślenie w kategoriach praw jednostek i ludzi, wobec których żywimy szacunek jako do osób mających jakieś prawa i planujących swoje indywidualne życie, a z drugiej strony naród jako całość, zbiorowość. Po stronie społeczeństwa są racjonalne spory dotyczące projektów społecznych i tego, jak sobie zorganizujemy życie jako zbiorowość, a po stronie narodu są wielkie emocje, właśnie zdrada, hańba, że oszukali nas. I każdy, kto się wyłamuje z tych priorytetów, z tej wizji podmiotu jako całości, staje się za chwilę obcym. Mnie się marzy inny krajobraz: emocje po stronie wielkich projektów społecznej zmiany. Projekty społeczne, które mówią na przykład o równości szans czy organizowaniu systemu opieki, też powinny budzić emocje. Bo to projekty mówiące o tym, kim jesteśmy, jakim jesteśmy społeczeństwem.

Więc pani mówi: niech te spory wokół społeczeństwa nabiorą rumieńców, to wtedy i ten naród trochę rumieńców straci?
Tak. Albo naród zacznie sam siebie postrzegać jako społeczeństwo. W Stanach to się udało w debacie o służbie zdrowia, bo przez długie lata nie można było jej zreformować, ponieważ konserwatyści, przeciwni powszechnym ubezpieczeniom, ubierali to w język wielkich wartości, wolności jednostki. Dopiero Obama zaczął mówić językiem emocji o tym, że Stany Zjednoczone jako najbogatszy kraj świata powinno być stać na to, żeby wszystkie dzieci miały dostęp do dobrej opieki medycznej. Dlaczego np. lewica o żłobkach mówi językiem chłodnym i pozbawionym symboli, zostawiając te wielkie, zbiorowe emocje wyłącznie nacjonalistom? Trzeba odwołać się w racjonalnych sprawach do języka emocji.

U nas żłobki chyba zawsze przegrają z cmentarzami.
To wyjdźmy z cmentarza.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2011
Więcej możesz przeczytać w 4/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 66
  • valnar@poczta.fm   IP
    Problem ogniskował i będzie ogniskował część polskiego społeczeństwa, ale nigdy wszystkich. natomiast budowanie poparcia społecznego poparcia na tragedii nie udało się w wyborach prezydenckich czy samorządowych, to czemu ma się udać w parlamentarnych?

    Krzykiem, gniewem, tupaniem nóżkami i chodzeniem z pochodniami nic nie wyjaśnią. Część osób wierzy w PRZEWRÓT, ale nie rozumieją, że państwo demokratyczne przewrotów nie potrzebuje. Rządzi partia z największym poparciem lub koalicja z największym poparciem.

    Załóżmy przewrót PiS i co dalej? Najbliższe wyboru przywróciłyby stan sprzed wyborów. To wprowadzamy autokrację na 10-20 lat? Izolacja Białorusi to by nas czekało, a z wysoko ciężko się spada.

    Dzisiejszy przewrót PiS, jutro zmieciony byłby przez kolejny, a to oznaczałoby wojnę domową, na to żadna partia się nie zdecyduje.
    • mada   IP
      Rodziny smoleńskie mogą mieć żal i pretensje do pisu i panów K...ich.Z ich listy na ten lot został wydany wyrok.
      Na decyzje chorych ludzi ikt inny nie miał najmniejszego wpływu.Kto mimo zabiegów na tej liscie sie nie znalazł niech dziękuje opaczności że chodzi po tej ukochanej ziemi.
      • PACJENT   IP
        MUWIAC O PREMIERZE ZE MA KREW NA REKACH CHYBA WIECEJ JEJ MA KACZYNSKI I JEGO RZAD KTURY MA NA SUMIENIU POSLANKE BLIDE NIE WYKONANE TRANSPLATACJECZY KTOS SIE DOMAGA Z RODZIN BY STANAL PRZED SADEM CZAS JEST CIERPLIWY
        • obserwator   IP
          Kochani katolicy, miłośnicy Smoleńska. Jestem też katolikiem, ale burzy się we mnie jak ktoś nie zna zasad swojej wiary i stara się oceniać innych. Do tego Ci Polacy z nieznajomością swojego języka. Ile tu różnych błędów!!!To Wy nie jesteście Polakami.
          • Stara babka   IP
            Na pręgierz z J\'K

            Spis treści tygodnika Wprost nr 4/2011 (1459)

            • Dorosłość w erze posmoleńskiej 23 sty 2011, 12:00 Katastrofa smoleńska to coś niepomiernie większego niż wielka tragedia i oś politycznego konfliktu. Smoleńsk będzie miał dla Polski i Polaków większą moc definiującą niż Katyń, choć to przecież katastrofa lotnicza, a nie potworny mord 6
            • Na skróty 23 sty 2011, 12:00 Premier: Mogą być dymisje za katastrofę Donald Tusk zapowiedział, że raport komisji Jerzego Millera może pociągnąć za sobą zmiany w rządzie – wynika z informacji „Wprost". Słowa padły podczas ostatniego posiedzenia... 8
            • Pojedynek na miny 23 sty 2011, 12:00 Reakcja premiera na raport MAK była spóźniona – ogłosili zgodnie Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna. Reakcja Schetyny na wysadzenie go ze stanowiska wicepremiera może z kolei okazać się przedwczesna. A może rację mają ci,... 11
            • Czekając na Wilki 23 sty 2011, 12:00 Czesław Mozil weźmie chyba udział w programie „X Factor", chociaż odżegnuje się od tego w filmie na Facebooku. Z nagrania wynika, że Czesław kąpał się nago w strumieniu razem z Borysem Szycem. To piękna wiadomość; już nie... 12
            • Podejść Rosję 23 sty 2011, 12:00 Krytykuje go wielu: od Antoniego Macierewicza po polityków PO. Mówią, że jest kłótliwy i przewrażliwiony na własnym punkcie. Ale jedni i drudzy powinni Edmundowi Klichowi podziękować, bo to on zdobył nagrania ze smoleńskiej wieży. 14
            • Ostatni lot 23 sty 2011, 12:00 Generał Andrzej Błasik marzył o karierze awansach i miejscu w historii lotnictwa. W historii lotnictwa już jest, choć na pewno nigdy nie myślał, że zajmie w niej takie miejsce. 18
            • Zderzenie kompleksów 23 sty 2011, 12:00 Jeśli po polskim raporcie miałoby się okazać, że w rządzie nie ma odpowiedzialnych za katastrofę, to będzie to kompromitacja premiera – mówi senator Włodzimierz Cimoszewicz, były premier, były szef MSZ. 22
            • We władzy demonów 23 sty 2011, 12:00 To zadziwiające, jak idealnie obie wersje katastrofy smoleńskiej – polska i rosyjska – odpowiadają stereotypom ugruntowanym wśród Polaków i Rosjan. 26
            • Dość Smoleńska! 23 sty 2011, 12:00 Czas wyjść z cmentarza i pobiec do żłobka – wzywa Agnieszka Graff. I po drodze krzyknąć do Kościoła: Nie zapraszamy do Sejmu! 30
            • Los przystawki 23 sty 2011, 12:00 Pamiętacie jeszcze, że pięć lat temu powstał najbardziej egzotyczny tercet polskiej polityki? Dziś przystawki już zjedzone. A ówcześni wicepremierzy Roman Giertych i Andrzej Lepper pocieszają się grami w dyplomację i wynoszeniem obornika. 36
            • Jak sobie radzić bez państwa? 23 sty 2011, 12:00 Państwo nas opuściło. Poszło sobie niczym mąż od żony. 39
            • Wielki Brat 23 sty 2011, 12:00 Czy istnieje coś takiego jak sensowna polityka polski wobec Rosji? Tak, choć nawet ona może nie przynieść efektów. 40
            • Błogosławiony z krwi i kości 23 sty 2011, 12:00 Zanim Jan Paweł II zostanie oficjalnie błogosławionym, kościół musi się zmierzyć z pytaniem, co z jego relikwiami? Czy otwierać grób i pobierać części ciała Ojca Świętego, czy wiernym wystarczy ampułka z krwią, która jest już w Polsce? 42
            • Zapalony tata 23 sty 2011, 12:00 Upada mit matki cierpiętnicy na dwóch etatach – w pracy i w domu. Coraz więcej rodzicielskich obowiązków spada na mężczyzn – twierdzą socjologowie. Ale nowi ojcowie to wciąż awangarda. 46
            • Król kiczu i fiasko McKiszki 23 sty 2011, 12:00 Przedsiębiorca Jarosław Dziemian nie przejmuje się, że na rodzinnym Podlasiu nazywają ..o królem kiczu. Woli podkreślać, że to on wylansował słynny przebój disco polo „Żono moja, serce moje” i kandydata na prezydenta Białegostoku Krzysztofa Kononowicza. A ostatnio... 48
            • Upadek 23 sty 2011, 12:00 „Kiełbasy do góry i ładujemy w kakao frajerów” – ten okrzyk Janusza Wójcika zastępujący taktykę przeszedł do historii polskiego futbolu. Dziś z zarzutami korupcyjnymi czeka na proces. Ale chce wrócić. 52
            • Wojna w świętym mieście 23 sty 2011, 12:00 Wygląda na to, że trybuny obu znanych krakowskich klubów piłkarskich to naturalna wylęgarnia brutalnej przestępczości zorganizowanej. 54
            • Steve Jobs i jego dzieci 23 sty 2011, 12:00 Szef największym atutem firmy? Nigdzie nie widać tego lepiej niż w świecie nowych technologii 56
            • Gorzki zapach jaśminu 23 sty 2011, 12:00 Internetowa rewolucja w Tunezji może wywrócić dotychczasowy porządek w krajach arabskich. 61
            • Głaskanie smoka 23 sty 2011, 12:00 To już nie jest ani przyczajony tygrys, ani ukryty smok. Do Waszyngtonu przyjechał prezydent Chin świadomych swej siły. Chińczycy już wiedzą, że w światowej grze mogą uczestniczyć na swoich warunkach. 62
            • Davos rządzi 23 sty 2011, 12:00 Na czarodziejskiej górze Tomasza Manna w Davos można było prowadzić dysputy, flirtować, ewentualnie umrzeć na zapalenie płuc. Co ma z tamtym wspólnego Davos, w którym odbywa się Światowe Forum Gospodarcze? Nic – poza czarodziejską mocą. 65
            • Mega-city 23 sty 2011, 12:00 Nocą przypomina Las Vegas, za dnia Nowy jork. Miało być drugim Chicago. Chongqing to największa metropolia świata i nowe centrum biznesowe środkowych Chin. 67
            • Pożegnanie z kasą 23 sty 2011, 12:00 Rząd wspólnie z bankami chce namawiać Polaków do rezygnacji z rozliczeń gotówkowych. Oszczędności po wykonaniu całej operacji mają sięgnąć miliardów złotych rocznie, ale największą przeszkodą może okazać się nie brak bankomatów i dostępu do internetu, ale nasze przyzwyczajenie. 70
            • Seks nowej generacji 23 sty 2011, 12:00 Ilu z nas zgodziłoby się zostać cyborgami? A ilu z nas zgodziłoby się zostać cyborgami, gdyby zapewniało to niewyobrażalne, a przy tym bezpieczne doznania seksualne? 72
            • Zniknięcie czarnej królowej 23 sty 2011, 12:00 Przed tygodniem obchodziła 70. urodziny. Bez fanfar, koncertów i uroczystości. Bo od kiedy zeszła ze sceny, zniknęła też z życia publicznego. Ewa Demarczyk zostawiła nas jedynie ze wspomnieniami o swoim niesamowitym talencie. 75
            • Celebryta z undergroundu 23 sty 2011, 12:00 Przeszedł długą drogę od podrzędnych klubów w Kopenhadze do roli jurora w jednym z najbardziej oczekiwanych programów polskiej telewizji. Jak to się stało, że Czesław Mozil z lidera offowego zespołu przemienił się w gwiazdę? 78
            • Z piętnem pana Darcy’ego 23 sty 2011, 12:00 Życie zaczyna się po pięćdziesiątce. Colin Firth, który do niedawna grywał niemal wyłącznie uwodzicieli i amantów, właśnie został nagrodzony Złotym Globem za rolę w „Jak zostać królem”. Jest też jednym z faworytów tegorocznego wyścigu po Oscara. 80
            • Proszę o wolność dla swojej książki 23 sty 2011, 12:00 Jego literatura została zakazana przez Stalina, on sam był najlepszym wydaniem człowieka radzieckiego. Właśnie ukazała się książka o życiu jednego z najbardziej niezwykłych pisarzy XX wieku – Wasilija Grossmana. 82
            • Miłość do ojczyzny 23 sty 2011, 12:00 Dowiedziałem się właśnie, że szykowane jest nowe prawo, które ma nauczyć szacunku do państwa polskiego. 86
            • Złoty na walutowym morzu 23 sty 2011, 12:00 Podręcznikowa wiedza na temat kursów walut bierze w łeb, gdy – tak jak dziś – rynkami finansowymi rządzi psychologia wspomagana przez działania rządów i banków centralnych. 88
            • Rozwój w czasach kryzysu 23 sty 2011, 12:00 W debacie publicznej dominuje wciąż pytanie z poprzedniej epoki: „Jaki rozwój jest lepszy dla przyszłych pokoleń?”. Tymczasem ważniejsze stało się pytanie to co zrobić, żeby rozwój w ogóle następował. 90
            • Kryzys globalizacji? 23 sty 2011, 12:00 Wydaje się, że wraz z odrodzeniem gospodarki wkraczamy w nowy etap pełniejszej globalizacji, ciągle napędzanej przez rynki wschodzące. Proces globalizacji, choć zapewne nie zostanie przerwany, będzie się jednak odbywał w otoczeniu bardziej kontrolowanym. 94
            • Usta pełne golonki 23 sty 2011, 12:00 Najlepszą na świecie serwują Czesi 96
            • Translator Kempa 1000 23 sty 2011, 12:00 Opis: Ubrana w biały fartuch Beata Kempa patrzy zamyślona na skomplikowane urządzenie. Stan głębokiego skupienia przerywa pukanie do drzwi. Pani Beata wzdryga się i chyba wypowiada słowo, które dzięki polskim piłkarzom odczytać z ruchu... 97
            • Niech wygra Niesiołowski 23 sty 2011, 12:00 „To, że za filmem »Mgła« stoją »Gazeta Polska« i panie redaktor Stankiewicz i Lichocka, jest gwarancją jego poziomu, stronniczości i niskiej wiarygodności" – ocenił marszałek Stefan Niesiołowski.... 97
            • Popgłupota 23 sty 2011, 12:00 W poppolityce liczy się to, jak wypada polityk przed kamerą, czy potrafi być na luzie, jak jest ubrany, czy zna fajne dowcipy oraz czy ma atrakcyjną żonę. 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany