Król kiczu i fiasko McKiszki

Król kiczu i fiasko McKiszki

Przedsiębiorca Jarosław Dziemian nie przejmuje się, że na rodzinnym Podlasiu nazywają ..o królem kiczu. Woli podkreślać, że to on wylansował słynny przebój disco polo „Żono moja, serce moje” i kandydata na prezydenta Białegostoku Krzysztofa Kononowicza. A ostatnio jego medialne imperium wypromowało nową gwiazdę.
Brrrrr. Będzie zimno. A jeżeli jest zimno, to warto zjeść coś kalorycznego. Zaraz skoczę po pyszną roladę z kurczaka do sklepu Swojak" – oryginalna prognoza w   wykonaniu ciemnoskórego Rogersa Cole-Wilsona stała się hitem internetu. Na portalu YouTube obejrzały tysięcy ludzi, a sam Cole-Wilson, do tej pory lokalna gwiazda białostockiej prywatnej telewizji Jard, w ciągu kilku dni stał się jednym z najpopularniejszych prezenterów pogody w Polsce.
Bo i jego prognozy są dość niezwykłe: Cole-Wilson mówi z zabawnym akcentem, a zapowiadając opady, niby od niechcenia wspomina o gorącej kiszce ziemniaczanej i kiełbasach ze sklepu Swojak w Białymstoku lub zachęca do rozgrzania się w klubie Krąg. Zarówno sklep, jak i klub należą do właściciela telewizji Jard Jarosława Dziemiana.

To Dziemian wpadł na pomysł zatrudnienia imigranta z Sierra Leone, który po studiach w Związku Radzieckim osiadł w Białymstoku. – Nie ma co kryć, w latach 80. Rogers był miejscową atrakcją, trudno go było nie zauważyć. Któregoś dnia przyjechał do mojego warsztatu naprawić samochód. Dostrzegłem w nim niespotykane ciepło, a do takich ludzi zawsze mnie ciągnie – mówi Dziemian.

Biznesmen ma na koncie również inne medialne odkrycia. W telewizji Jard powstał przed wyborami samorządowymi w 2006 r. słynny spot promujący Krzysztofa Kononowicza. Kandydat na prezydenta Białegostoku tłumaczył, że „ma drewniany domek, ma matkę, tatuś mój jest bardzo zasłużony" i przedstawiał program dla miasta: „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego".

Siding patriotyczny

Dziemian próbował szczęścia w wielu zawodach: był taksówkarzem, dyrektorem w urzędzie miejskim. A potem spełnił marzenia i otworzył warsztat samochodowy. – Samochody to moja wielka pasja. Jako pierwszy na świecie przerobiłem malucha na gaz – chwali się.

W1991 r. założył firmę Jard, zaczątek imperium. Najpierw w ponurym bloku otworzył hotel Turkus, w ciągu kolejnych trzech lat kupił pięć innych hoteli. Moment był doskonały, pierwsza połowa lat 90. to czas rozkwitu handlu ze Wschodem – Rosjanie i Białorusini zjeżdżali do Białegostoku, gdzie mieścił się jeden z największych bazarów w Polsce. Hotele przeżywały oblężenie, a firma błyskawicznie rosła. Na początku w Jardzie pracowały trzy osoby, dziś – prawie 300.

Przez te lata nie zmieniło się tylko jedno: wszystkie należące do Dziemiana hotele i zajazdy pokryte są charakterystycznym sidingiem pomalowanym na biało-czerwono. D                  ziemian tłumaczy, że te kolory odzwierciedlają jego patriotyzm wyssany z mlekiem matki. Biało-czerwone jest również logo jego telewizji Jard i dwóch stacji radiowych.

Bo Dziemian, człowiek o artystycznej duszy, szybko postanowił wejść w świat mediów. Najpierw założył radio. – Znosił do studia stare płyty ipuszczał Niemena,  Stonesów, Beatlesów z i Dire Straits. Starych kawałków przestał bronić jak niepodległości dopiero, gdy usłyszał disco polo. Wtedy zaczął promować na antenie zespoły discopolowe, a te później występowały w jego zajazdach. I tak się ten biznes  współpracownik.

Prawdziwym muzycznym odkryciem była dla Dziemiana podróż do Chorwacji. Wmikrobusie jadącym wzdłuż dalmackiego wybrzeża usłyszał chorwacką legendę muzyczną lat 70. Darko Domijana wykonującego
biesiadną przyśpiewkę „Zeno moja, srce moje". Po powrocie do Białegostoku zlecił przetłumaczenie piosenki na polski, zaprosił zespół disco polo do studia i nagrał bodaj największy hit weselny wPolsce: „Żono moja, serce moje". Wykonywał go później nawet Iwan Komarenko, ten od „Czarnych oczu".

W 1997 r. w hotelu Turkus powstała TV Jard, a cztery lata później pierwsze w Polsce dziecięce Radio Jard 2. – Odznaczenie dostałem od ministra edukacji za to moje małe radio – chwali się właściciel.

Fiasko McKiszki

Gdy po kryzysie gospodarczym na Wschodzie w 1998 r. pokryte biało-czerwonym sidingiem hotele i zajazdy z dnia na dzień opustoszały, Dziemian założył Centrum Rozrywki Krąg. Zapraszał do niego nowe
podlaskie zespoły, zorganizował wybory Mistera Białegostoku, a następnie uruchomił popularne wieczory taneczne dla seniorów.

W Kręgu jest przaśnie i biesiadnie: podczas wyborów Mistera Białegostoku panowie tańczą do muzyki z „Jeziora Łabędziego" w spódniczkach baletnic ( jak mówi Dziemian, Czajkowski by tego nie wymyślił!), a kelnerki podają gościom regionalny specjał – kiszkę ziemniaczaną. – Cały czas zastanawiam się, czy
Dziemian działa według wyrafinowanej strategii marketingowej, czy to tylko łut szczęścia. On trafił w stu procentach do grupy docelowej, która nikogo wcześniej nie interesowała. Pracownik fabryki po zawodówce czuje się fatalnie w eleganckich lokalach z nowoczesną muzyką. Dla kogoś takiego swojski lokal z muzyką disco polo to najbardziej atrakcyjny sposób spędzania piątkowych i sobotnich wieczorów – mówi Krzysztof Seroka, właściciel kilku białostockich klubów.

Sam Jarosław Dziemian pytany, czy nie przeszkadza mu wizerunek regionalnego króla kiczu, odpowiada, że do swojej pracy podchodzi z humorem i bardziej niż na pieniądzach zależy mu na dobrym samopoczuciu pracowników. I jeszcze – dodaje – wzbudzaniu ogólnej ciekawości.

Zainteresowanie lubi wzbudzać, choć zawsze podkreśla, że bardziej zależy mu na promowaniu firmy niż siebie. Nigdy nie dbał przesadnie o wygląd, jest typem rubasznego sarmaty z brzuszkiem. Nie przykłada specjalnej wagi do ubrań: garnitur zakłada tylko do sądu i na spotkania z przedstawicielami Krajowej
Rady Radiofonii i Telewizji. Bywa, że po firmie chodzi wdresie ikapciach. Mieszka też skromnie, w domku na przedmieściach Białegostoku. Zainwestował tylko w auto: kupił sobie lamborghini diablo, wprawdzie
wóz jest już nieco wysłużony, ale to nadal pierwsza klasa.

Wyczucie biznesowe opuściło białostockiego przedsiębiorcę tylko raz. Trzy lata temu z wielką pompą uruchomił w Białymstoku McKiszkę, lokal wzorowany na amerykańskim McDrive. Tyle, że zamiast frytek i hamburgerów pani w okienku podawała klientom gorącą kiszkę ziemniaczaną. Pomysł niestety nie chwycił i po niespełna trzech miesiącach lokal trzeba było zamknąć. Dziemian do dziś nie wie dlaczego. Tym bardziej że ta sama kiszka świetnie sprzedaje się w sklepie Swojak. Pracownicy, zwłaszcza byli, opowiadają
o niezwykłej oszczędności, by nie rzec skąpstwie biznesmena. Do legendy przeszła już historia, jak w należących do Dziemiana hotelach zabrakło poduszek. Zamiast udać się do najbliższej hurtowni, właściciel usiadł do komputera i na portalu aukcyjnym ebay wynalazł niedrogą maszynę do szycia poduszek. Kupił ją i wydał polecenie pracownikom, by sami uruchomili produkcję.

– Innym razem skończył się papier  toaletowy, jednak szef nie spieszył się z nową dostawą. Gdy jedna z pracownic zapytała, czy dałoby się coś z tym problemem zrobić, odpowiedział, że papier w hotelu nie jest konieczny, bo to obiekt tranzytowy. A jak ktoś jedzie w trasę, to przecież zabiera papier z sobą – wspomina były pracownik.

Swoje dochody Jarosław Dziemian skrzętnie ukrywa, ale szacuje się, że obroty całego imperium (trzy hotele, trzy zajazdy, dwie apteki, sklep spożywczy, centrum rozrywki i centrum medyczne) to jakieś 5-6 mln zł rocznie.



Okładka tygodnika WPROST: 4/2011
Więcej możesz przeczytać w 4/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • kolop IP
    tyle błędów w artykule
    • bialstok IP
      KISZKA
      • Aleksander P. IP
        Szacun.